Koszty rozwoju


Dyskusje o praktykach szamańskich i neoszamańskich. Miejsce, gdzie można podzielić się własnymi doświadczeniami, lub zapytać o radę.

Moderator: Kapelusznik

Post Cz paź 16, 2008 1:35 pm

Prawdziwy rozwój wiąże się z ryzykiem, musi się z nim wiązać, a to ryzyko wynika głównie z wewnętrznych bloków i oporów - nie z samego rozwoju. Każda przemiana jest próbą, którą dasz radę przejść, lub nie. Masz oczywiście potencjał, żeby przejść każdą próbę która cię spotyka, ale czy faktycznie dasz radę zależy też od twojej gotowości do zmian, do otwartości na nieznane etc


Zgadzam się z tym całkowicie ;).


jeśli pewien głęboki proces zatrzymasz w połowie, to możesz nawet umrzeć.


Z tym również.


Wydaje mi się, że tak naprawdę jedynymi kosztami pełnego rozwoju (patrząc z szerokiej perspektywy), który dokonuje się pod przewodnictwem mistrzów i opiekunów, jest śmierć starych schematów i wszystkiego, co nas zniewala.

Spotkałam się z sytuacjami, gdy pewne konsekwencje były postrzegane jako negatywne i bolesne, ale to było właśnie w sytuacjach, gdy dana osoba nie przeszła którejś z prób, gdy uciekła od tego, co zaczęło "wychodzić na powierzchnię" lub w inny sposób nie zakończyła pewnego etapu procesu. Lub gdy cała rodzina nie poradziła sobie z pewnym obciążeniem, schematem.


Wydaje mi się też że nie potrzeby, aby oceniać i klasyfikować, kto ma jakie obciążenia (tzn. ja mam większe niż Ty, czy na odwrót). To nie tylko same obciążenia są problemem, ale też ewentualna nieświadomość i nieumiejętność przetransformowania tych schematów (obojętnie z jakich powodów). Zazwyczaj ludzi nie potrafią sami sobie poradzić i jest potrzebna (a przynajmniej przydatna) pomoc z zewnątrz ;). Pomoc, czy też asysta, porada - doświadczonego "mistrza", "uzdrowiciela", czy "terapeuty" ;). Gdy jest przy nas ktoś taki ryzyko maleje.

Post Cz paź 16, 2008 3:23 pm

Jasne, rozwoj ma wplyw na wszystkie istoty dookola, niemniej nie zawsze istoty te, na poziomie swiadomosci musza to rozumiec. Tzn cos, co np pomaga im czy transformuje je na poziomie duchowym, moze byc z punktu widzenia exystencji dosc rpzykrym przezyciem. I istota taka nie musi sobie z tego swiaodmie zdawac sprawy. Na pewnym poziomie bowiem i tak, jako dusza rozumie to. A wiec nie ejst potrzebne by wiedziala/rozumiala/popeirala to co sie dzieje.

Dlatego, jelsi wprowadzmay zmiany w zycie ansze czy innych to niekoneicnzie sie na nich odbija tka jakby chcieli i tak jak smai uwazaja za "pozytywne". Np moga stracic zludzenia co do nas samych lub tez zauwazyc, ze maja na nas mniejszy wplyw niz mysleli. I to nie kazdmeu sie podoba, prawda?
Czasem tez spotykamy kogos, kto po prostu potrzebuje duchowo tego by dostac kilka razy w morde. I ciekzo oczekwiac, by swiadomie ta swoja duchowa potrzebe rozumial.

Duzo sie zmienia gdy sie wstepuje na Sciezke i nie kazdy za tmy musi nadazyc. W gruncie rzeczy ludzie czasto sa zli gdy sie im zabier aich male iluzje, idee i psuje koncepcje. A takze, gdy cos sie zmienia niekoneicnzie zgodnei z ich planami. Ciezko oczkeiwac od kogos, by sie zawsz emogl dostosowac.

Wiec jak dla mnie to sa dwie rozne sprawy. Poneiwaz ogolny bilans na poziomei duchowym zwykle wychodzi na plus - niemniej jesli idzie o samo zycie, to efekty moga byc traumatyczne czy nawet dosc tragiczne dla innych. I z punktu widzenia exystencjalnego dana osoba moze to uznac za cos nieprzyjemnego czy tez niepotrzebnego.

Post Cz paź 16, 2008 3:27 pm

Strzygon, ja pisałam o osobach, które świadomie wstępują na ścieżkę rozwoju ;). I o osobach, które są świadome znaczenia i celu różnych trudności ;).

Post Cz paź 16, 2008 3:49 pm

A ja psize o rodzinach takich osob lub tez ich najblizszym towarzystwie. ;)

Post Cz paź 16, 2008 6:34 pm

by the way,

płacenie to nic dziwnego. Ktoś na tym forum powiedział, że aby zyskać wszechświat, cza stracić siebie. W ten sposób, z relatywnego punktu widzenia, dla niektórych rozwój może być ciężki - wyobraźcie sobie, że zostaje Wam odbierane jako "zapłatę" to, co zawsze kochaliście i do czego się przyzwyczailiście. Wielu powie(tych zapalonych), że to łatwe i dadzą radę. No cóż, z doświadczenia wiem, że to nie takie proste, jak się o tym mówi, tym bardziej, że możemy stracić coś, na czym naprawdę nam zależało.
Nie, żeby to coś miało konkretną wartość. Jak dla mnie to bardziej kwestia "szlifowania" własnej osobowości i osobistej metamorfozy(Carroll). To bywa trudne, relatywnie. Gdzieś był temat o ofierze z własnego dziecka. Takie rzeczy się zdarzają.
Ofc nie zamierzam tu nikogo straszyć(lol :) ), jednak warto wiedzieć, że takie rzeczy po prost usię zdarzają. I tylu.
Poza tym, skoro świat zewnętrzny to też nasz umysł, a więc nasza paranoja, zatem obcując z rzeczywistością zewnętrzną obcujemy z wewnętrzną. Zmieniając coś na zewnątrz, zmieniamy coś wewnątrz i vice versa. Jeśli poruszymy odpowiednie struny w naszym umyśle, to idzie do dalej i afektuje rzeczywistość. Prosta mechanika, ale mało kto sobie ją uzmysławia rzeczywiście.
Zatem nic dziwnego na przykład, że ludzie, którzy mają złą karmę(psychopaci, bezdomni, etc.) mają także charakterystyczny sposób myślenia. Nieprzypadkowo się tam znaleźli.
Do czego zmierzam, to "płacenie" to zwyczajna wymiana energii. Jej przepływ. Jeśli ktoś rozwali tamę, to niech nie spodziewa się, że to kogoś nie zaleje, bo zaleje parę miast. Tym bardziej, jeśli ktoś intensywnie się rozwija duchowo, wtedy jego życie często się zmienia.
Aczkolwiek to chyba rzeczy oczywiste... :tongue:=+;P

Post Pt paź 17, 2008 11:31 am

Hmmm, gdy czytałam niektóre Wasze wypowiedzi miałam takie wrażenie (oczywiście może być całkowicie błędne, bo to tylko moja interpretacja Waszych słów), że stwierdzając: mój rozwój może powodować cierpienie innych, czy to inni płacą za mój rozwój, czy ja płacę za swój rozwój cierpieniem innych ludzi i ich stratą... jakby to sugerowało, że to my jesteśmy odpowiedzialni za cierpienia naszych bliskich. Bo to my się rozwijamy, a oni cierpią.


A wydaje mi się, że to nie jest do końca tak ;). My się rozwijamy i my ponosimy jakieś tego koszta (np. rozpłynięcie się naszych iluzji; sam ten proces może być bolesny, ale w szerszej perspektywie jest uwalniający i bardzo pozytywny).


