Koszty rozwoju


Dyskusje o praktykach szamańskich i neoszamańskich. Miejsce, gdzie można podzielić się własnymi doświadczeniami, lub zapytać o radę.

Moderator: Kapelusznik

Post Śr cze 11, 2008 1:29 pm

Koszty rozwoju

W związku ze snem Noezba, oraz tym, że coś się w jego rozwoju wyraźnie ruszyło - coś mi się jeszcze ważnego przypomniało...
Mam poważne podejrzenie, że bywa, że za nasz rozwój PŁACĄ najbliżsi. Jesteśmy z bliskimi połączeni, niektórzy mówią o wspólnej duszy. W każdym razie, wszystko to co robimy my, ma wpływ na bliskich. Jeśli bardzo intensywnie majstrujemy w polu swojej duszy - jednocześnie zmieniamy też całość. My sobie z tym radzimy i jesteśmy zmian świadomi - rodzina już nie.
Ja bardzo ciężko doświadczyłam tego kilka lat temu. Miałam ważny przełom w swoim rozwoju i w swoich możliwościach. Z dnia na dzień zaczęłam operować na silnych energiach, postrzegać je i mnóstwo innych rzeczy, rzeczywistość stała się plastyczna. Był to niezwykle intensywny okres, cały czas byłam niesamowicie skupiona i uważna - chwila nieuwagi i obrywałam. Bardzo dużo się przez pół roku nauczyłam. Po pół roku tego okresu, zaczęła się seria wypadków w rodzinie. to była LAWINA. 4 osoby spośród mojej najbliższej rodziny miały wypadki, lub były bardzo ciężko chore - życie każdej z tych osób było zagrożone, albo wręcz CUDEM przeżyła. Zajmowałam się nimi wszystkimi, robiłam wszystko, żeby im pomóc i niedługo potem sama znalazłam się w szpitalu z rozlanym wyrostkiem (rozpoznanym po 2 dniach) - okazało się, że zoperowali mnie w ostatniej chwili, już umierałam.
Po szpitalu byłam nie do końca tu, nie do końca tam - dokładnie pomiędzy, zawieszona. Też zszokowana tym wszystkim. Wcześniej byłam na "haju" związanym z tymi nowymi możliwościami, czułam się prawie wszechmocna i totalnie wolna.
Ta seria wypadków nauczyła mnie dużej pokory wobec większych sił. Przewartościowałam też swoje poglądy na temat niezależności jednostek. Bardzo dobitnie mi to wszystko pokazało, jak silnie jesteśmy z bliskimi połączeni! Od tamtej pory działając, robiąc cokolwiek, uważnie obserwuję swoich bliskich. Tak, aby mój rozwój nie był kosztem nikogo, tylko ich wspierał.
Avatar użytkownika

Mecenas Sztuki
Mecenas Sztuki

Posty: 946

Dołączył(a): Pt kwi 18, 2008 1:42 pm

Lokalizacja: z Gór

Post Śr cze 11, 2008 1:38 pm

troche mnie to zaniepokoilo, a jezeli bliska osoba rowniez rozwija sie duchowo to czy szanse ze cos jej sie stanie maleja?
Każdy jest, kowalem własnego losu

Post Śr cze 11, 2008 1:48 pm

noezb napisał(a):troche mnie to zaniepokoilo, a jezeli bliska osoba rowniez rozwija sie duchowo to czy szanse ze cos jej sie stanie maleja?


Rozwój w ogóle nie jest bezpieczny ;) Co do szans - nie wiem. Nie napisałam tego, żeby kogoś przestraszyć. To nie są żadne stwierdzone prawa, to moje przypuszczenia oparte na doświadczeniach, które mogą się komuś przydać, na zasadzie zwiększenia uważności na te kwestie i wybijania z iluzji oddzielenia od innych.
Czy komuś coś się stanie zależy od mnóstwa czynników, min. od tzw. "karmy rodziny" czyli śladów i skłonności w duszy rodziny.
Takie wypadki też nie są jednoznacznie negatywne - mogą świadczyć o oczyszczaniu w duszy rodziny, o jej rozwoju. Nie ma bezbolesnego i bezpiecznego rozwoju - każda zmiana niesie ze sobą ryzyko.

