Kot z Cheshire
Posty: 69
Dołączył(a): Pt cze 11, 2010 12:26 am
Najciekawsze miejsca, byty i sytuacje..
Jest środek nocy. Otwieram nagle oczy i widzę sufit. Wiem - to takie banalne.. Ale odwracam się w lewo zaintrygowany czymś i chcę dostrzec tam coś. Ale wszystko trwa w jakimś idealnie zmrożonym bezruchu, a ja tylko się zastanawiam - czego szukam? Jest ciemno, więc rozjaśniam, i chcę wielkie.. WOW! TOTALNA WSZECHOGARNIAJĄCA BIEL!! Śpię. Taaaak! Skupiam się od razu do wewnątrz, zamykam astralne oczy i chcę stać się wiatrem wciągając głęboko powietrze..
Jest gorąco i sucho. Bezwonnie. Czuję tylko te promienie upalnego słońca na swojej skórze i kiedy otwieram oczy to widzę jego blask. To chyba jakiś płaski górski szczyt i jest tu bardzo gorąco. Delikatna bryza powiewa tylko z wolna, kiedy czuję pojedynczą kroplę ślamazarnego potu występującą na mojej skroni powoli, ale jednak tak bardzo nieustępliwie. Zaniepokojony obserwuję jak ona zasycha wysuszona zanim zdąży spłynąć, a mi chce się pić. Coraz bardziej. Przełykam resztki śliny i nie wystarcza jej już nawet na zwilżenie ust. To jest samo południe. Palące, zwrotnikowe południe. I jak na przekór podoba mi się. Oddycham pełną piersią i czuję jak wściekle suchy żar podsyca pędzący we mnie wiatr. I to skupienie. Na tym pomarańczowym, glinianym stole przede mną można chyba smażyć teraz jajka. Jak na patelni - tak. Gorąc pulsuje nad nim jak nad bezkresną pustynią, a ten ma zaledwie metr na metr i duży kamień zamiast nóg. Samotna chata stoi obok. Jest w niej koc i naczynia, jest grzechotka i hubka i oszałamiający aromat ziół. Nie widzę zdobień. Na zewnątrz, pośród delikatnej zieleni ogródków stoi tylko ten niski, płaski i masywny stół z pomarańczowej gliny. A za nim już tylko urwisko.. Chata, stój jak ołtarz i urwisko w linii prostej. Po bokach rosną krzaki..
Nagle odwracam się w kierunku tej prymitywnej chaty i widzę wyraźniej każde źdźbło żółtej trzciny uszczelnionej czerwoną gliną i placki czegoś zielonego. I widzę zawieszony przy wejściu drewniany kubek z uchem dlatego biorę go bo chce mi się pić. Jest pusty ale to przecież znaczy że może być pełny - po coś on tu jest, czyli jest tu woda. Dlatego szukam jej i naturalnie znajduję malutki strumyczek, dokładnie między rzędem chwastów przy chacie. Roślinki znam i od razu poprawia mi się humor. Mniam. Trzy różne, dorodne i smaczne szczyty przeznaczam na ziółka, rwę na kawałki i kiedy kierowany impulsem wyrzucam je powoli na tą delikatnie wklęsłą, glinianą powierzchnię udającą stół, wszystkie wilgotne jeszcze, bo przed chwilą zebrane zioła parują i mogę pełną piersią poczuć jak ich intensywny aromat wypełnia przestrzeń i mogę zachwycony patrzeć jak one w jednej chwili oddają całą swoją wilgoć i stają się momentalnie suche. Jak pieprz. Zafascynowany zbieram je dłonią wysuszone i cieszę się. Uwielbiam już tutejszy gorąc i ten oczyszczający mnie wiatr. Roślinny wywar na tutejszej gorącej i ziemistej wodzie smakuje mi bardzo. Wysysam do ostatniej kropli i zaspokoiwszy pragnienie wytrząsam na stół fusy, a one schną jak szalone.. już po chwili dotknięte mocniej trzaskają na pył.. Ale kubek jak stał tak stoi.. Wejdę na ten stół. Odłożyłem na ziemię kubek i wszedłem. Boso.
Stół był gorący.. ale wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Staję na środku, ale targnięty impulsem jednak przesuwam się do krawędzi urwiska i kiedy już rozkładam ręce i zamykam oczy.. Chcę napełnić się buzującą mocą tego miejsca.. Czuję jak ona parzy. Wszystko mnie już parzy, ale wieje ten zbawienny wiatr. W powietrzu mkną chyba teraz drobinki rozgrzanego piasku, a ja nagi i uwolniony od czegokolwiek pozwalam im łaskotać mnie delikatnie masować po całym ciele i znikać.. Przemijając.. Czuję się taki czysty i rześki i pełen energii. Unosząc się na palcach wyprężony jak gdyby wypychany przez płonące serce do góry czuję w sobie buzujący ogień mocy.. i ten podsycający go wiatr.. ekscytację..
I nagle rozumiem czym jest ta przepaść.
Postanawiam przejść więc wybijam się, skaczę i pikuję już między wymiary, na skrzydłach z czystego ognia..
To miejsce to najlepszy ogród w jakim kiedykolwiek startowałem. Można tam z powodzeniem użyć ziół i aromatycznych roślin jako ZAPACHÓW mocy (polecam..), oraz feniksa jako opiekuna (potrafisz sobie wyobrazić jak to jest mieć w sobie połączone moce dwóch napędzających się żywiołów?).
Ten stół jak katapulta, urwisko i płonące dziko skrzydełka to taka "nowa skórka" na standardowy, "książkowy" ogród neoszamana. Dzięki temu możesz zrobić szybki skok w mrok, bez przeciskania się się przez wąskie szpary..
Szczerze polecam fanatykom prędkości, wysokości, oraz mocnych wrażeń
Jest coś co w Twoich podróżach uważasz za fascynujące i czym chcesz się tutaj podzielić?


