Duchy koszmarow w LD


Sny, które was zainspirowały, których nie rozumiecie, które zmieniły wasze życie.

Moderator: Kapelusznik

Post Pn sie 25, 2008 10:29 pm

Duchy koszmarow w LD

Interesuje mnei jak czesto w snach, zwlaszcza w LD spotykacie duchy, ktore neis a czescia waszej psychiki? Zwykle, to sie dosc silnie odczuwa. Postanowilem wkleic dla przykladu moj ostatni sen tego typu. Zrobil na mnie dosc dobre wrazenie, ale ja jestme pokrecony. ;)

Szedlem po miescie w nocy z jakims gosciem. On byl chyba kims waznym w mafii, ja jakims zolnierzem w tej samej "firmie". Rozmawialismy o interesach etc i powiedzialem mu, ze wiem ze niedlugo zgine. On to pierw zignorowal, ale powtorzylem. Mialem wtedy abrdzo silna swiaodmosc bliskosci smierci. On zaczal cos mowic, ze nie powinienem tka miec, bo sie nakrecam i boje smierci, i ze to oslabia czy cos. Powiedzialem, ze to nie tak. Ze po prostu wiem, ze niedlugo umre i nie mam duzo czasu. Nie boje sie tego. Kiedys tez tak czulem a pozniej umarlem. Mowie mu to tylko bo chcialem by wiedzial i chcialem by mnie zrozumial. Niemniej to nie jest straszne. To po prostu inna swiadomosc. Cos sie konczy - tak jest i tyle.

Pozniej trafilem do jakiegos pokoju i wyszedl do mnie zabojca z garota.Wiedzialem ze ma mnie zabic. Powiedzialem mu to chyba nawet. Nie czuloem wlasciwie zadnych negatywnych uczuc, moze jedynie ulge. Nie bronilem sie tez bo w sumie tak mialo byc. Ofc sam moment smierci nie byl przyjemny. Garota podrzyna gardlo a ja mam dosc realne sny jesli idzie o takie rzeczy. Bylo to bardzo wyrazne doznanie. Ale staralem sie nie skupiac na bolu tylko na tym odczuciu ulgi i wejsciu w ciemnosc.