Post Śr cze 11, 2008 1:49 pm

Nie sadze rowneiz by to bylo bezpieczne. Rozwoj to nie jest zabawa i rozrywka ktora nie ma swej ceny. Wtedy po rpsotu dwie osoby wskakuja do tej samej pralki. Pojawia sie pytanie - na ile dobrze ty i ta druga osoba bedziecie umieli sie sami obronic? Jesli dacie rade, bedzie ok. Jesli nie, no coz, wypadki sie zdarzaja, nie? ;)

Ja podchodze do sprawy w tne sposob iz uwazam, ze cena jest ostateczna. Tzn tracisz wszystko - choc paradoxalnie i wszystko zyskujesz. :>
Niemniej trzeba sie z cena liczyc - kwestia ktora sie pojawia to czy sie wtedy wycofasz, czy nie? Ja sie nie wycofalem.
Trzeba miec swiadomosc sciezki i ceny jak dla mnie. I to jest decyzja ktora ejst wazna - albo sie w to wchodzi na calego, albo dochodzi tylko do jakiejs granicy. A jesli wchodzisz na calego musisz byc swiadom ze ebdziesz musial poswiecic wiele - w sumie wszystko. Nie ma jak dla mnie innej mozliwosci - a ci ktorzy w to wierza sami sie oszukuja i kiedys przywala zebami w sciane.

Dlatego sam rodziny nie mam i miec nie bede - bo byloby to jak wbijanie komus noza w plecy. ;)

Post Śr cze 11, 2008 1:57 pm

Strzygon - a rodzice, rodzeństwo, dziadkowie etc. ??

Co ciekawe, mojej córki tamta seria w ogóle nie dotknęła - oberwała właśnie rodzina pochodzenia.

Post Śr cze 11, 2008 2:00 pm

Moge ci odpisac prywatnie, ale nie chce pewnych rzeczy na forum umeiszczac. Chyba powinnas wiedziec dlaczego. Niemniej mozna sie domyslic skoro pisalem o cenie.
Bdw rozumiem twoje podejscie chronienai rodziny - w koncu jestes kobieta i to ejst rola kobiet - chronic zycie, chronic rod. Szanuje to. Niemniej sa rozne sciezki.

Post Śr cze 11, 2008 2:18 pm

Wiesz, nie poświęcam rozwoju w obawie o rodzinę - to wykluczone. Ale angażuję się w sytuacje kryzysowe, często dużo biorąc na siebie, czasami jak za dużo, to odchorowuję, ale też wiele się przy tym uczę.

Post Śr cze 11, 2008 2:19 pm

Coz podejscie godne z pewnoscia polecenia - uzdrawiajace wiele, ze tak powiem. ;)
Avatar użytkownika

Mecenas Sztuki
Mecenas Sztuki

Posty: 946

Dołączył(a): Pt kwi 18, 2008 1:42 pm

Lokalizacja: z Gór

Post Śr cze 11, 2008 2:25 pm

zjawo moglabys mi powiedziec, gdzie przeslesz instrukcje dotycace tej medytacjii na maila czy PM? Pozatym czy nienaraza ona mnie na ryzyko, ze zamiast duchow zmarlych skontaktuje sie z ich cialami astralnymi zawladnietymi przez inne byty? Wolalbym rowniez gdybys napisala jakies proste srodki ostroznosci, raz mialem niemile doswiadczenie z sukkubem(tak mi sie wydaje ze byl to sukkub), dlatego praktykuje hermetyzm i szkole sie od samego poczatku , aby w przyszlosci cokolwiek sie przydazy byc gotowym i trzymac reke na pulsie ;)
Każdy jest, kowalem własnego losu

Post Śr cze 11, 2008 2:26 pm

Niemile doswiadczenia z sukkubem? Myslalem ze z sukkubem to zwykle sa wlasnie dosc mile, no nie? :>
Przepraszam - znow nie dalem rady i nie powstrzymalem sie. :P

