So wrz 26, 2009 9:00 pm przez Dream
I znowu. Wkleję swój dzisiejszy sen, bo jest podobny.
LD
"Patrzyłem na las sosnowy (Bory Tucholskie), który obracał się powoli jakby ktoś obracał makietę albo jakbym objeżdżał las bardzo szybko. Wiedziałem że śnię. Las miał bardzo wyraźne kolory i mogłem dostrzec bardzo dużo szczegółów. Po chwili przeniosłem się do miasteczka lub wsi. Pomyślałem, że pojeździłbym sobie szybkim samochodem, np Ferrari. Szedłem wśród samochodów, ale ferrari nie było. Przez chwilę miałem przebłysk typowej obawy, że we śnie mogę wziąć każdy samochód, ale jeśli to nie sen, wówczas to kradzież (tak jak lęk we śnie skacząc z okna, że może to nie sen i spadnę na ziemię z wysokości). Odniosłem wrażenie, że właśnie takie myślenie powstrzymuje mnie często przed działaniem – brak wiary. W końcu stwierdziłem, że po co mam zamykać się w pudełku. Wolałem konia. Podszedłem do większej ulicy, z którą łączyła się ta z samochodami, a którą przyszedłem. Na ulicy o dziwo jeździły bryczki i wozy zaprzęgnięte w konie. Pomyślałem, że chcę czarnego. Po chwili po lewej pojawił się kary ogier, który ciągnął za sobą małą dwukółkę. Biegł galopem dość szybko tak, że już był przy mnie i zanim zdążyłem zagwizdać, już znikł za zakrętem. W oddali dosrzegłem, że koń nie jest czarny, tylko raczej granatowy. Przypominało to granatowy pobłysk kruka. Mogłem go dogonić, ale zrezygnowałem. Z lewej nadjeżdżał skuter. Dobra, pomyślałem, polecę. Uniosłem się nad ulicą i zacząłem przemieszczać się w kierunku, w jakim pobiegł koń. Nabrałem prędkości. Szybko. Zmusiłem się do jeszcze szybszej prędkości. O dziwo zrobiłem to. Za mną skuter się oddalał, bo jechał już z mniejszą od mojej prędkością. Leciałem pionowo, stojąc. Pomyślałem że to pewnie przez nawyk myślenia, w końcu przemieszczamy się zwykle pionowo, nie poziomo, i że mógłbym spróbować poziomo, ale na razie dawało radę, więc dałem spokój. Tylko na zakrętach musiałem się lekko pochylać. Wciąż nabierałem prędkości. Po chwili zacząłem wyprzedzać samochody lecąc z prawej strony. Prędkość tak wzrosła aż powietrze przede mną zaczęło się zagęszczać tworząc coś jakby falę uderzeniową. Gdy minąłem lusterko samochodu dostawczego, samochody zaczęły się zatrzymywać. Zbliżałem się do szlabanu, lub czegoś, co zatrzymało ruch na drodze. Fala uderzeniowa przede mną spowodowała takie ciśnienie, aż cysterna lub jakiś samochód wybuchł przede mną. Mogłem się zatrzymać, ale gdy zobaczyłem, że zbliżam się do wielkiej kuli ognia, tylko przyspieszyłem. Wleciałem w nią i poczułem przypływ energii i radości. Wokół mnie tańczyły płomienie. Ciśnienie i temperatura były jak wielkie skupisko energii. Po chwili wyszedłem z tego ognia. czułem, że moje ciało jest gorące, ale bez szkody dla niego. Chwyciłem kawałek wosku który szybko zaczął się topić. Podeszli do mnie znajomi. Złożyłem dłonie w miseczkę w którą zebrał się wosk. Siłą woli podniosłem temperaturę dłoni by zapalić wosk. Nie bardzo chciał się palić. W końcu pojawił się ogień w dłoniach.
Obudziłem się i pomyślałem, że to niezły pomysł. Nie musiałbym ubierać się w zimę w warstwy ciuchów i mógłbym nawet chodzić boso."
..............................

..............................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze