Post Pn maja 17, 2010 8:13 pm

Życie i śmierć (nieświadomej?) szamanki

Urodziła się przed wojną w rodzinie prawdopodobnie tatarów nie pochodzacych z lini Temudżina, rodziny od dawna zamieszkującej tereny Litwy, jej tradycje jak i prawdziwe nazwisko schowano, by wrogowie nie zesłali ich na sybir.
Kiedy leżała jeszcze w kołysce nad jej głową przeleciał piorun kulisty,
W zasadzie chyba to spowodowało, że miała zawsze prawdziwą twarz, widziała prawdziwy świat i mówiła to co widziała, chyba nigdy nie była za to lubiana przez najbliższych i znajomych, ona nie miał jakichkolwiek wypartych i ukrytych Ja.
Czy coś praktykowała, jakieś rytuały, tego nie wiem chociaz była moją ciotką.
W listopadzie pojechałem do niej ostatni raz . Wiedziałem, że to ostanie nasze spotkanie, chociaż też wiedzieliśmy, ze śmierć przyjdzie za kilka miesięcy.
Umierała kilka tygodni, chociaż chciałem jej pomóc i skrócić jej cierpienie, "namawiając jej ducha" i pokazując mu drogę te kilka tygodni do śmierci dała jeszcze innym osobą by mogli doznać wielu róznych uczuć. Kiedy umarła, jej duch przez siedem dni był bardzo obecny w miejscu gdzie mieszkała, był prawie fizycznie namacalny.
Bardzo mnie to niepokoiło, bo był to pierwszy przypadek w mojej "działalności", kiedy nie mogłem odprowadzić i pokazać miejsca zmarłej osobie.
Po siedmiu dniach została skremowana, tak jak chciała.
Z ognia pioruna się zrodziła i w ogniu umarło jej ciało i chociaż byłem o 400km od niej wiedziałem, że jej dusza jest już we właściwym miejscu i to bez mojej pomocy.
W czasie jej pogrzebu, na cmentarzu wyczułem obok siebie kogoś, kogo poznałem dawno temu, była to jedna z ciekawszych Chiromantek z Gdynii, widocznie nie tylko ja toważyszyłem w jej ostatniej szmańskiej drodze.
Tak do końca nie jest pewne w, których wojnach po, której stronie walczyli nasi przodkowie