Nocny_Wyjec napisał(a):Jeśli chodzi o totemy psów to proszę takie są między innymi dostępne:
-Szakal
-Hiena
-Wilk
A lis? Jenot?
zjawa realna napisał(a):Ale można na temat spojrzeć też inaczej: przyjrzyjcie się swoim zwierzakom trzymanym w domu. W jaki sposób zdobywają pożywienie? -nie zdobywają - jest im dostarczane przez właściciela. W jaki sposób zdobywają parterów? Jeśli pieskowi uda się przelecieć jakąś sunie w parku, to ma farta - na ogół rozmnażanie kontrolują jego właściciele. Czy decydują o swoim terytorium, swoim stadzie, czy szukają sobie schronienia i kryją się przed silniejszymi drapieżnikami? Nie. Zwierzęta domowe - czy to psy, koty, świnki morskie, szczury itd. nigdy nie dorastają, nie odpowiadają za siebie, nie mogą samostanowić o sobie.
W rozwoju psychicznym zatrzymują się na etapie szczeniaka o którego potrzeby dba mama - czyli właściciel. A to dodatkowo ma taki skutek, że mocno przytępiają się naturalne instynkty.
I teraz: kto z was chciałby mieć za przewodnika duchowego niedorozwiniętego psychicznie i emocjonalnie dzieciaka który nie potrafi zadbać o siebie?
Strzygon napisał(a):Natomiast pies juz dosc dawno wybral role straznika ludzi, przed silami spoza ich swiata.
Nie chcę tu wnikać w to, czy pies może być totemem, czy nie, tym bardziej, że nie wiem, czy dobrze rozumiem używaną tu definicję, więc pewnie to, co napiszę, zostanie uznane jako off top, niemniej muszę coś napisać w odniesieniu do powyższego. Po pierwsze, to nie pies wybrał rolę strażnika ludzi, tylko człowiek wybrał psa na strażnika, a to jest pewna drobna różnica. To człowiek, który tak straszliwie bał się lasu, dostrzegł w psie siłę, która mogłaby go uchronić przed tym 'strasznym lasem' i znalazł sposób na ujarzmienie tej siły oraz wykorzystanie jej dla własnych potrzeb. To, że tzw. udomowiony pies akceptuje człowieka jako przewodnika swojego stada wynika ze specyfiki jego relacji społecznych, które zresztą są w zasadzie takie same u wszystkich zwierząt społecznych żyjących w stadach o schierarchizowanej strukturze, różnią się one tylko drobnymi modyfikacjami ze względu na gatunek czy rodzaj. Hierarchia w stadzie opiera się z reguły na prawie silniejszego. Człowiek może i silniejszy od psa nie jest, ba, w ogólnym rozrachunku wypada przy nim cienko, ale ma 'orientację pionową' i w razie czego może sobie skutecznie przedłużyć zasięg (np. za pomocą pałki czy maczugi). Zresztą na tej samej zasadzie równie dobrze przewodnictwo człowieka mogłoby zaakceptować większośc gatunków społecznych, gdyby zaistniał ku temu powód (człowiek jednak dalej niż do psa sięgnąć już nie potrafił). Nawet
Felis domesticus, który z natury stad nie tworzy, może przyjąć przewodnictwo człowieka, jeśli zaistnieją po temu 'odpowiednie' warunki. Przewodnictwo człowieka jest niestety zazwyczaj oczywiście dla zdominowanego osobnika krzywdzące, ponieważ człowiek, ze swoimi zredukowanymi do witalnego minimum zmysłami, przytępionymi instynktami i ogólnie raczej kiepski jeśli chodzi o sprawy przetrwania, upośledza 'psychicznie i fizycznie' również swego 'wychowanka' i to oczywiście jest prawda. Niestety większość dzisiejszych przedstawicieli gatunku
Canis lupus familiaris (pies domowy; specjalnie napisałam po łacinie, żeby uwidocznić, że wg. linneuszowej systematyki jest to odmiana
Canis lupus, czyli wilka) jest owymi niedorozwinietymi dzieciakami, które nie potrafią zadbać o siebie i niechybnie zginęłyby, gdyby tego człowieka nagle zabrakło, ale nie są takie dlatego, iż są takie z natury. Są takie, ponieważ człowiek je takimi stworzył (Swoją drogą, jakie mają być, jeśli suka rodzi młode i człowiek oddaje je innemu człowiekowi, kiedy skończą 8 tygodni, bo takie jest oficjane zalecenie - to podobno
najlepszy wiek na to - a niektórzy nawet wcześniej! A jest to wiek, kiedy tworzą się w mózgu podstawowe schematy i czas idealny na to, by tego psa urabiać dokładnie na swoją modłę!) To po pierwsze.
Po drugie pies (nie mówię tu oczywiście o zazwyczaj dodatkowo skrzywdzonych genetycznie tzw. psach rasowych) wcale tak daleko od swojej prawdziwej natury nie odszedł. Każdy normalny pies, jeśli tylko otrzyma 'od losu' taką możliwość i nie został do tej pory wystarczająco silnie upośledzony przez człowieka, w naturalny sposób pozbędzie się nabytych szkodliwych schematów i zacznie żyć jak jego dzicy przodkowie w zamierzchłych czasach. Natomiast jego potomstwo nie będzie już znać człowieka wcale, a więc nie będzie posiadać jego skaz.
Po trzecie, człowiek trzyma psa w ryzach na siłę. Gdy dowiedziałam się, jakie są w Polsce regulacje prawne odnośnie psów, włosy mi się na karku zjeżyły. To, że leśniczy ma pełne prawo do odstrzelenia psa przebywającego w lesie w odległości 100m (!) od siedzib ludzkich, jest ewidentnym dowodem na to, że (poza tym, iż jednak nadal się go boi) człowiek rości sobie do psa prawo własności. Bo pies
nie ma prawa wrócić do lasu i
nie ma prawa żyć własnym życiem - on MUSI służyć człowiekowi. Bo tak człowiek sobie wymyślił. Dlatego dziekie psy, by przeżyć, muszą do swoich korzeni wrócić w pełni - inaczej zginą. I wiele jest takich psów, które do korzeni wróciły.
Jeśli chodzi o moc ducha psa - to ok, jeśli dobrze zrozumiałam definicję i chodzi tu o zbiorową świadomość gatunku, to z pewnością z w/w powodów moc ducha psa jest słabsza i to dużo, do tego nosi w sobie to ludzkie piętno, więc zapewne faktycznie totemem być nie może (przynajmniej dopóki się z tej ludzkiej zarazy nie wyleczy, a to napewno kiedyś nastąpi, tyle, że pewnie wtedy nie będzie już ludzi), no bo cóż, że coraz więcej psów wraca do lasu, skoro przez tysiące lat pies był pod rozkazami ułomnego człowieka... Tu liczą się stosunki ilościowe niestety.
Aha, jeszcze jedno na koniec. Nie pamiętam już w którym temacie tu kiedyś przeczytałam, że pies dingo może być totemem. Chciałabym zauważyć, że
Canis lupus dingo był psem udomowionym, tyle, że wrócił do swojej natury. To znaczy, że jeśli dingo może być totemem, to
Canis lupus familiaris ma duże szanse na to, by w przyszłości móc nim być. To by było na tyle
