Post Cz wrz 05, 2013 6:46 pm

Magia to jednak prosta rzecz

Pewnego dnia koleżanka zwierzyła mi się, że ma problemy ze zdrowiem. Mianowicie jest wiecznie wyczerpana , nie może spać, nie chce jej się jeść. Po krótkiej rozmowie poprosiła o pomoc.

Prolog.

Wizja była już jasna i klarowna jakiś ciemny kosmaty kształt, ale co to. Odruchowo zaciskam rękę na pęku kruczych piór. Czuję na twarzy powiew zimnego, wilgotnego wieczornego wiatru. Ciemny czarny kształt nadlatuje ze wschodu. Pikuje, podrywając się do lotu chwilę przed uderzeniem w ziemię. Katastrofa była blisko bo od ziemi dzieliło go poza kilkudziesięcioma centymetrami bezwładne ciało mojej koleżanki. Ale to wystarczyło. Podmuch wiatru wywołany przez krucze skrzydła rozwiał zasłonę niewiedzy. Na poruszanej płytkim oddechem piersi widzę już wyraźnie żbika wygrzewa się sycząc i prychając groźnie gdy tylko ktoś do niego się zbliży. Walka nie ma sensu czuje, że jego pazury będą bardzo groźne.

Akt 1

Przestrzeń oczyszczona i przygotowana, teraz czas zaprosić ogień. Północ – ostrożnie otwieram woreczek i wysypuje zęby lisa na przygotowane miejsce. Czekam aż przyjdzie. Nigdy mu się nie spieszy. Pojawia się wtedy gdy oddala się ode mnie świat. Jesteśmy sami. Stoimy chwilę w ciszy po czym siada na należnym mu miejscu. Wie że dziś będzie nas więcej. Wschód – sięgam po krucze pióra. Rozwiewają dym z kadzideł tworząc fantazyjne wzory. Niepostrzeżenie pojawiają się latając wokół nakreślonej przestrzeni. Zapraszam je i czekam obserwując ich taniec miedzy smużkami pachnącego dymu. Wciągam go w płuca, zespajam się z nim. Nagle ruch ustaje. Siedzą na należnym im miejscu. Południe – szable dzika trafiają na swoje miejsce. Lubię mieć go za plecami gotowego do szarży w mojej obronie. Już słyszę jak nadbiega. Nie rozmawiamy, on tego nie lubi. Oddaje mu szacunek i zajmuje miejsce dla niego przeznaczone. Zachód – zawsze lubiłem dotyk sierści wilka. Czuje jak mnie okrąża przyglądając się czy zaspokoi dziś swój głód. Czuje pod sobą śnieg, niemal potrafię wyczuć jego pierwotny głód. Zajmuje swoje miejsce w nadzieji zaspokojenia dziś swoich instynktów.
Został ostatni element zakładam na szyję wisiorek z kości mamuta. Wchodzę głębiej w trans staję się nim. Czuję potęgę i siłę, dotykam pierwotnej mocy.

Żbik wygrzewa się na słońcu. Syczy i jeży się na mój widok, ale ja wiem że teraz to tylko demonstracja siły. Zresztą nie zamierzam z nim walczyć. Swoim wielkim owłosionym cielskiem zasłaniam słońce. To wystarcza. Z wyraźną dezaprobatą żbik schodzi z piersi leżącej bezwładnie dziewczyny a ta zaczyna chwytać oddech jak tonący po wyciągnięciu na brzeg. Kot odchodzi rozpływając się w szarej mgle.

Akt 2

-Już po wszystkim powinno być lepiej.
-Tylko tyle wystarczyły ci dwa dni.
-Poczekamy zobaczymy jaki będzie efekt.

Akt 3

Nieco ponury zakreślam przestrzeń – czas spłacić dług. Wyciągam nóż. Jego damasceńskie ostrze lśni w świetle księżyca, zresztą odkąd do mnie trafił tylko takie widział. Cięcie było niewielkie ale wystarczyło to co otrzymałem musi zostać oddane. Nie znoszę widoku krwi… zwłaszcza własnej.

Akt 4

-I jak się czujesz?
-Jest rewelacyjnie. Gdybym wiedziała, że to takie proste przyszła bym dużo wcześniej.
-Cieszę się.
-Magia to jednak bardzo prosta rzecz.

Epilog

Wychodzę na spacer. Co prawda jest już ciemno i chłodno, ale potrzebuję się przewietrzyć i odświeżyć umysł. Jestem zmęczony. „Magia to jednak prosta rzecz” nie dają mi spokoju te słowa. Kilka dni temu w krótkim rytuale zamknąłem prawie dwadzieścia lat moich magicznych doświadczeń i poszukiwań. Miesiące pertraktowania z duchami, lata poszukiwań odpowiednich przedmiotów wieczory spędzone nad książkami które inspirowały mnie do poszukiwania własnych rozwiązań. Setki eksperymentów praktycznych zarówno tych udanych jak i tych zakończonych spektakularnymi klęskami. ”Magia to jednak prosta rzecz” pod warunkiem że widzisz tylko efekt a nie drogę. Cóż taki już nasz los czasem lepiej pozostać niedocenionym inaczej już dawno uznali by mnie za wariata pytając : ale po co to wszystko? Noc jest dziś wyjątkowo piękna, wracam pertraktować z duchami kto wie co dziś uda się zobaczyć.
"Ten, który walczy z potworami powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas." F.Nietzsche

Gdy uczeń jest gotowy nauczyciel sam się znajdzie