Po tej scenie ofc umarlem - przerzucilo moja swiadomosc na nieco inny plan. I tam sie zaczela naprawde dobra zabawa. Pojawilem sie w jakims pomieszczeniu, chyba z szarego kamienia. Bylo tam jeszcze kilka osob, ale to nie wazne. Wazne ze byl tam moj brat. Pojawila sie jakas istota majaca forme kobiety o bialej skorze. Wylonila sie z mgly ktora nagle zawisla na srodku sali. Miala dlugie pazury i byla dosc koscista. Chciala mnie zabic, czulem jej agresje, zagrozenie, jak zwykle w takich sytuacjach. To byla istota spoza snu, a nie element mego umyslu. Niemniej nie byla za potezna. Choc starala sie robic takie wrazenie. Troche kotlujacej sie energii agresji i strachu. Uniknalem jakiegos ciosu gdy rzucila sie na mnie. Pozniej jeszcze troche pounikalem, bo nie chcialem od razu zabijac. Moj brat powiedzial, ze on ja wezwal i ja kontroluje, ze to taka zabawa, trening w astralu. Powiedzialem: "Tylko ci ie tak wydaje, nie kontroluejsz jej." Zaprzeczyl. Wtedy stworzylem miecz i odcialem jej reke, ktora siegala w mym kierunku. Ona natychmaist teleportowala ja i sprawila, ze reka zacisnela mi sie gdzies z boku na ubraniu starajac sie we mnie wbic pazurami. Poakzalem to bratu mowiac: "A to? To tez bylo w twoich planach?" On sie na to zdziwil i zaprzeczyl. Powiedzialem: "No wlasnie ci tlumacze, ze nie kontrolujesz jej". Trzasnalem ja wtedy mieczem od dolu. Padla gdzies na ziemie, w ta mgle i zaczela sie przeksztalcac. Wszedzie wyrosly jej kanciaste odnoza podobne do rak ze szponami. Wygladalo to chyba dosc masakrycznie - nie wiem, bo mam skrzywiona ocene takich widokow. W kazdym razie obserwowalismy to z bratem i mowilem mu wtedy, ze wezwal cos nad czym nie panuje i to jest za potezne na niego. Ze to cos dziala jak samo chce wkrecajac mu kit, ze on to ogarnia. Zgodizl sie z emna, widzac co sie dzieje. Gdy juz sie dogadalismy, zlapalem ta istote za jakas czesc i wbilem jej miecz w twarz. Wlaciwie rozwalilem tym czaszke. Wyplynal mozg i ciemna krew - czarna w tym oswietleniu. Niemniej stwor sie zaczal regenerowac. Pameitam ze jeszcze z 3 razy zabijalem go, glownie miazdzac mu glowe. Ten sposob bowiem w zasadzie bywa dosc skuteczny w astralu. W wiekszosci uzywalem dot ego miecza choc raz chyba uderzalem czaszka o podloge az pekla. Ten duch mial jednak niesamowite zdolnosci regeneracyjne. Prawdopodobnie jakis rezerwuar mocy, z ktorego ciagnal.
Pozniej ogarnalem, ze to nie ma sensu bo to straszydlo i tak wstanie. Wiec zostawilismy je. Naprzeciw nas byly drzwi - byc moze byly tam wczesniej, ale zobaczylem je dopiero teraz. Wyszlismy przez nie.
Dalej w sumie bylo tylko bardziej HC. Jakis tonacy w mroku korytarz, dosc szeroki. Poruszala sie tam masa zomboidalnych ludzi, od ktorych takze czulem zagrozenie. Pomyslalem,z e to teren podswiadomosci. Minelismy ich szybko, zanim zdazyli sie zorientowac. Zdolali ejdynei obrocic sie w ansza strone. Byly z nami wtedy jeszcze inne osoby i nagle wiedzialem, ze mam je przeprowadzic tendy bezpiecznie. Korytarz skonczyl sie kolejnymi drzwiami.
Znalezlismy sie w szpitlanych korytarzach wypelnionych mgla. Chodizly tam istoty przypominajace hirurgow w maskach. Mialy an sobie biale, szpitalne odzienie i byly pochlapane krwia. Czesc miala skalpele przy sobie. Ujrzalem, z eejstme ubrany podobnie jak oni. Minalem ich spokojnym krokiem wiec z moja grupa. Tak jak myslalem - uznali mnie za istote podobna do nich i nie atakowali. Ogolnei klimat meijsca zreszta podobal mi sie i sie z nimddosc dobrze zgrywalem. To tez pewnie mialo duze znaczenie.
Pozniej nie pamietma dokladnie co bylo - wiem ze te korytarze trwaly dosc dlugo i dotarlismy w koncu na otwarta przestrzen. Wiem, ze tam wyniknal jakis konflikt. Spotkalismy kilka istot. Byl wsrod nich jakis gosc co mial duzo mocy. Rozpoznalem w nim kolejnego ducha. Tym razem mial zdecydowanie emska energie i zbudowany byl z ciemnosci. We snie mial forme wysokiego emzczyzny w plaszczu. Doslzo do walki miedzy nami w jakims dziwnym, czarnym kraterze. Osoby ktore byly ze mna i z nim staly dookola, patrzac na to. Wiem, ze zniszczylem go zakleciami. Glownie poprzez wladanie ogniem. Pameitam piekny moment, gdy stalem na krawedzi tego krateru i czulem jak przelyuwa przeze mnie neisamowita moc. Jakbym ciagnal ja z osnowy snu dookola, przepuszczal przez siebie i transformowal w ogien. Dookola moich dloni pojawil sie zloty plomien i swiatlo. Pozniej uderzylem tym w rpzeciwnika i niewiele z niego zostalo. W sumie nie blyo co zbierac.

Na koncu pojawilem sie gdzies, gdzie jakas kobieta pokazala mi ksaizke i powiedziala, ze ejstem bhaterme na ktorego czekali, bo mam przyniesc slonce do ich krainy. Wiedzialem, ze mowi w imieniu jakeigos plemienia. Nie chcialo mi sie isc na questa, bo czulem,z e juz musze wstawac i nakarmic koty. Wiec rozcialem meiczem rzeczywistosc snu, odnalazlem w jej osnowie to slonce, wyjalem je i wreczylem jej. Bylo jak zloty dysk lub kula. Cos tam wtedy chyba powiedziala, ale nie pamietam.

Po przebudzneiu rozmawialem z bratem. Dowiedzialem sie ze sotatnio duzo rpacowal z pewna istota demoniczna, majaca forme kobiety z jego snu. Najpierw staral sie meic nad nia kontrole, ale pozniej zaczal ja nieco tracic. Poradzilem mu dewokacje, co tez uczynil.

