Post Cz mar 20, 2008 1:19 am

Praca ze snami(Jung,wielki śniący,a gdzie są jego małe sny?)

Artykuł w przekładzie Eli (może nie jest to przekład idealny, ale nie jest zły ;) ) znaleziony na stronie: www.sny.net.pl , a dokladniej tutaj.
Bardzo ciekawy.

Jung, wielki śniący, a gdzie są jego małe sny?
Strephon Kaplan- Williams

Zacznijmy od uwagi. Sam Jung nie był śniącym. Był wielkim śniącym. Jung zapoczątkował termin Wielki Sen, za pomocą którego oznaczał sen, który jak dramat, ma początek, rozwinięcie i zakończenie, jest kompletny sam w sobie i cały. W swoich "Wspomnieniach, snach, refleksjach" opublikowanych po jego śmierci przekazuje nam swoje wielkie sny i opowiada, jak one bezpośrednio wpłynęły i kierowały jego życiem. One są naprawdę ważnymi snami i pokazują jungowski proces pracy ze snami. Sen Junga z dzieciństwa dotyczył przechodzenia przez podziemny tunel i spotkania się twarzą w twarz z penisem w stanie erekcji na tronie. Jungisci nazywają to fallusem, aby wskazać archetyp a nie człowieka. Stad odnosimy wrażenie, ze Jung był wielkim śniącym, wersja dla niektórych jakiegoś jungowskiego świętego.

Miałem raz w swojej praktyce pracy ze snami od roku mężczyznę, który opowiadał sny o lataniu z Ziemi na Marsa itd. Naprawdę wywierał na nas wrażenie, więc nazwałem go kosmicznym śniącym. Jednakże jego żona powiedziała mi poufnie, ze on tylko zapamiętywał swoje wielkie sny. A nigdy nie przejmował się wszystkimi zwykłymi snami, które jeden z moich analityków nazwał snami śmierdzielowatymi, gdzie np. robimy kupę w salonie zamiast w łazience, albo gdzie musiałem ułożyć stos z tysięcy kawałków drewna.

To podnosi kwestię. Z pewnością, kiedy pamiętamy albo tylko przedstawiamy nasze wielkie sny, te z ważnymi archetypowymi i mitycznymi wyobrażeniami, wtedy będziemy wierzyć w jungowską kolektywną nieświadomość i że każdy dookoła ma wielkie sny o archetypach. Oto przykład na zilustrowanie tego: starsza pani w grupie śniącej skarżyła się, ze w porównaniu z innymi członkami grupy ona ma tylko zwykłe sny. Bez przerwy śniła o zwykłej farmie otoczonej płotem, a w tym zagrodzeniu znajdowała się krowa. Z pewnością nie mogła być sklasyfikowana jako wielka śniąca. Ale ja zasugerowałem jej jedną rzecz. Jeśli chciała, aby przyśniło jej się mityczne stworzenie, niech poczyta sobie przed pójściem spać książkę o smokach. Ona powiedziała, ze tak zrobi i w następnym tygodniu zda relacje z wyników. I przyszła na zajęcia grupy rozpromieniona, ponieważ miała teraz swój pierwszy mityczny, czyli archetypowy sen. Śniła o tej samej farmie z płotem wokół pastwiska, ale tym razem w zagrodzeniu zamiast krowy znajdował się smok. Zasłużyła sobie tym na miano Smoczej Lady zamiast Lady od Krów.

To zdarzenie ilustruje trudność w interpretacji zawartości snu. Nazywam to kontekstem snu.
Jaki jest krajobraz snu, który zwykle śnisz?
Jak to niektórzy mówią, jeśli idziesz do freudysty, masz freudowskie sny, a jeśli idziesz do jungisty, masz jungowskie sny, a jeśli idziesz do specjalisty od jasnych snów, masz jasne sny. Ostatnią część oczywiście ja dodałem.

To, co jest kluczem do jakiegoś snu, jest kontekstem, w którym jest on śniony. To nie koniecznie oznacza kontekstu życia śniącego, ale samego śniącego. Raz doradzałem pewnej śniącej, młodej kobiecie. Jej ojciec chciał, aby została się i pracowała w college'u, bo on sam był pracownikiem uczelni. Ale ona ciągle śniła o drzewach, lasach, strumieniach, górach. Więc po prostu zasugerowałem jej, aby podążyła w życiu za tym, o czym śniła. I porzuciła college, a cały swój czas poświęciła ruchowi ekologicznemu. Jestem prawie pewnym, że był to dla niej właściwy wybór.

