Pociąg


Zgłębiamy ulotny język snów. Dział, w którym można opisać swój sen i porozmawiać o jego symbolice.

Moderator: Kapelusznik

Post N sty 25, 2009 6:00 am

Pociąg

Było to niedawno i ostatni sen zaniepokoił mnie na tyle, że muszę o nim napisać, może ktoś mi pomoże go zinterpretować. Sny były w sumie cztery, pierwszy niby różnił się od następnych znacznie, ale skoro wystąpił tuż przed nimi, to pewnie miał z nimi bliski związek, więc o nim napiszę.

Sen 1.
Budzę się, wstaję z łóżka, chcę coś natychmiast zapisać, podchodzę więc do regału stojącego naprzeciwko łóżka, gdzie ostatnio zazwyczaj leży długopis i patrzę, a ten jest połamany na dwie połowy. W tym śnie myślałam, że został pogryziony, no bo jak inaczej? Było to na tyle realistyczne, że po obudzeniu sprawdziłam, czy długopis na pewno jest cały.

Potem było już bardziej skomplikowanie.

Sen 2.
Biegnę na dworzec, kupuję bilet do Krakowa, babka mówi mi, z którego peronu i toru (peron 3 tor 4) będzie odjeżdżać pociąg i, że muszę się pospieszyć. Biegnę jakimiś ciemnymi korytarzami, po czym wchodzę po schodach i wybiegam na peron, który jest niemal zaraz za schodami. Jest jasno i słonecznie, uspokajam się. Na peronie stoją ludzie, ale po prawej stronie moją uwagę zwraca grupka trzech ludzi. Byli to jacyś młodzi mężczyźni, znać było, że to grupa znajomych. Byli to jacyś młodzi mężczyźni. Osoba, która wyróżniała się z grupy i wyglądała na jej lidera wyglądała jakoś dziwnie znajomo. Podeszłam do nich i zapytałam tę osobę, czy to peron trzeci (bo z tego peronu miał odjeżdżać pociąg), ale tak tylko, by się upewnić, bo wiedziałam, ze to peron trzeci. Człek odpowiedział, że tak. Za chwilę zaczął nadjeżdżać pociąg i spytałam jeszcze, czy to jest ten pociąg do Krakowa. Potwierdził i zaczęliśmy rozmowę, ale nie pamiętam o czym. Potem wsiadłam do pociągu z tymi ludźmi i nadal rozmawialiśmy. Mijaliśmy różne wagony, aż dotarliśmy do jakiegoś takiego przestronnego wagonu, w który nikogo innego nie było. Gdy siadaliśmy na skórzanych kanapach, jeden z tych ludzi powiedział chyba, że tu będzie można spokojnie porozmawiać, bo nikt nie będzie przeszkadzał.

Sen 3
Biegnę na dworzec, kupuję bilet do Krakowa, babka mówi mi, z którego peronu i toru będzie odjeżdżać pociąg itd. Ogólnie wszystko to samo, tyle, że tym razem jestem z Mendą (psem). Dalej, oprócz tego wszystko jest identyczne, ale sen skończył się po wejściu do pociągu, o ile dobrze pamiętam.