Post Śr cze 11, 2008 2:32 pm

Mnie się wydaje, że to zależy od ścieżki indywidualnej jednostki. Dla kogoś rozwojem może być życie rodzinne, a komuś innemu wbijanie się w ten schemat robi krzywdę, wtedy też jego rozwój może krzywdzić otoczenie.
Dla tych których ścieżką jest życie z rodziną, dziećmi ect. może być właśnie rozwojem konfrontowanie się z problemami całej rodziny. Ważne chyba by po prostu żyć w zgodzie z samym sobą, wtedy nie będziemy krzywdzić ani siebie ani nikogo.
Nie dla mnie rodzina i dzieci, gdyż coś takiego było by dla mnie zbyt ograniczające. Nie mógł bym wtedy rozwijać się w taki sposób jaki czuję że jest mi potrzebny. Ale może ktoś ma inaczej? Może ktoś musi w swoim wcieleniu rozwinąć pewne umiejętności i wejść głębiej w interakcje społeczne, powiedzmy rodzinne. Rozwiązywać swoje problemy i problemy innych jako problemy całej grupy społecznej. Rodziny czy szamańskiego plemienia.
Wszelkie niebezpieczeństwa wydaje mi się są wynikiem nieprawidłowego przepływu energii, blokowania jej. Jeśli to rodzina ją blokuje to moim zdaniem nic dziwnego, że to jej się oberwie.
Kryzysów naturalnie nigdy się nie uniknie, ale takie życie.
Avatar użytkownika

Mecenas Sztuki
Mecenas Sztuki

Posty: 946

Dołączył(a): Pt kwi 18, 2008 1:42 pm

Lokalizacja: z Gór

Post Śr cze 11, 2008 2:36 pm

Nie jestem do konca pewny co to bylo, moze moja wyobraznia? Opisze co sie stalo: Gdy zaczynalem sie interesowac magia i nic o niej niewiedzialem :) Siedzialem wieczorem przy komputerze i szperalem po internecie po chwili stwierdzilem ze sie poloze, gdy to zrobilem poczulem ze cos jest nie tak w pokoju,poczulem ze od stop zaczynajac moje cialo dretwieje , po chwili caly bylem sparalizowany i coraz slabiej oddychalem czule ze energia ze mnie uplywa , niemoglem nic mowic , wiec na polszeptem na pol belkotem wymowilem imie mojego opiekuna i poprosilem w myslach o pomoc,( wtedy nie wiedzialem ze opiekun raczej by sie w to nie mieszal) , tak czy inaczej cos w pokoju sie wydarzylo, niewiem co bo stracilem przytomnosc i obudzilem sie nastepnego ranka wycienczony, niemoglem na nogach ustac. Niewiem co to bylo, byc moze wyobraznia, ale to wszystko co zapamietalem.
Każdy jest, kowalem własnego losu

Post Śr cze 11, 2008 2:44 pm

"Nie jestem do konca pewny co to bylo," To czemu nazwałeś skubem? Skub to zupełnie co innego niż to co opisujesz.
Avatar użytkownika

Mecenas Sztuki
Mecenas Sztuki

Posty: 946

Dołączył(a): Pt kwi 18, 2008 1:42 pm

Lokalizacja: z Gór

Post Śr cze 11, 2008 2:47 pm

Poniwaz, czulem uplyw energii z mojego ciala, pozatym jak powiedzialem moja wiedza magiczna byla na drastycznie niskim poziomie, nie twierdze ze teraz jest wielka. Magia jest jak ocean a ja zaldwie odplynalem od brzegu .
Każdy jest, kowalem własnego losu

Post Śr cze 11, 2008 2:53 pm

Coz, to mogl byc jakikolwiek atak.
Subkub to zwykle taka ladna pani, ktora sie pojawia w nocy i potrafi robic naprawde nieziemskie rzeczy. :>
Ofc placi sie za to energia, ale wszystko ma swoja cene, nie? Choc z tym tez trzeba uwazac, bo jak sie nie ma doswiadczenia to taki byt moze okazac sie neibezpiecnzy dla zdrowia i moze ciezko byc zapanowac nad nim.

Post Śr cze 11, 2008 3:12 pm

noezb napisał(a):Poniwaz, czulem uplyw energii z mojego ciala, pozatym jak powiedzialem moja wiedza magiczna byla na drastycznie niskim poziomie, nie twierdze ze teraz jest wielka. Magia jest jak ocean a ja zaldwie odplynalem od brzegu .

