Nie wierzę w opowieści które umacniają w ludziach wyobrażenie iż bycie ofiarą/składanie kogokolwiek
na ofiarę jest konieczne i wskazane.
Widzisz, niechęć do ofiary bierze się z przywiązania do form, do Ja, do tego co "moje". Historie, które słyszymy, nie ważne z której tradycji, a które niosą uniwersalne prawdy (jak ta z Abrahamem), są właśnie po to, by jakaś cząstka zrozumienia otworzyła się po raz kolejny. Przyznajesz, że nie praktykujesz magii szamanizmu od dłuższego czasu. Trzeba też zaznaczyć, że sama praktyka a szamanizm nie koniecznie muszą się pokrywać.
Opowiem ci jak sprawa ofiary wygląda z punktu widzenia szamanizmu i pokażę na czym polega ten paradoks ofiary. Szaman - to ważne - nie złoży w ofierze swojego dziecka. Trzeba mieć w sobie wielkie zaufanie do swojego boga, totemu, przyjaciela (niepotrzebne skreślić), by zrobić coś takiego. To jest PRÓBA. Wyraźnie widać to w opowieściach o ofierze. Paradoks właśnie polega na tym, że trzeba tak dużego zaufania, by przekroczyć to prawo "miłości" (celowo w cudzysłowiu, by odróżnić miłość od miłości biologicznej i przywiązania), które mamy zakodowane w umysłach. Szaman, który jest UZDROWICIELEM, miałby zabić w ofierze! Absurd. A jednak. To nie jest kwestia krwiożerczości bóstwa, totemu, czy czegoś tam. To jest lekcja. Jeśli ktoś buntuje się przeciwko swojemu totemowi, nie rozumie go i nie ufa mu. Zaufanie to podstawa w tej relacji. Wynika to też z pewnej ignorancji. Totem JEST częścią ciebie i nie działa na swoją szkodę. A tak właśnie wygląda to w twoich oczach, gdy odmawiasz tej ofiary.
Poza tym po raz kolejny spotykam się z nazywaniem wymiany energii handlem. Nie wiem, jest to chyba jakaś klątwa naszych czasów, w którym światem rządzą nie mędrcy, tylko kupcy, co nie dziwi, bo mędrcy nie dążą do władzy. Wymiana energii nie jest handlem wymiennym. Taki handel ze swoim bóstwem wciąż prowadzą ludzie we wszystkich religiach, kiedy modlą się i proszą o coś, kiedy stosują się do praw nie ze zrozumienia ale by osiągnąć coś. Nie jest to handel, tylko wymiana. Wymiana energii odbywa się na wszystkich poziomach i cały czas we Wszechświecie. Gwiazda rodzi się z pyłu, przyjmując energię. Gwiazda oddaje swoją energię Ziemi. Ziemia oddaje energię stworzeniom, te oddają ją Ziemi i innym stworzeniom. Ten świat jest tak ułożony, że cały czas funkcjonujemy w sieci, w której ruch jest życiem i jest wymianą. Tu się na wzajem pożera. Wybacz, że nie będę snuł romantycznej wizji szamanizmu i kosmicznej miłości, ale tak wygląda ten świat. Dlatego NIE MA tu samotnych wysp. czy handlem nazwiesz zjedzenie marchewki, noszeniem butów ze skóry, spanie w łóżku? To są wszystko dary, które otrzymujesz, bo jesteś częścią całego systemu. Dopiero gdy chcesz zatrzymać tę energię, pojawia się bunt typu "nie oddam, to moje".
Trzeba naprawdę ufać, by złożyć w ofierze to, co się kocha. Abraham nie zrobił tego, by coś otrzymać. To nie był handel. Ta opowieść ma większy wymiar. Jego syn był ukochanym dzieckiem. Urodził mu się gdy Abraham i Sara byli już starzy i nie wierzyli, że będą mieli dzieci. Sara była po menopauzie. W tamtych czasach było to szczególnie ważne, gdyż istniały jeszcze relacje plemienne (ci akurat byli nomadami) i posiadanie potomstwa oznaczało przetrwania rodziny i plemienia. Tym bardziej trzeba sobie uzmysłowić, czym była ta ofiara. On nie otrzymywał NIC w zamian. To nie był handel. Dopiero otrzymał dar, gdy pokazał, ze całkowicie ufa swojemu bogu. Tę opowieść można też przenieść na inny poziom. Abraham jest człowiekiem - umysłem, a Jahwe jego Jaźnią. To nie ego wie, to Jaźń jest świadomością.
Poza tym to mnie też zawsze ciekawi w matkach. Nie zabiłyby swoich synów i córki, a składanie ich w ofierze jest wręcz codzienną praktyką. Składają ich w ofierze na ołtarzu wojny, ignorancji, gniewu. Składają ich w ofierze na ołtarzu życia w wyścigu szczurów. Kiedy posyłasz swoje dziecko do szkoły, składasz je w ofierze (nie wiem czy wiesz, ale dziecko w szkole składa przysięgę posłuszeństwa). Kiedy chrzcisz swoje dziecko, Kiedy pozwalasz, by twoje lęki i blokady zagnieździły się w nim. Myślenie, że ofiara jest czymś złym, jest handlem, jest sporym uproszczeniem całej sprawy. Ofiara wynika z wnętrza. Nie wierzę, by totem zażądał ofiary z dziecka wbrew woli matki (przykład niezrozumienia przez skrzato). To jest wewnętrznie sprzeczne. Jeśli dochodzi do takiego paradoksu, trzeba się zastanowić, która część nas samych żąda takiej ofiary.
Na koniec - czy poszedłbym za kimś, kto złożył w ofierze swoje dzieci dla idei. No cóż, jak pokazałem wcześniej, to się wciąż zdarza. Jeśli ktoś jest świadomy - jego czyny są świadome i wynikają z woli. Jeśli ktoś jest nieświadomy, jego wybory mogą wynikać albo z intuicji albo z emocji, uwarunkowań i wyznawanych zasad. Jak pisał Stachura - Człowiek Nikt jest wolny, bo nie musi wybierać. To Ja jest uwikłane w piekło wyborów.