Post Cz sie 28, 2008 1:22 pm

Ciekawy sen przyznam i konsekwencje również.
Ostatnio więcej pracuje ze snami i też czasem wydaje mi sie, że rozpoznaję istoty które nie są częścią mnie. Przykładem był sen z obrazem 9 kotów o 3 oczach który gdzieś u wkleiłem. Dziś w nocy natomiast miałem inny sen być może trochę związany z tym co ostatnio próbuję osiągnąć: Wyjść poza własne schematy myślowe.

Wszedłem z kimś (z częścią mnie bo odczuwam te osobę jako mnie) na klatkę do budynku w którym mieszkam. Tam spotkałem kogoś kto wydawał mi się być sąsiadem, ale w jego oczach rozpoznałem jakąś obcą mojemu umysłowi moc. Jakimś rodzajem sprzętu przesuwał ściany w bloku tak jakby go nieco poprawiając. Zwróciło to moją uwagę bo czułem jak potężne moce w tym działają. Ten kto przesuwał te ściany miał na twarzy trochę demoniczny uśmiech (uśmiech psychopaty który się czymś/kimś bawi). Gdy naprawił co miał naprawić nie przestawał operować sprzętem który wyglądał trochę jak zielone imadło, aż doprowadził do przeciążenia struktury budynku który najpierw przekrzywił się w jedną stronę, a później w drugą i runął. W miejscu gdzie staliśmy nie zgasło światło, pomimo, ze byliśmy odcięci od świata. Postać która była ze mną zaczęła wykazywać oznaki paniki, ale mnie samego to raczej rozbawiło gdy pomyślałem o tym wszystkim co miałem w pokoju i o tych którzy byli w budynku. Pomyślałem coś w stylu "no to teraz trzeba sie z tond jakoś wydostać". Zacząłem kopać ale wzburzyło to mnóstwo kurzu, więc przestałem. Spojrzałem tylko jeszcze na tą moc która wciąż sie uśmiechała i stwierdziłem że lubię tego typa.

Post Cz sie 28, 2008 4:50 pm

No to może ja też wstawię swój sen. A właściwie sny, bo mam je za każdym razem kiedy skupiam się na tematyce świadomych snów. Czasami ta osoba, czy istota (sam nie wiem kto to) jest pomocna w osiągnięciu LD bo działa na zasadzie "o, znów ją widzę czyli to musi być sen". Do tej pory traktowałem ją jako element własnej psyche ale jej zachowanie czasami mnie zadziwia.

Tą osobą jest czarnowłosa kobieta. Bardzo piękna, w białej lub czarnej sukni. Pojawia się w nieoczekiwanych momentach snu. Nic mi nie mówi tylko mnie obserwuje.

Podam przykład takiego snu:

Jestem w domu, rozmawiam z rodziną na przyziemne tematy. W pewnym momencie dochodzi do sprzeczki. Wszyscy krzyczą i każdy chce przekonać inną osobę do swoich racji (głupi sen po prostu). I wtedy pojawia się ona. Stoi na środku pokoju między innymi. Nikt nie zwraca na nią uwagi oprócz mnie. Nie słyszę już kłutni, tylko patrzę na nią. Potem albo zmienia się treść snu albo się budzę.

Możliwe że to jakieś zauroczenie tą osobą. Ale uczucie po takim spotkaniu raczej tego nie przypomina. Nie jest to tęsknota za tą osobą tylko zwykłe przygnębienie jak np. po wyjątkowo nieudanym dniu.
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Cz sie 28, 2008 5:19 pm

Trymon napisał(a):Możliwe że to jakieś zauroczenie tą osobą. Ale uczucie po takim spotkaniu raczej tego nie przypomina. Nie jest to tęsknota za tą osobą tylko zwykłe przygnębienie jak np. po wyjątkowo nieudanym dniu.

Trymon, przypomniales mi podobne "wizyty" w moich snach. Tylko ze u mnie to byl chlopak, na oko okolo 25-letni, blady jak sciana i z dlugimi czarnymi wlosami, ubrany tez zazwyczaj na czarno. Pamietam, ze tak samo pojawial sie w moich roznych snach i po prostu stal i patrzyl na mnie takim dziwnym pustym wzrokiem, zawsze przynosil swoim pojawieniem sie niepokoj, a czasem wrecz uczucie nadciagajacej katastrofy... dosc nieprzyjemne. Jednak bylo to dosc dawno, jak bylam w liceum i od tamtego czasu jakos przestal sie w moich snach pojawiac.

Strzygon, niezle doswiadczenie ;)

Z moich "najswiezszych" snow, w ktorych pojawiaja sie goscie ktorych silnie odbieram jako przybyszy z zewnatrz, najbardziej zapamietalam ten:

Przede wszystkim istotna jest atmosfera ogolna tego snu, ktora byla niesamowita, dziwaczna, osaczajaca... wlasciwie najlepsze okreslenie to chyba... gotycka! To tak slowem wprowadzenia.