No to tym bardziej nie rozumiem czemu nazywasz coś imieniem nie pasującym do zjawiska, zamiast po prostu je opisać.
Avatar użytkownika

Mecenas Sztuki
Mecenas Sztuki

Posty: 946

Dołączył(a): Pt kwi 18, 2008 1:42 pm

Lokalizacja: z Gór

Post Śr cze 11, 2008 3:18 pm

poniewaz na poprzednim forum jak widac zostalem wprowadzony w blad, w glowie zakodowalo mi sie ze byl to sukkub.
Każdy jest, kowalem własnego losu
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 272

Dołączył(a): N mar 02, 2008 8:34 pm

Lokalizacja: Podlasie

Post Śr cze 11, 2008 4:04 pm

zjawa realna napisał(a):Mam poważne podejrzenie, że bywa, że za nasz rozwój PŁACĄ najbliżsi.


To zależy. Ponoć jedne techniki i systemy dają obciążenia rodzinne a inne nie. Sprawę komplikują jeszcze indywidualne przypadki. Dla przykładu w mojej rodzinie obciążeń nie było - nikt nie umarł nagle, nie było większych chorób itd - ani w linii, w której szła wiedza ani u krewnych "pobocznych". Prababka miała co prawda kilku mężów ale paliła papierosy jak smok, miała pakt z diabłem i była długowieczna więc to sie nie liczy.
Zupełnie inaczej było np. z guślarką ze wsi o wdzięcznej nazwie Twarogi. Jeden syn jej się powiesił (do tej pory nie wiadomo dlaczego) a drugi miał wypadek samochodowy i zabił się na miejscu razem z żoną. Wiadomo to może być przypadek - sama zainteresowana twierdzi, że nie. Z doświadczenia wiem, że one wiedzą takie rzeczy (tak samo jak wiedzą kiedy umrą) i to może być skutek takiego a nie innego rozwoju.

Post Śr cze 11, 2008 4:14 pm

Z tym płaceniem, może powinnam uściślić. Chodzi mi o zjawisko przyspieszonego oczyszczania karmy (ale też zdejmowania blokad) - że tak to ujmę w slangu buddyjskim.
Czyli w praktyce jest tak, jak mówi Gerich - w niektórych rodzinach dzieje się mnóstwo, w innych spokój.
Poza tym mówię o rozwoju zgodnym z wszelkimi prawami - bez pomyłek w stylu "zobaczymy jak to jest być czarnym magiem". Za pomyłki płaci się ekstra.
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 272

Dołączył(a): N mar 02, 2008 8:34 pm

Lokalizacja: Podlasie

Post Śr cze 11, 2008 4:23 pm

Z tym płaceniem, może powinnam uściślić. Chodzi mi o zjawisko przyspieszonego oczyszczania karmy (ale też zdejmowania blokad) - że tak to ujmę w slangu buddyjskim.


Zasadniczo nie wierzę w karmę i buddyzm więc niewiele mi to mówi ;) Natomiast jest coś co nazywa sie дурная наследственность czyli tzw. obciążenie rodzinne. Wersja ludowa jest dość skomplikowana: pewne długi dziedziczy się po mieczu, inne po kądzieli, jedne dziedziczą wszyscy a inne tylko niektórzy członkowie rodziny.

zjawa realna napisał(a):Poza tym mówię o rozwoju zgodnym z wszelkimi prawami - bez pomyłek w stylu "zobaczymy jak to jest być czarnym magiem". Za pomyłki płaci się ekstra.