Sen 4. Adnotacja: Opisanie tego snu bez wtrącania dygresji o silnym zabarwieniu emocjonalnym, a opisanie tego jedynie tak, jak to wyglądało we śnie, jest dla mnie bardzo trudne. Normalnie nigdy mi się to nie zdarza, ale teraz jest to szczególnie przykre.
Biegnę z Mendą i kotem na dworzec, kupuję bilet do Krakowa itd, Menda idzie wolniej i irytuje mnie to, natomiast kot idzie tak, że jego obecności w zasadzie nie dostrzegam, idzie spokojnie i zupełnie obojętnie. Biegnąc korytarzami zastanawiam się, gdzie ich zostawię, "bo przecież nie mogę zabrać psa do pociągu". Łudzę się, że jeśli zostawię ją na smyczy na dworcu, ludzie pomyślą, że właściciel poszedł do sklepu i zaraz wróci, i nie będą zwracać na nią uwagi (wiedziałam, że jadę na kilka dni). Potem przestraszyłam się, bo co będzie, jeśli stanie się inaczej. Ktoś wezwie straż miejską, zabiorą ją do schroniska i już jej nie znajdę. Potem pomyślałam, że przecież ona może czekać spokojnie pod sklepem nawet kilka godzin, ale nie kilka dni i że nie będę wiedziała, co się z nią przez ten czas dzieje. Potem pomyślałam, żeby może zostawić ją luzem, ale wtedy przestraszyłam się, że ją złapią i zabiorą do schroniska, a nawet jeśli nie, to kiedy wrócę, nie będę potrafiła jej znaleźć i przywołać, i nie będę wiedziała, gdzie jest. Potem zaczęłam myśleć o kocie. Chciałam zostawić go luzem, żeby sobie biegał koło dworca, ale potem przestraszyłam się, że, kiedy wrócę, nie będę wiedziała gdzie jest i nie będę umiała go przywołać (podobny schemat. Ogólnie wszystko było przesycone strachem przed utratą, chęcią pełnego kontrolowania i brakiem wiary w to, że po takim rozdzieleniu wszyscy znajdziemy się, albo raczej - że ja ich znajdę. Chciałam mieć pełną kontrolę). Weszliśmy po schodach, wyszłam na peron i wtedy odniosłam wrażenie, że to już się kiedyś działo i, że było to niedawno. Takie dejavu. To wrażenie pogłębiło się, gdy zobaczyłam tych ludzi w identycznej sytuacji, co wcześniej. Podeszłam, spytałam o to samo, co wcześniej, ale człek, którego pytałam, nie poznawał mnie, więc uznałam, że mi się wydaje. Pociąg przyjechał, a ja musiałam nagle zdecydować, "co zrobić" z Mendą. Powiedziałam jej, żeby została. Ona w desperacji weszła na druty trakcyjne i położyła się na nich, patrząc na mnie z rozpaczą i szaleństwem w wielkich oczach (były większe, niż normalnie). Stanęłam zrezygnowana, wiedziałam, ze pociąg zaraz odjedzie i krzyknęłam, każąc jej zejść. Ona leżała dalej nieruchomo. W ogóle te druty były jakieś dziwne. Były nisko, na wysokości mojej głowy, ale jednocześnie były nad pociągiem, który był normalnej wielkości. Do tego były owinięte jakąś postrzępioną tkaniną, czy czymś takim. Nie wiedziałam, co robić. Nie mogłam jej zdjąć. Powiedziałam jej "zejdź, bo cię prąd pier...nie" i popatrzyłam na nią niemal z szaleństwem, bo bałam się, ze pociąg zaraz odjedzie. Ale pociąg czekał. Wtedy ze środka jej lewego oka wypłynęła łza i spłynęła strużką w dół, po czym Menda zeszła na dół z milczeniu. Wtedy przypomniałam sobie o kocie. Nagle "Przypomniałam sobie", że "przecież psa nie mogę wziąć do pociągu, ale kota mogę", więc wzięłam go na ręce (nadal był całkowicie obojętny i pogodzony z losem) i wsiadłam do pociągu, a Menda została na dworcu. Wiedziała, że nie ma innego wyjścia i, że i tak nic nie zmieni. Ciekawe, że tamci ludzie, których przecież nie znałam i w tym ostatnim śnie nawet nie rozmawiałam, oprócz tych dwóch pytań o peron i pociąg, czekali na mnie, a wsiadając do pociągu, wsiadłam z nimi. Wszystko odbyło się w milczeniu. W zasadzie to oni czekali na mnie, a pociąg czekał na nich. Sen skończył się po wejściu do pociągi zamknięciu drzwi, za chwilę pociąg odjeżdżał, ale nie pamiętam, czy we śnie to było, w każdym razie było to wówczas oczywiste.

