Czy każdy może zostać szamanem?


Tradycje szamańskie z różnych stron Świata - linie przekazów, tradycyjni szamani.

Moderator: Kapelusznik

Post Pn sty 19, 2009 4:28 am

Myślę, że każdy człowiek jest po troszę szamanem... myślę, że to nie jest tak, że jedni, "wybrani przez duchy", są szamanami, drudzy nie są, tylko każdy może nim być, zostać, bądź działać w pewnych okolicznościach w szamański sposób. Kwestia tylko woli, świadomości i pewnej wrażliwości.

Post Pn sty 19, 2009 11:02 am

Fantastik napisał(a):Myślę, że każdy człowiek jest po troszę szamanem... myślę, że to nie jest tak, że jedni, "wybrani przez duchy", są szamanami, drudzy nie są, tylko każdy może nim być, zostać, bądź działać w pewnych okolicznościach w szamański sposób. Kwestia tylko woli, świadomości i pewnej wrażliwości.


I dlatego mamy szamanów i neoszamanów ;)
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Pn sty 19, 2009 3:29 pm

Fantastik napisał(a):Kwestia tylko woli, świadomości i pewnej wrażliwości.

Już nawet to dyskwalifikuje na starcie część "chętnych".
Poza tym szamanizm to nie hobby, tylko powołanie. Gdyby każdy miał takie powołanie, funkcja szamana straciłaby rację bytu. Oczywiście są kultury, że wspomnę choćby rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, w których techniki szamańskie, a nawet leczenie, stosowane są przez każdego (teoretycznie) członka społeczeństwa, ale mimo wszystko funkcjonuje tam do dziś rola szamana, choć oni wolą nazywać siebie native healer albo medicine man.
Nie chcę tu robić jakiejś autoreklamy, ale opisałem to chyba dość wyraźnie w artykule - http://shamanika.pl/readarticle.php?article_id=17

Temat szamanizmu i neoszamanizmu już jest na forum - http://forum.shamanika.pl/viewtopic.php?t=136.

Tak w ogóle szamanizm nie jest przyjemną, ani lukratywną pracą, mimo tego egzotycznego mitu szamana - człowieka, który rozmawia z duchami. Podejrzewam, że większość zrezygnowała by w "pierwszym semestrze", wszak nawet osoby powołane też czasem wolą z tego zrezygnować i mieć święty spokój.

PS. Off top, więc przenoszę temat.
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 228

Dołączył(a): N wrz 06, 2009 10:47 pm

Post Pn wrz 14, 2009 4:38 pm

W krajach ameryki południowej istnieje wyraźny podział. Każdy, niezależnie od wrodzonych zdolności po przeszkoleniu mógłby zostać curandero - coś w rodzaju zielarza/lekarza. Jednak by zostać szamanem trzeba mieć powołanie.

Post Pn wrz 14, 2009 6:14 pm

Ja bym powiedział to inaczej: Jeżeli sądzimy, że zostaniemy szamanami w sensie Syberii, to po prostu się okłamujemy. Wątpię, żeby ktoś od nas naprawdę miał coś wspólnego z liniami przekazu, co zazwyczaj się zdarza w normalnych społeczeństwach szamanistycznych. Musiałbyś mieć naprawdę sporo maniaków, żeby zrobić swoje plemię w kapitalizmie i kultury masowej. Da się, ale trudno się.
Zwróciłbym uwagę natomiast na coś innego: Jeśli czujesz pociąg do metod szamańskich, obojętnie, z jakiego powodu, to po prostu zacznij je robić i nie przejmuj się etykietkami, czy jesteś szamanem czy neoszamanem. Stricte TRVE i KVLT szamanem nigdy nie będziesz, chyba, że tak sobie karmę ustawisz, że się urodzisz w następnym wcieleniu na Czukotce i wybiorą Cię duchy i plemię.
Natomiast do czego zmierzam.
Wielu ludzi chce koniecznie być szamanami, więc ubierają się jak Mongołowie. Inspiracja zewnętrznymi formami zła nie jest, o ile mamy świadomość, że nie urodziliśmy się na stepie, tylko w Warszawie.
Co się jednak okazuje, często osobista Ścieżka manifestuje się przez praktyki szamanopodobne. I nagle okazuje się, że duchy z niedalekiego lasu zamieszały się w to, żebyś nagle zaczął widzieć astral. Ergo możemy mówić o czymś w rodzaju szamanizmu - duchy wyczuły potencjał i miały wkład w pewnego rodzaju przebudzenie jednostki.
Ale wątpię, żeby ktoś miał ochotę być pozerem i ubierać się w szmaty, żeby poszaleć trochę na Mokotowie :P Dlatego raczej pal licho, jak Ścieżka się manifestuje, czyńmy ją. A etykietki z czasem odpadną.

