Sny wojenne


Zgłębiamy ulotny język snów. Dział, w którym można opisać swój sen i porozmawiać o jego symbolice.

Moderator: Kapelusznik

Post So sty 03, 2009 12:43 am

Sny wojenne

Szukałam i nie znalazłam tu nic na ten temat, ale jeśli coś przeoczyłam, to przepraszam. Nie chodzi o moje własne sny, więc nie opiszę dokładnie. Mój facet ostatnio prosił mnie o interpretację swoich powtarzających się od paru dni snów (czego ja uczynić naturalnie nie potrafię), których jedynym stałym elementem jest wojna. Pytany o szczegóły zawsze jednak twierdzi, że nie pamięta nic dokładnie. W każdym razie zawsze jest "w centrum" tej wojny i albo dowodzi jakąś grupą operacyjną i zabija rutynowo jakichś gości (mając do wykonania jakieś konkretne zadanie), albo tylko wokół niego toczy się ta wojna, a on ją tylko obserwuje i uczestniczy w niej biernie, wówczas na przykład widzi jakichś ludzi o sylwetkach "jak z Oświęcimia" wołające go o pomoc (co jest przez niego odbierane jako przykre, bo chce im pomóc, ale nic nie może zrobić), albo jest jakieś bombardowanie; jeden taki sen o bombardowaniu opowiedział mi trochę dokładniej, bo zapamiętał go lepiej, być może dlatego, że w tym śnie byłam ja. Wokół trwało bombardowanie i on wiedział, że zaraz bomba spadnie na nasz (bo najwyraźniej mieliśmy wspólny) dom, wybiegliśmy, ale ja nagle powiedziałam, że muszę po coś wrócić (nie pamięta, po co) i wróciłam, a wtedy spadła bomba i ja zginęłam. Wtedy on pobiegł tam, wyniósł mnie i nie wiedział, czy naprawdę zginęłam, czy nie, po czym się obudził. Nieco wcześniej przed tym miał podobny sen (chyba nawet na początku tej "serii" o wojnie), tyle, że nie było bombardowania, tylko jakaś bitwa, a na moim miejscu była pewna fretka (o której gdzieś tam wspomniałam już :)), próbował ją ochronić, choć to ona miała chronić jego, nie udało mu się jej uratować i fretka spłonęła, ale potem zobaczył, że jeszcze żyje i zabrał ją ze sobą. Podobno niedawno wybuchła gdzieś jakaś nowa wojna (ja tam nie wiem, bo się nie orientuję, co się na świecie dzieje, bardziej mnie interesuje to, co na miejscu :)) i on zaczął sobie wkręcać, że ma jakieś prorocze sny i to o tą wojnę chodzi, ale ja myślę, że chodzi bardziej o jakąś walkę wewnętrzną :) Jest to jednak stwierdzenie dość ogólnikowe i zdecydowanie mi nie wystarcza, liczę więc na to, że ktoś mi powie coś więcej na temat symboliki wojny we snie.
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: pomorze

Post So sty 03, 2009 2:54 am

Wojna jest obrazem konfliktu. Widać, że facet, albo raczej jego podświadomość pracuje nad rozwiązaniem tego konfliktu, bo bierze w tym czynny udział. Próbuje też zniszczyć coś, co go ogranicza, stąd bombardowanie.
..............................Obrazek..............................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze

Post So sty 03, 2009 10:56 am

Te uwazam, ze chodzi o konflikt(y) wewnetrzny(e) a nie o proroctwa (nawiasem mowiac przynajmniej od poczatku drugiej wojny swiatowej podobno na Ziemi nie bylo dnia, zeby gdzies nie bylo wojny).
A skoro sny o wojnie, a nie np. o walce ulicznej to moze tez symbolizowac skale tego wewentrznego konfliktu.
Pytanie tylko na ile Twoj facet uswiadamia sobie ten konflikt - bo to chyba nie jest oczywiste.
Spytaj co go ostanio gryzie w zyciu, a jak nie bedzie wiedzial, to namow go, zeby poobserwowal swoje emocje. To moze byc jakostam zwiazane tez z Toba - ze np boi sie ze moze Cie stracic w wyniku tej walki.
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: pomorze

Post N sty 04, 2009 1:50 am

Chiropter napisał(a):To moze byc jakostam zwiazane tez z Toba - ze np boi sie ze moze Cie stracic w wyniku tej walki.

