Pozyczanie duchowosci?


Dyskusje o praktykach szamańskich i neoszamańskich. Miejsce, gdzie można podzielić się własnymi doświadczeniami, lub zapytać o radę.

Moderator: Kapelusznik

Post Śr sty 16, 2008 6:29 pm

Pozyczanie duchowosci?

Niedawna dyskusja na forum zmusila mnie doz astanowienia sie nad kilkoma waznymi aspektami wspolczesnej duchowosci.
Mam wrazenie, ze coraz czesciej pojawia sie zjawisko "pozyczania" obcej duchowosci i praktykowania jej jako swojej. Juz wyjasniam co mam na mysli:
Ludzie wspolczesnie zadko zaczynaja od zajrzenai w siebie. A przeciez slynna delficka maksyma mowi "Poznaj siebie". Zamaist szukac w sobie boskosci, ludzie poszkuja jej czesto w formach, zwlaszcza zas w innych (w jakis spsob egoztycznych, obcych) kulturach. Dochodzi w ten spsob jak dla mnie do tragicznego uproszczenia i przeinaczenia wielu rzeczy. Dawne rytualy, symbole czy mity, nie istnieja bez tworzacego je kontekstu kulturowego. Wyciaganie z praktyk indian Dakota np tanca slonca i odprawianei go w zupelnie innym aspekcie, jest po prostu profanacja, z punktu widzenia kultury pierwotnej. Stand tez nie dziwi mnie zorganizowany protest indian przeciwko takim dzialaniom. Czy jednak jakakolwiek biala kobieta, bioraca udzial w ceremonii palenia fjaki na warsztatach neoszamanskich, wpadnie na to iz jej obecnosc na tym rytuale juz jest jego naruszeniem? Oczywiscie ze nie, poneiwaz biali ludzie nie sa nauczeni prawdziwegos zacunku do innych kultur. Sa nauczeni tego, by brac to co im odpowiada i przeksztalcac to zgodnie ze swoim zyczeniem, a pozniej wierzyc iz robia "to samo" co czynili ludzie dawniej. Dawnosc oraz pierwotnosc stala sie ostatnio modna i jak grzyby po deszczu wyrastaja grupy neoszamanow, wiccan czy neopogan, ktorym wydaje sie, ze jedyna droga dojscia do wewnetrznej madrosci jest powtarzanie czynnosci, ktore ktos robil kiedys. Podczas gdy odnalezienie rpawdziwego sensu tych czynnosci i ich kontekstu jest niewykonalne. Jednak wszystkie te neo grupy tworza pewnego rodzaju walsne religie, zapozyczajac sie u innych kultur, bez swiadomsoci konsekwencji. Dawniej, w wielu tradycjach uczono tego, by nie krasc duchowych osiagneic innych. Jakim prawem biali ludzie proboja nasladowac indian czy inne ludy? Gdyby byli prawdziwymi nosicielami tradycji, czyz nie dorodziliby sie w niej, zapewniajac jej ciaglosc? Za toz wykle nie sa swiaodmi wlasnej kultury i wlasnych korzeni. Szukajac za grnaica tego, co maja smai w sobie gubia duchowe oparcie i pomoc przodkow.
Tu, w Europie, jestesmy potomkami rzymian, gnostykow, chrzescijan, zydowskich kabalistow, sredniowiecnzych magow, konkwiskadorow, masonow i rewolucjonistow. To tworzy nasze duchowe korzenie. I choc jako wspolnota uczynilismy wiele krzywdy i zla innym kulturom, mozna wciaz probowac naprawic to. A nie w dumnym samozadowoleniu okradac prawie zniszczone przsez nas, bialych kultury.
Kogo ejdnak stac na to, aby uderzyc sie w peirsi, stanac na tym rozdrozu i umeic spojrzec w twarz prawdzie? Nie lepiej udawac indianina w plastikowym tipi albo neopoganina, czaczac bogow wymyslonych przez Dlugosza?
Troche ejstem smutny a troche rozbawiony gdy widze jak ludzie mysla, iz powtarzajac jakies czynnosci, ktore ktos gdzies keidys robil stana sie bardziej uduchowieni. Przykre jest, ze nei rozumieja, iz nie da sie wrocic. Wracanie nie ma sensu. Zyjemy teraz i Ziemia dookola nas istnieje teraz. Nie naszymi sa problemy danwych kultur a one nie mialy naszych. To chwila obecna jest ta, w ktorej mzoemy odkryc siebie i swietosc otaczajacego nas swiata.

