Pan Gąsienica
Posty: 160
Dołączył(a): Śr wrz 23, 2009 4:05 pm
Lokalizacja: zza wielkiej wody
Dżinn, demon...ludzie-szakale?!
Szłam przez las i w pewnym momencie zobaczyłam kilka orłów bielików. Potem zniknęły za drzewami, a ja zobaczyłam jeszcze jednego i kolejnego (może tego samego?). Później wyszłam na zbocze porośnięte trawą i zalane słońcem. Stała tam wysoka wieża. W środku spotkałam dżinna (nie wyglądał jak dżinn z bajek, ale, jak to w śnie często bywa, wiedziałam, czym jest) - wyglądał jak skrzyżowanie gigantycznego węża z rozlazłą ropuchą. Grube, żółte cielsko ciągnęło się przez wiele komnat i korytarzy, było całe pokryte malutkimi, czerwonymi guzkami, błyszczącymi jak szkło, miało wiele fioletowych paszcz, które 'wyciągało' z ciała jak ślimak rogi. Dżinn powiedział mi jakąś przepowiednię, że muszę gdzieś iść, ale mogę wziąć ze sobą tylko wodę i ogień, inaczej mi się nie uda. Zaatakował mnie, a ja pomyślałam w panice, że przecież nie pokonam go ogniem ani wodą, bo nie umiem się nimi posłużyć. Wzięłam więc kij i zaczęłam dźgać to cielsko. Dżinn cofał się do kolejnego zakrętu i czekał przyczajony, a ja dźgałam go tym kijem. trwało to bardzo długo. W końcu pokonałam go i doszłam na szczyt wieży. Cieszyłam się, że nie posłuchałam rady bestii, bo to był podstęp. Na szczycie wieży była komnata i siedział tam mężczyzna na czymś w rodzaju tronu (jakbym miała go opisać powiedziałabym, że tak wygląda demon, chociaż miał postać zwykłego przystojnego mężczyzny). Otaczali go jego uczniowie. Powiedział, że całkiem nieźle poradziłam sobie z jego dżinnem, zaśmiał się i dodał, że zrobi sobie drugiego. Powiedział jeszcze coś o jakiejś próbie. Wtedy wsadził mnie na pojazd, który wyglądał z grubsza jak czarny kamienny materac i to poleciało z wielką prędkością. W końcu wylądowało w jakimś lesie, a ja tam zaczęłam zachowywać się jak zwierzę, tzn. przebiegałam przez wykroty i zwalone pnie, bałam się drapieżników, jadłam robale itp. Poczułam się w nowej roli bardzo pewnie i pogodzona z wszechświatem. Ale potem wyszłam z lasu na pustynię, a tam wszędzie maszerowały wojska i leżały wielkie skrzynie z bogactwami, a ja znowu poczułam się malutka i nic nie warta. Spotkałam tam jednego z uczniów z wieży- on też chciał wrócić do naszego świata, więc dołączyliśmy to jakiejś wojskowej karawany. Doszliśmy do kamiennych ruin, które były pozasłaniane kotarami. Zaczęłam wydawać takie dźwięki, jakie wydają szakale, a zza tych kotar zaczęli wychodzić ludzie-szakale, tak jakbym wywabiała ich na zewnątrz. Bałam się, ale wiedziałam, że ich potrzebuję. Mieli głowy (nie maski) szakali, ale mogli je zdejmować, a pod spodem mieli ludzkie głowy. Gdy je zdjęli, dowódca karawany zaśmiał się z ulgą i powiedział: 'Wiedziałem, że to tylko maski', ale ja i chłopak wiedzieliśmy, że były prawdziwe. Poszliśmy za nimi za te kotary, oni znowu stali się szakalami. Błagałam ich o pomoc, a oni w jakiś sposób przenieśli nas do naszego świata i znaleźliśmy się znów pod wieżą. Demon był zadowolony i powiedział, że mogę zostać jego uczennicą.
I się obudziłam.