Pierwsze co pamietam to rozmowa ze znajoma, z ktora od jakiegos czasu probujemy sie spotkac we snie. Jest pozny wieczor, a my stoimy na ganku mojego domu (rodzinnego, z dziecinstwa, ale we snie wyglada jak jakas ogromna posesja czy hotel) i ona opowiada mi o jakims spotkaniu na ktorym byla zeszlego dnia. Jakies czytanie poezji czy cos w tym stylu... i opowiada, ze jeden z czytanych fragmentow jakiegos angielskiego klasyka umiala na pamiec i zaczela go w pewnym momencie recytowac i wszyscy byli nia zachwyceni i oczarowani. Kolo nas biegaja dzieciaki w przebraniach, ktore szykuja sie do jakiegos przyjecia urodzinowego. Mam niejasne wrazenie ze ono ma byc u mnie, w ogromnym pokoju-salonie kreci sie nawet jakas starsza pani, pokojowka czy ktos taki ze sluzby, przygotowujac go na jakies przyjecie. W pewnym momencie jednak wszyscy wychodza, dzieciaki wybiegaja a moja znajoma powoli odchodzi. Patrze na pokojowke, ktora zostala sama w salonie i dostrzegam jej zupelnie pozbawiony emocji wyraz twarzy i nagle mysle "To ON! Jest tutaj!" Jakbym doskonale GO znala i wiedziala, ze swoim pojawieniem zawsze wprowadza wszystkich ludzi w swoim zasiegu w pewien dziwny stan zawieszenia. Nie mam pojecia kim ON jest, mam jednak wrazenie ze to nikt fizyczny, ze to bardziej cos/ktos, kogo da sie jedynie wyczuc, pewna energia. I wiem ze przyszedl do mnie. Krzycze do mojej znajomej, zeby zostala ze mna (w ogole wolalam ja jakims innym imieniem, chyba Ewa), zeby mnie nie zostawiala samej, ale ona odchodzi... nawet nie to ze odchodzi, odplywa jak zjawa, jakby sunela ledwo nad powierzchnia ziemi, a jej zwiewne ubrania unosza sie wokol niej jakby poruszane delikatnym wiatrem. Stoje na ganku i zastanawiam sie czy biec za nia, czy wrocic do domu, gdzie czeka na mnie jedynie "zamrozona" pokojowka. Decyduje sie wbiec do domu i gdzies schowac (co za glupota, przed NIM sie nie da ukryc). Wbiegam w jakis dziwny nieoswietlony korytarz, opieram sie o sciane i nagle ogarnia mnie jakis stan totalnej obojetnosci na wszystko, jakbym sie w sobie zapadala i byla zupelnie bezwladna... nawet panika, ktora czuje bo wiem ze to ON sie zbliza, traci na sile przez ten ogarniajacy mnie obezwladniajacy trans. Opieram sie o sciane, a na przeciw siebie widze przeciwlegla sciane, ktora znajduje sie za ogromna biala krata, ozdobiona rzezbionymi rozami - wszystko w bieli. Za krata znajduje sie male okienko, a biala firanka powiewa rownie dziwnie i "eterycznie" jak powiewaly ubrania mojej znajomej. Patrze sie w to okno jak zahipnotyzowana i czuje sie coraz slabsza i coraz bardziej uspiona i wiem ze ON mnie juz znalazl... Nagle do budynku wpada grupa moich znajomych, dzieki czemu otrzasam sie z tego dziwnego stanu, ale powodowana resztka paniki chce sie schowac i przed nimi, wchodze w jakies drzwi obok i laduje w lazience. Zamykam oczy i chce zeby sobie poszli, teraz chce byc sama, ale oni glosno rozbiegaja sie po korytarzach, zapalaja swiatla i w koncu kilka dziewczyn wchodzi do lazienki. Mowia wszystkie naraz, cos o jakichs sukienkach (okazuje sie tez nagle, ze jestem ubrana w jakas czarna krotka sukienke) i o jakiejs imprezie, lapia mnie za reke i ciagna za soba... i tyle pamietam, chyba mnie porwaly na te swoja impreze.

Ale najbardziej w pamieci mi utkwila ta atmosfera... wszystko jakby sie unosilo w nieistniejacym wietrze, cisza, mrok i ten ON... pojecia nie mam kim byl... :co:
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Powrót do CIEKAWE SNY

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.196s | 13 Queries | GZIP : Off