Uzdrawianie - duch/y burzy?


Najważniejsza powinność szamana; tutaj w znaczeniu nie tylko leczenia indywidualnego, ale także uzdrawiania relacji i miejsc.

Moderator: Kapelusznik

Avatar użytkownika

Żółwiciel
Żółwiciel

Posty: 22

Dołączył(a): N paź 02, 2011 12:56 pm

Post Śr lip 04, 2012 1:18 pm

Uzdrawianie - duch/y burzy?

Witajcie. Chciałbym opisać swoje doświadczenie medytacji/transu związane - moim zdaniem - z duchami burzy; Sytuacja była dość kompleksowa, czułem się tak jakby od długiego czasu gromadziły się we mnie różne stany emocjonalne, które wypierałem/tłumiłem,mogę powiedzieć że troszkę gubiłem się w życiu, w chaosie codziennych sytuacji, pozornych i niepozornych związków z ludźmi, relacji pomiędzy nimi a mną, czułem się straszliwie wyizolowany i w typowo niedojrzały sposób unikałem konfrontacji z pewnymi uczuciami i myślami, wolałem ich do siebie nie dopuszczać żeby zachować jakieś pozory stałości, trwało to długi czas i chociaż próbowałem się przełamywać nic mi z tego nie wychodziło, a sprawy nierozwiązane pozostawały sprawami nierozwiązanymi. Przepraszam, jeśli brzmi to wszystko chaotycznie, ale doświadczenie jest bardzo świeże, miało miejsce wczoraj. Zapaliliśmy z grupą przyjaciół marihuanę, od której swoją droga niejedną lekcję zdarzało mi się przyjąć, najpierw usiedliśmy w miejscu na uboczu, w gęstych krzakach i spokojnie rozmawialiśmy, śmialiśmy się, dla niektórych z nas, a z całą pewnością dla mnie było to bardzo miłe spotkanie po długim czasie, coś jak odnowienie starych, przyjacielskich więzi, naprawdę coś dobrego, jak topniejące lody, które gromadziły się bardzo długo. Burze zaczęliśmy słyszeć z daleka, najpierw głębokie, grzmoty i pomruki, coś ekscytującego, od razu pomyślałem/pomyśleliśmy o narodzinach burzy, nie wiem od kogo wyszła myśl w każdym razie chyba ja powiedziałem to na głos. Od razu zrobiło się inaczej. Poczułem się tak, jakby zasnął i w tym śnie - będąc równocześnie jakąś fizyczną cząstką siebie świadom oględnie tego, gdzie jestem, i kim jestem - jakby podróżował "jako" kolorowy dym, albo wiatr, i równocześnie byłem w stanie wyczuwać rodzące się grzmoty, docierała do mnie jakby przez rezonującą przestrzeń ich energia, to było coś! Nie jestem do końca pewien o czym była mowa, w każdym razie rozmowa toczyła się wokół różnych, z pozoru nieistotnych spraw, teraz przypominam sobie że chwilę wcześniej znalazłem martwą jaszczurkę ale niestety w okolicy nie było żadnego mrowiska, a szkoda, chciałem zachować jej kości, kto wie do czego by się mogły przydać ;) W każdym razie wkrótce zaczęło padać, na szczęście jeden ze znajomych był ogarnięty i zaprowadził nas kawałek dalej, pod wiadukt kolejowy, gdzie rozsiedliśmy się na betonowych belkach - byłem nierozgarnięty, moje myśli to błądziły to gwałtownie podskakiwały kiedy zbliżające się burza dawała o sobie znać, część z nas poszła się kąpać do rzeki, ja z kumplem pozostaliśmy na brzegu. Cały czas miałem niejasne wrażenie poruszania się w czymś w rodzaju obłoku, czy też chmury, w którym/której będąc wychwytują słowa i myśli innych ludzi, mało tego, odpowiadam im ale coś mnie blokuje, czujże nie mogę z nimi porozmawiać bo mnie osądzą, skażą, wyizolują czy coś takiego, w każdym razie stan wówczas dobrze mi znany i równocześnie to gromadzące się napięcie, dzień wcześniej w transie również pod wpływem marihuany rysowałem na kamieniach runy, pozwalając sobie na dobór tych, które w danym kontekście wydawały mi się odpowiednie, ale to już inna sytuacja; w każdym razie wyrysowałem Hagalaz, a to przecież burza/grad, śmierć czegoś starego, przełamania, i czułem się właśnie tak jakby energia tej runy powróciła do mnie właśnie w taki sposób, poprzez burzę, która była już nad nami, zaczęło padać i błyskać się, wcześniej myślałem: a nuż mnie piorun trafi :D w końcu to byłby jakiś widomy znak tego, że może faktycznie powinienem iść tą ścieżką, ale wobec tego co się działo czułem się tak mały i nic nie znaczący, że wszystkie durne myśli wyleciały mi z głowy, chociaż wciąż mocno "zawieszałem" myśli na tej burzy, i faktycznie w pewnym momencie poczułem się tak, jakbym "zestroił" się z błyskawicą, czy też zareagowałem w tym samym momencie co ona, , zobaczyłem błysk i coś w rodzaju niebieskiego łuku elektrycznego pomiędzy moim lewym okiem a wyładowaniem, które trafiło w ziemię kilkanaście kilometrów dalej, i poczułem się momentalnie przywrócony do pionu, a równocześnie naelektryzowany, od mojego brzucha w górę ciała w ułamku sekundy zaczęła podążać