No właśnie. Pracowałem trochę jako grafik a później spotykałem się z pewną malarką, która wytłumaczyła mi kilka dziwnych zjawisk. Okazuje się, że kolory to bardzo indywidualna sprawa.Nie mówię o pierdołach typu "ecru" (jak mnie żona wysyła po coś w kolorze ecru to szlag mnie jasny trafia bo nie wiem co to za kolor

), czy "bordo" ale o całkiem podstawowych terminach. Np czerwień, niektórzy w ogóle tego nie znają, dla wielu kolor zaledwie ciemniejszy niż pomarańczowy jest już bordo albo brązem.
pamiętam też pewnego fotografa, z którym pracowałem i gość wysyłał swoje prace do wywołania do laboratorium oddalonego o 500 km (bo ponoć było najlepsze) i czasami odbierał przesyłkę ze zdjęciami i wyrzucał połowę. Na początku patrzyłem na te zdjęcia i myślałem "jak to zalane magentą, gdzie, w którym miejscu cholera", z czasem zacząłem zauważać o co mu chodzi. teraz często mnie drażni, że ja oglądam kolor A i kolor B a między nimi potrafię wskazać ze dwadzieścia pośrednich... a i tak spotykam ludzi, którzy nie odróżniają koloru A od koloru B

Aczkolwiek wydaje mi się, że kolor jednak jest rzeczą obiektywną, kwestia tylko przyzwyczajenia wzroku. też mi się wydaje, że tak na prawdę, szczerze to każdy jest w stanie dostrzec różnice tylko nie każdy jest tego świadom, to tak jak z dźwiękiem.
Jakiś dźwięk muzyczny ma XXY herców, dźwięk o pół tonu wyższy ma (XXY + "pierwiastek dwunastego stopnia z dwóch") herców. Różnica jest bardzo niewielka. część ludzi może wziąć do ręki instrument, sprawdzić tę różnicę i nie potrafi jej opisać ale... jak w całej kompozycji muzyk pomyli się o pół tonu, o tak niewielki ułamek... myślę, że większość ludzi wyczuje fałsz.
Ale to już chyba gruby offtop. Sorry
