Wszyscy jesteśmy Snem
Napisałem dziś do znajomego takiego maila:
"Osobiście do pewnych zasad się stosuję, bez względu na to czy są z zewnątrz czy z wewnątrz. Samo to pojęcie z "zewnątrz" czy "wewnątrz" jest dla mnie mylne, gdyż wierzę, ze rzeczywistość jest odbiciem umysłu, który poprzez mózg doświadczenie odwzorowuje w sieci (np. neuronów w mózgu). Czyli to co widzimy nie jest rzeczywistością, tylko obrazem rzeczywistości. A że umysł ludzki jest narzędziem niedoskonałym, tak więc trochę zniekształca to co widzi. Tak więc to co widzimy, doświadczamy, jest tym czym jesteśmy. Terrence MacKenna powiedział "Cała rzeczywistość jest tym czym jesteś!" (ciekawe, że usłyszałem to dopiero teraz
). Ale nie zwalnia nas to z samodzielnego myślenia oczywiście. W tym kontekście wydaje mi się właściwe twoje stwierdzenie: "Mogę jedynie kształtować swoje widzenie świata". Może zrezygnować z kształtowania, formowania, dostrajania, wyłączyć go i zobaczyć, czy słychać coś poza tym szumem informacyjnym?"
Śnieniem zajmuję sie od kilkunastu lat, odkąd jako nastolatek zacząłem pytać o LD (na LSD, czyli Lucid Spiritual Dream czas przyszedł później). Czasem robiłem treningi, czasem nic nie robiłem. Od kilku lat zapisuję swoje sny. Zebrałem ich ponad 400. To nie dużo, ale pozwoliło mi obserwować swój umysł. I rzeczywistość. Dopiero niedawno zacząłem systematycznie formować swoje wnioski. Zauważyłem, że techniki magiczne są o wiele łatwiejsze w snach. Podobnie sen odbija rzeczywistość poprzez pryzmat umysłu a rzeczywistość odbija sny. Poszedłem dalej i założyłem, że rzeczywistość jest snem. Przez pewien okres na próbe wprowadzałem się w ten sposób konfrontacji ze światem, by przejśc do permanentnego życia we śnie. Można by rzec, że wszedłem w sen. Wokół mnie zaczęło pojawiać się dośc sporo synchroniczności i cudów, czego świadkami byli ludzie którzy ze mną pracowali w okresie, gdy mieszkałem w Wawie. Niszcząc kolejny model zacząłem doświadczać rzeczywistości. Na prawdę na nie spotykaną dla mnie wcześniej skalę. Zacząłem eksperymentować ze śniącym szamanizmem i odkryłem model, który mówi, że rzeczywistość ma naturę snu, ale nie jest tym samym co sen. Żadna nowość. Zacząłem obserwować ten Sen wyższego poziomu, jakim jest rzeczywistość i podonbnie jak na przestrzeni lat pracy ze snami zacząłem stosować te same metody na rzeczywistości. Potraktowałem rzeczywistość jak sen w praktyce. I wszedłem głębiej we własny umysł. Rzeczywistość stała się odbiciem mojego umysłu. Każdy człowiek, element rzeczywistości, stał się symbolem z mojego snu i nabrał znaczenia. Czasem znaczenie trzeba było rozszyfrować, bo nie zawsze przekaz był jasny, ale generalnie dawało się, jak w pracy ze snami. Można wpaść tutaj w pewnego rodzaju myślenie magiczne, wishfull thinking, stworzyć sobie wybiórczą uwagę, by zauważać i łączyć te fakty, które zgadzają się z jakimś wzorem, i ignorować te, które są dowodem na to, że prawidłowości nie ma. Tyle że te sygnały, które się wyłapuje zaczynają mówić i zmieniać rzeczywistość. Krótko mówiąc stało się to myśleniem magicznym które było magią. Działało na poziomie fizycznym. Działało też na poziomie idei, społeczeństwa, rozwoju wewnętrznego, materialnym, religijnym. Słowem, zrodził się system, który mówił mi, że wszyscy jesteśmy częścią jednej świadomości, a więc działanie na szkodę kogokolwiek nie ma sensu, gdyż szkodzę sobie. I na odwrót. Co ciekawe - znika też lęk.