Albo na odwrót. ;)
..............................Obrazek..............................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze

Post Wt sty 06, 2009 1:57 am

Chiropter napisał(a):A skoro sny o wojnie, a nie np. o walce ulicznej to moze tez symbolizowac skale tego wewentrznego konfliktu.
Pytanie tylko na ile Twoj facet uswiadamia sobie ten konflikt - bo to chyba nie jest oczywiste.
Spytaj co go ostanio gryzie w zyciu, a jak nie bedzie wiedzial, to namow go, zeby poobserwowal swoje emocje.


Ha! W sumie się zgadza. Z tym konfliktem to jest w ogóle ciekawa sprawa. W zasadzie to on sobie go uświadamia i obaj jesteśmy tego swiadomi. Rzecz w tym, że czlek ma dwa główne żywioły, które wzajemnie egzystować nie mogą w podobnej ilości, mianowicie ogień i wodę i do każdego z tych dwóch ma przyporządkowaną osobowość. Z tym, że te dwie osobowości walczyły ze sobą już sporo czasu temu przez parę miesięcy, teraz od jakiegoś czasu zaczynają się synchronizować, co powoduje transformację osobowości polegającą na syntezie nowej z tych dwóch, więc nie wiem, czemu takie powtarzające się sny występują u niego własnie teraz. Może dopiero teraz to wszystko zaczyna się na dobre, wbrew temu, co obaj myśleliśmy? Kiedy ogień i woda zbliżają się do siebie, powoduje to zawężanie istniejacej między nimi próżni, a to powoduje wyzwalanie dużej ilości energii. Może poprostu chodzi o to, że tej próżni jest coraz mniej i dlatego tarcie jest coraz większe, stąd w podświadomosci ten konflikt jest coraz większy, nawet jeśli świadomie jest to odbierane inaczej? Sorry, że tak nie po europejsku mówię, nie wiem, czy mnie tu ktoś zrozumie :D

Chiropter napisał(a):To moze byc jakostam zwiazane tez z Toba - ze np boi sie ze moze Cie stracic w wyniku tej walki.

Że się boi mnie stracić, to wiem, bo czasem mi to mocno życie uprzykrza :D Tak teraz w świetle tego, co napisaliście, zastanowiłam się nad tym snem, w którym ja bylam. Może oznacza to, że jego podświadomość "stwierdza", że go ograniczam? Z kolei początek snu (kiedy wybiegamy razem z miejsca, w które ma spaść bomba, o czym on wie) może sugerować, że mimo to chce mnie zatrzymać. W tym momencie nasunął mi się kolejny wniosek - może to ma jakiś związek z walką o dominację? Wkońcu wybiegłam z nim na jego polecenie (i wtedy wszystko było w porządku - i byłoby, jeślibym go posłuchała i nie ruszyla się z miejsca). Kiedy zaś ja stwierdziłam, że muszę po coś wrócić i wróciłam (według własnej woli), mimo, że on mówił mi, żebym (według jego woli) została w miejscu, spadła na mnie bomba. Może to, że wrócił po mnie i wyniósł mnie nieprzytomną (bo tak wynikało to z jego relacji), oznacza, że podświadomie chce mnie zachować, ale w innej formie? Jako bezwładne, nieprzytomne ciało, nie posiadałam już zdolności działania, a więc byłam mimo woli bierna (i mogłam poddać się jego woli). Mogłam tylko być, ale nie mogłam działać. W tym śnie nie obudziłam się, może więc to sugerować, iż mój chłop, bardziej lub mniej świadomie, chce, żebym nie działała, tylko była? Niech mi ktoś powie, że może to oznaczać co innego, bo aż mnie ciary przeszły :D

Może te sylwetki wychudzonych ludzi wołających o pomoc to jakieś cechy, które on chce w sobie zachować, ale wie, że już został uruchomiony jakiś proces, którego nie może zatrzymać i te cechy nieuchronnie zostaną zniszczone mimo jego woli?