Post Wt wrz 15, 2009 9:41 am

saliva napisał(a):Wątpię, żeby ktoś od nas naprawdę miał coś wspólnego z liniami przekazu, co zazwyczaj się zdarza w normalnych społeczeństwach szamanistycznych


Co do lini przekazu to wygląda w moim odczuciu ciut inaczej, linia przekazu istnieje tak długo jak świadomie się z niej nie wyhaczymy, w praktyce to oznacza, że jeśli X wcieleń do tyłu byłam szamanką XYZ
to w tym wcieleniu może mi się to manifestować np. ciekawością technik, wrodzonymi umiejętnościami itp. itd.

Czas i przestrzeń w wypadku inicjacji/ślubów nie mają żadnego znaczenia, dlatego warto się uważnie sobie przyglądać i zadawać pytania skąd płyną informacje i skąd w nas potrzeba bycia szamanem.
Często to nie jest realna potrzeba tylko "pociągnięcie linka" wchodzenie w strefe bezpieczeństwa, w coś co jest znajome.

Ja działania lini przekazu doświadczyłam na sobie w buddyźmie, szamaniźmie i kilku inicjacyjnych kierunkach, wystarczył punkt "nacisku/zapalnik" żeby zaczeły się uaktywniać.

My zwyczajnie mamy "w sobie" całą wiedze i bywa że się uaktywnia w najbardziej nieoczekiwanych momentach, dla mnie punktem zwrotnym był moment gdy w chwili gniewu zaczełam rzucać Klątwe ( nie zajmuję się magią), to było działanie na "autopilocie" sięganie do "starej wiedzy",
na szczęście dla mnie pod całym tym działaniem obudził się we mnie bunt i zadałam sobie pytanie "co ja do cholery robie ???" i wyhamowałam w trakcie.

Co do szamanizmu jest jeszcze kilka innych aspektów - dojrzałość jest jednym z nich, człowiek staje się dojrzały około 40 wtedy kończy się rozwój wszystkich podstawowych struktur.

Pierwsza z moich inicjacji szamańskich w tym wcieleniu miała miejsce gdy miałam 19 lat, efekt był taki że zaczełam "widzieć" na co byłam totalnie nieprzygotowana, gdyby nie to że miałam kontakt z bardzo doświadczoną Istotą która potrafiła mnie z tego wyprowadzić doszłoby do długiego leczenia psychiatrycznego i obłędu.

Na chwilę obecną jestem bardzo daleka od wszelkich form inicjacyjnych w cokolwiek w moim odczuciu sprawiają iż jesteśmy niewolnikami systemów, a bywa iż jesteśmy tak otumanieni iż działamy na "autopilocie" i nie mamy świadomości, że to "inicjacyjna czkawka"
często sprzed wielu wcieleń.

Tutaj głównym pytaniem jest " dlaczego? ".
np. Dlaczego czuje potrzebę ubierania się jak szaman z Syberii żyjąc w Warszawie? ( w tym wcieleniu jestem np. studentem XYZ).
Dlaczego ciągnie mnie do praktyk XYZ ? Dlaczego sytuacja XYZ wywołuje u mnie wybranie sposobu działania X.

Kto działa i kto wybiera ?