We wszystkich tych trzech snach towarzyszyło mi cały czas przeświadczenie, że muszę zdążyć na ten pociąg, muszę jechać, potem też, że muszę zostawić Mendę na dworcu (zamiast zostawić ją w domu!), że nie mogę tego wszystkiego nie zrobić, bo po prostu nie ma innej opcji. To było coś znacznie silniejszego, niż przekonanie czy poczucie misji, to miało raczej charakter jakby obiektywnej wiedzy i była to konieczność, na którą kompletnie nie miałam najmniejszego wpływu ani ja, ani nikt z nas. Menda także o tym dobrze wiedziała. Było to coś silniejszego od mojej więzi z Mendą, od mojej czy jej woli i czegokolwiek innego. Ten ostatni sen był bardzo przykry, zarówno po obudzeniu, jak i w trakcie. Po obudzeniu "czułam" wręcz pogardę do samej siebie, że coś takiego mogło mi się przyśnić i, że w tym śnie mogłam tak myśleć i ogólnie cały czas wzbudza on we mnie bardzo silne emocje i mam nadzieję, że ktoś jest w stanie mi go wyjaśnić, bo myślę, że jest to ważne.

Post Pn sty 26, 2009 11:08 am

Wszystko wskazuje na to, ze ten sen zapowiada powazne zmiany w Tobie. Pewnie jak te zmiany juz zajda, to bedziesz mogla doklaniej zrozumiec symbolike tego snu.

W moim slowniczku od snow (Klausbernd Vollmar, Konrad Lenz "Tlumaczenie snow") pisza tak:
"Dworzec
Dworzec symbolizuje nadchodzaca przemiane. Jesli spoznimy sie przy tym na pociag, sen nalezy potraktowac jako ostrzezenie przed mozliwym zaniedbaniem stojacych przed nami szans. Jesli oczekwanie na autobus lub pociag przeciaga sie w nieskonczonosc, oznacza to, ze nie osiagnelizmy jeszcze dojrzalosci koniecznej do przemiany, albo ze powinnismy wybrac inny srodek lokomocji. Wsiasc do zlego pociagu moze oznaczac wybor falszywego kierunku zycia. Pozegnanie z odprowadzajacymi nas osobami symbolizuje koniecznosc pozostawienia za soba cech, ktore ucielesniaja dane osoby."

"Pociag
Sny o podrozy pociagiem sa stosunkowo czeste, niezaleznie od tego, czy realnie czesto podrozujemy w ten sposob, czy unikamy tego srodka komunikacji. Jak kazdy ruch i przemieszczanie sie sniacego, takze jazda pociagiem symbolizuje rozwoj osobowosci. Jej przebieg stanowi wskazowke odnosnie do naszego bezpieczenstwa na drodze zycia. Jednoczesnie podroz pociagiem odbywa sie w towarzystwie wielu ludzi i po wytyczonym szlaku, co symbolizuje skonwencjonalizowana droge zycia, na ktorej poszukuje sie poczucia wspolnoty i obcowania z innymi ludzmi. Podroz odczuwana jako relaksujaca wskazuje na potrzebe tego, aby po meczocym okresie poruszania sie indywidualna sciezka zycia, podozac przez pewien czas po utartych szlakach. Znudzeni pasazerowie, dla ktorych podroz wydaje sie byc meczoca, stanowia sygnal zachecajacy sniacego do przejawiania wiekszej odwagi i smielszego podejmowania takich decyzji zyciowych, ktore sa dla niego odpowiedniejsze."

Bycmoze to, ze podroz odbywa sie po "wytyczonym szlaku" w Twoim snie nalezaloby rozumiec raczej - zgodnie z Twoim odczuciami - jako nieuchronnnosc tej drogi i to, ze "Ten pociag nie pojedzie jesli ty w nim nie bedziesz" ( moze w ogole w slowach poety znajdziesz jakas podpowiedz:
http://pl.youtube.com/watch?v=mm8rPhmhpNw )

Pozastanawiaj sie tez co dla Ciebie symbolizuja np. cel podrozy czyli Krakow.

Zdrowia!