Pojawia się też pytanie - po co to sobie robię? W jakim celu kreuję sobie ten sen, tworząc te postacie ze snu, zdarzenia, lęki, radości? Wróciłem do przykładu pracy ze snami. Tam te wszystkie elementy były sygnałem z podświadomości i składały się na jeden metajęzyk podświadomości, który za pomocą symboli, archetypów mówił mi, co ze mną nie tak, poprzez treść snu. Czasem też uczył mnie, tworząc symulacje. I to było dzieło mojego umysłu, tego narzędzia tak pogardzanego przez wielu. Stworzyłem sobie senną osobowość, ego (ile razy mieliście tak, że byliście kobietą, mężczyzną, zwierzęciem, bez formy, żywiołem?) na potrzeby snu. Obserwując sen, analizując go, poznaję język podświadomości i zaczynam słyszeć, co do mnie mówi. Gdy pojawia się zrozumienie, nagle powtarzające koszmary znikają. A więc na pytanie po co to robię, moge dać sobie odpowiedź - "by być świadomym". Poprzez uczenie się znaczenia symboli sennych uczę się samego siebie. To świadomość jest powodem, dla którego tworzę sobie sny. Więc dlaczego nie zacznę "mówić" wprost, tylko lawiruję w labiryncie symboli? We śnie ponoć mamy cenzora - ego. Więc ego nie jest umysłem? A zatem umysł tworzy obraz rzeczywistości, aby obejść ego. Gdy pojawia się świadomość snu, zaczynamy odzyskiwać nad nim kontrolę. Rzeczywistość nie widziana przez pryzmat ego jest bozpośrednim doświadczaniem własnej natury!
Te i jeszcze inne spostrzeżenia nazwałem wspólnym mianem "senizm" (w odróżnieniu od oniryzmu czy surrealizmu).
Czy się mylę?
Leary powiedział "Think by yourself". Ja do tego dodaję - Każdy tworzy swój sen, wszyscy jesteśmy Snem Węża. Wszechświat jest chaosem, więc nie staram się go uporządkować, tylko chwytam okazje i z nich korzystam.
"Osobiście do pewnych zasad się stosuję, bez względu na to czy są z zewnątrz czy z wewnątrz. Samo to pojęcie z "zewnątrz" czy "wewnątrz" jest dla mnie mylne, gdyż wierzę, ze rzeczywistość jest odbiciem umysłu, który poprzez mózg doświadczenie odwzorowuje w sieci (np. neuronów w mózgu). Czyli to co widzimy nie jest rzeczywistością, tylko obrazem rzeczywistości. A że umysł ludzki jest narzędziem niedoskonałym, tak więc trochę zniekształca to co widzi. Tak więc to co widzimy, doświadczamy, jest tym czym jesteśmy. Terrence MacKenna powiedział "Cała rzeczywistość jest tym czym jesteś!" (ciekawe, że usłyszałem to dopiero teraz
Śnieniem zajmuję sie od kilkunastu lat, odkąd jako nastolatek zacząłem pytać o LD (na LSD, czyli Lucid Spiritual Dream czas przyszedł później). Czasem robiłem treningi, czasem nic nie robiłem. Od kilku lat zapisuję swoje sny. Zebrałem ich ponad 400. To nie dużo, ale pozwoliło mi obserwować swój umysł. I rzeczywistość. Dopiero niedawno zacząłem systematycznie formować swoje wnioski. Zauważyłem, że techniki magiczne są o wiele łatwiejsze w snach. Podobnie sen odbija rzeczywistość poprzez pryzmat umysłu a rzeczywistość odbija sny. Poszedłem dalej i założyłem, że rzeczywistość jest snem. Przez pewien okres na próbe wprowadzałem się w ten sposób konfrontacji ze światem, by przejśc do permanentnego życia we śnie. Można by rzec, że wszedłem w sen. Wokół mnie zaczęło pojawiać się dośc sporo synchroniczności i cudów, czego świadkami byli ludzie którzy ze mną pracowali w okresie, gdy