Ja no nie zostalems zamanem dlatego,z e chcialem kogos kopiowac. W sumie zostalem nim majac 15 lat, kiedy jeszcze nawet nie wiedzialem, ze istnieja na swiecie szamani. Nie uzywam bebna albo drumli czy innych rzeczy, dlatego, ze ktos tak robil kiedys i ja tez powinienem - lecz dlatego ze sa to narzedzia do ktorych wyukorzystanai doszedlem sam. A gdyby efektywneijsze dla mnie byly inne, zapewne uzywalbym innych. To do czego daze w tej wypowiedzi, sprowadza sie do przeslania, iz najpeirw powinnismy odnalezc duchowosc w sobie a pozniej pojsc ta sciezka. Wtedy to coc zynimy bedzie wyplywalo z nas, nie ebdzie nasladownictwem obcych form.

Pozwole sobie zakonczyc slowami Hermesa Trismegistosa:

I to, co na górze, jest analogiczne do tego, co się znajduje na dole, aby spełnić cuda rzeczy jedynej

A ta rzecz jedyna, iskra boskosci jest w nas. Nikt i nic nie moze nam jej ofiarowac, pokazac, nauczyc. Ale takze nie moze jej nam odebrac. Dobrze jest wiec zaczac szukac nie na zewnatrz, lecz w sobie.

Post Śr sty 16, 2008 10:54 pm

:)

Nie trzeba mieć intuicji nawet średnio rozbudzonej by nie odpowiedzieć na takie słowa, jeśli o moją osobę chodzi.

A dlaczego masz bęben? Przecież teraz są nagrania stymulujące mózg odpowiednio do przeżywania transu. A dlaczego masz zwierzę mocy? Przecież w naszej kulturze tego nie ma. Dlaczego używasz słowa "szaman" skoro teraz w Twoim tu i teraz się go nie używa?

heh...

Moja rodzina pochodzi z Norwegii, przynajmniej , mówiąc uczciwie, jedna z jej linii. Od dziecka kreśliłam na kartkach symbol mjolnir. Kiedy usłyszałam o runach wydały się mi znajome duchowo nie gorzej niż abecadło. Śniłam setki snów o kulturze, której nie potrafiłam nazwać, a którą dopiero lekcje historii nazwały za mnie kulturą germańską. Odwiedzając niektóre kręgi kamienne na naszym Pomorzu wiedziałam wewnętrznie, po co je tam postawiono i jakie role pełniły.
Czasami dusza szuka sobie swojego domu i wspomnienie dominujące powraca do niej zawsze.
Jasne, czasami robi się to dla podniety, ubarwienia życia, taniej mistyki. Ale czasami zanim ocenimy kogoś za naśladowanie innej kultury, niż ta, wynikająca z szerokości geograficznej w jakiej się urodził, posłuchajmy jego opowieści :) Nie wszyscy ludzie naśladujący Indian są pomyleni i szukają jedynie przygody. Niektórych gna do tego specyficzna pieśń tej kultury, która pokrywa się z tym, co śpiewa ich serce. Wcielenia mistrzów buddyjskich czasami również nie wstrzelają się w odpowiednią szerokość geograficzną. Dusza może narodzić się w obcej sobie kulturze, po to, by czegoś się nauczyć, zaznać czegoś niedostępnego w kulturze, w której dotąd się inkarnowała, ale naturalne jest to, że próbuje powrócić do tego co zna.

Jak pisałam w innym wątku, wznoszę w święta toasty zwane symbel ku czci moich bogów, bogów z germańskiego panteonu. Jeśli kogoś głupio naśladuję, to tylko mnie samą z innego tu i teraz- przynajmniej ja tak to rozumiem. Jeśli ludzie czują potrzebę poznania danej kultury na każdym poziomie, również tym dotyczącym praktyki dnia codziennego i świąt, to widocznie tego im potrzeba. Dla jednych będzie to naśladowcza przygoda która minie z czasem, dla innych będzie to coś niezwykle duchowego i potrzebnego by nie tylko nauczyć się ale i POCZUĆ kulturę którą odtwarzają.

"
A ta rzecz jedyna, iskra boskosci jest w nas. Nikt i nic nie moze nam jej ofiarowac, pokazac, nauczyc. Ale takze nie moze jej nam odebrac. Dobrze jest wiec zaczac szukac nie na zewnatrz, lecz w sobie."

Otóż to, Strzygonie. Jeśli szukasz W SOBIE (a nie np w książkach przygodowych czy filmach, które rozbudzają wyobraźnię) ciekawość i pęd Serca mogą Cię doprowadzić do kultury jak najbardziej uprawnionej do tego by nazwać ją "twoją" , jakkolwiek nawet bardzo daleką od miejsca w którym się urodziłeś.

Wg tego co mówisz, powinniśmy być chrześcijanami, bo w takim to zakątku Europy żyjemy. Jesteś nim? Celebrujesz mszę co niedziela? :) A być może Twoja dusza jest już na tyle dojrzała, że nie widzisz potrzeby trwania przy tym co miejsce Twego urodzenia może Ci zaoferować, jeśli o religię, duchowość i kulturę chodzi?