Tak ale to jest osobiste i niedziedziczne.
Avatar użytkownika

Mecenas Sztuki
Mecenas Sztuki

Posty: 946

Dołączył(a): Pt kwi 18, 2008 1:42 pm

Lokalizacja: z Gór

Post Śr cze 11, 2008 4:28 pm

Niedawno skonczylem cwiczenia i podczas medytacji wrocilem do tego miejsca co wczoraj, sytuacja byla podobna z ta roznica ze nie moglem okreslic czy to dzien czy noc, wilk znowu sie pojawil, na co czekalem. Przeprosilem go za moje poprzednie zachowanie i poprosilem o pozwolenie pozostania na tym terenie. Wtedy uzylem tego czego nauczylem sie z obserwacji mysli. Czekal na zachowanie wilka, ale tylko obserwowalem caly rozwoj wydarzen od skonczenia przeprosin dzial sie bez mojego udzialu, w pewnej chwili wilk przestal warczec i pobiegl w do ciemnego lasu polozonego na wzgorzu, nastepnie wrocilem zadowolony do poprzedniego celu medytacji, to byl moj pierwszy kontakt z tego rodzaju. Oczywiscie poczatek musialem stworzyc oprzez wyobraznie, czyli postawienie mnie w tym samym miejscu i czasie co wczoraj, ale sama reakcja wilka juz nie byla moim dzialamniem wyobrazni.
Każdy jest, kowalem własnego losu

Post Śr cze 11, 2008 7:46 pm

No i gut. Teraz ci jzu abrdziej kulrularnie to wyszlo. ;)

Post Cz paź 16, 2008 11:47 am

To stary temat, ale chciałabym coś dodać i o coś zapytać ;).

Najpierw: jak definiujecie "rozwój"?

Potem: jak definiujecie "płacenie"?

Te ścieżki duchowego, emocjonalnego, psychicznego, itp. rozwoju, które ja znam, nie powodują raczej negatywnych konsekwencji dla najbliższych. ;)

Gdy jedna osoba rozpoczyna swój "rozwój", gdy jej świadomość się pogłębia, gdy integruje wszystkie swoje części, łącznie z cieniem - zmieniają się jej energetyczne relacje z wszystkim co ją otacza, także z ludźmi.

Dla innych ludzi taka zmiana może być ciężka i przykra.

Ale - jeśli rozwijający się robi to świadomie i konsekwentnie, również jego rodzina zaczyna się zmieniać. Gdy "adept" otwiera się na miłość, czułość, gdy rodzi się w nim tolerancja, spokój, gdy odkrywa błogość - to samo zaczyna dziać się w jego rodzinie. Jedna osoba jest w stanie bardzo mocno pomóc w uzdrowieniu całej rodziny, całej linii przodków.

Gdy ja zaczęłam "na poważnie" rozwijać się duchowo (nie lubię tego określenia, bo to nie do końca tak, ale na potrzeby dyskusji wystarczy), w mojej rodzinie ujawniło się wiele nieprzyjemnych, bolesnych schematów. Był okres wzmożonych kłótni i zachorowań - ale on szybko się skończył. Skończył się, ponieważ ja zostałam uzdrowiona, a poprzez to także moja rodzina. Dzięki transformacji mnie, zmieniło się moje zachowanie, mój wzorzec energetyczny, aura. To oddziałuje na moją rodzinę. Inaczej z nimi rozmawiam, wiele im opowiadam, inaczej ich traktuję - a to wywiera na nich pozytywny wpływ. Udało mi się przekazać pewne rzeczy, pomysły, idee mojej rodzinie. Rodzice zapisali się na terapię, siostra również, wiele rzeczy zaczęło się układać.

Brałam udział w rytuale uzdrawiania linii przodków. Po tym wydarzeniu rozpuściło się jeszcze więcej obciążeń. Ja puściłam z siebie wiele obciążeń, uwolniłam w sobie moją rodzinę - co przyniosło niemal natychmiastowy efekt ;).

I widziałam jak dzieje się to w przypadku również innych ludzi ;).


Wydaje mi się, że to o czym piszecie... takie negatywne konsekwencje... nie są same w sobie wynikiem rozwoju, ale wynikiem w pewnym sensie "niepełnego" rozwoju. Momentu, gdy ruszane jest wiele rzeczy.

Ale samo poruszenie czegoś trudnego, bolesnego, jakichś schematów i wzorców rodzinnych to za mało. Wydaje mi się, że konieczne jest pracowanie z tymi obciążeniami, doprowadzenie procesów uzdrawiania do końca.


Zazwyczaj pozytywne zmiany w jednej osobie z rodziny działają pozytywnie na całą rodzinę. Gdy jedna osoba zaczyna być świadoma, wzrasta świadomość wszystkich związanych z nią osób.