Świadoma/y JA Tu i Teraz, czy inicjacja/pakt/ślubowanie zawarte w innym życiu ?

Leczenie jest proste i dostępne dla każdego, tak samo jak praca ze snem, zwierzętami mocy, roślinami czy kamieniami, to jest tylko obudzenie w sobie odpowiedniej percepcji, inicjacyjny szamanizm to już zupełnie inny kawałek tortu może być skrajnie niebezpieczy i może zwyczajnie zabić.

Pozdrawiam.
Ostatnio edytowano Wt wrz 15, 2009 10:45 am przez BłękitnaSowa, łącznie edytowano 1 raz

Post Wt wrz 15, 2009 10:20 am

Witajcie,

Moje obserwacje są dość podobne. Nosimy w sobie wszelkie inicjacje, które przeszliśmy w którymkolwiek wcześniejszym wcieleniu, czy jesteśmy tego świadomi czy też nie. Odbieram, że inicjacje z poprzednich wcieleń, których nie jesteśmy do końca świadomi, są o tyle "trudniejsze", że po prostu nie wiemy co w sobie mam i nie wiemy jak świadomie z tego korzystać...

Dla mnie dużym krokiem milowym w rozwoju było wyhaczenie się z inicjacji, które nosiłam przez wcielenia... Było to trudne, miałam mocne wywalanki, ale po ich zakończeniu nastąpiło niesamowite otwarcie świadomości, otwarcie na pracę z Wyższym Ja i z Niższym Ja. Był to potężny krok do przodu, by odnaleźć siebie.

Pozdrawiam słonecznie :)
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 556

Dołączył(a): Pt cze 20, 2008 1:35 pm

Lokalizacja: Kraków

Post Wt wrz 15, 2009 10:46 am

Macie troszkę racji ale ja widzę to trochę inaczej. Rzeczywiście echa poprzednich wcieleń mogą się w nas odzywać i odzywają się rzeczywiście. Jednak do rozwinięcia skrzydeł w jakiejś technice potrzebna jest inicjacja w tej czy w innej formie. Moim zdaniem zamiast nas krępować odblokowuje pełnie naszych możliwości. Inicjacja otwiera, umożliwia rozwój. Inicjacja to przełamywanie barier, własnych słabości.
Saliva ma rację nie możemy być w czystej linii przekazu ale bez inicjacji nie ma szamana. Inicjacja to dla mnie punkt zwrotny, w którym wkraczam na ścieżkę. Nie ogranicza mnie to wcale bo ścieżka jest moja osobista.
Pamiętać trzeba tylko o jednym wejść na ścieżkę można tylko raz. Nie da się z niej zejść można co najwyżej zabłądzić. Ale nikt nie obiecywał że szamanizm jest bezpieczny.
Jak pisała pewna niewiasta jest to ścieżka która bez odpowiedniego przygotowania zwiększa prawdopodobieństwo „zrobienia sobie kuku”
"Ten, który walczy z potworami powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas." F.Nietzsche

Gdy uczeń jest gotowy nauczyciel sam się znajdzie

Post Wt wrz 15, 2009 11:05 am

Djembe napisał(a):Inicjacja to przełamywanie barier, własnych słabości


Zadaj sobie pytanie dlaczego myślisz że jesteś słaby.

Dotarcie do źródła tej wiary może być początkiem uświadamienia sobie własnej mocy, "przełamywanie barier" to walka z sobą - forma autodestrukcji w moim odczuciu.

Inicjacja to podpięcie się "gdzieś" w "coś" wiesz co się chcesz podpiąć ?

Djembe napisał(a):Pamiętać trzeba tylko o jednym wejść na ścieżkę można tylko raz. Nie da się z niej zejść można co najwyżej zabłądzić.


Tu jest kod "niewolnictwa/zależności" - jako Wolne Świadome Istoty możemy wchodzić i wychodzić z dowolnej ścieżki bo tylko MY decydujemy o naszej drodze rozwoju.

