Baśń o wodzie żywej


Dział o utopcach, strzygach, upiorach i dziwożonach. Opowieści ludowe, wyczytane lub zasłyszane od babci.

Moderator: Kapelusznik

Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Pt mar 07, 2008 2:14 pm

Baśń o wodzie żywej

Woda żywa

Dawno, dawno temu w niewielkiej wiosce mieszkała staruszka wdowa z trzema synami, których ogromnie kochała. Najstarszy był organistą w kościele parafialnym, a odznaczał się wielką mądrością i oczytaniem. Średni był rycerzem, rozumnym i bywałym w świecie. Natomiast trzeci, najmłodszy, pracował na roli jak wcześniej jego ojciec. Nie dbał ani o nowiny żołnierza ani mądrość brata organisty, dlatego przez obu uważany był za głupca. Pewnego nieszczęśliwego dnia staruszka zachorowała tak strasznie, że żadne lekarstwa pomóc jej nie mogły. Bracia wybrali się zatem po pomoc do mądrej kobiety mieszkającej pod lasem. Nim jednak wrócili do chatki – matka już nie żyła. Powstał lament straszliwy i płacz, którego baba jako żywa nigdy nie widziała. Zlitowała się nad braćmi i dała im taką radę:
Jeżeli tak wam matki żal możecie jeszcze wrócić ją do życia. Ale trzeba wam będzie narazić własne. Na Sobotniej Górze spod gadającego drzewa, na którym siedzi zaczarowany sokół bije źródło żywej wody, które wraca życie zmarłym. Dojść tam można i wrócić w siedem dni, ale śmiałkowi nie wolno obejrzeć się za siebie ani zboczyć z drogi, bo natychmiast zamieni się w kamień.
Ledwo baba opuściła chatę, bracia zebrali się na naradę. Średni doszedł do wniosku, że w podróży tej potrzeba nie lada odwagi. Pożegnał zatem braci, przypasał do boku miecz i ruszył w drogę.
Minął dzień jeden, drugi, trzeci, wreszcie tydzień cały, a żołnierza jak nie widać tak nie widać. Dwaj bracia wybrali się do mądrej po radę.
- Daremnie na brata czekacie. Już on więcej nie powróci. Stoi na Sobotniej Górze kamieniem w ziemię wrośnięty.
Bracia wielce się zmartwili słysząc te słowa i zaczęli spierać, któremu z nich wypada teraz iść po żywą wodę. Starszy ofuknął najmłodszego i zdecydował się sam wyruszyć.
- Trzeba tam nie lada głowy, by diabła przechytrzyć. Jak go zaklnę po łacinie, to nic nie wskóra, zobaczysz.
Uzbroił się w kropidło i puścił w drogę.
Minął dzień jeden, drugi, trzeci, wreszcie tydzień cały, a organisty jak nie widać tak nie widać. Najmłodszy brat pobiegł do mądrej po radę.
- Daremnie na brata czekasz. – powiedziała mu. - Już on więcej nie powróci. Stoi na Sobotniej Górze kamieniem w ziemię wrośnięty.
Zasmucił się najmłodszy syn wdowy utratą drugiego brata. Niewiele myśląc pobiegł do domu i chwycił bułkę, przewiesił przez ramię kosę i poszedł na południe.
Szedł trzy dni, przeprawił się przez trzy rzeki i trzy bory nim wreszcie stanął u podnóża Sobotniej Góry. Była ona ogromna, jej wierzchołek niknął w chmurach, a strome stoki porastał czarny las. Gęstwa była tam straszliwa, a znikąd drogi ani nawet marnej ścieżynki. Wdowi syn zaczął się wspinać nie zważając na kamienie, które raniły mu stopy, jadowite gady, co mu nogi obwijały i kąsały do krwi, ani na trujące zielska, które szarpały ubranie i same pchały się do ust. Szedł długo, gdy usłyszał za sobą głos:
- Hej, hej! Człowieku! Dokąd idziecie? Nie tędy droga.
Już miał się obejrzeć, kiedy przypomniał sobie słowa staruszki i nie zważając na wołanie szedł dalej przed siebie. Za chwilę dogonił go drugi podróżny i dalejże go wypytywać:
- A dokąd to idziecie? Po co się drapiecie na tę górę?
- Po wodę żywą. – odpowiada wdowi syn.
- To nam jedna droga wypada. Lepiej będzie jednak jak pójdziemy drogą.
I wskazał na lewo, gdzie rzeczywiście biegł wygodny gościniec łagodnie wijący się ku górze. Choć namawiał towarzysza jak mógł, najmłodszy z braci nie dał się skusić łatwiejszą ścieżką.
- Idźże więc sam! Nogi połam! – krzyknął ze złością tamten, skoczył w bok i zniknął…
Młodzieniec piął się, jak zaczął, gdy nagle usłyszał za sobą wrzask straszliwy, tętent kopyt i ujadanie psów. Już go piekielna sfora doganiała, już niemal dopadła do jego nóg, ale się nie odwrócił. Hałas zniknął jak się pojawił, a zamiast niego przed wędrowcem buchnęły płomienie. Cały las, który był na jego drodze płonął wielkim ogniem, drzewa waliły się jedne na drugie a wicher sypał w twarz skry. I to nie powstrzymało wdowiego syna. Usta rękawem zasłonił i puścił się biegiem, by poparzony i zziajany przedostać się na drugą stronę piekła. Tam zobaczył, że szczyt już blisko.
Na jego drodze stała jeszcze pionowa ściana z ziejącą w niej grotą, u wejścia której spał siedmiogłowy smok. Na dźwięk ludzkich kroków bestia poderwała się i runęła z rykiem na śmiałka. On też, nie czekając, podskoczył naprzeciw potwora i siedem razy ciął kosą za każdym razem strącając jeden smoczy łeb. Przeszedł przez mrok straszliwej smoczej jamy, gdzie diabeł próbował go jeszcze kusić to jadłem, to napojem, bogactwem i piękną muzyką, przy której tańczyły równie piękne dziewczęta. Wdowi syn zasłonił jednak oczy i idąc po omacku wydostał się na szczyt Sobotniej Góry.
Stało tam samotne drzewo, którego srebrzyste listki dźwięczały delikatnie. Spod jego korzeni tryskało czyste źródełko, a na najwyższej gałęzi siedział złocisty sokół. Ptak poderwał się natychmiast na widok młodzieńca i zniknął w chmurach. Najmłodszy syn z trudem dowlókł się do krynicy i zaczął pić wodę. W jednej chwili odeszło go całe zmęczenie i zagoiły się wszystkie rany odebrane w czasie podróży. Poderwał się na nogi zdrów i wesół, a wtedy z nieba spłynął na jego ramię złoty sokół z dzbanem w dziobie. Słuchając rady śpiewającego drzewa chłopak odłamał jedną jego gałąź, nabrał w dzban wody i w drodze powrotnej kropił nią drogę wokół siebie.
I oto stał się przed nim dziw niesłychany! Gdzie tylko kropla wody spadła tam kamień zmieniał się w człowieka, który z radością dziękował mu za wyzwolenie. Nim zszedł z góry towarzyszyła mu już gromada ludzi, którzy we wszelkich czasach wybrali się na górę i szczytu jej nie sięgnąwszy w kamień się zmienili. Byli tam też dwaj bracia szczęśliwego chłopaka – jedyni, którzy nie cieszyli się wraz z innymi.
Po powrocie do rodzinnej wioski wdowi syn skropił zwłoki matki żywą wodą, a staruszka nie tracąc chwili otworzyła oczy i wstała, rześka i zdrowa jakby nigdy nie chorowała. Starsi bracia zazdrośni, że najmłodszy dokazał tego, czego im się nie udało, odeszli. Organista trafił na służbę, gdzie kazano mu gnój wywozić, bo nie brakło mądrzejszych od niego. Żołnierz natomiast, zginął w bójce o nie swoją sprawę.
Tymczasem na miejscu lichej wioseczki stanęło bogate miasto z pałacem pośrodku, w którym zamieszkał wdowi syn z piękną żoną. I jak to w baśniach bywa, żył długo i szczęśliwie władając wdzięcznym ludem, który niegdyś uwolnił z klątwy kamienia…


