Ja też dodam coś od siebie.
Twierdzisz, że jesteś osobą wierząca (w domyśle: katoliczką), oraz że czasem zdarza Ci się NIE-pójść do Kościoła, NIE pomodlić się itp. Rozumiem z tego, że robisz to często, a tylko czasem nie. Ważna byłaby tutaj informacja dlaczego chodzisz do Kościoła i się modlisz: czy robisz to bo tak było zawsze, od dzieciństwa z rodzicami (lub bez), tak Cię wychowano, czy też chodzisz bo miałaś jakieś doświadczenie religijne, angażujesz się w życie Kościoła (parafii), należysz do jakiejś grupy modlitewnej, spotykacie się regularnie (poza Niedzielną mszą), aby rozmawiać o swojej wierze, modlić się itp.
Jest to ważne, bo tego typu sny - a w zasadzie strach związany z tego typu snami - znam z dwóch rodzajów doświadczeń, a słyszałem o trzech. Pierwszy rodzaj wynika z niedojrzałości wiary, po dziecinnemu traktujesz pewne jej elementy. Drugi zdarza się osobom aktywnie uczestniczącym w życiu religijnym, przy czym dominuje myśl, że wszędzie wokoło jest zły świat, gdzie rządzi szatan, a tylko ta mała enklawa (parafia, grupa) daje jakieś bezpieczne schronienie.
W pierwszy przypadku zwyczajnie dojrzewasz, stykasz się ze światem nieidealnym, z ludźmi, pojawiają się treści, które w niedojrzałej świadomości wywołują konflikt, nie mieszczą się w bazie doświadczeń dostępnych wierzącej osobie - przynajmniej Twoim zdaniem - jeśli nie chce być grzesznicą/grzesznikiem - a podświadomość próbuje to jakoś zwizualizować.
W drugim przypadku dochodzi do modyfikacji świadomości, coś jak pranie mózgu (różnica jest taka, że to we wczesnym dzieciństwie nazywamy wychowaniem i w zasadzie, człowiek sam sobie to robi, układa te klepki na podstawie dostarczonych informacji) - z kim przystajesz takim się stajesz. Jeśli złamałaś jakąś zasadę usłyszaną, lub w jakiś inny sposób przekazaną, gdzieś w głowie pojawia się myśl o zdradzie i sama próbujesz się ukarać, co ma zapędzić Cię do grupy z powrotem, w pokorze ukajaś

, przyjąć rozgrzeszenie i cieszyć się z otrzymanej z powrotem łaski, czemu później można dać świadectwo jak to szatan walczy o moją duszę, ale Pan mnie wyzwolił.
W trzecim przypadku mówimy o autentycznych spotkaniach z inteligencjami nieludzkimi, ale jakoś nie pasuje mi ten Twój sen do tego rodzaju, więc zapominamy o tym.
W obu przypadkach rozwiązaniem jest poznanie siebie samej/samego. A przede wszystkim trzeba się skupić na tym co jest we mnie dobre, polubić siebie, pokochać, uświadomić sobie (jeśli moja własna miłość nie wystarcza), że właśnie takiego kocha mnie Bóg. Zastanów się dlaczego ten sen Cię przeraził, co było straszne: kartka papieru? cyfry? litery? Dlaczego w ogóle się bałaś? Faktycznie popełniłaś grzech, który - Twoim zdaniem - dyskwalifikuje Cię jako Dziecko Boże przed Boskim obliczem? Bez możliwości powrotu? Jeśli tak myślisz - to nie wierz w to. Skup się na tym za co np w P.Św. ludzie kochali Jezusa i dlaczego za Nim szli. Jezus był przyjacielem, nie sędzią.
Inna sprawa, dlaczego o swoim śnie opowiadasz na Shamanice, skoro jesteś osobą wierzącą (katoliczką)
Mnie to nie przeszkadza, mam nadzieję że Tobie też.