Z każdej inicjacji można bardzo prosto wyjść aktem woli.

Post Wt wrz 15, 2009 11:14 am

Każdy idzie taką ścieżką, jaką mu dyktuje jego serce, intuicja, Wyższe Ja... Jeśli ktoś czuje, że inicjacja jest właściwą dla niego drogą, to OK... Warto jednak wspomnieć o tzw. BHP pracy z energią i inicjacjami (nie widziałam takiego wątku, ale może to tylko przeoczenie). Warto oczyszczać intencje względem siebie i inicjacji, prosić o odpowiedniego "inicjatora", gruntować się na potęgę i jeszcze parę innych.

Ja odczuwam, że skoro mam Ziemię pod nogami i Niebo nad głową, to mogę garściami czerpać z nich bez niczyjego pośrednictwa. Jestem istotą stworzoną przez Boga (Źródło, Wszechświat, jak tak sobie chcecie) i mam w sobie wszystko co jest mi potrzebne. Jestem całością, pełnią, doskonałością itp.

I KAŻDY Z NAS TAKI JEST. Mamy w sobie niesamowite pokłady mocy, mądrości. Problem polega tylko na tym, by w to uwierzyć, by się oczyścić z blokad, barier, kodów, wzorców (zresztą temu służą wszelkie rytuały). I czerpać prosto ze ŹRÓDŁA. Ja się tego uczę.

Nie jest moją intencją przekonywanie kogokolwiek do mojej drogi, bo ona jest moja. Chcę tylko pokazać, że mamy wybór. Możemy się inicjować, wówczas coś dostajemy od struktury energetycznej, w którą się inicjujemy, ale też coś musimy oddać. A możemy czerpać bezpośrednio ze Wszechświat.
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 556

Dołączył(a): Pt cze 20, 2008 1:35 pm

Lokalizacja: Kraków

Post Wt wrz 15, 2009 11:30 am

Dla mnie inicjacja wiąże się z powołaniem i na pewno mnie nie ogranicza. W pełni wolni jesteśmy tylko realizując swoje powołanie.

A takie gadanie New age mi zajeżdża. "Nie liczy się praca bo i tak wszysko wiem z poprzednich wcieleń" żenada :sciana:
"Ten, który walczy z potworami powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas." F.Nietzsche

Gdy uczeń jest gotowy nauczyciel sam się znajdzie

Post Wt wrz 15, 2009 4:44 pm

Djembe napisał(a):Dla mnie inicjacja wiąże się z powołaniem i na pewno mnie nie ogranicza. W pełni wolni jesteśmy tylko realizując swoje powołanie.

A takie gadanie New age mi zajeżdża. "Nie liczy się praca bo i tak wszysko wiem z poprzednich wcieleń" żenada :sciana:


To jest Twoja interpretacja.

Wróciłam przed chwilą z pogrzebu, gdzie była odprawiana msza za zmarłego, człowiek zakonnik które też zapewne czuł powołanie, wypełniał swoje rytuały związane z jego ścieżką, nie był za bardzo zainteresowany rodziną zmarłego, ani zmarłym, klepał frazesy rytualne mające w ludziach wzbudzić poczucie niegodności,
efekt był taki że wzbudził gniew.

Sytuacja była na tyle absurdalna, że weszłam z nim w kontakt mentalny i poprosiłam aby zajął się rodziną,
na poziomie realnym zaczeło to wywalać tym, że ksiądz zakonnik zaczał powtarzać, że to co mówi jest częścią rytuału KK, że musi to mówić i że mówi to na każdym pogrzebie.

Djembe my nie wiemy wszystkiego z poprzednich wcieleń, my wiemy wszystko bo mamy stały, bezpośredni kontakt ze Źródłem, Kondor z którym od jakiegoś czasu pracuje uczy mnie życia bez wysiłku, wykorzystywania wszystkich dostępnych źródeł wiedzy, aby moje życie stawało się pełniejsze.

Ciekawe dlaczego łatwość budzi w Tobie bunt.

Ursa,

Pięknie napisane :)

Pozdrawiam ciepło.
Avatar użytkownika

Muchomorowa Czarownica
Muchomorowa Czarownica

Posty: 130

Dołączył(a): So wrz 05, 2009 3:43 pm

Lokalizacja: Silesia Superior/Inferior

Post Wt wrz 15, 2009 5:12 pm

BłękitnaSowa napisał(a):Djembe my nie wiemy wszystkiego z poprzednich wcieleń, my wiemy wszystko bo mamy stały, bezpośredni kontakt ze Źródłem


Niezły frazes, czyli człowieku połóż się, a wszystko przyjdzie samo do Ciebie, nie kalaj się pracą bo to grzech przeciw Źródłu :D

BłękitnaSowa napisał(a):Ciekawe dlaczego łatwość budzi w Tobie bunt


Co to za cukierkowe życie?? Czego w życiu moglibyśmy się nauczyć jeśli nie było by trudności?Przyswajanie papki którą ktoś nam wkłada do głowy? Litości.
Jeśli uważasz że życie bez wysiłku staje się pełniejsze to co to za życie?
Ciekawe czy Twoje życie jest tylko mlekiem i modem płynące...ale to pytanie to już sobie sama powinnaś zadać.
http://snienie.net

Post Wt wrz 15, 2009 8:19 pm

Postrzegam tę kwestię w ten sposób, że praca nad sobą jest jak najbardziej niezbędna, choćby z tego względu, że nosimy w sobie blokady, ograniczenia, wzorce itp. W moim odbiorze, istota pracy nad sobą polega właśnie na oczyszczanie się z tego całego bałaganu, który zaciemnia nam obraz siebie i świata, na wzmacanianiu siebie. I w tą drogę możemy iść korzystając z inicjacji lub samodzielną pracą, nasz wybór zgodnie z głosem naszego serca.

Pozdrawiam :)

Post Wt wrz 15, 2009 8:20 pm

Śniący napisał(a):Czego w życiu moglibyśmy się nauczyć jeśli nie było by trudności


Wszystkiego.

Dostajemy to w co wierzymy, Wszechświat spełnia wszystkie życzenia bez oceniania, jeśli ktoś chce wykreować sobie ciężkie życie to oczywiście takie będzie miał.

Śniący masz bardzo wkurzającą maniere wywoływania konfliktu, wyhamuj. To są moje wglądy jeśli myślisz inaczej wolno Ci, ale miło by było gdybyś miał szacunek do tego że ktoś myśli inaczej.


Śniący napisał(a):Jeśli uważasz że życie bez wysiłku staje się pełniejsze to co to za życie?


Szczęśliwe.

Oczywiście jeśli lubisz trudności masz do tego prawo, chcesz się wysilać proszę bardzo Twoje życie Twoje wybory.

Praca ze zwierzętami mocy uczy miedzy innymi tego, że energia idzie za uwagą, dlatego życie z chwili-na-chwile jest najprostszym z możliwych,
bez wysiłku, bez dramatów, robienie jednej rzeczy po drugiej.
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 556

Dołączył(a): Pt cze 20, 2008 1:35 pm

Lokalizacja: Kraków

Post Wt wrz 15, 2009 8:31 pm

Kur....a co za bełkot..,...

Typowe new age w najgorszym wydaniu. i jedyną osobą wywołującą konflikty ciągłym upieraniem się przy swoim jesteś Ty. Mam nadzieję że przez pomyłkę razem z moim postem ktoś wyrzuci tą pseudo uduchowioną gadkę. Bo teksty że mogę wszystko i wszystko wiem pasują bardziej na meetingi motywacyjne niż na forum gdzie ludzie poważnie o swoim rozwoju piszą.

Ps. rano żałowałem że modem nie jestem już nie żałuję bo musiałbym się powstrzymać a tak mogę napisać co myślę

PPs poproszę o ciepłe miejsce w koszu ;)

BTW czasy Mefika mi się przypomniały
"Ten, który walczy z potworami powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas." F.Nietzsche

Gdy uczeń jest gotowy nauczyciel sam się znajdzie

Post Wt wrz 15, 2009 10:18 pm

Djembe napisał(a):Kur....a co za bełkot..,...


Kaman, Djembe, pozwólmy się różnym ludziom wypowiedzieć, że zacytuję Dezyderatę ;) Dopóki ktoś nie śmieci tak, jak Mefik, to damy radę.

BłękitnaSowa napisał(a):Co do lini przekazu to wygląda w moim odczuciu ciut inaczej, linia przekazu istnieje tak długo jak świadomie się z niej nie wyhaczymy, w praktyce to oznacza, że jeśli X wcieleń do tyłu byłam szamanką XYZ
to w tym wcieleniu może mi się to manifestować np. ciekawością technik, wrodzonymi umiejętnościami itp. itd.


Prawda, przez wcielenia także się to manifestuje. Ale raczej koncentrowałem się na teraźniejszości i na Ścieżce, którą podąża się. Ale wątpię, żebym na przykład ja miał coś wspólnego z jakąś większą linią przekazu szamańskiego w swojej karmie, o ile w ogóle. Wystarczy spojrzeć na teraźniejszą sytuację: Jestem na Śląsku, nie na Syberii. A o ile przypominam sobie, oni mają tak, że im szamani mogą się inkarnować parę razy w danym plemieniu, dopóki plemię istnieje i są dla niego potrzebni. Więc z tym masz rację, że po tym to płynie, ale nie wkręcałbym się w to zbytnio, skoro jest jak jest.
BłękitnaSowa napisał(a):My zwyczajnie mamy "w sobie" całą wiedze i bywa że się uaktywnia w najbardziej nieoczekiwanych momentach, dla mnie punktem zwrotnym był moment gdy w chwili gniewu zaczełam rzucać Klątwe ( nie zajmuję się magią), to było działanie na "autopilocie" sięganie do "starej wiedzy",
na szczęście dla mnie pod całym tym działaniem obudził się we mnie bunt i zadałam sobie pytanie "co ja do cholery robie ???" i wyhamowałam w trakcie.


Obawiam się, że nie za bardzo i to, co powiedziałaś później jest także błędne. O ile możemy mówić, że istnieje w nas coś takiego, co chrześcijanie nazywają iskrą Bożą, gnostycy(z Bełchatowa) Gwiazdą, Bogiem, cokolwiek by to było, to jest to uśpione. Nie posiadamy dostępu do naszego całego potencjału tu i teraz. Istnieje coś takiego jak otwieranie się na źródło, owszem. Ale gdybyśmy mieli dostęp do źródła tu i teraz, to my tutaj nie jesteśmy i wznosimy się do świadomości holistycznej.

Oh whatever, wiadomo, o co mi chodzi. Jeżeli ktoś ma dostęp do czegoś takiego, to nie siedzi na forum i nie pisze.

BłękitnaSowa napisał(a):Na chwilę obecną jestem bardzo daleka od wszelkich form inicjacyjnych w cokolwiek w moim odczuciu sprawiają iż jesteśmy niewolnikami systemów, a bywa iż jesteśmy tak otumanieni iż działamy na "autopilocie" i nie mamy świadomości, że to "inicjacyjna czkawka"
często sprzed wielu wcieleń.


Odrzucając formy inicjacyjne i formy w ogóle, mówiąc, że masz kontakt ze Źródłem(skoro już tak to nazywamy), sama się ograniczasz. Owszem, w pewnym sensie zawsze ograniczamy się, wchodząc w pewien system, ale wybacz, nie widzę porządnej praktyki duchowej bez wchodzenia w coś bardzo konkretnego. Bez inicjacji i od tego, co się odgraniczasz, praktyka nie jest praktyką, wchodzimy w coś, co już zauważyli moi poprzednicy - typowe myślenie New Age, które kocha zwierzęta i czasem sobie pomedytuje. Nie wiem, może się to komuś podoba, ale dla mnie brak konkretów to przeniesienie Ścieżki na warsztaty jogi za dziewięć dych godzina.
A prawdziwy mistrz ma świadomość systemów, jednak może poza nie wyjrzeć i to czyni go właśnie mistrzem - patrzy na to, co poza formą.
BłękitnaSowa napisał(a):Śniący napisał:
Czego w życiu moglibyśmy się nauczyć jeśli nie było by trudności


Wszystkiego.