Zatem mamy problem, czy my kierujemy snem, czy sen kieruje nami? Czy śnimy pewien symboliczny kontekst, ponieważ kreujemy nasz kontekst, podobnie do Jungisty, który musi być Jungistą, ponieważ się identyfikuje z byciem jungistą?

Żeby przefrazować ten paradoks, czy nie byłoby dla pewnych pacjentów freudowskich, którzy maja jungowskie sny, żeby byli odsyłani do jungisty, a Jungiści, żeby odwzajemniali się wysyłając swoich pacjentów, którzy maja dużo seksualnych snów do analityków freudowskich?

W mojej własnej praktyce zajmuję się snami każdego i zwykle pracuję nad ich kontekstem. Niektórzy zawsze śnią o swoich osobistych związkach, podczas gdy inni głównie podróżują samotnie w snach. Nie interweniuję i nie sugeruję innych rodzajów śnienia, ale jeśli już coś robię, to wzmacniam, uwypuklam u śniącego ten kontekst, w którym śnią. Kilka lat temu pewna kobieta, która nigdy nie interesowała się zwierzętami za wyjątkiem swojego domowego kota, zaczęła śnić o delfinach. Co mogliśmy zrobić? Zasugerować, ze ten delfin jest symbolem ssaka, który powrócił do morza, czyli jest mitycznym zwierzęciem czczonym przez starożytnych, a więc ona miała duchowe doświadczenie; albo że te delfiny oznaczały pokrewieństwo pomiędzy gatunkami i dlatego ona powinna ulepszyć swoje związki z inną płcią; albo wszystkie te wariacje tego? Bez wątpienia można popatrzeć w dzieła zebrane Junga, co dla niego oznaczały delfiny. Jednak to, co śniąca chciała zrobić, odkąd zaczęła śnić o delfinach, to że wyjeżdża na wakacje do Australii, aby odwiedzić ludzi, którzy odwiedzali delfiny w morzu. To stało się najważniejszym apostolstwem dla niej. I to również podnosi kwestię pracy ze snami.

Jednym niebezpieczeństwem jungowskiego podejścia do snów jest kiedy pozostaną zinterpretowane. Ortodoksyjny jungista zamienia symbol w koncepcje. Oni kreują interpretacje na bazie swojej wiedzy innych snów, na mitologii, na symbolach i artefaktach kultury. Rzeczywiście jedna z ważnych książek jungisty na temat snów jest cała na temat interpretacji sennych symboli, a nic na temat stosowania przez Junga technik aktywnej wyobraźni ze snami.

Kiedy w 1978 rozpocząłem w Berkeley w Kalifornii działalność Instytutu Jungowsko-Senojowskiego nikt ze znanych mi osób nie znał techniki ponownego wejścia do snu. Jung już twierdził w swoich pracach, że czasami miał pacjentów, którzy poprowadzili sen dalej.
Jung zaznaczał, żeby nie ingerować w sen, żeby nie zmieniać go w żaden sposób, bo jest on bezpośrednim produktem nieświadomości. Ale on też powiedział, że zadziwiające rzeczy mogłyby się zdarzyć, gdyby na koniec w miejscu, gdzie sen został niedokończony, pociągnąłbyś go dalej za pomocą aktywnej wyobraźni pozwalając napłynąć nowym wyobrażeniom.
Jung powiedział, ze dowiedział się o technikach wizualizacji od Ignacego Loyoli, założyciela zakonu Jezuitów, który swoim mnichom robił kierowaną wizualizację z chrześcijańskimi dogmatami.

To, co zrobiłem, było całkowicie nowe i wymagało z mojej strony wiele odwagi, ponieważ wyszkoliłem się przez 10 lat na jungistę u dr Elizabeth Howes. Nie zmieniaj snu! Powiedział dr Jung, czyli to jest inflacja ego za pomocą archetypu!

