Post Pn wrz 07, 2009 2:04 pm

Sztuka śnienia

Dla odróżnienia śnienia od zwykłych snów a także od zjawiska powszechnie nazywanego lucid dreams zamieszczę kilka przykładów swoich snów świadomych i może to być jako osobny temat:
****
Czuję silne kłucie w okolicach kręgów szyjnych. Jestem w jakimś pomieszczeniu ale sceneria nieokreślona. Do pokoju wlatuje ćma, próbuję dłonią przycisnąć ją do ściany ale pancerzyk owada stawia silny opór. Ćma upada, lecz po chwili znów unosi się. To uczucie, wrażenie narasta, znalazłem w końcu odnalazłem... Skrzydła ćmy rozkładają się w pewien mechanizm skonstruowany z cieniutkich patyczków wypełnionych jakby rozciagliwą białą membraną. Po chwili szkielet zanika a samą błonę rozwijam w podłużny pergamin, na którym widnieje przepiękny wzór. Ten wzór sprawia wrażenie mapy. Widnieje na nim jakby ludzka twarz przypominająca hinduskie malowidła bądź rzeźby z uwidocznioną czakrą ajna. U dołu linie zawiają się i biegną w różnych kierunkach, tworząc abstrakcyjną kompozycję o lekko zmatowiałych barwach jasnego fioletu bądź różu. Przez moment mam wrażenie że trzymam dwa podłużne płaty tego pergaminu w formie ludzkiej sylwetki...

****

To trudna podróż, tuż przed nami jej cel. Dolina otoczona wysokimi, niedostępnymi wzgórzami. Dalej już iśc nie można. Ktoś depcze nam po piętach, nie jesteśmy tu sami, chowamy się w zbożu. Jesteśmy w miejscu spotkań pewnych istot, zjaw; pokazują się humanoidalne, groteskowe, zielonkawe zjawy, jedna po drugiej, jest ich już kilka tworzą coś w rodzaju kręgu. Nie mogą nas dostrzec. Tworzymy zwartą grupkę, musimy wracać. Mam wrażenie, że to ktoś inny nas ściga, niekoniecznie te zjawy. Powinniśmy się śpieszyć. W grupie jest powóz, zaprzęg. Woźnica wyskakuje w biegu. Koń ginie za pewną barierą; wywołuje wybuch energii, którą rozprzestrzenia się promieniście, jest świadoma; widzę jak za nią ginie, to jakby płaska, mleczno mglista ściana. Teraz już wiedzą o nas, że tu jesteśmy, przyspieszamy, biegniemy w kierunku wyjścia z głębokiej kaldery. Płaskowyż, widzę drogę, jaką możemy się wspiąć, tam będziemy bezpieczniejśi, już widać światło słoneczne i pożółkły błękit popołudniowego nieba. Pola uprawne i kilka wzgórz, obejrzę się za siebie czy nas nie ścigają. Mam lunetę, ale muszę się cofnąć na skraj płaskowyżu, żeby cokolwiek widzieć w głębi doliny. Obraz bardzo przybliżony, dostrzegam kątem oka jakiś ruch. To stado krów wzbija w oddali tumany kurzu. Ale wcześniej miałem ulotne wrażenie, że to specjalny oddział pościgowy. Jedna sztuka odłącza się od stada, jakoś mnie wypatrzyła, zbliża się bardzo szybko, to byk, szarżuje, cofam się. Teraz sceneria nieco się zmienia. Znajduję przejście, podwójne drzwi, za nimi chowam się przed buhajem. Znów w grupie, nie poznaję ilu nas jest ani nie widzę rysów twarzy pozostałych. Znajdujemy się jakby po drugiej stronie płaskowyżu. Poniżej jest chyba spore miasto.