Dostajemy to w co wierzymy, Wszechświat spełnia wszystkie życzenia bez oceniania, jeśli ktoś chce wykreować sobie ciężkie życie to oczywiście takie będzie miał.


Dość ciekawie wywiązał się wątek bólu na Ścieżce.
Jak dla mnie, ból i trudności są nieodłącznym elementem Ścieżki, bo wypalają to, co niedoskonałe. Jeżeli ktoś nie chce w swoim życiu bólu i trudności, to zwyczajnie się ich boi. Ford nie bez powodu stwierdził, że wszystko, co się rozwija, robi to w bólu. Ból to motor do wyzwolenia. Całkiem jak wskazał na to Schopenhauer(a przed nim chyba Kant), wola rodzi się z potrzeby. Żądając ciągłej rozkoszy, skazujesz się z góry na stagnację, ponieważ ciągła rozkosz otępia umysł. Lęk przed trudnościami wskazuje na brak dyscypliny. Z mojego punktu widzenia, ból to bardzo dobry wskaźnik na Ścieżce - jest to ogień wulkanu, który z węgla zrobi diament.
Szczęśliwe życie bynajmniej nie wyłącza z siebie bólu i cierpienia, przygnębienia. Ktoś powiedział, że najlepszym głosicielem Prawdy jest ten, kto jest gotów za nią cierpieć. Zabawne, ale o roli bólu mówił ksiądz Twardowski, chrześcijanin, ale nie idiota. Pozwolę sobie przytoczyć.

Biedna rozpaczy
uczciwy potworze
strasznie ci tu dokuczają
moraliści podstawiają nogę
asceci kopią
święci uciekają jak od jasnej cholery
lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła
nazywają cię grzechem
a przecież bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie

Post Pt paź 09, 2009 3:50 pm

saliva napisał(a):Jak dla mnie, ból i trudności są nieodłącznym elementem Ścieżki, bo wypalają to, co niedoskonałe. Jeżeli ktoś nie chce w swoim życiu bólu i trudności, to zwyczajnie się ich boi. Ford nie bez powodu stwierdził, że wszystko, co się rozwija, robi to w bólu. Ból to motor do wyzwolenia. Całkiem jak wskazał na to Schopenhauer(a przed nim chyba Kant), wola rodzi się z potrzeby. Żądając ciągłej rozkoszy, skazujesz się z góry na stagnację, ponieważ ciągła rozkosz otępia umysł. Lęk przed trudnościami wskazuje na brak dyscypliny. Z mojego punktu widzenia, ból to bardzo dobry wskaźnik na Ścieżce - jest to ogień wulkanu, który z węgla zrobi diament.


Pięknie powiedziane. Jestem nowicjuszką więc nie będę się wypowiadać na tematy, o których nie mam zielonego pojęcia. Zgodzę się jednak z tym, że życie bez bólu nie jest życiem, tylko bardzo nudnym i bardzo długim snem.
Pozwolę sobie przytoczyć słowa mojego trenera, gdy podczas obozu treningowego leżeliśmy i marzyliśmy o śmierci( jak ktoś coś trenuje to wie, jak to jest :D ) Tak więc powiedział nam wtedy prostą sentencję, która zawiera w sobie bardzo wiele treści: JAK BOLI TO ROŚNIE ;)
Avatar użytkownika

