Moja historia: urojenie, czy przemiana?
Trochę szczegółów zapomniałem. Postaram wszystko odtworzyć jak najlepiej to możliwe.
Wszystko zaczęło się chyba od kiedy dowiedziałem się, że przez spory okres czasu miałem urojenie, które dotyczyło mojego duchowego przewodnika (bądź anioła stróża, jak kto woli). Sądziłem, że jest to Uriel i tak w to wierzyłem, że po prostu sam go stworzyłem (taki mój wniosek). W końcu jednak pozbyłem się danej sprawy i wróciłem na właściwe tory. Znaczy właściwe.. ogólnie ciężko się wtedy w moim życiu działo. I przez różne rzeczy zacząłem wpadać w depresję. Miałem straszne wahania nastroju, moje emocje przechodziły ze skrajności w skrajność (tyle pamiętam z takich charakterystycznych zachowań). W końcu w depresję wpadłem i wtedy już całe dnie spędzałem w domu albo płacząc, albo godziny siedząc w bezruchu, jakby w apatii.
Chyba był to też mój okres czasu nakręcania się na ponadfizyczny świat i bardziej ku niemu kierowałem myśli. Zawsze zresztą podświadomie chciałem być kimś ponad ten świat i mieć głębokie życie duchowe. Nie jestem tego pewny, ale coś musiałem robić w tym kierunku, ponieważ kulminacja tego wszystkiego przyszła podczas medytacji. No, medytacją to trudno nazwać, bo nie skupiałem się wyłącznie na oddechu. Pamiętam, że w tle puściłem muzykę z rytuału Pejotla. I kiedy byłem już w głębokim transie, przyszedł do mnie duch kobiety-szamanki. Wyglądała jak typowa, niemalże stereotypowa indianka: twarz pocharatana zmarszczkami, gęste długie siwe włosy, etc. Mam teraz jakieś przebłyski, że mówiła o mojej przemianie, ale to nic pewnego. Wiem jednak, że był to czas w moim życiu, w którym czułem, że już naprawdę gorzej być już nie może i nie w otoczeniu, ale w moim umyśle. Czułem się strasznie i wiedziałem, że to uczucie straszności osiągnęło swoje apogeum, że żeby postawić w tym następny kroczek, musiałbym już chyba umrzeć. No właśnie, ale to się stało tak naprawdę. Może nie dosłownie, ale widziałem, jak ta stara szamanka rozkłada mnie na części pierwsze i coś przy mnie robi (nie pamiętam, co dokładnie robiła). Miałem stać się szamanem. Przypomniało mi się, że w tym czasie widziałem też inne duchy, które wiszą gdzieś nad nami i śpiewają to, co puściłem sobie do medytacji.
Kiedy skończyła, pamiętam jeszcze, że gdzieś mnie zabrała i coś pokazywała. Ach, zapomniałbym o jeszcze innej ważnej sprawie. Totemy. Przed tym wszystkim sprawdzałem swoje totemy i wtedy był to orzeł i żaba. Tak mnie coś po Jej pracy nade mną natchnęło, w trakcie tej samej medytacji, i postanowiłem wezwać swoje totemy, by sprawdzić, jakie są. Najpierw pojawił mi się motyl, potem wilk. Był i trzeci, ale nie chciał mi się dokładnie zarysować. Nie widziałem go. I wtedy jakiś głos powiedział, że dowiem się w kolejnych dniach.
Po doświadczeniu z "Urielem" nie chciałem dać ot tak wiary w to, co się stało. Bałem się, bym znowu nie wplątał się w urojenia własnego umysłu. Rozmawiałem z tą szamanką i mówiłem o swoich wątpliwościach. Chciałem, by udowodniła mi w świecie fizycznym to, że jest prawdziwa. Pamiętam dwie sytuacje, które się zdarzyły w ramach dowodu: pierwsza to poprosiłem, by w ramach dowodu przeleciały ptaki w miejscu, gdzie patrzę. Chwilę później to się stało. A drugim dowodem były patyki, które leżały na drodze ułożone w już nie pamiętam jaki znak.
W sprawie trzeciego totemu, to poznałem go niedługo później. Parę dni po całej sprawie dosłownie prześladował mnie wróbel.
Nie odbywałem jako takich podróży szamańskich. To znaczy owszem, próbowałem, ale nie było to coś na modłę OOBE. To była po prostu wizualizacja. Chociaż muszę powiedzieć, że miałem wrażenie, że jestem, gdzie jestem. Nie próbowałem jednak eksplorować terenu, tylko tak jakby zaglądałem.
Pamiętam jeszcze, że po śmierci dziadka widziałem go kilka razy i na półjawie, i podczas głębokiego snu. Rozmawiałem też z prababcią, także już nie żyjącą. Lecz jeszcze po tym wszystkim próbowałem skontaktować się z moimi przodkami (by ich poznać), ale nic nie słyszałem (towarzyszka w rytuale jednak słyszała ich i widziała).
To tyle chyba z tego, co pamiętam z tamtych czasów. Nie wiem, kiedy po prostu przestałem mieć z tym kontakt, tak z tą szamanką, jak i całą sprawą związaną z szamanizmem.
Piszę, że zobaczyłem, rozmawiałem, etc., ale tak naprawdę chodzi o to, że wciąż nie mam pewności, czy to wszystko to nie wytwór mojej wyobraźni. I właśnie o to chciałem Was zapytać. Moje myśli z powrotem zaczęły kierować się w tą stronę i po prostu nie wiem, czy mam wrócić na tą drogę (kiedy były by to prawdziwe doświadczenia), czy jednak odwrócić się od tego (kiedy byłby to tylko wytwór wyobraźni).
Raz jeszcze proszę o radę. Jeśli macie jakieś pytania, coś nie jest do końca jasne, czegoś w tej historyjce brakuje, pytajcie. Chcę dociec prawdy.