Co do germańskiej kultury jest mi o tyle łatwiej, że Polska nie była od niej aż tak daleko i liczne pozostałości po plemionach germańskich można odnaleźć i w Polsce. Kultura germańska czy celtycka były obecne w naszym nadwiślańskim kraju i są naszą cząstką.

Acha-piszesz,że iskra boskości jest w nas. Myślę,że tych iskier sypie się mnóstwo. W pewnym sensie jesteśmy bogami-którego to wyrażenia żadna stara dusza nie uzna za pychę.

Pozdrowienia,Bianka.

PS. Podobne sny i rozumienie symboli mam jeśli chodzi o południowoamerykańską kulturę, aczkolwiek w mniejszym stopniu. Nie wykluczam, że niegdyś poszukam jej śladów godnych do naśladownictwa.Po to by lepiej poznać to co przydarzyło się mojej duszy.

Post Cz sty 17, 2008 12:38 am

Bianka, wybacz jesli odebralas to osobiscie. To nie byl post do ciebie skierowany, posty do ciebei skierowalbym na prv.

Po prostu zastanawiam sie nad tmy problemem od jakiegos czasu. Rozmowa z Toba sprawila,z e do niego powrocilem. Nic wiecej i nic mniej.
Naucz sie bardziej dystansowac, dobrze? Bo jakis taki nieciekawy klimat sie tutaj tworzy mam wrazenie chwilami. :/

Milo jednak, ze wyjasnilas np swoje podejscie, mysle ze wiele osob powinno byc tak swiaodmych dlaczego robi to co robi. Dlatego wczesniej pytalem o to, co sprawia ze wybralas wlasnie ta a nie inna kulture.

Gdzies wczesniej pisalas o rekonstruowaniu psychiki germanow. Jest to istotnie ciekawe. Myslisz ze taka rekonstrukcja jest mozliwa, czy tez popada sie w iluzje kolejnej konstrukcji? Ja sadze, ze raczej to grugie.
A jesli naprawde starasz sie zyc tymi wartosciami i tworzysz u siebei podobny schemat, to ciekawi mnie jak to sprawdza sie w zyciu? Tzn rozumiem, ze np zajmujesz sie glownie domem i nie dotykasz wielu meskimi zajeciami, jak kobiety germanow. Nie wystepujesz takze w sadzie ani na jakis publicznych spotkaniach (kobiety wszak nie mialy glosu na Tigach). Takze wiele rytualow zapewne objetych ejst tabu plci, choc tutaj kobiety sa z pewnoscia bardziej uprzywilejowane niz mezczyzni. Jednak taka zgodnosc z dawnym systemem pogladow chyba jednak wspolczesnie nastrecza pewne trudnosci prawda?

Co do mnie... Coz, moj totem znalazl mnie gdy mialem nascie lat i nie wiedzialem co to totem. Beben lubie bo dobrze mi sie na nim gra, a do gitary nie mam sluchu. A nie dlatego, ze ktostam kiedys uzywal go. Szczerze rzecz ujmujac mam to w powazaniu. Uzywam tego, co jest mi potrzebne, przydatne i co czyni ma prace latwiejsza i bardziej skuteczna. Uzywam ich, bo idiota bylbym nie korzystajac z dostepnych rekwizytow. Tak jak wojownik uzywa swego miecza, sztyletu i innej broni. Czy dlatego, ze tak czynil jego dziad? Nie, dlatego ze ta bron skutecznie zabija. I tyle. Niestety, jestem ohydnie pragmatyczny, prawda? ;)


W poscie jednak glownie mowilem o problemie poelgajacym na tym iz sie wlasnej duchowosci nie ma, a czyjas sie kragnie. I nie bylo moim zamairem omawianie twojej postawy, poniewaz nie jest ona dla mnie tak istotna. Istotne jest zagadnienie ktore opisalem. Uwazam, ze jest to problem zywy, aktualny i dotyczy jak najbardziej naszego kregu kulturowego. Niemniej, coz, zawsze mozesz probowac mnie wyprowadzic z blendu, jesli uwazasz ze nie mam racji. ;)

Post Cz sty 17, 2008 12:06 pm

Bianka, wybacz jesli odebralas to osobiscie. To nie byl post do ciebie skierowany, posty do ciebei skierowalbym na prv.