Znalezione na Gildii Milosnikow Fantastyki :>
Duzo tam ciekawych basni i legend. Warto przejrzec ;)
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Post Pt mar 07, 2008 4:59 pm

No to jest wlansie ta basn ktora tez mam. :)
Uwazam z ema bardoz ciekawa symbolike, zwlaszcza ejsli sie ja odniesie do procesu inicjacyjnego. Genialne wrecz.

Bdw szkoda czasami, ze wspolczesni magicy czytaja Carrola i Crowleya a nie znaja basni ludowych. Mozna z tego moim zdnaiem wiecje wyciagnac niz z "Atlantydy". ;)
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Wt cze 17, 2008 12:23 am

Źródło tej baśni w lliteraturze - Roman Zmorski "Podania i baśnie w Mazowszu" Wrocław 1852, lub też Tomasz Jodełka-Burzecki "Baśnie polskie", Warszawa 1985. Tam ta baśń nosi tytuł "Sobotnia Góra".
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze

Post Wt paź 28, 2008 4:58 pm

I znowu Ślęża ;) a takie moje skojarzenie z żywą wodą - wrocławianie i nie tylko przyjeżdżają na Ślężę po wodę ze źródełka, ze wzgledu na jej czystość...

Powrót do FOLKLOR POLSKI

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.166s | 15 Queries | GZIP : Off