energia, nie, nie podążać, rwać, jakby coś zmuszało mnie do biegu, albo do tańca, nie wiem, w każdym razie bałem się jak cholera i zacząłem się wycofywać, ale równocześnie czułem że "to" - punkt scalający, myśl, nie wiem, ciągnie mnie dalej i napiera, aż do bólu który odczuwałem jako mocny napór na brzuch, bardzo intensywny, gniotący, jakby przymus, równocześnie moi znajomi zachęcali mnie głośnym krzykiem żeby skakał do wody, ale mnie jakby coś trzymało, nie wiem czy mój strach czy uziemienia, w każdy razie czułem się jakbym stał na progu, uczucie które jest mi dobrze skądinąd znane, za którym kończy się stare ja a zaczyna coś, co mnie kompletnie przerasta, i to budziło już nie strach lecz grozę, miałem poczucie że nic nie znaczę wobec natury a na domiar wszystkiego zaczęło walić gradem ( Hagalaz - rgradobicie), na szczęście przyjaciele byli przy mnie i jakoś daliśmy stamtąd nogę pod oddalony o 200 metrów most drogowy, gdzie pochowali się wszyscy plażowicze - jak mówiłem wcześniej, byliśmy nad rzeką - i wszyscy staliśmy pod tym mostem, to było coś kompletnie i totalnie apokaliptycznego, teraz mi się to kojarzy z teledyskiem do "Goodbye Blue Sky" Pink Floyd, a te uczucia, jakbyśmy wszyscy je dzielili, ale tylko mną to tak strasznie trzęsło i czułem się przez to jakby uwaga wszystkich skupiała się na mnie, nie wspominałem o tym wcześniej ale cały czas czułem ozon, jego smak i zapach, i przestałem się już od tego odróżniać, a równocześnie miałem to ciało które kompletnie nie wiedziało co ze sobą począć, nie wiem czy coś mówiłem w każdym razie bariera wstydu była dla mnie nie do przekroczenia, a równocześnie czułem, że coś - co wizualizowałem sobie już jako runę Hagal - każe mi to przełamać, złamać się, dosłownie,jakby mnie popychało za ten próg śmierci czy zniszczenia, nie wiem, ale wkrótce przestało padać, byliśmy przemoczeni do suchej nitki i ruszyliśmy przed siebie, znajomi do siebie a ja po papierosy. Wciąż byłem roztrzęsiony i nie wiedziałem co się dzieje, zaznaczam że palę od palu lat i sam się sobie dziwię na to co od jakiegoś czasu robi ze mną gandzia, a tu wokół ludzie, cywilizacja sklepy, ja na skraju paniki, nie wiem, dziwnie wyglądam albo coś mi umyka z mojego zachowania, sygnałów które wysyłam w ter, albo nie jestem ich świadom, kupuję te fajki i idę dalej, w stronę kortów tenisowych, myślałem że kogoś tam spotkam i w sumie sam już nie wiem czy tak faktycznie było, w każdym razie znowu zaczęło grzmieć i wkrótce runęła z chmur nowa fala ulewy, więc z powrotem zasuwam pod ten most, gdzie wciąż chowają się ludzie, siadam sobie na uboczu, czułem równocześnie że <muszę> tu być i jakoś przełamać ten lęk przed ludźmi, bo autentycznie czułem się jakby pomiędzy nami był jakiś mur który sam zbudowałem, i wiedziałem że to ejst niszczące dla mnie i dla ich, bo się krzywdzą kiedy nadziewają się na te moje linie obrony, wciąż trzaskało i już naprawdę musiałem się opanować, bo moim ciałem zaczęło rzucać i trzepać w zupełnie niekontrolowany sposób, czułem to jak szarpania okolic brzucha, było to brutalne i nie zważało na nic, kompletnie, i jednocześnie miałem wrażenie jakby przepływała przeze mnie rzeka wspomnień, uczuć, odczuć, i że ciało musi je własnie jakoś przetworzyć żebym ja mógł to zrozumieć, cały czas był przy mnie - zaznaczam, że niefizycznie -stary przyjaciel, z którym wcześniej paliłem, i jakby mnie wspierał, jakoś ochraniał, naprawdę czułem że jestem na krawędzi śmierci kiedy mną rzucało, zupełnie jakby coś, ktoś mnie egzorcyzmowało, obok mnie z chlupotem przelewały się strumienie brudnej wody, spływającej skądś z góry, i to miało na mnie również hipnotyzujący wpływ, wizualizowałem, czy raczej, próbowałem myśleć, że to jest własnie coś takiego, jak prąd który przepływa bardzo gwałtownie przez całe ciało, i te wszystkie emocje we mnie walczą i siebie ale to jest na szczęście silniejsze, miałem swoje fascynacje czarną magią, i czułem że to jest potężna nauczka od życia żeby nie iść w tamta stronę bo to faktycznie niszczy, zupełnie jakbym wpuścił do ciała coś, co nie chce mi pomagać tylko mnie zżera, i ten prąd to po prostu ze mnie wyrywał, jak woda korzenie drzew, kompletna destrukcja wymęczyło mnie to potwornie, a potulny byłem po tym wszystkim jak baranek z mocny nastawieniem na to, żeby jednak być kimś fajnym. Co o tym wszystkim myślicie? Byłbym naprawdę wdzięczny, gdyby ktoś się wypowiedział, bo do teraz nie wiem, co i jak, a ciągle trochę czuję się tak jakby w żyłach miał krew z prądem :D