:)

Naucz sie bardziej dystansowac, dobrze? Bo jakis taki nieciekawy klimat sie tutaj tworzy mam wrazenie chwilami. :/


Zapewniam Cię o tym,że nie mam żadnych negatywnych emocji w sobie jeśli o te dyskusje chodzi. Jeśli wydają Ci się być pozbawione dystansu z mojej strony, tłumacz to raczej tym,że lubię dyskusje i pojawia się wówczas we mnie pewien ładunek emocjonalny, nie zaś tym,że wypływają ze mnie jakiekolwiek negatywne i złe uczucia. Przecież tak naprawdę nawet gdybyśmy we wszystkich sprawach nie zgadzali się w całych 100% nie sądzę, by po zamknięciu w komputerze okienka Shamaniki którekolwiek z nas jeszcze by o tym myślało.
Jest ok. Nie szukajmy problemów tam, gdzie ich nie ma. A jeśli jakkolwiek moja obecność na forum przyczyniła się do odczucie przez ciebie nieciekawego klimatu, bardzo Cię za to przepraszam.
Taka czasami jest natura dyskusji,że nie zawsze jest ona przyjemna. Ale, że od razu nieciekawa....Moim zdaniem jest bardzo ciekawa ;)


Gdzies wczesniej pisalas o rekonstruowaniu psychiki germanow. Jest to istotnie ciekawe. Myslisz ze taka rekonstrukcja jest mozliwa, czy tez popada sie w iluzje kolejnej konstrukcji? Ja sadze, ze raczej to grugie.


Nie psychiki Germanów tylko zwyczajów i obyczajów. Również nie wydaje mi się by było to do końca możliwe, chociażby ze względu na zbyt wiele białych plam historii. Rekonstrukcja jest przyjemna i wywołuje, u mnie przynajmniej, wielką wewnętrzną radość, ale zdaję sobie sprawę, że po pierwsze z pewnością nie jest pełna a po drugie nie myśląc, bo nie mogąc myśleć, tak jak Germanie, zupełnie inną jakość nadaję rytuałom, które rekonstruuję. Obecnie jestem na etapie praktycznego dociekania, czy może się zdarzyć tak,że rekonstruowanie rytuałów może pomóc wpaść w tok myślenia Germanów. Czyli na odwrót. Na efektywność takich praktyk muszę poczekać z kilka lat (bądź też uznam,że skuteczne w odkrywaniu sposobów myślenia Germanów one nie są wcale) a póki co ich efektowność sprawia mi dużo radości - a w niej już zupełnie nic złego nie ma:)
Sprawia mi to przyjemność, a nie unikam niczego co może sprawić mi przyjemność, zwłaszcza duchową.
Piszesz, że mój osobisty przypadek nie jest tu clue w tej dyskusji- oczywiście,że nie jest, a jednak jako jedna z tych , co cos rekonstruują, poczułam chęć wyjaśnienia dlaczego i co mi przyświeca-jako,że zastanawiałeś się po co ludzie to robią. Chciałam wyjaśnić po co między innymi, na własnym przykładzie.... ... ...

Niestety, jestem ohydnie pragmatyczny, prawda?


No nie bardzo:) Jako człowiek pragmatyczny mógłbyś użyć nagrania stymulującego mózg tak, by jak najszybciej osiągnął stn transu. Ale bęben jest bardziej romantyczny, prawda? Składa się z naturalnych tworzyw, które same w sobie mają moc, prawda? Używanie bębna jest też przyjemne. ... prawda? I żeby nie było niejasności i żebym znów na niesympatyczną nie wychodziła, będę się tym razem tłumaczyła z zamiarów wypowiedzi: nie uważam, by było cokolwiek złego w używaniu akurat bębna i sama bym go wybrała pewnie prędzej niż nagranie na cd., szukając metody do osiągnięcia transu.

Nie biorę udziału w thingach, więc nie muszę przejmować się tym,że będę musiała siedzieć cicho. Poza tym wcale nie jestem przekonana, że rola społeczna kobiety w plemionach germańskich była tak ograniczona jak piszesz, ale to już zupełnie inny temat.

