Kot z Cheshire
Posty: 63
Dołączył(a): Cz lip 17, 2008 2:57 pm
Lokalizacja: Jaworzno
Burza
Razem ze znajomymi (Ann i dwie nasze znajome) Poszliśmy na jedną z bardziej klimatycznych miejscówek w moim grajdołku (zalane kamieniołowy) Chcieliśmy przyjemnie spędzic popołudnie->wieczór->noc przy ognisku, popływac i takie tam. Nagle zrobiło się strasznie ciężkie i parne powietrze. Zaczęło też wiac i zebrało sięnad nami czarnych chmur. Nie takich zwykłych burzowych ale czarnych. Nie padało jeszcze ale błyskało sięnon stop i to w kolorze błękit/fiolet/czerwień. Oni stwierdzili wspólnie że mam coś zrobic, bo nie po to szli kawał drogi żeby siedziec w lesie miedzy drzewami. Podeszłem do klifu i zacząłem się modlic prosząc o rozpędzenie chmur. Jakoś działało pomału zaczeło się przeżedzac. W tym momencie naokoło mnie (3-6m) zaczęły trafiac błyskawice. Znajomi przez chwile nic nie widzieli. Później młodsza z dziewczyn zaczęła widziec i zobaczyła jak trafiają we mnie po kolei 3 pioruny w sekundowych odstępach (tic-tac-tic) Wyprostowało mnie to, odgieło mi ręce do tyłu. Krzyknołem z bólu na całe gardło a błyskawice naraz wypadły z mojego ciała przez opuszki palców i klatke piersiową złączyły sięw jedną i poleciały w niebo. Chmury rozwiało w ułamku sekundy, ja padłem na kolana, osunąłem się na twarz. Kiedy znajomi zaczęli podbiegac osunęła się pode mną ziemia i spadłem.
I jak to zwykle u mnie bywa obudziłem się tuż przed lądowaniem.
Normalnie sam interpretuje swoje sny, ale ten jest troche zbyt zawiły. Ostatnio właśnie zmieniałem w ten sposób pogode i postanowiłem że przynajmniej do końca maja to się nie powtórzy. W takim właśnie składzie mamy z Ann zamiar iśc swiętowac noc świętojańską w tamtym miejscu.