A, i co do fretki. Ten sen w ogóle mnie zastanawia. Ogólnie ta fretka to jest taki "dobry duch", jak to określiła moja matka :D Ona sobie nad nim czuwa, nie wiem, czy to w wyrazie chęci odwdzięczenia się za przedśmiertną przyslugę, czy z jakiegokolwiek innego powodu, w tym momencie to nieistotne. W każdym razie nie jest to żadne Zwierzę Mocy, tylko konkretna postać. Ta fretka daje mu spokój, którego, tak sobie czasem myślę, że on sam nigdy w życiu nie byłby w stanie z siebie wydobyć. Czasami ten spokój przychodzi tak nagle, że robi to wręcz piorunujące wrażenie :) On sam ma jednak do tego takie podejście, ze ja na jej miejscu dawno bym sobie dała z nim spokój. Traktuje ją bowiem w mózgu jak "swoje zwierzątko" i ogólnie chce ją do siebie uwiązać (chyba poprostu tak bardzo boi się stracić ten spokój). W tym śnie on chciał chronić tą fretkę (choć normalnie to ona go chroni) i mimo to ona spłonęła, ogólnie schemat był bardzo podobny jak ze mną. Może więc podświadomie nie toleruje tego spokoju? Może jest to dla niego zbyt duży kontrast, moze nie był na to przygotowany? Wkońcu to przyszło do niego dość nagle. Może temn kontrast między spokojen a niepokojem jest dla niego tak nieznosny, że podświadomie chce się tego spokoju pozbyć, choć jednocześnie boi się wracać do tego niepokoju, który był wcześniej? Nie mam pojęcia co może oznaczac to, że fretka także przeżyła, ale była bezwładna do konca tego snu. Jeszcze jedno do snu o fretce, o czym wcześniej zapomniałam - kiedy mi opowiadał ten sen, spytałam, czy ja też byłam w tym śnie, a on odpowiedział: "To bylo dziwne, ale miałem wrażenie, że fretka to ty".

To takie kilka moich luźnych refleksji, które mi się nasunęły po Waszej interpretacji. Proszę o wypowiedzenie się :)
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: pomorze

Post Śr sty 07, 2009 1:52 am

Mały offtop
kelata napisał(a):Rzecz w tym, że czlek ma dwa główne żywioły, które wzajemnie egzystować nie mogą w podobnej ilości,

Z tym się zgodzić nie mogę. Ta koegzystencja nazywa się równowagą. ;)
Ale bywa też, że powoduje to napięcie, jeśli traktuje się oba żywioły jako antagonizmy, a nie uzupełniające się elementy.
..............................Obrazek..............................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze

Post Śr sty 07, 2009 5:04 am

Dreamcatcher napisał(a):Mały offtop
kelata napisał(a):Rzecz w tym, że czlek ma dwa główne żywioły, które wzajemnie egzystować nie mogą w podobnej ilości,

Z tym się zgodzić nie mogę. Ta koegzystencja nazywa się równowagą. ;)

No ale przecież ja tego nie napisałam ogólnie, tylko o konkretnym człowieku. Oczywiscie, że kazdy ''ma'' w sobie wszystkie żywioły, które ze soba koegzystują w odpowiednich proporcjach, tak, by mogła być zachowana równowaga, a w jakich proporcjach, to juz dla kazdego cecha osobnicza. Z tym, że zazwyczaj jeden z nich dominuje ''ilościowo'' nad innymi, które sie do niego dostosowują. Czasem takie dominujące żywioły sa dwa i jeśli sa to takie żywioły, które ''w naturze'' sie nie ''zwalczają'' (jak np. Ziemia i Powietrze), to nie ma absolutnie żadnego ''problemu'', zresztą takie osoby łatwiej i szybciej dostosowują sie do warunków środowiska niż te, które ''mają'' jeden. Kiedy jednak obok Ognia jest Woda, która ''normalnie'' ogień niszczy (gasząc go) - jeśli jest jej odpowiednia do tego ilość, a tu jest jej niewiele mniej, to o wiele trudniej jest nad tym zapanować (zwłaszcza, jeśli taki ktoś ma tendencję do i użalania sie nad sobą :) Jeśli jej nie ma, napewno łatwo zauważy, jak wiele to daje możliwości). Organizm to oczywiście z czasem wyrówna, ale jest to na tyle trudne, ze jeśli taka osoba sama nad tym nie pracuje, może to zająć nawet 30-parę lat (a może i więcej, w sumie wiele takich osób nie znam :)). W każdym razie dopiero, kiedy w tej osobie Ogień i Woda dostosują się do siebie proporcjonalnie, a reszta żywiołów dostosuje sie do nich, możliwa jest równowaga. Poprostu nie kazdy sie z nią rodzi :P Niektorzy od urodzenia do niej dążą. I nie chodzi wcale o psychiczne podejscie tego. To tyle w największym możliwym skrócie gwoli sprostowania :P Sorry więc za ogolnikowość, bądź co bądź piszę na podstawie własnych doświadczeń. Zaraz i tak pewnie zostanę oskarżona o offtop, ale wkońcu odpowiadam na posta określonego przez samego Administratora jako offtop, liczę więc na wyrozumiałość ;)
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: pomorze