Gdy tak nie jest, można się zastawić, jakiego rodzaju "rozwój" tak naprawdę zachodzi ;). I ewentualnie poszukać wtedy pomocy.


Poza tym... to, że jesteśmy z tą konkretną rodziną, że tworzymy z nią wspólnotę energetyczną, to nie jest przypadek. Cała rodzina, wszyscy jej członkowie, mają zazwyczaj podobne doświadczenia z przeszłych wcieleń (o ile jesteście przekonani o reinkarnacji) i łączą się razem, aby razem nad tym "pracować". Gdy jedna osoba taką pracę zaczyna, zaczyna się ona jednocześnie u wszystkich - bo wszyscy mają przejść podobne procesy.

Więc nie wydaje mi się, aby problemy jednej osoby, np. mnie tak mocno oddziaływały na całą rodzinę. Nie, one tylko odwzorowują to, co reszta rodziny już w sobie ma. To też jeden z powodów, dla których uzdrawiać warto nie tylko jedną osobę, ale całą rodzinę ;).

Post Cz paź 16, 2008 12:49 pm

Nakasha, fajnie, że to wszystko opisałaś na swoich konkretnych doświadczeniach. I zasadniczo się zgadzam odnośnie twoich wniosków.
My jednak nie pisaliśmy o negatywnych w znaczeniu "złych" konsekwencjach, tylko o kosztach i pewnych relatywnych niebezpieczeństwach. Czasami ktoś umiera i to też będzie efektem "pozytywnych zmian" u osoby, która się rozwija. Oczywiście taka śmierć w szerszej perspektywie nie jest negatywna, ale dla rodziny żyjącej będzie kosztem.
Ty akurat miałaś tak, że koszty twojego rozwoju nie były zbyt ciężkie dla rodziny, ale to naprawdę bardzo różnie bywa. Zależy to od karmy rodziny, od jej gotowości do zmian i od siły i głębokości wywoływanych przemian.

Rozwój ja rozumiem jako wszelkie działania prowadzące do wzrostu świadomości, do przytomnienia do rzeczywistości.

Natomiast koszty, czy cena, to coś, co oddajesz w zamian za rozwój. Ostatecznie to zawsze jest pozytywne, jednak w między czasie może ktoś umrzeć, ktoś zwariować, albo zostać kaleką - łącznie z tobą.

My tutaj walczymy z mitem, że "jeśli jesteś dobry i masz czyste intencje, to nic negatywnego cię nie spotka, a rozwój duchowy ma pozytywny wpływ na wszystko". Prawdziwy rozwój wiąże się z ryzykiem, musi się z nim wiązać, a to ryzyko wynika głównie z wewnętrznych bloków i oporów - nie z samego rozwoju. Każda przemiana jest próbą, którą dasz radę przejść, lub nie. Masz oczywiście potencjał, żeby przejść każdą próbę która cię spotyka, ale czy faktycznie dasz radę zależy też od twojej gotowości do zmian, do otwartości na nieznane etc. To też może być coś takiego jak było w śnie Noezba ( http://forum.shamanika.pl/viewtopic.php?t=572 )- jeśli pewien głęboki proces zatrzymasz w połowie, to możesz nawet umrzeć.

Post Cz paź 16, 2008 1:08 pm

Nakasha ja mam bardzo podobne doswiadczenie dotyczace zmian w mojej rodzinie podczas moich poszukiwan Prawdy - zaglebianie sie w siebie to wzrost swiadomosci, a swiadomosc przemienia - czasem nawet okolice ;) Choc rownoczesnie uwazam, ze w mojej rodzinie byl spory potencjal do rozwoju - co bylo ulatwieniem i dla mnie ;)
A co do kosztow - generalnie rozwoj prowadzi do zmian, a zmiany bola - i to sa te koszty. Np nie umiesz juz znalezc wspolnego jezyka z przyjaciolmi - przyjazn sie rozpada - to boli (ale z czasem traci to znaczenie ;)
Zdrowia!
Następna strona

Powrót do PRAKTYKA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.127s | 13 Queries | GZIP : Off