Osobiście nie widzę niczego zdrożnego w płaceniu pieniędzmi, jeśli jest to opłata powiedzmy za nocleg, wyżywienie, lub za usługi szamańskie. W końcu płacimy lekarzom za poradę, piekarzowi za chleb, listonoszowi za list. Czemu szaman miałby nie otrzymać zapłaty za swoją pracę? jest to całkowicie naturalne. Zresztą nie zawsze płaci się pieniędzmi. Można spłacać dług przekazując naukę dalej, lub pomagając komuś innemu. No właśnie - dług. Jestem zwolennikiem równowagi. Biorąc lekcję u nauczyciela zaciągam względem niego dług, chyba że ta lekcją jest spłaceniem długu względem mnie. Nie można tylko brać nie dając nic w zamian, bo nie ma naturalnego przepływu energii.
Tym niemniej nie pochwalam powszechnych praktyk newagowskich w postaci warsztatów różnej maści. Wystarczy wejść np na popularną stronę o charakterze ezoterycznej (np taraka) i zaprenumerować newsletter, by otrzymywać propozycje takich warsztatów, gdzie w weekend poznamy tajniki tantry, w tydzień zagłębimy się w techniki szamańskie, itd. A że ceny są jakie są, więc domyślać się można, że korzystają z tego ludzie którzy nie wiedzą na co sensownie wydać pieniądze, lub newagowi łowcy wrażeń.
cartoon napisał(a):Ale przyznam szczerze, że obrzydza mnie, jeśli miałbym za to zapłacić. I nie chodzi tu o ubytek moich funduszy, ale o sam fakt płacenia pieniędzmi za naukę...
Ciekawe, że nie mamy oporu gdy chodzi o zakup książki. Przecież w ten sposób płacimy za wiedzę (często pseudowiedzę:P).
Ale swoją drogą to ciekawy temat. Nigdy nie brałem pieniędzy za naukę ezoteryczną i też zawsze miałem opory by za nią płacić. Z drugiej strony płaciłem za szkołę, do której chodziłem. Więc na czym polega w ogóle różnica między wiedzą ezoteryczną a nieezoteryczną? Czemu za tę pierwszą nigdy nie brałem pieniędzy, a za tę drugą tak (np w postaci korepetycji)?
Jakoś zawsze było dla mnie naturalne, że za przekazywanie wiedzy (a właściwie informacji) nie brałem pieniędzy, a za usługi szamańskie tak. Zresztą robię to do dziś. Wolę, by moją pracą był szamanizm, niż inna praca zarobkowa, bo dzięki temu spełniam się w tym co robię i skupiam się na tym, co pozwala mi kierować energię w naukę i poprawianie swoich umiejętności, a nie np w produkcję wieszaków.
Zresztą to samo robię na tym forum - dzielę się swoją wiedzą nie pobierając za nią opłat, choć mam świadomość, że mógłbym np zorganizować kolejne warsztaty (które zresztą prowadziłem - nieodpłatnie

), albo napisać książkę, etc. Znam sporo osób, które razem ze mną mogłyby zorganizować taką "firmę", gdzie zdzieralibyśmy kasę z ludzi. I to za prawdziwą wiedzę, a nie, jak napisać skrypt runiczny czerwonym mazakiem na karce papieru. Wybaczcie, ale faktycznie poznałem kiedyś osobę, która zapłaciła kiedyś kilkaset złotych na warsztatach pani Kulejewskiej by dowiedzieć się jak napisać taki skrypt - gdyby zapłaciła 20 zeta za książkę, dowiedziałaby się o wiele więcej

Zresztą na sieci jest niemało osób, które dzielą się swoją wiedzą na różnych forach. Bynajmniej nie mam na myśli przemądrzałych nastolatków, ale faktycznie osoby, które wiedzą o czym mówią. Takie osoby często można poznać po tym, że przyznają się, jeśli czegoś nie wiedzą.
cartoon napisał(a):Zastanawiałem się czy nie zapisać się do jakiś grup, czasami są wyjazdy w teren itd.
Zdecydowanie najlepsza metoda nauki. Jeśli nie znasz takiej grupy, nie znaczy to, że jej nie poznasz. Są organizacje, które nie powstały dla zysku czy egotripów ich przywódców. Wierzę w to;). Byłbym jednak ostrożny szukając takich grup, bo można stracić nie tylko czas. Postawiłbym na przeznaczenie. Z tego co wiem, zwykle prawdziwe grupy ezoteryczne nie ogłaszają się w sieci, w myśl zasady: "kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel". Jeśli masz rozum, rozpoznasz swojego nauczyciela.

cartoon napisał(a):W jaki sposób zdobywaliście wiedzę?
No cóż, kiedy ja zaczynałem, nie było sieci, książek jak na lekarstwo. Musiałem wyszukiwać okruchy informacji i sprawdzać je w praktyce. Nie miałem też mistrza ani nauczyciela, więc czasem dziwię się ludziom, którzy mają nauczyciela a marnują taki dar. To prawda, że mistrz jest jak latarnia, która zaoszczędza wiele potknięć. Dlatego też w szamanizmie (i nie tylko) wiedzę przekazuje się w linii mistrz-uczeń. Przez piętnaście lat poznawałem tajniki szamanizmu, a to zaledwie początek. Wiele lat nauki jeszcze przede mną. Dlatego też śmieszą mnie czasem ludzie, którzy twierdzą, że są szamanami, bo mieli jakieś doświadczenia, albo coś tam przeczytali z obowiązkowej lektury współczesnego maga sieciowego. Kto myśli, że szamanizm jest prostą nauką, że wystarczy poznać kilka technik i już się jest szamanem, ten się obudzi z ręką w nocniku, albo napisze książkę i będzie prowadził warsztaty szamańskie za 800 zł, jeśli ma smykałkę do interesów.
Praktyka. Bez praktyki nie ma nauki. W przypadku szamanizmu - kontakt z naturą i duchami natury (zresztą z duchami miejskimi też).
Swoim uczniom zawsze starałem się przekazywać tylko tę wiedzę, która jest im potrzebna. Bycie nauczycielem to wielka odpowiedzialność. Nie będę ukrywał, że jestem odpowiedzialny za błędy swoich uczni. Dlatego nie przekazuję wiedzy tym, których nigdy nie widziałem. Mimo wszystko sieć nie zastąpi bezpośredniego kontaktu. Sieć jest dobra do przekazywania informacji.
cartoon napisał(a):Uczę się od niedawna, jakieś 7 miesięcy.
Rzeczywiście 7 miesięcy to malutko, choć wystarczająco, by wywrócić świat do góry nogami. Mówię z doświadczenia. Dużo zależy od ucznia