Post Śr sty 07, 2009 5:54 pm

kelata napisał(a):Sorry więc za ogolnikowość, bądź co bądź piszę na podstawie własnych doświadczeń. Zaraz i tak pewnie zostanę oskarżona o offtop, ale wkońcu odpowiadam na posta określonego przez samego Administratora jako offtop, liczę więc na wyrozumiałość Wink

Spoko, chyba mimo wszystko wciąż poruszamy się w obrębie tematu, jeśli mówimy o równowadze osoby, która wyśniła sen o wojnie. ;)
..............................Obrazek..............................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze
Avatar użytkownika

Alicja
Alicja

Posty: 10

Dołączył(a): N lip 11, 2010 1:04 am

Post So lip 24, 2010 4:26 pm

Re: Sny wojenne

Ja także miałam sen o wojnie. Opowiem go wam dokładnie. No więc przyśniła mi się 3 wojna światowa, którą rozpętała taka okropna szczerbata baba z zaćmą na oku. Żyłam sobie wraz z moją rodziną w jakiejś małej wiosce po środku lasu, mieliśmy tam jakieś szałasy ( coś w rodzaju indiańskiej wioski ) no i nagle nad tą wioską znalazło się pełno samolotów które zrzucały bomby na naszą wioskę, a ta baba była w naszej wiosce i stała na swoim wojskowym samochodzie i bezczelnie się z tego wszystkiego śmiała. Wtedy ja podeszłam do niej i sprzeciwiłam się temu wszystkiemu. Powiedziałam że jest chora i nienormalna. Wtedy ona spakowała mnie do swojego wozu i ze swoim oddziałem wywieźli mnie w las i zostawili na szosie, a ja z płaczem zaczęłam za nimi biec bo chciałam żeby mnie odwiozła do domu. Zaczął padać deszcz i szłam przez tą szosę z nadzieją że dojdę do mojej wioski. Nagle na drodze pojawił się jakiś pan, bodajże w różowej koszulce, ubrany bardzo nowocześnie jak na tamte czasy i to on odprowadził mnie do mojej wioski. Kiedy już tam byłam, przeskoczyłam tak jakby do innego snu, znalazłam się całkiem gdzie indziej niż byłam. Stałam na placu z takich cegieł z jakich są zbudowane piramidy, i ten plac rozciągał się w nieskończoność tak jak ocean, nie było widać nic poza tym placem. Na środku tego placu stała ogromna piramida tylko że spłaszczona u góry, taka jakby niedokończona, i na samej górze tej piramidy leżała trumna z Janem Pawłem II i leżała na nim taka księga, która pod wpływem wiatru się zamknęła. Dookoła tej piramidy stało pełno ludzi, tak jakby zebrali się z całego świata. nie było widać nic poza nimi i tą piramidą z papieżem. No to by było na tyle. :gwizdze:

Powrót do SYMBOLIKA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.060s | 15 Queries | GZIP : Off

Wymiana linkami Monitoring serwera Kuchnia peruwiańska Artykuły reklama Finanse i ubezpieczenia Ubezpieczenia Page Rank Pan szuka pana Wypoczynek w mieście Usługi Narzędzia i maszyny Lokale Łodzie