Pozdrawiam

Wiktor
Avatar użytkownika

Kot z Cheshire
Kot z Cheshire

Posty: 100

Dołączył(a): N lis 21, 2010 11:01 am

Lokalizacja: Górnośląski Okręg Przemysłowy

Post Pt lip 06, 2012 1:21 am

Re: Uzdrawianie - duch/y burzy?

nie czytam monolitów tekstowych. "Książek też nie czytasz?(noezb)"
Avatar użytkownika

Żółwiciel
Żółwiciel

Posty: 22

Dołączył(a): N paź 02, 2011 12:56 pm

Post Pt lip 06, 2012 11:09 am

Re: Uzdrawianie - duch/y burzy?

Przykro mi, jeśli forma jest nieprzystępna, starałem się być zrozumiały, ale doświadczenie było na tyle obszerne a ja tak nieprzywykły do opisywania tego typu rzeczy, że mógł z tego wyjść, jak to określiłeś, monolit. W każdym razie dzięki za wskazówkę odnośnie redagowania postów, na przyszłość będę o tym pamiętał.

Pozdrawiam

Wiktor

Żółwiciel
Żółwiciel

Posty: 19

Dołączył(a): Wt maja 01, 2012 12:57 am

Post So lut 16, 2013 6:28 am

Re: Uzdrawianie - duch/y burzy?