Co do pytań postawionych przez Ciebie-dlaczego i po co ludzie rekonstruują inne ,obce im kultury, odpowiedziałam już w poprzednim poście, ale na własnym przykładzie - żeby nie było, że tylko takie mam przemyślenia, które mojej osoby dotycz ą , odpowiem jeszcze tak: Czy ludzie kradną duchowość? Być może po prostu jej poszukują. Być moze potrzebują dla niej jakichś ram, by wyglądała dla nich bardziej autentycznie i konkretnie, bo przyzwyczajeni są do widzialnych konkretów. Być może z duchowością kojarzy im się w linii prostej magia a z magią z kolei , rozpropagowana w flimach, magia ceremonialna. Myślą więc, że duchowość to kręgi ze świec, srebrne, mroczne talizmany, pentagramy na ścianach i szpiczaste kapelusze. Można ich ocenić surowo, ale czasami staram się spojrzeć na to pobłażliwie, wiesz, zrozumieć po co właściwie to robią? Dlaczego? Być może po prostu zdają sobie sprawę z tego, że żyją na trzech poziomach-ciała, psychiki i ducha. I spójrz jak często już na tym drugim poziomie, na poziomie psyche, dochodzi do różnych chorób, patologii, problemów, odchyleń, jak często to już psychika kuleje w ludziach, tak, że są nieszczęśliwi albo niesympatyczni, mają problemy w życzliwych relacjach z innymi, ze sobą samym...A co dopiero duch? Jak bardzo jest on zaniedbywany przez ludzi. Ale jego brak krzyczy zawsze swą pustką. Więc ludzie zaczynają szukać. Emocjonują się rozmowami o duchach czy horrorami, bo to przynajmniej opowiada o czymś co sztucznie z duchowością można powiązać. Albo zapalają świece i rozkładają karty tarota. Często robią przy tym wiele głupot, wpędzjąc się w kłopoty. Ale ja myślę, że oni nie tyle kradną duchowość np Indian ( bo tych znają z filmów czy komiksów i wiedzą,że Indianie to mają jakieś duchy, totemy, rozmawiają z umarłymi przodkami itp, więc to jest duchowość, której brak tak bardzo współczesny człowiek odczuwa) tylko poszukują. I wielu z nich od takiej sztuczności powoli idzie w stronę mądrych wniosków. Tak myślę. Sama zanałam kilka dzieciaków opowiadających takie rzeczy, takie głupotki i takie ceremonialne brednie magiczne że włos jeżył mi się na głowie. Ale dziś są starsi, mają poukładane w głowie, 10 pomarańczowych świec+jedną zieloną zastąpili medytacją w świątyni swego Serca czy ducha i szukają duchowości i boga w sobie- tak jak Ty piszesz i radzisz. Czasami z takich bzdurek i podszywania się pod np mnichów buddyjskich czy szamanów u 20 latka, dojrzewa mądry człowiek 30 letni, który przerobiwszy cały romantyzm magiczny wyciągnął z teorii i praktyki magii, esencję z kwintesencji- ową mądrą duchowość o której piszesz.
Jak myślisz Strzygonie, może więc to jest po prostu poszukiwanie wywołane tęsknotą za duchem a nie kradzież? Być może jest to droga potrzebna danej duszy by odnalazła w końcu słuszny kierunek do swej duchowości?

pozdrowienia,Bianka

Post Cz sty 17, 2008 4:17 pm

Rozumiem probe rekonstrukcji kultury i uwazam ja nawet za jak najbardziej godna pochwaly. W koncu poznawanie nowych kultur tylko wzbogaca. Ponadto dzieki temu, mozemy takze ocalic od zapomnienia dawne zwyczaje, ktore moim zdaniem sa wrecz bezcenne.

Jednak czesto sie zdarza, iz ludzie biali kradna duchowosc spolecznosci, ktore zyja wspolczesnie. Tak jest np z aborygenami czy z indianami i spoelcznosci te stosuja protesty, bowiem w wyniku takich dzialan ich kultura jest trywializowana i ginie. W tej chwili w Ameryce sa ludzie, ktorzy jak Sloneczny Niedzwiedz podaja sie za potomkow i uczniow dawnych szamanow (podczas gdy nimi nigdy nie byli) i sprzedaja ludziom jakies badzewie, w postaci warsztatow za grube pienaidze, ktore nazywaja "autentyczna duchowosciea indianska". Powstalo takze duzo sekt kradnacych po prostu rytualy roznych kultur, przerabiajacych je wedle swojego widzimisie (bo wgladu im brak), co zwykle prowadzi do profanacji tych obrzedow: jak na przyklad stalo sie w przypadku tanca slonca, wykonywanego rpzez bialych i polaczonego z jakimis elementmai magii sexualnej. Nie uwazam aby to zjawisko bylo dobre. Nie uwazam tez, by jego efekty mogly wplywac na kogokolwiek pozytywnie.

Co sie zreszta dzieje z mlodymi osobami, ktore trafia na takich "nauczycieli" lub do tkaich sekt i pozniej maja tak wypaczone spojrzenie na duchowosc danej kultury (a czesto i duchowosc wogole)?
To jest jak sadze pytanie warte rozwanenia.
Osobiscie wiele razy spotkalem ludzi, choldujacych jakiejs pseudowiedzy na temat np egiptu i misteriow egipskich, podczas gdy nigdy nawet nie czytali zadnego opracowania o kulturze i religi Egiptu. Cala wiedze za to czerpali z jakis "oswieconych" new ageowych ksiazek.
Ale te formy rytualne, udajace to czym mialyby byc, a nie sa - bo byc nie moga - jak dla mnie sa kolejnymi skorupami niewiedzy, ktore wieza swiatlo ducha i tworza tylko koszmary. Ludzie wspolczesni gubia sie w obfitosci informacji i przypominaja osiolka z wierszyka, ktoremu dano owies i siano. Proboja siegnac wszysktiego w nic sie nei zaglebiajac. jaka gleboka duchowosc moze wyrosnac na takiej glebie?

