Czasami to jest tak nieoczekiwane, a jednocześnie tak silne i jednoznaczne że można przegapić wieloryba siedząc na nim.
Nienawidziłem kotów.
Miałem na nie nawet najprawdziwszą alergię, która okazała się być prostą, psychosomatyczną reakcją na upchany przeze mnie w kotach wstręt i strach. Bo koty były takie bezczelne i perwersyjnie głośne, ich szczochy cuchnęły na kilometr i szczerze nienawidziłem ich zawodzącego rządzą miauczenia, a już gwoździem do trumny było to, że po nawet chwilowym kontakcie z ich sierścią momentalnie aż puchłem.. mało bym się kiedyś nie udusił! To było bardzo silne uczulenie. Jak za dotknięciem magicznej różdżki pod wpływem sierści kota robiłem się dwa razy większy.. głównie na twarzy. Z czasem nauczyłem się unikać kotów skrzętnie i żyłem sobie bez opuchlizny i całkiem szczęśliwy i czas spokojnie płynął i kiedyś tak sobie podróżowałem po całkiem innym świecie i kiedyś też pogodziłem się podczas takiej wędrówki z kotem i wtedy jednoznacznie uznałem że sprawa z kotem załatwiona, a alergia nagle *pstryk* minęła. Ale to nie kot jest moim totemem - bo kot miauczy, a tu gdzie mieszkam na samym szczycie jest mój balkon zabudowany przeźroczystymi, przesuwanymi i uszczelnionymi szybami bo ja uwielbiam mieć ciepło w zimie i na jesieni i w lato najbardziej gdy ma padać deszcz jaskółki latają nisko i podobne im bardzo jeżyki też nisko. I one wszystkie lecąc tak nisko w szaleńczym pędzie manewrują między blokami i czasami ten manewr się jednak nie udaje.. i one uderzają w tą przeszkodę, albo tylko ocierają się o nią i spadają.. Napastowały mnie. Postanowiły tak ostro manewrować akurat w poprzek mojego balkonu i dlatego jeśli w coś wpadały to właśnie w niego! Często kiedy tylko zanosiło się na deszcz i obniżały loty ja otwierałem im tunel - odsłaniałem ile mogłem i niektórzy niewprawni, czy pechowcy przestali wpadać dziobem w moją szybę.. I myślałem że sprawa załatwiona, ale..
Może możesz sobie po prostu wyobrazić co można poczuć kiedy nagle budzi Cię penetrujący mózgownicę pisk, przeraźliwy ostry pisk jak jazgot i można poczuć aż ukłucia szaleństwa i szarpania niemocy kiedy atmosfera aż napuchnięta sapiącym zmęczeniem i zapoconą paniką wprowadza coraz bardziej i mocniej narastający niepokój i jak pod ciągłymi ukłuciami chaotycznej energii dzikiej piszczałki wszystko delikatnie drży już niespokojnie i nagle widzisz jak nieporadny ptak, na płaskim dywanie, zaplątany i chyba opętany, bo tak strasznie już upaćkany we własnych odchodach, łaknie tak bardzo kurczowo życia.. Wije się na podłodze w błagalnym i urywanym bezsilnością pisku.. Miotając się cały czas, bez odrobiny wytchnienia.. A okno jest tylko minimalnie uchylone.. Wariat! Przez taką szparę się wcisnął.. No to myślę "koniec kolego wycieczki bo to moje lokum" i go od razu CAP w rękę - przez skarpetę oczywiście bo ze strachu wszystko chyba popuścił - dlatego i ja puściłem mu ale oczkiem przyjaźnie oczko i wtedy HYC go za okno.. Poleciał bardzo elegancko - na płaskim nie miał się jak wybić trzeba mu więc było kopa.. No i znowu myślałem, że sprawa załatwiona, ale one zaczęły być coraz bardziej upierdliwe! Rekord to trzy, naraz, na balkonie.. Rzut jaskółką mam zatem opanowany. Jaskółki są tak genialnie szybkie i zwrotne.. ale czasami się chyba mylą w tych błyskawicznych obliczeniach.. No i trzeba je jakoś usuwać jak już się rozbiją, bo rozdzierająco przeraźliwie piszczą. Poprosiłem nawet tego kota o jakąś pomoc w "pozbyciu się ich stąd", a on rzekł tylko spokojnie:
"
Zadziwiasz mnie dzisiaj w tym wietrze tak bardzo. Bo gdybym to ja Ciebie poprosił abyś ty zniszczył dom, albo nawet zabił dla mnie innego kota to co byś sobie pomyślał?"
I dopiero wtedy zrozumiałem.
