Śr paź 14, 2009 3:09 pm przez Wed
Rzecz w temacie dotyczy raczej sfery jak najbardziej tolerancji, tolerancji jednostki do jednostki na ich samodzielnych, ba nawet samowolnych drogach rozwoju.
Zamiast zadać pytanie: dlaczego wszyscy się usilnie germanizują, podcinając swoje korzenie? można by zadać pytanie: dlaczego wszyscy błądzą i podcinają swoje jedyne "właściwe" korzenie np. chrześcijańskie (lub inne w swojej wierze monoteistycznej)? = czeka ich wiekuiste potępienie przeca! wogle dlaczego jakaś część współczesnego społeczeństwa poszukuje religijnie?
Myśle sobie, że dróg jest wiele, zaczynają się od tego, że na początku jest bardzo żle, człowiek czuje podświadomie, że żyje w jakimś nierealnym chorym zakłamaniu i zaczyna łykać troche większe oddechy, których do tej pory mu zabroniono pod grożbą wiecznego potępienia. Te troche większe oddechy robi często po kryjomu, pod kołdrą, aż przychodzi moment, że zaczyna obbychać całkiem otwarcie, ba nawet pojedzie sobie w góry lub nad może, pójdzie do lasu - jedynie po to by poodychać tym powietrzem, którym lubi oddychać, które mu najlepiej służy, jedynie jemu, a nie większej lub mniejszej grupie kierującej się fundamentalną zasadą, że np. górskie powietrze jest najzdrowsze!
Bo może to nie chodzi o ilość procent słowiańskości, germańskości, indiańskości, syberyjskości, to może być całkiem od nas niezależne, może jesteśmy w jakiś inny duchowy sposób naznaczeni, bardziej naznaczeni niż odziedziczeni genetycznie, a poza tym tak naprawdę nikt do końca nie wie po, której stronie w jakich bitwach stali nasi przodkowie.
Tak do końca nie jest pewne w, których wojnach po, której stronie walczyli nasi przodkowie