Bdw krytykujesz magie ceremonialna - daleki od tego jestem bo uwazam ja za nasz, europejski spadek kulturowy. Zreszta praktykowalem ja takze i praktykuje od kilkunastu lat. Magia ta ma takze ejdnak dwa oblicza. Po pierwsze tej nauki ezoterycznej, ktora przekazywana byla w obrebie danych linii przekazu i ktora stanowila nasz, zachodni sposb realizacji boskosci; po drugie zas popularnej pop-magii, ktorej sie robi pelno na internecie bo stala sie towarem i mozna ja niezle sprzedac. A poniewaz jestem swiadom mocy jaka tkwi w tej tradycji zawsze przestrzegalem przed zaglebianiem sie w nia osoby malo swiadome. A przede wszysktim przed naiwnym korzystaniem z takich rzeczy jak tarot, techniki wampiryczne, dostepne szeroko rytualy IOTU czy AA. Zwykle zaczynaja sie tym bawic mlodzi ludzie, nie majac pojecia o znaczeniu pewnych formul ktorych uzywaja. Pozniej zas efekty zaczynaja ich przerazac. Ty znasz ludzi, ktorzy opowiadali dziwne i nierozsadne rzeczy - ja znam ludzi ktorzy w wyniku swoich praktyk zwariowali albo zrobili sobie powazna krzywde. Jak mowilem - im dalej w las tym wiecje drzew. ;)


A do bebna na chwile wracajac (ach te przyklady): wymieniajac czesc powodow masz oczywiscie racje, ale to ejst wciaz to o czym mowilem, ze mam wlasne powody a nie proboje kogos nasladowac. Np lubie grac na bebnie - to jest powod osobisty. ;)
Poza tym nagrania nie przenosza pewnych wibracji i ciezko uzyc by ich bylo w lesie. A mi dodatkowo wogle ciekzo bo w moich rekach polowa elektroniki po prostu sie psuje. ;)

Post Cz sty 17, 2008 4:50 pm

Bdw krytykujesz magie ceremonialna - daleki od tego jestem bo uwazam ja za nasz, europejski spadek kulturowy. Zreszta praktykowalem ja takze i praktykuje od kilkunastu lat.


Przypuszczam,że krytykuję nie taką magię ceremonialną jaką ty uprawiasz, Strzygonie a raczej show dla zagubionych nastolatków ze świecami -we wszystkich kolorch tęczy na każdą okazję od klasówki z matematyki po podwyżkę kieszonkowego- w rolach głównych.
Mam szacunek dla każdego rodzaju magii, czasami tylko brak mi szacunku wobec sposobów jej uprawiania i płytkiego podejścia.

W tej chwili w Ameryce sa ludzie, ktorzy jak Sloneczny Niedzwiedz podaja sie za potomkow i uczniow dawnych szamanow (podczas gdy nimi nigdy nie byli) i sprzedaja ludziom jakies badzewie, w postaci warsztatow za grube pienaidze, ktore nazywaja "autentyczna duchowosciea indianska". Powstalo takze duzo sekt kradnacych po prostu rytualy roznych kultur, przerabiajacych je wedle swojego widzimisie (bo wgladu im brak), co zwykle prowadzi do profanacji tych obrzedow: jak na przyklad stalo sie w przypadku tanca slonca, wykonywanego rpzez bialych i polaczonego z jakimis elementmai magii sexualnej. Nie uwazam aby to zjawisko bylo dobre. Nie uwazam tez, by jego efekty mogly wplywac na kogokolwiek pozytywnie.

Co sie zreszta dzieje z mlodymi osobami, ktore trafia na takich "nauczycieli" lub do tkaich sekt i pozniej maja tak wypaczone spojrzenie na duchowosc danej kultury (a czesto i duchowosc wogole)?


Masz rację,że zapożyczanie elementów danej kultury czasami przybiera zły obrót- i takie sytuacje się zdarzają. Najczęściej wówczas właśnie, kiedy wypaczony zostaje sens pewnych ceremonii i wrowadza się zbyt daleko idące zmiany do danego np rytuału. Co się dzieje z tymi,którzy w takie praktyki wpadają? Myślę,że róznie-niektórzy są szczęśliwi w swej niewiedzy i ignorancji. Innym trudno jest zerwać z niesłuszną manierą w postrzeganiu danej kultury, kiedy już ockną się i dostrzegą, że ją przeinaczali.