A przy okazji naszego rozwoju następuje też rozwój naszych bliskich. I oni ponoszą koszta swojego rozwoju, we własnym zakresie.

Więc jeśli ktoś się rozwija, a jego matka nagle choruje na raka, to postrzegałabym to w ten sposób: rozwój dziecka poruszył matkę, coś jej zaczął uświadamiać. Jej ciało chciało jej pokazać co i stworzyło w niej nowotwór. Teraz to kwesta matki, czy ona zrozumie, czego ta choroba chce ją nauczyć.

I kwestia dziecka, jak ono sobie poradzi z chorobą matki.

Czuję, że całe rodziny są połączone i to nie przypadek, że raka ma matka, a nie np. siostra, czy ojciec. Widocznie to jest potrzebna "lekcja" i dla dziecka i dla matki.

Np. matka powinna poradzić sobie z nienawiścią do siebie, a dziecko z lękiem przed samotnością. Problemy są oddzielnie: matka ma swój, dziecko ma swój, a łączy je to samo zdarzenie - choroba matki.

Więc czy to rozwój dziecka spowodował chorobę matki? Nie. Choroba matki jest spowodowana "problemami" matki, które tylko uaktywniły się pod wpływem rozwoju dziecka. Dzieje się to równolegle, jest połączone, ale przyczyny leżą w każdej konkretnej osobie.


Więc sądzę, że to nie jest tak, że np. za mój rozwój zapłacą moi bliscy, czy też ich cierpienie będzie moją zapłatą. Ja płacę za mój rozwój transformacją tego, co nie jest mną, a co trzymam jako swoje. A moi bliscy płacą za swój rozwój.

To może być połączone, jeśli mamy wspólny problem, wspólną lekcję do zrozumienia.


Ale jeśli ja przetwarzam moje własne problemy, które nie wiążą się z rodziną, to "zapłata" nie dotknie mojej rodziny.

A gdy dotyka - może to wskazywać na to, że problem, obciążenie, schemat, jest wspólny.



Oczywiście gdy taki rozwój jest całkowicie nieświadomy, może powodować dużo cierpienia, ale zakładam, że Wy piszecie z pozycji osób chociaż trochę świadomych znaczenia rozwoju dla Was i dla Waszych rodzin ;). Inaczej prawdopodobnie nie byłoby tego tematu ;).
;)

Post So paź 18, 2008 2:24 pm

Nakasha napisał(a):A przy okazji naszego rozwoju następuje też rozwój naszych bliskich. I oni ponoszą koszta swojego rozwoju, we własnym zakresie.


I to fakt. Zazwyczaj gdy dzieci zajmują się jakoś duchowym rozwojem, korzystają ich krewni. Mój brat na przykład, który miał gorzej w przeszłości, teraz nabrał w miarę, w miarę oleju do głowy. Rodzeństwo zresztą jest nierzadko karmicznie ze sobą powiązane.

Nakasha napisał(a):A wydaje mi się, że to nie jest do końca tak Wink. My się rozwijamy i my ponosimy jakieś tego koszta (np. rozpłynięcie się naszych iluzji; sam ten proces może być bolesny, ale w szerszej perspektywie jest uwalniający i bardzo pozytywny).


Bo dzisiaj imho często pojmuje się samego siebie jako oddzielonego od reszty świata. Myślimy: "Ktoś inny cierpi za nas". Diametralnie różni się to od dawnej świadomości plemiennej, gdzie albo rozwijało się całe plemię, albo całe plemię cierpiało, etc. Dlatego też nierzadko ktoś ma wbitę, że przyczynił się do cierpienia innych ;p Tak więc nie jest tak, że zrzucamy koszta na kogoś innego - raczej rodzina jest przedłużeniem nas samych.

Tak poza tym to zgadzam się z tobą ;p
Poprzednia strona

Powrót do PRAKTYKA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.274s | 12 Queries | GZIP : Off