Zaślubiny


Sny, które was zainspirowały, których nie rozumiecie, które zmieniły wasze życie.

Moderator: Kapelusznik

Post Pt wrz 05, 2008 4:50 pm

Zaślubiny

Sen miałam dzisiaj, a że ma charakter jakby podróży, czy zadania do wykonania we śnie, to się nim podzielę.
W tym śnie, podobnie jak we śnie z tematu "Wszyscy jesteśmy snem" znowu kilka razy wracałam. Tzn to było kilka snów ale jakby jedna podróż połączona w całość. Budziłam się i zasypiałam kontynuując podróż.

Pierwsza scena była w małym mieszkaniu. W śnie brało udział kilka postaci, których płeć się zmieniała, aż w penwym momencie pogubiułam się kto jest mężczyzną a kto kobietą. Najpierw ja byłam facetem i chciałam porzucić swoją dziewczynę z jakąś inną dziewczyną, ale potem byłam dziewczyną, a tamten był facetem. Właśnie przyjechała do niego jego dziewczyna, ładna i drobna. W tym momencie moja świadomość przeskoczyła w niego. Tamta rzuciła się na mnie. czułam, jak jest drobna. Znowu przeskoczyła mi świadomość, i stałam obserwując tę parę. ta, która przyjechała zmieniła się w faceta i coś tam do siebie mówili. Spojrzałam na swoją dziewczynę (znowu byłam facetem) i dałam jej do zrozumienia, że chyba powinniśmy się dyskretnie wycofać. na podłodze były jakieś owoce. Odkroiłam kawałek Arbuza. Czułam po zapachu, że zaczyna już kwasnieć od ciepła. Ugryzłam kawałek i podałam dalej mówiąc, że to eucharystia anioła śmierci. Coś chyba nawet mówiłam, że to sen, więc niech potraktują eucharystię symbolicznie bardziej, niż dosłownie. Chciałam nawet powiedzieć partnerce/partnerowi (przeskoki płci były już zbyt częste, by pozostać w schemacie kobieta-mężczyzna), że ta scena jest przedstawieniem jakiejś sytuacji, i że to tylko sen, ale zrezygnowałam.

Kolejna scena. Wchodziłam na szczyt piramidy, albo raczej do świątyni na szczycie piramidy (znowu góra, tyle że tym razem sztuczna zbudowana ludzkimi albo i nieludzkimi rękoma). Wyglądało to jak te piramidy azteckie albo zigguraty z mezopotamii. No więc wchodziła szczyt, stopnie i kamienie w wielu miejscach były już naznaczone czasem, co wskazywało na to, że świątynie jest bardzo stara. Gdy weszłam na szczyt, okazało się, że jest nieco zagłębiony, jakby mała niecka wulkaniczna na szczycie. Miałam problem z zejściem, ale w końcu zjechałam, bo stwierdziłam, że skoro to sen świadomy, to i tak sobie nic nie skręcę. Gdy dotarłam do świątyni, nagle wszyscy zebrani zaczęli się rozchodzić. Grupa dostojników, która stała na śrdoku świątyni zdecydowała (tzn jeden z nich zdecydował), że za długo się ociągałam, i ceremonia jest odwołana. Miały to być moje zaślubiny albo koronacja. Albo jedno wynikało z drugiego. Musiałam coś zrobić, żeby ich przekonać, że moje spóźnienie nie było moją winą i pobiegłam zatrzymywać gości i dostojników.

Kolejna scena. Biegłam za dziewczyną. Była noc. Dziewczyna zniknęła za rogiem. Właściwie to ją śledziłam. Uniosłam się w powietrze, bo tak łatwiej było się poruszać. Zobaczyłam swoje odbicie w oknach wierzowców, które zmieniły się w meble na wysoki połysk tak, jakby miasto zmieniło się w wielki pokój. Coś było nie tak z moimi ustami, jakby były węższe niż w rzeczywistości. Po chwili jednak wróciły do normy. Stworzyłam sobie kulę energii między dłońmi i rzuciłam ją przed siebie, ale nic nie uszkodziła. Meblo-wierzowce były bez zmian. Potem w odbiciu zobaczyłam, że ze mnie i wokół mnie zaczęły robić się wyładowania elektryczne, jakby małe błyskawice. Skupiłam się na tym i zwiększyłam poziom ten energii. Po chwili byłam otoczona błyskawicami. Było to bardzo przyjemne uczucie, takie... elentryzujące.