Ludzie wspolczesni gubia sie w obfitosci informacji i przypominaja osiolka z wierszyka, ktoremu dano owies i siano. Proboja siegnac wszysktiego w nic sie nei zaglebiajac. jaka gleboka duchowosc moze wyrosnac na takiej glebie?


Święta prawda. Podpisuję się pod tym obiema rękami.

Bianka[/quote]

Post Śr sty 23, 2008 7:03 pm

Ja chcialam ten temat ujac od innej strony, co do porzyczania duchowości a raczej jej kreowania i to nie u białych.


Otoz chodzi mi o tworzenie przez bialych kultury Maorysow, rdzennych mieszkancow Nowej Zelandii. Biali antropolodzy i naukowcy sa w duzym stopniu odpowiedzialni za narodziny i uksztaltowanie sie dwoch wazniejszych rozumien tradycji kultury maoryskiej.

Jednym z nich jest zestaw przekonan o zasiedleniu Nowej Zelandii. To teoria mowiaca ze przodkowie pochodzacy z pobliskich wysp przybyli w lodziach jako "Wielka flotylla okolo 1350. Po przybyciu wędrowcy rozproszyli się w celu zasiedlenia innychczęści kraju. Jest ona wynikiem polaczenia przez takich badaczy jak Percy Smith roznych, zasłyszanych tradycji maoryskich w jedno historyczne wydarzenie.
Druga koncepcja wiaze sie z przekonaniem, ze przedeuropejska kultura maoryjska cechowala sie ezoterycznym kultem poświęconym najwyzszej istocie boskiej: Io. Stwórca wszystkich bogów, świata i wszechrzeczy. Wiedza o najwyższym bogu i jego kult były zastrzeżone dla wyższych kapłanów i niektórych klas naczelnych. Tu pierwszi antropologowie postawili dwa stwierdzenia 1 choć panteon Maorysów składa się wielu bogów, to Io stoi ponad nimi. 2 wiara w najwyższego boga miała być zbyt wyrafinowana dla niższych klas i dlatego nie mieli do niej dostępu.
W obecnych czasach, analizując ófczesne dzieła zauważono, że opisane wcześniej działania twórcze są nazbyt podobne do Księgi Rodzaju, aby ich maoryjskie pochodzenie brzmiało przekonywającą. Czyżby znowu nasz ulubieniec P. Smith dorobił sobie własną teorie co do powstania maoryjskiego świata ?

Niestety upowszechnione w jeszcze XIX w teorie poniekąd tylko prawdziwe upowszechniły się i zaczęły żyć własnym życiem.

Ich utworzenie mialo wtedy pewien cel. Biali chcieli miec "przepustke" do zasymilowania sie z ta ludnoscia. Mit o "Wielkiej flotylli" mialo udowadniac, ze Maorysi tak jak biali sa odkrywcami i mają na swoim kącie "bohaterskie wędrówki". Io jest natomiast odpowiednikiem boga chrześcijańskiego wiec, wchodza w
zwiazki i kontakty z tutejsza ludnoscia biali nie beda sie degenerowac. Istnienie takiego boga mialo tez zaznaczać zdolnosc tej rasy do wyrafinowanej filozofii co stawialo ich na rowni z Europejczykami.

Obecnie sytuacja jest taka, ze Maorysi sami uwierzyli w te mity i bronią ich jako wlasne dziedzictwo kulturowe. Ruch znany jako Maoritanga staraja sie podkreslic wyjatkowosc wkladu wniesionego przez
ich kulture, uwazaja sie za wysoko uduchowionych i ogólnie dorabiaja sobie
nowe historie. Biali badacze sa wypraszani ze studiow, a mowienie o genezie glownych zalozen tej kultury jako w sumie mitu stworzonego przez bialych jest uwazane za urazanie uczuc Maorysow.

To dla takiej małej odwrotności, portretu z negatywu.
Avatar użytkownika

Szalony Kapelusznik
Szalony Kapelusznik

Posty: 754

Dołączył(a): So gru 05, 2009 11:17 am

Pochwały: 1

Post N kwi 04, 2010 10:38 am

Ja wrócę jeszcze do tego co napsał Strzygoń, o kradzieżach duchowości.

O ile jestem w stanie zrozumiec własne poszukiwania duchowe i sympatię dla takiego czy innego systemu, o tyle to co się na tym polu dzieje w biznesie, to zwyczajna kradzież.
Ja w swoich poszukiwaniach zawsze sympatyzoywałam z kulturą Indian Ameryki PN. Nie znamm jej dobrze ale samo słowo szamanizm przywołuje we najpierw obraz indiańskiego szamana i ich muzykę, a dopiero pootem całą resztę. Sama z kolei bardziej utożsamiam się z naszymi wiedźmami, mieszkankami chat na skraju lasu, guślarkami, znachorkami i… bajarkami. Dla mnie są one też rodzajem szamanek, tych naszych europejskich, które jakos tam przekazywały dawna wiedzę i tradycję, niosąc ją przez chrześcijański świat, często za cenę życia.

