Centaury i Drzewołak
Wszystko działo w się w dwóch miejscach jednocześnie,tzn dwa obrazy przenikały się wzajemnie jakby ktoś nałożył na siebie dwie fotografie.
Z jednej strony było to pomieszczenie,sześcian,szkolna klasa z drzwiami na wschodniej ścianie i dużą ilością okien na zachodniej,
z drugiej strony byłem na trawie,jakaś polana.Teren był pofalowany,niewielkie wzgórza i doliny...jakby zielona pustynia z trawą zamiast piasku.
Na tej polanie znajdowało się kilka drzew i katedra,jakaś świątynia.Przypominała gotycką budowlę z czerwonych cegieł przy czym ściany nie były widoczne,bardziej je czułem niż widziałem za to bez przeszkód mogłem oglądac co działo się wewnątrz.
Znajdowali się tam mnisi,w czarnych habitach i kapturach na głowie.Spacerowali po okręgu a wewnątrz stał zielony karzeł.Jakiś kapłan który wyraźnie bał się mnie a czarne zakapturzone postacie miały go chronić.
Na zewnątrz świątyni pojawiły się centaury z jakiegoś blado czerwonego,rudawego kryształu.Zacząłem z nimi walczyć i odcinać im głowy mieczem który pojawił się w mojej dłoni nagle.Był wykonany z kryształu przypominającego kolorem rtęć a dodatkowo unosiła się nad nim mgła w kolorze indygo.
Kiedy pokonałem wszystkie centaury na południu pojawił się kolejny(czyli po mojej lewej stronie bo cały czas byłem zwrócony w kierunku zachodu).
Był zdecydowanie największy i trzymał w ręku włócznię zakończoną ostrzem z tego samego materiału co mój miecz.Pokonałem i jego,odciąłem kryształowe ostrze i więcej nie pamiętam.
Sen następnej nocy:
Pomieszczenie,jakiś pokój,sześcian.Cały pokryty rdzą,przypominał maszynownie w jakimś statku.Panował w nim mrok ale nie kompletny.Widać było jak światło odbija się od ścian,oświetla je mimo że nie znajdowało się w pobliżu żadne źródło tego światła.Czułem że jest tam ciepło,parno i bardzo wilgotno,zupełnie jak w saunie.Kolorystyka jesienna tuż przed zachodem słońca,ciepłe rdzawe barwy.
Na środku pokoju znajdowało się "coś"jakby bojler,przez środek tego pomieszczenia przebiegała jakaś kładka czy pomost a na jej końcu znajdowała się czarna dziura w głąb Ziemi,tak jakby.Była to dziura otoczona barierkami z rurek zardzewiałych,mały sześcian.Dziura w głąb...kosmosu,jakby w głąb Ziemi ale poza nią,nie umiem tego lepiej opisać.
Nagle poczułem że ktoś wszedł do pomieszczenia i szuka mnie by odebrać mi książkę wykonaną z kryształu,tego samego z którego w poprzednim śnie wykonany był miecz.Pamiętam że czytałem w biegu a kogoś kto mnie szukał bardzo to drażniło i chciał mi jak najszybciej odebrać księgę.
W pewnym momencie z czarnej dziury zaczęła wyjeżdżać w górę jakaś winda,platforma bez ścian.Na środku tej platformy stało duże drzewo z gęstą zieloną koroną.Taki groteskowy dąb z bardzo skomplikowanym pniem,poskręcanym jak warkocz z innych pni.
Drzewo otworzyło paszczę i chciało mnie pożreć ale zanim to zrobiło ktoś chciał żebym sam z własnej woli wszedł do paszczy i pojechał w głąb czarnej dziury.Zęby Drzewołaka były koślawe i żółte,wyglądały jak pieńki albo jak kamienie,powierzchnia gładka tyle że nieregularne kształty.Nie wszedłem na windę ,Drzewołak się "wkurczył" na mnie okrutnie i dalej nie pamiętam.


stające się dziurą czaso-przestrzenną...miecz stający się księgą...katedra bez ścian i "Coś" bojleropodobne.Hmmm...klasa była sześcianem w którym byłem zamknięty z centaurami a potem stałem na zewnątrz sześcianu w którym miałem drzewo i tunel...z drugiej strony,maszynownia też była sześcianem tyle że bez okien i drzwi.Aha,w pierwszym śnie sam byłem czarno-kapturnym mnichem a w drugim nie pamiętam w co byłem ubrany...chyba w nic.Symbole mam ale pomysłu mi brakuje jak je połączyć.Nigdy nie czytałem senników