Znowu się przebudziłam i znowu zasnęłam. Tym razem jednak pojawiłam się w tym samym mieście, które nie było już wielkim pokojem. Przez chwilę wahałam się dokąd mam dalej pójść. Zobaczyłam przed sobą kościół. Zdecydowałam sie na niego. Weszłam do środka. Okazało się, ze wszyscy czekali na coś, prawdopodobnie na mnie. Minęłam ławki i doszłam do ołtarza. Zamiast ołtarza stał duży stół prykryty białym obrusem. Przed ołtarzem ustawione były dwa krzesła jak dla nowożeńców. (A więc jednak udało mi się doprowadzić do ceremoni, choć to uświadomiłam sobie własnie teraz opisując sen :). na krześle z lewej siedział jakiś chłopak. Usiadłam na krześle po prawej. Za stołem siedział ojciec mojego przyrodniego brata. Faceta zniszczył alkohol i chyba pózniej został bezdomnym. Po lewej i prawej siedziały jeszcze dwie osoby, jak adwokat i prokurator w sądzie. Siedzieli twarzami do siebie, bokiem do mnie. Odwróciłam sie patrząc kto z gości siedzi w ławkach. Było tylko kilka osób. Po lewej z tyłu siedział aktualny facet mojej matki popijając kawę. Wyglądało to tak, jakby czekali na coś przy stolikach zamiast w ławkach.
Owdróciłam się z powrotem. Na ołtarzu-stole, przede mną stała filiżanka z kawą. Jakbym sobie coś przypomniała i zaczęłam mówić.
Zwróciłam się do tego, który został bezdomnym, a który siedział jakby na miejscu kapłana.
Wylałam większość kawy na ołtarz a sama wzięłam łyka. Była mdła i lurowata.
- Ta kawa jest symbolem twojego życia - jest brudna i śmierdząca.
Spojrzałam na śnieżnobiały obrós i plamę kawy na nim.
- Ten ołtarz jest światem.
Postawiłam filiżankę na stole, obeszłam go z prawej i stanęłam za nim kładąc mu dłoń na ramieniu.
- A ty jeteś aniołem śmierci.
Wróciłam na miejsce ale nie usiadłam na krześle.
- Widzisz, to jest odowiedź na twój sen, który mi opowiedziałeś.
Cały czas miałam wrażenie, że każdy odgrywa jakąś rolę, jakby cały sen był przedstawieniem, wcieleniem się w pewne role, które miały nam coś okazać
W tym momencie zaczęło wchodzić mnóstwo ludzi, jakby właściwie nie wchodzili, tylko wychodzili. W miejscu tego faceta stał teraz faktycznie anioł śmierci. Wyglądał na smutnego i zagubionego. Przypominał Śmierć z "Siódmej Pieczęci" Bergmanna. Wiedziałam że to już koniec i też ruszyłam do wyjścia, które było za ołtarzem. Schodząc po schodach zaczęłam spiewać. Pieśń była jakby połąćzeniem średniowiecznej pieśni rycerskiej z gregoriańskim chorałem. Głos miałam czysty i donośny. W pewnym momencie nawet przyłączyło się do mnie kilka osób. Całość brzmiała bardzo harmonijnie. Szłam korytarzem wykutym w skale, na której postawiony był kościół. Gdy wyszłam na plac, pojawiłam się w miejscu, w którym weszłam do kościoła. Poszłam dalej rozmyślając nad tym, dlaczego w rzeczywistości nie mam tak czystego głosu, tylko zawsze w snach. Szłam uliczką jak kobieta, którą wcześniej śledziłam. Czyżbym to ja była tą kobietą?
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Śr wrz 10, 2008 8:11 pm

Świetny sen... taki teatralno-rytualny. No i ta rama super... że najpierw śledziłaś jakąś kobietę idącą uliczką, a później sama szłaś tak jak ona...
Czy te sny Nirjann mają jakieś silne odzwierciedlenie w Twoim życiu, czy po prostu przeżywasz to wszystko we śnie, ale nie ma to większego wpływu na Twoje życie na jawie? Jestem ciekawa np czy po tych zaślubinach odczułaś jakąś konkretna zmianę.
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Post Cz wrz 11, 2008 2:20 am

Lilith napisał(a):zy te sny Nirjann mają jakieś silne odzwierciedlenie w Twoim życiu, czy po prostu przeżywasz to wszystko we śnie, ale nie ma to większego wpływu na Twoje życie na jawie? Jestem ciekawa np czy po tych zaślubinach odczułaś jakąś konkretna zmianę.