Nie widzę nic złego w graniu na bębenku, jeśli, jak to opisal Strzygoń, dotyczy to naszych wewnętrznych poszukiwań. Nie widze nawet nic zlego w sieganiu po dalekie nam tradycje i rytuały, jeśli nasze serce czuje, że to dobra droga. Ale jeśli już korzystamy z tych czy innych obrzędów, mitów i tradycji to bądźmy uczciwi.
Nie podoba mi się ten caly magiczny biznes, gdzie za stosowną cenę, można kupić duchowość, licencję na uzdrawianie czy nawet tytuł mistrza czegoś. Ciekawa jestem na ilu warstatach szamańskich dostaje się certyfikat poświadczający, że oto mamy nowego szaman czy szamanke.

Obserwuję tez niepokojącą tendencję do modyfikowania pewnych dróg według swojego widzimisię i co gorsza wmawianiu klientom, ze to droga rozwoju i natchniona. Obserwuję to bardo wyraźnie w reiki, które jest mi bliskie. Kiedy robiłam blisko 10 lat temu II stopień reiki to było tylko reiki. Dziś mamy do wyboru:

Gold Reiki, Tybetańskie Reiki, Izyda Reiki (Szok!), Kundalini Reiki, Diamentowe Reiki i Bóg wie jakie jeszcze reiki. Wszystko za cenę dla elity. Tym samym Wiekim Mistrzem Reiki w kilku jego systemach najczęściej może zostać osoba, która dysponuje zasobnym portfelem, a Nie ktoś, kto faktycznie ma ku temu powolanie. Wielcy Mistrzowie tłumaczą to oczywiście wymianą energetyczną, czyli ja ci dam Mistrza Reiki a ty mi energię w postaci 5 czy 10 tysięcy złotych, co będzie mniej więcej równowarte, choć też Nie całkiem, bo wszak Reiki jest takim cudem, że Nie można tego na żadne pieniądze przełożyć. Ciesz się więc, że placisz tak mało.

Pomijam już fakt, że wielkim mistrzem można zostac w jeden weekend, jak się dobrze zaplaci, i to od zera. Bo za stosowna kase można zrobić 3 stopnie w weekend. To co potem się z takim mistrzuniem dzieje to jzu nikogo Nie obchodzi. Tak samo jak fakt ze nowomianowany w nastepny weekend nowomianuje kolejnych wielkich mistrzuniow, a zer na koncie przybedzie.
Samo reiki jest wystarczająco proste i skuteczne bez udziwniania go dodatkami. A już tłumaczenie, ze to kwestia tego ze wszystko się rozwija to reiki tez, jest po prostu smieszne.
Znam osoby w systemie diamentowego i złotego reiki, które Nie dosc ze były podlączone do egregorow to jeszcze Nie wiedzac co robia stosowaly channelling. Co z tego wynikalo, można się domyślić.

Podobnie jest w wielu innych systemach, także w szamanizmie. Inicjowanym i pełnowartościowym szmanem można zostac tylko za stosowna cene i na stosownych warsztatach. Tak przynajmniej twierdza organizatorzy tychze warsztatow. I wiele osob daje się złapać na takie reklamy. Bo świat idzie do przodu wiec szamanizm musi isc z duchem czasu i zamiast inicjacji duchowej, dostanie się certyfikat w każdym z jezyków UE. Zamiast prostego i skutecznego zabiegu reiki, mamy channelling i inne dziwactwa za ciezkie peiniadze. Zamiast magii w kręgu czy bractwie okultystycznym mamy setki witryn WWW, z opisem jak zostać wielkim magiem w weekend.

Pomijam już fakt, że teraz każdy „nauczyciel” to Wielki Mistrz i spec od wszystkiego. Wystarczy otworzyć gazete tematyczna i mamy samych wielkich od radenia na wszystkie problemy.
Ja sama teraz szykuje siie do 3 stopnia reiki. Wiem, ze w tym systemie nazywa się on Mistrzowskim. Po temm będę miala ukończony 3 stopien reiki i możliwość przekazywania i nauczania reiki. Czy jednak sam fakt ukończenia kursu uczyni mnie mistrzem, a nawet wielkim mistrzem? Nie sądzę. Na taki tytuł trzeba sobie zapracować swoją postawą.
Pozdrawiam i sorki, że tak przydługo.
Gdziekolwiek bym nie dotarła, będę zawsze we właściwym miejscu i czasie przeznaczonym.

http://www.ezodar.blogspot.com/
http://www.ezodar.pl

Powrót do PRAKTYKA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.278s | 11 Queries | GZIP : Off