A mi się podoba. Ciekawie piszesz, co moge powiedzieć ja też miałem niektóre przeżycia podobnie np. że czułem obecność kumpla, częste zbiegi okolicznośći u ciebie runa burza, u mnie ten sam dzień i data w bibli na przypadkowej stronie się pokryła, doprowadziło mnie to do obłędu, nie wolno latać za daleko bo można stracić grunt pod nogami
to nie matrix, jeśli wiesz o czym mówie.
Nie oceniaj szybko bo się poplączesz, ja potrzebowałem 2ch lat żeby wiedzieć gdzie ja wogóle jestem. Jednak to zagadka którą sam musisz rozwiązać.
,,ja mam tu" -SS
Avatar użytkownika

Kot z Cheshire
Kot z Cheshire

Posty: 100

Dołączył(a): N lis 21, 2010 11:01 am

Lokalizacja: Górnośląski Okręg Przemysłowy

Post Wt lut 19, 2013 2:26 pm

Re: Uzdrawianie - duch/y burzy?

Witajcie.

Chciałbym opisać swoje doświadczenie medytacji/transu związane - moim zdaniem - z duchami burzy;
Sytuacja była dość kompleksowa, czułem się tak jakby od długiego czasu gromadziły się we mnie różne stany emocjonalne, które wypierałem/tłumiłem,mogę powiedzieć że troszkę gubiłem się w życiu, w chaosie codziennych sytuacji, pozornych i niepozornych związków z ludźmi, relacji pomiędzy nimi a mną, czułem się straszliwie wyizolowany i w typowo niedojrzały sposób unikałem konfrontacji z pewnymi uczuciami i myślami, wolałem ich do siebie nie dopuszczać żeby zachować jakieś pozory stałości, trwało to długi czas i chociaż próbowałem się przełamywać nic mi z tego nie wychodziło, a sprawy nierozwiązane pozostawały sprawami nierozwiązanymi.


Przepraszam, jeśli brzmi to wszystko chaotycznie, ale doświadczenie jest bardzo świeże, miało miejsce wczoraj. Zapaliliśmy z grupą przyjaciół marihuanę, od której swoją droga niejedną lekcję zdarzało mi się przyjąć, najpierw usiedliśmy w miejscu na uboczu, w gęstych krzakach i spokojnie rozmawialiśmy, śmialiśmy się, dla niektórych z nas, a z całą pewnością dla mnie było to bardzo miłe spotkanie po długim czasie, coś jak odnowienie starych, przyjacielskich więzi, naprawdę coś dobrego, jak topniejące lody, które gromadziły się bardzo długo.

Burzę zaczęliśmy słyszeć z daleka, najpierw głębokie, grzmoty i pomruki, coś ekscytującego, od razu pomyślałem/pomyśleliśmy o narodzinach burzy, nie wiem od kogo wyszła myśl w każdym razie chyba ja powiedziałem to na głos. Od razu zrobiło się inaczej. Poczułem się tak, jakby zasnął i w tym śnie - będąc równocześnie jakąś fizyczną cząstką siebie świadom oględnie tego, gdzie jestem, i kim jestem - jakby podróżował "jako" kolorowy dym, albo wiatr, i równocześnie byłem w stanie wyczuwać rodzące się grzmoty, docierała do mnie jakby przez rezonującą przestrzeń ich energia, to było coś!

Nie jestem do końca pewien o czym była mowa, w każdym razie rozmowa toczyła się wokół różnych, z pozoru nieistotnych spraw, teraz przypominam sobie że chwilę wcześniej znalazłem martwą jaszczurkę ale niestety w okolicy nie było żadnego mrowiska, a szkoda, chciałem zachować jej kości, kto wie do czego by się mogły przydać

W każdym razie wkrótce zaczęło padać, na szczęście jeden ze znajomych był ogarnięty i zaprowadził nas kawałek dalej, pod wiadukt kolejowy, gdzie rozsiedliśmy się na betonowych belkach - byłem nierozgarnięty, moje myśli to błądziły to gwałtownie podskakiwały kiedy zbliżające się burza dawała o sobie znać, część z nas poszła się kąpać do rzeki, ja z kumplem pozostaliśmy na brzegu.