Właściwie tak, choć zanim o to nie zapytałaś, nie zdawałam sobie sprawy. Moje życie stało sie ostatnio bardziej uporządkowane, choć może to złe słowo. W końcu wypłynęłam na powierzchnię i odważyłam się być sobą. Zaczęłam otwierać się na świat i zrezygnowałam w końcu z walki o bycie kimś, kim nigdy nie byłam i nie będę. To chyba ważne, wiedzieć kim się jest. Albo przynajmniej godzić się z własnymi słabościami. Może nie tak, by sobie folgować, ale przyznać się do nich.
Moje życie stało się radośniejsze. Oderwałam się od przeszłości. Może dlatego pojawia mi się ostatnio śmierć w snach.
A sen faktycznie taki teatralny. Podobało mi się to w nim. Zresztą ostatnio dużo pracuję ze snami. W ten sposób zmieniam swoje życie. Traktuję te dwie płaszczyzny jako jedno, jakbym cały czas śniła, albo cały czas żyła na jawie. Nawet wyśniłam taki wykład, albo monolog męrdca, ale nie wiem czy potrafię go powtórzyć. Chodziło o to, by połączyć życie we śnie z życiem na jawie, nie odzielać ich. Traktować obie sfery równie realnie. Niby to oczywiste dla osób, które zajmują się ezoteryką, ale mimo wszystko nie traktuje się snów tak samo jak rzeczywistość. A tam chodziło własnie o to, że mamy żyć tak, jakbyśmy cały czas śnili. I może tego też dotyczył sen - zaślubin tego co jest w tym świecie, z tym, co jest wysnione.
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Cz wrz 11, 2008 3:40 pm

Nirjann napisał(a):W końcu wypłynęłam na powierzchnię i odważyłam się być sobą. Zaczęłam otwierać się na świat i zrezygnowałam w końcu z walki o bycie kimś, kim nigdy nie byłam i nie będę. To chyba ważne, wiedzieć kim się jest. Albo przynajmniej godzić się z własnymi słabościami. Może nie tak, by sobie folgować, ale przyznać się do nich.

W sumie możnaby to zaliczyć do konfrontacji ze swoim cieniem - nie zawsze musi on być mhroczny i agresywny, czasem to są poprostu słabości, które wypieramy, a które nie pasują nam do naszego wizerunku własnej osoby. Generalnie chyba wiem o czym piszesz ;)

Nirjann napisał(a): Zresztą ostatnio dużo pracuję ze snami. W ten sposób zmieniam swoje życie. Traktuję te dwie płaszczyzny jako jedno, jakbym cały czas śniła, albo cały czas żyła na jawie. Nawet wyśniłam taki wykład, albo monolog męrdca, ale nie wiem czy potrafię go powtórzyć. Chodziło o to, by połączyć życie we śnie z życiem na jawie, nie odzielać ich. Traktować obie sfery równie realnie. Niby to oczywiste dla osób, które zajmują się ezoteryką, ale mimo wszystko nie traktuje się snów tak samo jak rzeczywistość. A tam chodziło własnie o to, że mamy żyć tak, jakbyśmy cały czas śnili. I może tego też dotyczył sen - zaślubin tego co jest w tym świecie, z tym, co jest wysnione.

Swietna interpretacja... a zdziwiłabyś się ile osób zajmujących się ezoteryką potrafi sny lekceważyć, lub wręcz twierdzić, że zajmowanie się nimi to ucieczka od rzeczywistości. Przyznaję, że często sa to młode chłopaki, którym się wydaje że pozjadali wszystkie rozumy, ale czasem takie podejście prezentują też ludzie, po których raczej bym się tego nie spodziewała.

Co do traktowania snów realnie... ja zajmuję się snami odkąd pamiętam, od zawsze fascynował mnie ten świat i dużo też z nimi pracuję, a nie raz dostawałam bęcki od mojego wujka (tego szamańsko-mistycznego, o którym pisałam w temacie o tantrze;) ), że zachowuję się w moich snach zbyt lekkomyślnie i lekceważę znaki, które dostaję z tamtej rzeczywistości. I że czasem traktuję sny tylko jak sny, a nie zdaję sobie sprawy że tamta rzeczywistość jest nierzadko o wiele bardziej wymagająca od tej na codzień.

Poza tym jeszcze, to łączenie wymiarów rzeczywotości i snu skojarzyło mi się z filozofią/religią/wierzeniami Aborygenów. Oni właśnie postrzegają życie jako sen, a płaszczyzna snu jest dla nich innym wymiarem rzeczywistości, w której żyjemy na codzień. Muszę przyznać, że takie wielowymiarowe podejście też jest mi dosyć bliskie, choć czasem się strasznie jeszcze przed tym wzbraniam ;)
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Post Pt wrz 19, 2008 3:43 pm

To widzeNirjann, ze mamy troche podobnie. Dla mnie to tez jest cos jak drugi poziom zycia. Zwykle bardziej wymagajacy. Zwykle tez pelniej sie na nim przejawiam.
Choc ofc oba sie alcza ze soba, czasami przenikaja.
Jednak w snach chyba pelniej sie zyje. I bardziej jest soba niz w tej - o ilez bardziej statycznej rzeczywistosci. Czasem jawe traktuje bardziej walsciwie jako odpoczynek a sen jako dzialanie - niz odwrotnie. ;)

Powrót do CIEKAWE SNY

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.164s | 11 Queries | GZIP : Off