Post Cz lut 05, 2009 12:46 am

Hmm... W zasadzie nie chodziło mi o symbolikę samego pociągu, bo ta jest mi znana (mogłabym nawet napisać obszerny artykuł na ten temat), a pociągi śnią mi się nie po raz pierwszy - szczerze mówiąc, tytuł dałam, jaki dałam, bo właśnie wyganiano mnie od komputera i musiałam coś na szybkiego wymyślić, a to pierwsze, co przyszło mi do głowy i miało jakikolwiek sens ;) Chodzi mi raczej o pozostałe motywy, a głównie o ten ostatni sen. O ile dwa pierwsze nie są trudne, o tyle, kiedy próbuję zinterpretować ten trzeci, pojawiają się (nadal, choć już mi powoli przechodzi) emocje i to silne, a te zazwyczaj utrudniają lub wręcz uniemożliwiają poprawną interpretację. Chodzi o absurdalność tych wszytskich motywów. Dobrze przecież wiem, że to wszystko jest symboliczne, jednak w tym przypadku naprawdę ciężko mi nie patrzeć na to dosłownie. Jestem zbyt rozdarta wewnętrznie, gdy o tym myślę. Jedna część mózgu próbuje dopatrzeć się znaczenia symboliki, druga patrzy na pewne szczegóły dosłownie i zaczyna mnie to rozdzierać wewnętrznie, a w efekcie trzecia postanawia zostawic ten temat w spokoju. Opisałam to dlatego, że wciąż mam przeświadczenie, że to dotyczy czegoś, co będzie niedługo i, że będę musiała podjąć jakąś decyzję, która będzie miałą duże znaczenie i to, jaką podejme decyzję, będzie zależeć od tego, jak to zinterpretuję. Mówiąc krócej, wiem, ze jest to jeden ze snów, które są po to, by pomóc w podjęciu konkretnej decyzji w niedalekiej przyszłości i wiem, że od tj decyzji wiele będzie zależeć. Tyle, że ja nie mogę tego zrozumieć, bo zrozumienie jest zbyt silnie blokowane przez emocje, których w tym przypadku nie kontroluję.
Zastanawia mnie również sama powtarzalność tego wszytskiego. To wyglądało jak trzy różne warianty jednego wydarzenia. W sensie takim, że mózg sobie kalkulował, "co będzie, jeśli...". W pierwszym przypadku byłam sama, w drugim byłam z Mendą, w trzecim z Mendą i z kotem (krótkie wyjaśnienie: z Mendą jestem związana bardzo silną więzią, którą porównuję do wiązania kowalencyjnego między dwoma atomami. Menda jest takim "wiązaniem" związana z kotem. Wyjaśnienie drugie: Menda nie jest żadnym "zwyczajnym" ani "domowym", ani "cywilizowanym" psem, a kot także nie jest "cywilizowanym" ani "zwyczajnym" kotem - tak na wszelki wypadek, bo większość ludzi uśmiecha się pobłażliwie, gdy opowiadam o nich i nie traktują moich opowieści poważnie, myśląc o psu tak, jak to człowiek zwykł patrzeć na psa). Zastanowiło mnie to, co napisałeś o relaksującej podróży. Rzeczywiście w pierwszym śnie pojawił się motyw pewnego odpoczynku (bo nie będzie to nigdy "prawdziwy" odpoczynek) - mogą o tym świadczyć choćby kanapy (nie były miękkie, nie były też nie wiadomo jak wygodne, ale zdecydowanie wygodniejsze, niż reszta siedzeń w pociągu) i przestronne pomieszczenie (w każdym razie przestronniejsze, niż reszta pomieszczen w tym pociągu), bez ludzi w środku i możliwość porozmawiania (w tym śnie wiedziałam, że to rozmowa o czymś ważnym, o czymś, o czym dopiero się dowiedziałam, ale może zmienić coś w moim życiu, choć nie pamiętam, co i o co chodziło) bez świadków. Nie patrzyłabym na to jednak jak na obraz wewnętrzenej potrzeby odpoczynku ani tym bardziej skonwencjonalizowanej drogi