mieszkałem w Wawie. Niszcząc kolejny model zacząłem doświadczać rzeczywistości. Na prawdę na nie spotykaną dla mnie wcześniej skalę. Zacząłem eksperymentować ze śniącym szamanizmem i odkryłem model, który mówi, że rzeczywistość ma naturę snu, ale nie jest tym samym co sen. Żadna nowość. Zacząłem obserwować ten Sen wyższego poziomu, jakim jest rzeczywistość i podonbnie jak na przestrzeni lat pracy ze snami zacząłem stosować te same metody na rzeczywistości. Potraktowałem rzeczywistość jak sen w praktyce. I wszedłem głębiej we własny umysł. Rzeczywistość stała się odbiciem mojego umysłu. Każdy człowiek, element rzeczywistości, stał się symbolem z mojego snu i nabrał znaczenia. Czasem znaczenie trzeba było rozszyfrować, bo nie zawsze przekaz był jasny, ale generalnie dawało się, jak w pracy ze snami. Można wpaść tutaj w pewnego rodzaju myślenie magiczne, wishfull thinking, stworzyć sobie wybiórczą uwagę, by zauważać i łączyć te fakty, które zgadzają się z jakimś wzorem, i ignorować te, które są dowodem na to, że prawidłowości nie ma. Tyle że te sygnały, które się wyłapuje zaczynają mówić i zmieniać rzeczywistość. Krótko mówiąc stało się to myśleniem magicznym które było magią. Działało na poziomie fizycznym. Działało też na poziomie idei, społeczeństwa, rozwoju wewnętrznego, materialnym, religijnym. Słowem, zrodził się system, który mówił mi, że wszyscy jesteśmy częścią jednej świadomości, a więc działanie na szkodę kogokolwiek nie ma sensu, gdyż szkodzę sobie. I na odwrót. Co ciekawe - znika też lęk.
Pojawia się też pytanie - po co to sobie robię? W jakim celu kreuję sobie ten sen, tworząc te postacie ze snu, zdarzenia, lęki, radości? Wróciłem do przykładu pracy ze snami. Tam te wszystkie elementy były sygnałem z podświadomości i składały się na jeden metajęzyk podświadomości, który za pomocą symboli, archetypów mówił mi, co ze mną nie tak, poprzez treść snu. Czasem też uczył mnie, tworząc symulacje. I to było dzieło mojego umysłu, tego narzędzia tak pogardzanego przez wielu. Stworzyłem sobie senną osobowość, ego (ile razy mieliście tak, że byliście kobietą, mężczyzną, zwierzęciem, bez formy, żywiołem?) na potrzeby snu. Obserwując sen, analizując go, poznaję język podświadomości i zaczynam słyszeć, co do mnie mówi. Gdy pojawia się zrozumienie, nagle powtarzające koszmary znikają. A więc na pytanie po co to robię, moge dać sobie odpowiedź - "by być świadomym". Poprzez uczenie się znaczenia symboli sennych uczę się samego siebie. To świadomość jest powodem, dla którego tworzę sobie sny. Więc dlaczego nie zacznę "mówić" wprost, tylko lawiruję w labiryncie symboli? We śnie ponoć mamy cenzora - ego. Więc ego nie jest umysłem? A zatem umysł tworzy obraz rzeczywistości, aby obejść ego. Gdy pojawia się świadomość snu, zaczynamy odzyskiwać nad nim kontrolę. Rzeczywistość nie widziana przez pryzmat ego jest bozpośrednim doświadczaniem własnej natury!
Te i jeszcze inne spostrzeżenia nazwałem wspólnym mianem "senizm" (w odróżnieniu od oniryzmu czy surrealizmu).
Czy się mylę?
Leary powiedział "Think by yourself". Ja do tego dodaję - Każdy tworzy swój sen, wszyscy jesteśmy Snem Węża. Wszechświat jest chaosem, więc nie staram się go uporządkować, tylko chwytam okazje i z nich korzystam.