Ale pewna śniąca w mojej grupie szkoleniowej od roku, sama będąca terapeutką, miała powtarzające się sny o ciemnych postaciach mężczyzn. Teraz mogłem je zinterpretować na modłę Junga jako negatywne symbole animusa, ale w rzeczywistości chciałem sięgnąć u niej do emocjonalnego poziomu. Zamieniając „symbole w koncepcje" po prostu nie zadziałałoby. Potrzebowałem zamienić "symbol w funkcję", w podejście funkcjonalne. Jung wskazał, że potężne rzeczy zdarzają się, kiedy poprzez aktywną wyobraźnię (co również nazywam stanem medytacyjnym) ponownie wkroczymy w najgłębszą psyche. I dostałem pozwolenie śniącej, aby zabrać ją z powrotem do jej snu o ciemnym, tajemniczym mężczyźnie, gdy i ona i ja mieliśmy zamknięte oczy.

To, co się wydarzyło, trwało półtorej godziny. Wypłynęło u niej inne spontaniczne wyobrażenie, i szybko zamieniło się w mężczyznę, który przed laty ją zgwałcił. I wtedy musieliśmy przejść przez to. Od Kiltona Stewarta miałem koncepcje Senojów, że można interweniować w sennej sytuacji podczas stanu snu. Senojowie ćwiczyli swoje dzieci, że w momencie upadku zamiast budzić się ze snu pozwalali sobie na upadek, zamiast się budzić ze snu tak jakby sen był koszmarem. Wiec tu w tym powrocie do snu nie powiedziałem śniącej, co ma robić, ale zasugerowałem, żeby była czujna względem tego mężczyzny, który był wyobrażeniem mężczyzny, który ją zgwałcił, i kiedy się jej pojawi, żeby spotkała się z nim. Moje przewodnictwo było podtrzymujące, ale nie zarządzające w myśl zasady jungowskiej, aby pozwolić głębokiemu psyche wyprodukować obrazy spontanicznie.

Zadziwiającym rezultatem było dla tej śniącej, że dokonało się uzdrowienie na poziomie emocjonalnym, ponieważ teraz mogła się skonfrontować ze swoim napastnikiem. Te negatywne męskie postacie pojawiały się z powodu przeszłego traumatycznego doświadczenia. Później stosowałem technikę wejścia do tego samego snu z innymi śniącymi, które zostały zgwałcone, a także z ofiarami innego typu traumy, i w każdym przypadku następował zadziwiający uzdrawiający skutek. Już potem po tym kierowanym powrocie do snu te powtarzające się wcześniej sny nigdy nie wróciły. A życie emocjonalnie tych osób zmieniło się radykalnie.

Mocno oręduję, aby ludzie, którzy stosują technikę aktywnej wyobraźni i powrotu do snu z innymi, byli wykwalifikowanymi i wyćwiczonymi w prowadzeniu etycznie i profesjonalnie tej techniki. Mówiąc to wiem, że jest wiele osób, które nie będą się zgadzać z tym stanowiskiem. Ale mogę powiedzieć wam z własnego doświadczenia, że aktywna wyobraźnia i powrót do snu są potężnymi technikami. Jeśli naprawdę nie wiesz, co robisz, możesz zakłócić równowagę psychiczną śniącego.

Ale na tych z was, którzy jednak zaczną to robić, naciskam, żebyście jako prowadzący pozostali jak najbardziej wspierający i neutralni. Nie kierujecie, co osoba prowadzona powinna robić. Kiedy ktoś znajdzie się u drzwi sennego domu, nie mówicie, żeby weszła teraz do domu i zobaczyła, co tam znajdzie. Lepiej powiedzcie jej tak: Jesteś u drzwi tego domu. Czego doświadczasz właśnie w tym momencie? Następnie po doświadczeniu tej sytuacji możesz jako prowadzący zapytać: jaki wybór masz tutaj? Jeśli w końcu dokona wyboru, ze chce wejść do domu i go zbadać, dalej zachowuj się neutralnie. Prowadzący może powiedzieć: proszę zacznij to robić wolno. Po prostu otwórz drzwi i posuwaj się swoim krokiem. Opisz, co widzisz. To, co tam zobaczysz albo doświadczysz, może być zdumiewające i nieprzewidywalne. Prowadzący wspiera możliwości. On lub ona nie kieruje pokazem z przesadnym poczuciem jego lub jej samo ważności w użyciu tak potężnej techniki.