Cały czas miałem niejasne wrażenie poruszania się w czymś w rodzaju obłoku, czy też chmury, w którym/której będąc wychwytują słowa i myśli innych ludzi, mało tego, odpowiadam im ale coś mnie blokuje, czujże nie mogę z nimi porozmawiać bo mnie osądzą, skażą, wyizolują czy coś takiego,
w każdym razie stan wówczas dobrze mi znany i równocześnie to gromadzące się napięcie, dzień wcześniej w transie również pod wpływem marihuany rysowałem na kamieniach runy, pozwalając sobie na dobór tych, które w danym kontekście wydawały mi się odpowiednie, ale to już inna sytuacja;

w każdym razie wyrysowałem Hagalaz, a to przecież burza/grad, śmierć czegoś starego, przełamania, i czułem się właśnie tak jakby energia tej runy powróciła do mnie właśnie w taki sposób, poprzez burzę, która była już nad nami, zaczęło padać i błyskać się, wcześniej myślałem: a nuż mnie piorun trafi

w końcu to byłby jakiś widomy znak tego, że może faktycznie powinienem iść tą ścieżką, ale wobec tego co się działo czułem się tak mały i nic nie znaczący, że wszystkie durne myśli wyleciały mi z głowy, chociaż wciąż mocno "zawieszałem" myśli na tej burzy, i faktycznie w pewnym momencie poczułem się tak, jakbym "zestroił" się z błyskawicą, czy też zareagowałem w tym samym momencie co ona, ,

zobaczyłem błysk i coś w rodzaju niebieskiego łuku elektrycznego pomiędzy moim lewym okiem a wyładowaniem, które trafiło w ziemię kilkanaście kilometrów dalej, i poczułem się momentalnie przywrócony do pionu, a równocześnie naelektryzowany,

od mojego brzucha w górę ciała w ułamku sekundy zaczęła podążać energia, nie, nie podążać, rwać, jakby coś zmuszało mnie do biegu, albo do tańca, nie wiem, w każdym razie bałem się jak cholera i zacząłem się wycofywać, ale równocześnie czułem że "to" - punkt scalający, myśl, nie wiem, ciągnie mnie dalej i napiera, aż do bólu który odczuwałem jako mocny napór na brzuch, bardzo intensywny, gniotący, jakby przymus, równocześnie moi znajomi zachęcali mnie głośnym krzykiem żeby skakał do wody, ale mnie jakby coś trzymało, nie wiem czy mój strach czy uziemienia, w każdy razie czułem się jakbym stał na progu, uczucie które jest mi dobrze skądinąd znane, za którym kończy się stare ja a zaczyna coś, co mnie kompletnie przerasta, i to budziło już nie strach lecz grozę, miałem poczucie że nic nie znaczę wobec natury a na domiar wszystkiego zaczęło walić gradem ( Hagalaz - rgradobicie),




na szczęście przyjaciele byli przy mnie i jakoś daliśmy stamtąd nogę pod oddalony o 200 metrów most drogowy, gdzie pochowali się wszyscy plażowicze - jak mówiłem wcześniej, byliśmy nad rzeką - i wszyscy staliśmy pod tym mostem, to było coś kompletnie i totalnie apokaliptycznego, teraz mi się to kojarzy z teledyskiem do "Goodbye Blue Sky" Pink Floyd, a te uczucia, jakbyśmy wszyscy je dzielili, ale tylko mną to tak strasznie trzęsło i czułem się przez to jakby uwaga wszystkich skupiała się na mnie, nie wspominałem o tym wcześniej ale cały czas czułem ozon, jego smak i zapach, i przestałem się już od tego odróżniać, a równocześnie miałem to ciało które kompletnie nie wiedziało co ze sobą począć, nie wiem czy coś mówiłem w każdym razie bariera wstydu była dla mnie nie do przekroczenia, a równocześnie czułem, że coś - co wizualizowałem sobie już jako runę Hagal - każe mi to przełamać, złamać się, dosłownie,jakby mnie popychało za ten próg śmierci czy zniszczenia, nie wiem, ale wkrótce przestało padać, byliśmy przemoczeni do suchej nitki i ruszyliśmy przed siebie, znajomi do siebie a ja po papierosy.


