Djembe napisał(a):Kur....a co za bełkot..,...
Kaman, Djembe, pozwólmy się różnym ludziom wypowiedzieć, że zacytuję Dezyderatę

Dopóki ktoś nie śmieci tak, jak Mefik, to damy radę.
BłękitnaSowa napisał(a):Co do lini przekazu to wygląda w moim odczuciu ciut inaczej, linia przekazu istnieje tak długo jak świadomie się z niej nie wyhaczymy, w praktyce to oznacza, że jeśli X wcieleń do tyłu byłam szamanką XYZ
to w tym wcieleniu może mi się to manifestować np. ciekawością technik, wrodzonymi umiejętnościami itp. itd.
Prawda, przez wcielenia także się to manifestuje. Ale raczej koncentrowałem się na teraźniejszości i na Ścieżce, którą podąża się. Ale wątpię, żebym na przykład ja miał coś wspólnego z jakąś większą linią przekazu szamańskiego w swojej karmie, o ile w ogóle. Wystarczy spojrzeć na teraźniejszą sytuację: Jestem na Śląsku, nie na Syberii. A o ile przypominam sobie, oni mają tak, że im szamani mogą się inkarnować parę razy w danym plemieniu, dopóki plemię istnieje i są dla niego potrzebni. Więc z tym masz rację, że po tym to płynie, ale nie wkręcałbym się w to zbytnio, skoro jest jak jest.
BłękitnaSowa napisał(a):My zwyczajnie mamy "w sobie" całą wiedze i bywa że się uaktywnia w najbardziej nieoczekiwanych momentach, dla mnie punktem zwrotnym był moment gdy w chwili gniewu zaczełam rzucać Klątwe ( nie zajmuję się magią), to było działanie na "autopilocie" sięganie do "starej wiedzy",
na szczęście dla mnie pod całym tym działaniem obudził się we mnie bunt i zadałam sobie pytanie "co ja do cholery robie ???" i wyhamowałam w trakcie.
Obawiam się, że nie za bardzo i to, co powiedziałaś później jest także błędne. O ile możemy mówić, że istnieje w nas coś takiego, co chrześcijanie nazywają iskrą Bożą, gnostycy(z Bełchatowa) Gwiazdą, Bogiem, cokolwiek by to było, to jest to uśpione. Nie posiadamy dostępu do naszego całego potencjału tu i teraz. Istnieje coś takiego jak otwieranie się na źródło, owszem. Ale gdybyśmy mieli dostęp do źródła tu i teraz, to my tutaj nie jesteśmy i wznosimy się do świadomości holistycznej.
Oh whatever, wiadomo, o co mi chodzi. Jeżeli ktoś ma dostęp do czegoś takiego, to nie siedzi na forum i nie pisze.
BłękitnaSowa napisał(a):Na chwilę obecną jestem bardzo daleka od wszelkich form inicjacyjnych w cokolwiek w moim odczuciu sprawiają iż jesteśmy niewolnikami systemów, a bywa iż jesteśmy tak otumanieni iż działamy na "autopilocie" i nie mamy świadomości, że to "inicjacyjna czkawka"
często sprzed wielu wcieleń.
Odrzucając formy inicjacyjne i formy w ogóle, mówiąc, że masz kontakt ze Źródłem(skoro już tak to nazywamy), sama się ograniczasz. Owszem, w pewnym sensie zawsze ograniczamy się, wchodząc w pewien system, ale wybacz, nie widzę porządnej praktyki duchowej bez wchodzenia w coś bardzo konkretnego. Bez inicjacji i od tego, co się odgraniczasz, praktyka nie jest praktyką, wchodzimy w coś, co już zauważyli moi poprzednicy - typowe myślenie New Age, które kocha zwierzęta i czasem sobie pomedytuje. Nie wiem, może się to komuś podoba, ale dla mnie brak konkretów to przeniesienie Ścieżki na warsztaty jogi za dziewięć dych godzina.
A prawdziwy mistrz ma świadomość systemów, jednak może poza nie wyjrzeć i to czyni go właśnie mistrzem - patrzy na to, co poza formą.
BłękitnaSowa napisał(a):Śniący napisał:
Czego w życiu moglibyśmy się nauczyć jeśli nie było by trudności
Wszystkiego.
Dostajemy to w co wierzymy, Wszechświat spełnia wszystkie życzenia bez oceniania, jeśli ktoś chce wykreować sobie ciężkie życie to oczywiście takie będzie miał.
Dość ciekawie wywiązał się wątek bólu na Ścieżce.
Jak dla mnie, ból i trudności są nieodłącznym elementem Ścieżki, bo wypalają to, co niedoskonałe. Jeżeli ktoś nie chce w swoim życiu bólu i trudności, to zwyczajnie się ich boi. Ford nie bez powodu stwierdził, że wszystko, co się rozwija, robi to w bólu. Ból to motor do wyzwolenia. Całkiem jak wskazał na to Schopenhauer(a przed nim chyba Kant), wola rodzi się z potrzeby. Żądając ciągłej rozkoszy, skazujesz się z góry na stagnację, ponieważ ciągła rozkosz otępia umysł. Lęk przed trudnościami wskazuje na brak dyscypliny. Z mojego punktu widzenia, ból to bardzo dobry wskaźnik na Ścieżce - jest to ogień wulkanu, który z węgla zrobi diament.
Szczęśliwe życie bynajmniej nie wyłącza z siebie bólu i cierpienia, przygnębienia. Ktoś powiedział, że najlepszym głosicielem Prawdy jest ten, kto jest gotów za nią cierpieć. Zabawne, ale o roli bólu mówił ksiądz Twardowski, chrześcijanin, ale nie idiota. Pozwolę sobie przytoczyć.
Biedna rozpaczy
uczciwy potworze
strasznie ci tu dokuczają
moraliści podstawiają nogę
asceci kopią
święci uciekają jak od jasnej cholery
lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła
nazywają cię grzechem
a przecież bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie
I have whirled with the earth at the dawning,
When the sky was a vaporous flame;
I have seen the dark universe yawning
Where the black planets roll without aim,
Where they roll in their horror unheeded, without knowledge or lustre or name.
H.P. Lovecraft, Nemesis