(...). Jeśli jest zbyt dużo niepomyślności, można poszukać u śniącego więcej bohaterstwa, ale bez sugerowania samych wyobrażeń.
Zatem kiedy w powrocie do snu śniąca jest przed senną jaskinią i jest w niej ciemno, czy powinieneś zasugerować, aby wezwała pomocnika albo zapaliła pochodnię? Aha, znowu kierujesz mówiąc, co śniąca ma robić. A co jeśli nie wybierze wejścia do ciemnej jaskini? Znowu bądź czujny, ale niczego nie sugeruj. Jesteś przed wejściem do tej jaskini. Możesz opisać, czego tam doświadczasz? A przede wszystkim nie pytaj osoby, jak się czuje. Uczucia są rozumnymi reakcjami. Czuję się świetnie. Czuję się źle. To są stwierdzenia oceniające. Chodzi o to, aby wyrwać śniących ze stanu letargu, gdzie oni otworzą się na swoja nieświadomość. Skąd mogą wiedzieć, co czują. Oni doświadczają bez natychmiastowego oceniania. Na tym sprawa ma polegać.

Po prostu powiem, ze zadziwiające rzeczy się wydarzają po wyjściu z powrotu do snu. To nawet mogą być fizyczne zmiany. Stephen Laberge w jednym miejscu oświadczył, że ma nadzieję oczyścić techniki jasnego snu, aby przynosiły fizyczne uzdrowienie. Więc przebadałem kilku śniących za pomocą doświadczenia snu i potem rzeczywiście nastąpiły u nich zmiany symptomów. U jednej śniącej wykryto raka piersi. Miała sen, w którym była na korytarzu szpitalnym i bała się otworzyć drzwi do sali z obawy, co tam znajdzie. Zasugerowałem jej, aby podczas swoich dziennych medytacji na wprost tych drzwi medytowała, dopóki nie pojawi jej się, co ma zrobić. Kiedy po kilku dniach w końcu otworzyła te drzwi, już nie było jej tam jako ofiara raka w łóżku. A następne badania nie wykazały śladu raka w piersiach. To samo zdarzyło się śniącej, u której wykryto raka szyjki macicy. Po powrocie do snu o dużej kobiecie zrobionej z ziemi i o udzieleniu pomocy śniącej, również okazało się, że jej następne badania rozmazu były ujemne.

Nie trzeba kontynuować statystyki, ale nie byłoby trudno wykonać testy medyczne z fachowym i profesjonalnym zastosowaniem techniki powrotu do snu wobec właściwych snów osób zdiagnozowanych na raka. Jedna z moich studentek od roku pracująca ze snami miała wyznaczony na następny dzień operację kolana z powodu kulenia. Śniło jej się, ze jest w szpitalu i jest leczona tam metodą, o której wie, ze jest zła, a mogłaby się uleczyć sama i nie potrzebowałaby lekarzy. Ale następnego dnia oznajmiła, ze jej kolano jest naprawdę zdrowe i anulowała operację i od tamtej pory nigdy nie miała problemów z kolanem. Pomówmy o Jezusie, który uzdrawiał! Może to możliwe z właściwymi zabiegami?

To, co tu sugeruję o jungowskiej praca ze snami to to, że trzeba pokazać rezultaty, aby udowodnić, że twoje metody i teoria osobowości działa. Samo odesłanie, że tak mówi Jung nie zadziała. Możesz okazać wyniki? Możesz poprzeć swoje idee? Oczywiście, przykładów mam o wiele więcej.

Otrzymuję także wiele listów od terapeutów, którzy używają mojego "Jungowsko-Senojowskiego Podręcznika pracy ze snami" opisującymi uzdrawiające wyniki u swoich pacjentów.
Moja własne szkolenie na Jungistę trwało 10 lat. A my próbujemy szkolić profesjonalistów (w Instytucie Jungowsko-Senojowskim) w ciągu 5 do 7 lat koncentrując się głównie na samych snach i pracy z nimi. Do mojego wykształcenia jungowskiego musiałem przeczytać wszystkie 22 tomy Junga, znam je praktycznie na pamięć, i być również na bieżąco ze wszystkimi innymi jugowskimi pisarzami. To fascynujący materiał, ale dla naszej profesjonalnej pracy ze snami koncentrujemy się głównie na snach i pracy z nimi. To jest autentyczna książka o nieświadomości i daleko potężniejsza niż nawet czytanie Junga.

Artykuł (w oryginale) pochodzi ze strony
www.improverse.com/ed-articles/strephon ... r_jung.htm

O autorze więcej tutaj.
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/