****

Kilka osobnych wątków. 1) Szeregi jakby glifów pisma majów. Zapisana w nich została historia, mitologia i wiedza starożytnych ludów Meksyku. Postrzegam te zapisy z różnej perespektywy. Patrząc z góry rozróżniam poszczegółne symbole, pokolorowane, na czymś co przypomina papier. Znak, który przypomina krótki poziomy zygzak oznacza: pismo lub czynność pisania. Patrząc nieco pod kątem kartusze zdają się być wyryte w kamieniu, to zamknięte jakby formy, ułożone w rówoległych liniach. Te linie powtarzają się w każdym glifie. Teraz to już przypomina bardziej pismo hieratyczne i hieroglify egipskie. Przeskok: Widzę obrazek, rycinę przedstawiającą budowlę, warownię na rzecznej wyspie. Pojawia się nazwa: Teby; określenie tej budowli: róg rzeczny. 2) Leżę w łóżku, obok mnie znana mi chyba osoba. Nie poznaję tego miejsca, łóżko też chyba nie jest moje. Kobieta jest po prawej stronie, nieco powyżej. Po prawej jest też okno. Nad głową jakaś piętrowa konstrukcja. Kobieta mówi: Udało mi się wyciągnąć cie z ciała. Tak teraz przypominam sobie - odpowiadam, byłaś u mnie już wcześniej. Pokazuje mi jak to wyglądało, zmienia się nieco obraz, stałem wtedy na skraju, tam, gdzie teraz znajdują się moje stopy. Cieszę się, że się znaleźliśmy, widzę, że coś ci jest. Mam wrażenie, że kobieta o czymś mi opowiada, ale nie bardzo pamiętam, to rozgrywa się bardziej na poziomie emocji niż konkretnych myśli. Przytulamy się do siebie, obejmuje jej ramiona i przez krótką chwilę nawet dostrzegam jasną koszulkę z krótkim rękawem. Wybudzam się ale wciąż czuję obecność tej osoby, ucisk na prawym obojczyku i boku, tuż powyżej, wrażenie utrzymuje się przez moment jeszcze po otwarciu powiek. 3) Znane miejsce śnienia, główna droga, dawniej tu był przystanek autobusowy, widzę bliższego, mówię mu że znalazłem 100 zl na chodniku. Po chwili banknot, który podniosłem zdaje się być inną walutą, to 100 euro. 4) Trzymam w dłoniach piłkę, jakby wykonaną z miękkiej gąbki lub kauczuku, wielkości piłki nożnej; jednobarwna, wrzosowa. Wyrzucam ją z okna kilkupiętrowego budynku żeby pokazać komuś, że tu nie obowiązują prawa fizyki, że ta piłka może po każdym odbiciu od ziemi wznosić się wyżej a nie opadać. Łapię ją bez trudnu po każdym rzucie. 5) Tory, idę wzdłuż torowiska, rozpoznaję szczegóły, katurę szyn, urządzenia nastawcze. Zbliża się pociąg, bardzo szybko, ledwie nadążam by usunąć się z trasy jego przejazdu. Dochodzę do stacji kolejowej, dostrzegam starszą kobietę, która ma trudności z wejściem po schodach, porusza się o kulach. Narzeka, że schody są źle skonstruowane, że zbyt małe odstępy są między noskami stopni. Czekam na przyjazd pociągu, obok mnie inna starsza kobieta, babcina, ubrana w wełnianą suknię, bardzo niska, zmniejsza się, już sięga mi tylko do pasa. Mówię do niej, że czuję się dziwnie duży, a przecież nie jestem wcale wysoki.

****

Widzę się w odbiciu lustra, głównie twarz. Ciemne pomieszczenie; ledwo dostrzegam zarysy prawego oka, brwi i policzka. Lewa strona jest zupełnie niewidoczna. Głos znikąd podpowiada: Lewa strona jest mroczna, cicha i spokojna...Przeskok: jestem już w łóżku, leżę na brzuchu, czuję otoczenie. Im mniej myślę, im bardziej rozpuszczają się myśli, tym mniej czuję to, co tu, tym mniejsza blokada, połączenie z ciałem. Czuję uwolnienie...

****

Zasypiam nad ranem. Od razu wpadam w stan ciało uśpione umysł przebudzony. Odbieram znikome wrażenia wzrokowe, jakbym patrzył w ciemnościach, dostrzegając kontury, ledwie zarysy mebli w pokoju. Staram się wyostrzyć widzenie, lecz bez rezultatu. Po chwili mam wrażenie, że wstaję, stoję na łóżku, ale to nie jest wstawanie fizycznego ciała; znów jedynie kontury obrazu tyle, że z innej perspektywy. Sufit, rozpoznaję sufit. Może teraz spróbuję to odwrócić, kładę się z powrotem, w zgodzie z pozycją śpiącego ciała... Pokój, ale to nie jest już mój pokój, teraz obraz jest jasny, wyraźny. Na ścianie przede mną tapeta, dziwny wzór, jakiś staromodny. Segment, szafa też inne, chociaż położenie i układ zdaje się pokrywać z rzeczywistością...

****

Znajome miejsce, tuż obok bliższy. Na chodniku przerębel średnicy może 2 metrów. Spod wody próbuje wydostać się zwierzę, mam wrażenie, że to niedźwiedź, lub olbrzymi pies-wilk. Lód załamuje się pod ciężarem łap. Pomagam mu się wyczłapać ze szczeliny. Jednak kiedy zwierzę zostaje oswobodzone zaczynam odczuwać lęk czy mnie nie zaatakuje. Za pasem mam rewolwer gotowy do strzału. Zwierzę jest ogromne, podbiega do mnie jakby chciało oprzeć się tylko łapami. Wytrzepuje wilgoć z puszystej sierści. Pytam się bliższego: Dlaczego teraz bestia wydaje się nieco mniejsza? - Przesiąkła wodą - odpowiada. W domu tuż obok rozpoznaję koleżankę z dzieciństwa. Myślę sobie, że musiała się bać tego zwierza, ale dobrze wiedziała że potrzebuje pomocy...
Świadomość stanowi nasz punkt połączenia