Wciąż byłem roztrzęsiony i nie wiedziałem co się dzieje, zaznaczam że palę od palu lat i sam się sobie dziwię na to co od jakiegoś czasu robi ze mną gandzia, a tu wokół ludzie, cywilizacja sklepy, ja na skraju paniki, nie wiem, dziwnie wyglądam albo coś mi umyka z mojego zachowania, sygnałów które wysyłam w ter, albo nie jestem ich świadom, kupuję te fajki i idę dalej, w stronę kortów tenisowych, myślałem że kogoś tam spotkam i w sumie sam już nie wiem czy tak faktycznie było, w każdym razie znowu zaczęło grzmieć i wkrótce runęła z chmur nowa fala ulewy, więc z powrotem zasuwam pod ten most, gdzie wciąż chowają się ludzie, siadam sobie na uboczu, czułem równocześnie że <muszę> tu być i jakoś przełamać ten lęk przed ludźmi, bo autentycznie czułem się jakby pomiędzy nami był jakiś mur który sam zbudowałem, i

wiedziałem że to ejst niszczące dla mnie i dla ich, bo się krzywdzą kiedy nadziewają się na te moje linie obrony, wciąż trzaskało i już naprawdę musiałem się opanować, bo moim ciałem zaczęło rzucać i trzepać w zupełnie niekontrolowany sposób, czułem to jak szarpania okolic brzucha, było to brutalne i nie zważało na nic, kompletnie, i jednocześnie miałem wrażenie jakby przepływała przeze mnie rzeka wspomnień, uczuć, odczuć, i że ciało musi je własnie jakoś przetworzyć żebym ja mógł to zrozumieć, cały czas był przy mnie - zaznaczam, że niefizycznie -stary przyjaciel, z którym wcześniej paliłem, i jakby mnie wspierał, jakoś ochraniał, naprawdę czułem że jestem na krawędzi śmierci kiedy mną rzucało, zupełnie jakby coś, ktoś mnie egzorcyzmowało, obok mnie z chlupotem przelewały się strumienie brudnej wody, spływającej skądś z góry, i to miało na mnie również hipnotyzujący wpływ,

wizualizowałem, czy raczej, próbowałem myśleć, że to jest własnie coś takiego, jak prąd który przepływa bardzo gwałtownie przez całe ciało, i te wszystkie emocje we mnie walczą i siebie ale to jest na szczęście silniejsze, miałem swoje fascynacje czarną magią, i

czułem że to jest potężna nauczka od życia żeby nie iść w tamta stronę bo to faktycznie niszczy, zupełnie jakbym wpuścił do ciała coś, co nie chce mi pomagać tylko mnie zżera, i ten prąd to po prostu ze mnie wyrywał, jak woda korzenie drzew, kompletna destrukcja wymęczyło mnie to potwornie, a potulny byłem po tym wszystkim jak baranek z mocny nastawieniem na to, żeby jednak być kimś fajnym.


Co o tym wszystkim myślicie? Byłbym naprawdę wdzięczny, gdyby ktoś się wypowiedział, bo do teraz nie wiem, co i jak, a ciągle trochę czuję się tak jakby w żyłach miał krew z prądem

Pozdrawiam

Wiktor
-------------------------------------------------------------------

40 sekund, powstawiałem entery. Nie wiem, po kilku miesiącach ten temat znowu mnie przyciągnął.

moje uwagi:
- palenie trawy nie wpływa dobrze na układ nerwowy, coraz gorsza koncentracja, słabość ciała energetycznego,
coraz gorszy splot słoneczny i wewnętrzne zagubienie, teorie spiskowe + przekonanie o wewnętrznych super uduchowieniu.

- Energia grzmotu od zawsze była kojarzona ze zmianą, radykalną zmianą (bogata symbolika w buddyźmie tybetańskim,
dordże, bogowie kojarzeni z błyskawicami tacy jak Iskra Rozumu (Jeszie Łalmo) czy, Troło - Niebotyczny Wódz)

- z opisu widać że puściły Ci jakieś bloki emocjonalne. bardzo ładnie.

Alicja
Alicja

Posty: 4

Dołączył(a): Pt maja 24, 2013 10:36 am

Post Pt cze 14, 2013 2:33 pm

Re: Uzdrawianie - duch/y burzy?

Takiej sytuacji nie miałam nigdy tyle ze czułam czyjaś obecność dziwne odgłosy w domu.

Powrót do UZDRAWIANIE

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości





Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.206s | 15 Queries | GZIP : Off