Szalony Kapelusznik
Szalony Kapelusznik

Posty: 754

Dołączył(a): So gru 05, 2009 11:17 am

Pochwały: 1

Post Śr mar 31, 2010 1:50 pm

Przeczytalam caly watek i odnosze wrazenie ze Blekitna Sowa i Ursa naczytaly sie Rozmow z Boegiem i nie do konca zrozumialy przeslanie tej ksiazki.
Poza tym wyczuwam jakis niemal irracjonalny strach przed kazda forma inicjacji u obu pan.
Gdziekolwiek bym nie dotarła, będę zawsze we właściwym miejscu i czasie przeznaczonym.

http://www.ezodar.blogspot.com/
http://www.ezodar.pl
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 228

Dołączył(a): N wrz 06, 2009 10:47 pm

Post Śr mar 31, 2010 9:58 pm

BłękitnaSowa napisał(a):Śniący napisał:
Jeśli uważasz że życie bez wysiłku staje się pełniejsze to co to za życie?


Szczęśliwe.



Człowiek nie ma czegoś takiego jak receptory szczęścia, nie da się zmierzyć szczęścia badaniem analizując np skład krwii. Jest tak ponieważ:

Uczucie sytości, to w rzeczywistości nie uczucie, po prostu brak głodu, który daje satysfakcję wyłącznie dzięki kontrastowi z niedawnym głodem. POdobnie jest np z nieodczuwaniem bólu. Nie chodzisz przecież cały dzień szczęśliwa że nic Cię nie boli. By to, że nie odczuwasz bólu dało Ci szczęście potrzebujesz kontrastu. Potrzebujesz bólu, czy tego chcesz czy nie.

Świat bez zła nie byłby szczęśliwy. Byłby nudny, nigdy nikt nie mógłby dostrzec swego szczęścia
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 115

Dołączył(a): Cz sie 13, 2009 1:02 pm

Post Cz kwi 01, 2010 2:44 am

Oczywiście jeśli lubisz trudności masz do tego prawo, chcesz się wysilać proszę bardzo Twoje życie Twoje wybory.

Spróbuj walczyć nożem z niehartowanej stali.
Szukam. discovery44 to mój pan a Promhyl Studies sux

Żółwiciel
Żółwiciel

Posty: 29

Dołączył(a): So gru 05, 2009 11:27 am

Post Śr kwi 07, 2010 11:36 am

Paye napisał(a):Człowiek nie ma czegoś takiego jak receptory szczęścia, nie da się zmierzyć szczęścia badaniem analizując np skład krwii.


Pomijasz tutaj choćby znaczenie endorfin i innych substancji, jako systemu nagradzania siebie za coś.Uczucie szczęścia to też efekt działania naszej wewnętrznej "chemii".Dlatego ludzie z problemami wewnętrznymi, np. ukrytym bólem emocjonalnym tak chętnie poszukują alternatywnych źródeł endorfin(sukces materialny, zawodowy, seks), aby tą "dziurę" zalepić.
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 228

Dołączył(a): N wrz 06, 2009 10:47 pm

Post Śr kwi 07, 2010 8:10 pm

Owszem pominąłem endorfiny, ale według mnie ich także nie byłoby w utopijnym "szczęśliwym świecie".

Sam napisałeś że to system nagród, którym organizm chce skłonić cię do właściwych wyborów. Właściwych? tzn takich które pozwolą uniknąć bólu/głodu itd. Jeśli więc nie istnieje głód, ból itd, to organizm nie ma Cię za co nagradzać.
Avatar użytkownika

Szalony Kapelusznik
Szalony Kapelusznik

Posty: 754

Dołączył(a): So gru 05, 2009 11:17 am

Pochwały: 1

Post Pt kwi 30, 2010 9:03 am

A ja juz wiem, ze szczęście jest w nas samych i w postzreganiu swiata pzrez nas samych. Naprawdę tu i teraz mozna żyć w szczęśliwym swiecie.
Gdziekolwiek bym nie dotarła, będę zawsze we właściwym miejscu i czasie przeznaczonym.

http://www.ezodar.blogspot.com/
http://www.ezodar.pl

Powrót do TRADYCJA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.204s | 13 Queries | GZIP : Off