Pan Gąsienica
Posty: 193
Dołączył(a): Śr paź 28, 2009 12:41 am
Pomoc w interpretacji snów
Na imię mam Tomek, a tu jestem RainMonk
Do dziś jednak mogę przewidzieć pogodę - ostatnio nawet na 3 lata z góry... hehe
Ale to tylko takie zabawne epizody. Mam 33 lata. Nie jestem Szamanem, magiem, buddystą, newageowcem (choć pewnie w niektórych kręgach mógłbym taką ksywę dostać), od kilku lat nie jestem też przykładnym katolikiem (choć byłem) - na chwilę obecną jestem raczej poszukującym. A wątpliwości, które mam wynikają z odkrycia, że często jestem "uciekającym" od rzeczywistości, poszukując jakichś cudownych doznań. Jednego jak dotąd się nauczyłem, to niczego z góry nie przekreślać, a także rozpoznawać extrema, które jak wiadomo nikomu nie wychodzą na dobre
W czasie dyskusji tutaj mogę używać innej symboliki opisując stany emocjonalne i duchowe, ale proszę nie szufladkować ich jako katolskie, bo stworzyło by to niepotrzebną barierę w próbach porozumienia, a z tego co czytam, to nie odbiegamy za bardzo w rozwoju duchowym od siebie, używamy tylko innych symboli, archetypy mamy podobne.... To właśnie symboli i archetypów, oraz ich rozpoznania ma dotyczyć ten post. W czym jest problem, ano w tym, że człowiek wstępując na drogę rozwoju duchowego, w pewnym momencie osiąga stan, w którym przejawiają się pewne nadnaturalne zdolności - różne w zależności od tzw. linii przekazu, czy używanego matrixa. Osobiście doświadczyłem glosolalii, wizji/obrazów symbolicznych opisujących stan człowieka, rozpoznawania duchów, miewam również sny... Ich symbolika jednak nie jest jednoznaczna jak na człowieka, który korzystał z matrixa chrześcijańskiego. W różnych matrixach różnie są interpretowane. I teraz chciałbym prosić Was o pomoc. Chciałbym opisać tutaj kilka swoich snów, które wywarły na mnie głębokie wrażenie i ich echo słyszałem jeszcze długo po...:
----------
1) SEN W DWÓCH CZĘŚCIACH - KOPALNIA
Były w zasadzie dwa sny. Pierwszy wyglądał mniej więcej tak. Chodziłem po kopalni, choć jak wspominam, równie dobrze mogły to być jakieś lochy. W każdym bądź razie miały wiele poziomów. Niewiele pamiętam z tego co było na tych poziomach, ale utkwiło mi w pamięci jedno pomieszczenie na samym dole. To było jak jakaś krypta. W ścianie czarne małe wejście. W pomieszczeniu było bardzo ciemno. Musiałem tam wejść. Nie pamiętam dlaczego akurat ja, ale to w końcu był mój sen
Mimo to w drugiej części klapa została otwarta i mimo niepokoju jaki to we mnie wzbudzało musiałem zejść do korytarza, który był za tą klapą, ponieważ należało odnaleźć ludzi, którzy tam weszli i nie wrócili, a przynajmniej wyjaśnić co się z nimi stało. Okazało się, że korytarz zamienił się w wielką i długą (dodam że ciemną) jaskinię, zaś paraliżujący strach wzbudzała w nim pewna roślina, która polowała na wszystko co się ruszało. I okazało się, że wystarczy trochę ostrożności, by nie dać się złapać. Kiedy już było wiadomo, że to tylko taka roślina, że to jej naturalne zachowanie jest i nie jest ZŁA sama w sobie, to reszta była już sprawą prostą. Kiedy już dotarłem prawie do końca, znów pojawiła się brama, tym razem nie było problemu, żeby ją przekroczyć. Za bramą było miasto (pod ziemią) - wspaniała i jasna cywilizacja przyjaźnie nastawionych mieszkańców, którzy wszystko wyjaśnili (odnośnie rośliny), ludzie zaś którzy tu dotarli nie chcieli zwyczajnie wracać, bo tak było tam fajnie. Wróciłem na powierzchnię.
2) DROGA i KRZYŻ
Szedłem drogą w kierunku wzgórza, na którym stał krzyż. Pragnąłem głęboko dotrzeć do niego. Szedłem więc, a droga była długa i trudna. Co chwilę jakieś przeszkody: gęsty las, spadające kłody pod nogi zagradzające przejście, głazy, które trzeba było usunąć, lub obejść. I kiedy już to wszystko pokonałem i dotarłem na szczyt, byłem bardzo szczęśliwy, ale nagle zdziwiło mnie, że nikogo nie ma - ani na krzyżu, ani wokół niego. Kiedy zacząłem się bardziej przyglądać, okazało się, że ten krzyż to iluzja, kłamstwo, blef. Odkryłem, że to nie jest mój cel, wtedy krzyż zamienił się jakby w przejście, które pokazało ten sam widok co na początku drogi. Więc znów z mozołem ruszyłem drogą, jednak tym razem niemal w jednej chwili stałem już pod Krzyżem. A tam czekał już na mnie tłum, krzyż nie był już pusty. Kiedy doszedłem Krzyż zawisł w powietrzu, a pod nim i nad nim otworzyły się przejścia. Cały tłum ruszył najpierw w przejście pod Krzyżem. A tam ukazał się nasz Układ Słoneczny, jednak kolorystyka była czarno-czerwona, Ziemia była brunatna, a wokół niej latały jakieś demoniczne stworzenia. Rozpętała się walka, która zakończyła się naszym zwycięstwem i uwolnieniem wielu dusz uwięzionych na Ziemi w tym "piekielnym" wymiarze. Następnie wróciliśmy pod Krzyż i skierowaliśmy się ku przejściu nad Krzyżem. I znów Układ Słoneczny, tym razem jednak w rajskich barwach.
3)WALKA Z OLBRZYMEM
(Krótki sen). Wyszedłem przez bramę na łąkę. Okazało się że nie jestem sam. Był tam ktoś, kogo zinterpretowałem jako Przyjaciela - jednak nie pamiętam jak wyglądał. Był też na łące OLBRZYM. Był to koleś 3 metrowy z odsłoniętą klatą, łysy, jak typowy kibol, tyle że w wersji jakiegoś mitycznego kowala, czy cuś... Przyjaciel powiedział mi, że muszę walczyć z tym olbrzymem. Zacząłem wiec walczyć, ale to nie przynosiło rezultatów, moje ciosy odbijały się od niego jak od skały (W realnym życiu jakby się miał z "typowym" ochroniarzem na dyskotece czaskać, to podejrzewam że skutek byłby podobny ...
4)ATAK REKINA
Byłem z moją rodzinką na żaglówce, kiedy nagle zaczął atakować nas rekin. Nie było szans na obronę. Rekin wbił się przez burtę żaglówki i zatapiał ją. Ledwo dopłynąłem do przystani. Wysadziłem rodzinę na pomost ale to było nadal niebezpieczne, więc na pobliskie wzniesienie. Sam zaś stanąłem do walki z rekinem, bo po zatopieniu żaglówki, nie zakończył ataków. Wziąłem jakiś harpun, czy kij i nastawiłem go w kierunku rekina i czekałem na jego atak. Gdy ruszył nadział się na ten harpun. Żaglówka nie przetrwała, ale moja rodzina i ja tak.
To na razie tyle...
Natężenie świadomości