życia, tylko jak na stojącą przede mną możliwość odpoczynku w tym pierwszym wypadku. W drugim śnie odpoczynku nie było, była tylko rutyna i ogólnie nic szczególnego, raczej zwyczajna, rutynowa podróż, jakich wiele. W trzecim było coś absolutnie chorego i absurdalnego, co ciężko mi porównać do czegokolwiek i ciężko mi o tym mówić, mimo, iż wiem, że to musi być jakimiś symbolami. Były więc w związku z tym ekstremalne napięcia, szaleństwo, rozpacz i inne takie, a następnie podróż w dość ponurym klimacie, sformalizowana, traktowana raczej jako "zło konieczne". Mimo to była to podróż do tego samego celu i tą samą trasą, co w wariancie pierwszym, w którym wystąpił motyw odpoczynku oraz w drugim, w którym nie było odpoczynku, ale też nie było nic przykrego.
Jeśli chodzi o cel podróży, wcześniej jakoś nie zastanawiałam się nad tym. Właściwie sam Kraków jest dla mnie ważnym miejscem, tam zaczęłam swoją "podróż", tam miałąm pierwszy bardziej świadomy, choć wciąż nieświadomy kontakt z duchami i tam pierwszy raz w życiu czułam się naprawdę wolna od uwarunkowań, zahamowań, od siebie i od ludzi, ale nie przypuszczałam, że moja podświadomosć ubrała to w ramy jakiegoś symbolu. Może Kraków jako cel podróży symbolizuje powrót do tego stanu, który był jakby krótkim przebudzeniem, po którym znów na długo zasnęłam i cały czas gdzieś tam w głębi umysłu czekam na powrót do tego. Zresztą wiem, że prędzej czy później nastąpi i, że czas ten się zbliża, choć nadal jest za wcześnie. Może więc sen ten dotyczy właśnie tego powrotu. Czy mam to interpretować tak, że powrót ten jest nieunikniony i to nie ode mnie zależy, kiedy nastąpi? Ci trzej napotkani na stacji ludzie bardziej kojarzą mi się z jakimiś przypadkowo, lub też nie, napotkanymi towarzyszami czy przewodnikami w drodze do tego powrotu niż z jakimiś moimi cechami, choć mogę się mylić, ale oni byli jakoś tak za bardzo "z zewnątrz", nie mam pojęcia, jak to napisać. Po obudzeniu się długo skupiałam się na głównej postaci i cały czas miałąm przeświadczenie, że jest w niej coś znajomego, ale nie miałam i nie mam pojęcia, co. Jakbym znała skądś jego Qi albo jej część. Dwie pozostałe osoby nie były tak wyraziste i nawet nie pamiętam, czy we śnie "wyczuwałam" ich Qi.
Jeśli jednak chodzi o nieunikniony powrót do stanu pozbawionego blokad, jak to się ma do trzeciego snu?
Jeszcze napiszę jedno wyjaśnienie co do pewnego szczegółu z trzeciego snu. Mendzie ta łza popłynęła z lewego oka (dziwne jest dla mnie to, że łza wypływała ze środka oka. W ogóle ona pochodziła jakby z głębi tego oka, z samego środka). Lewe oko to jest to oko, które Menda ma "inne". Nie wiem dokładnie, na czym to polega, ale jest to cecha genetyczna, bo mają ją niektórzy jej krewniacy z okolic Odrów (tych od Kamiennych Kręgów na Pomorzu), bo stamtąd ona pochodzi, i przekazała ją dwóm ze swoich potomków. Prawdopodobnie to oko umożliwia jej widzenie w większym zakresie częstotliwości, ale co poza tym, to jeszcze nie wiem. W każdym razie to z tego oka wypłyunęła jej łza w trzecim śnie "z serii" o pociągu.
Menda weszła na przewody trakcyjne tuż przed pociągiem, bo wcześniej zapomniałam o tym napisać.

Powrót do SYMBOLIKA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.049s | 10 Queries | GZIP : Off