Muchomorzysko
Posty: 446
Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 7:35 pm
Lokalizacja: Rybnik, Śląsk
Szamanizm uliczny
"Pierwszym ulicznym szamanem, którego spotkałem w swoim życiu, był artystą z Anglii, który tworzył tu w Niemczech i żył. Ożenił się raz nieszczęśliwie, był alkoholikiem, a jego kobieta ciągle krzyczała na niego. Najgorszym było dla niego to, że zabroniła mu picia alkoholu, który był dla niego potrzebny jak powietrze – wtedy zaczął pić terpentynę. Pomimo tego, że zapijał, pozostał mu jego humor i malował dalej wspaniałe obrazy z motywami z innego świata. Tam właśnie się udał pewnego dnia – spadł z drugiego piętra na głowę.
Później trafiłem na pewną starą chłopkę, która mieszkała w Vogelsbergu w pewnej zagrodzie. Zapytałem się ją, wtedy dziewięćdziesięcioletnią, gdzie dotychczas mieszkała. „Tutaj na zagrodzie i w(oddalonym o trzy kilometry) sąsiedztwie”. Przeżyła swoje życie, a jej oczy lśniły niesamowitym światłem. Była niesamowicie zdrowa; przeżyła tak do sto drugiego roku życia, nigdy nie widziała miasta. Jej filozofią były piece kuchenne, chmury, zwierzęta i rośliny.
Jeszcze wspomnę tutaj o pewnym średniowiecznym warsztacie, w którym byłem. Był on w Ober-Wesel. Spotkałem tam pewnego człowieka, który zajmował się pasieką. Zapytałem się go o sens życia. Powiedział: „Chciałbym osiągnąć doskonałość, zawsze chciałem ją osiągnąć”. Jego domowej roboty miód pitny był najlepszym, jaki kiedykolwiek piłem, a jego oczy patrzyły z innego świata.
Ci wszyscy to dla mnie uliczni szamani. Być może w innych kulturach byliby rzeczywiście szamanami lub uzdrowicielami, lub nawet byli nimi w poprzednich wcieleniach – przeszli tylko do tych nowoczesnych czasów, zapuściwszy korzenie. Znaleźli swoje miejsce i są szczęśliwi. Jaki może być większy cel w życiu, jak bycie zadowolonym ze sobą i światem?
Nie jest to takie trudne, jakby się mogło wydawać i nie ma nic wspólnego z filozofią dzieci-kwiatów czy świadomością-Bambi. Ta droga życia bierze się z maksymy: Nie ma miejsca, w którym byłoby się nieszczęśliwym. A jeśli takie jest, to opuść je. Świadomi, niezależni i zakorzenieni, spokojni, tak żyją ci ludzie. To jest uliczny szamanizm.
Ale jak ci ludzie wiedzą, jak dojść do doskonałości? Tej wiedzy nabrali bezpośrednio od życia, mniej z książek. Uczyli się od najlepszego mistrza, który jest na ziemi. Ich seminaria nie kosztują nic i nigdzie nie znajdziesz na nie ogłoszenia. Gdzie znajdziesz tego mistrza? Za drzwiami, oknem, tam, gdzie czuć puls życia.
Przyglądali się oni zwierzętom, pogodzie, ludziom – co do ludzi, nigdy nie wzięli sobie żadnego elementu z ich życia do siebie. W taki sposób zdobyli swoją wiedzę. Kiedy potrzebują pocieszenia, idą do lasu i mówią z drzewami. Są tymi, którzy przez czyste doświadczenie rozpoznają sens życia i widzą świat za tym światem. Dla nich istnieją bogowie tak samo, jak ludzie. Jeśli chcą się dowiedzieć czegoś, pytają roślin, elfów, krasnoludów i kamieni, rzek, bogów, a na końcu ludzi. Żyją skromnie. Nie potrzebują ani telefonu ani telewizji, ani samochodu ani gazety. Dla duchowego uzdrowienia mają elementy w sobie. Często palą jak lokomotywy, jedzą co chcą i kiedy chcą, piją na umór; żyją często niezdrowo. Szamana ulicznego nigdy jednak nie zobaczysz pijanym, jego duch inaczej przemienia energię niż zwykły człowiek. Znają magię i rozeznają się w zależnościach świata i życia. Śmierć jest dla nich kosmicznym żartem, tak samo jak współczesność. Cwany śmiech nierzadko jest ich znakiem rozpoznawczy. Ich humor jest jednak często ostry, zgryźliwy, złośliwy i ciężki do zrozumienia.
Swoją magiczną wiedzę biorą dokładnie ze źródeł i istnieją także dzisiaj. Są połączeni ze swoimi przodkami i korzeniami(przeciwnie do niektórych samozwańczych druidów) i są częścią większej, nigdy nie przerwanej tradycji: Tradycji szamanów ulicznych, od zarania świata do jego końca. Źródła tej starej wiedzy możesz także i dziś odnaleźć. Znajdują się w każdej kulturze i w niektórych starych kościołach, które zostały zbudowane na świętych miejscach naszych przodków. Jak to wszystko funkcjonuje? Sprawdź sam!"
When the sky was a vaporous flame;
I have seen the dark universe yawning
Where the black planets roll without aim,
Where they roll in their horror unheeded, without knowledge or lustre or name.
H.P. Lovecraft, Nemesis




