Pan Gąsienica
Posty: 147
Dołączył(a): Wt lis 24, 2009 8:28 pm
Małpowanie
Wszystkie te wątpliwości pojawiły się wtedy, gdy zbliżyłam się do osoby która nie wiedząc czemu zaczęła rzucać oskarżeniami. Pewne symbole, które były ze mną od zawsze, są i teraz, ale przez tą całą aferę zaczęłam się zastanawiać... może za dużo, a może inne?
Jeśli chodzi o żywioły, to ktoś podczas ceremonii powiedział mi, że nie może nim być powietrze bo mój zodiak jest typowo ziemisty. Usłyszałam też od drugiej osoby, że przecież powietrze to nie mój żywioł i lepiej, że nie latam. Obydwie te postacie traktuję z dużym dystansem z różnych powodów.
Powietrze samo mnie zawołało i wciąż woła, więc poddałam się temu wezwaniu. Zaczęłam unosić się metr nad ziemią i okazało się to nie tylko przyjemne, ale i zdumiewająco proste (i nie mówię tu ani o lewitacji, ani o metafizycznym lataniu).
Symbolika ptaka jest dla mnie zupełnie inna, jest symbolem wolności, ale kruk zawsze był mi symbolem nieprzychylnym. Żadna istota ludzka czy też mniej ludzka nie przekona mnie, że kruk to dobry ptak, towarzyski i co tam jeszcze chcecie. Dla mnie był zawsze zwiastunem kłopotów, zaczepny, a do tego czarny. Jednorożce mnie bawią i tak samo jak różowe misie nadają się raczej na zabawkę dla dzieci, ale kruka nigdy bym sobie nad drzwiami nie powiesiła.
Mam znak ziemisty. Ziemia była zawsze moją Pachamamą, ciepłym schronieniem, ale nigdy nie dyskryminowałam innych żywiołów. Nie uważam też, aby któryś z nich musiał być dominujący... bo niby dlaczego?
Skoro, ktoś urodził się pod znakiem raka to czy oznacza to, że tylko w wodzie czuje się dobrze?
Poddając się wpływom zagubiłam pierwotny, osobisty sens żywiołów. Zaczęłam bawić się gadżetami szukając w nich jakiegoś znaczenia.
Słuchałam słów i przyjmowałam je jako prawdę objawioną, choć pamiętam czasy, kiedy jako nastolatka biegałam po Innym Świecie jak po placu zabaw czując się bezpiecznie i spokojnie. Jak w bajce
Doszło nawet do tego, że zniekształciłam w sobie wiele innych symboli i dziś patrzę na maskę małpy na ścianie i zastanawiam się czy nie ostrzega mnie ona przed tą prawdziwą "małpą". Jest czerwona i niby się uśmiecha, a jednak trudno nie nazwać tego zaczepnym grymasem tak typowym dla osoby, która wprowadziła tyle zamieszania w symbolikę mojego życia.
Boję się też nosić czerwone spodnie, bo zaraz ktoś powie, że małpuję... choć jestem pewna, że mam w tym własny styl...nigdy nie lubiłam małpować i starałam się być sobą, a przecież bycia sobą podrobić się nie da.
Przez to wszystko od początku muszę szukać siebie, uważać żeby przypadkiem nie upodobnić się do kogoś, bo zaraz powie "ooo małpujesz! naśladujesz!"
Jak tu się rozwijać, jak ktoś atakuje wciąż Twoją własną interpretację otaczającego Cię świata?
Czuję się jakby ktoś ciągle mydlił mi oczy swoimi symbolami jednocześnie stawiając co chwila znak ostrzegawczy z napisem: Uwaga! Tu zaczyna się naśladownictwo!
Przykład: Jakiś czas temu grałam sobie na didgeridoo. Gra ze mną regularnie wiele osób na różnych instrumentach. Na didgeridoo również. Czasem podczas transu, kiedy wszyscy zamykamy oczy słyszę np. wokal, dzwonki, flety, lub inne melodyjne dźwięki których fizycznie wśród nas nie ma, albo po prostu leżą gdzieś obok nieużywane. Staram się wtedy powtórzyć ten dźwięk za pomocą instrumentów, które akurat mam pod ręką. Czasem ktoś na didgeridoo zagra dźwięk, który akurat bardzo mi pasuje, jednak nie ciągnie tego dalej albo ciągnie jakby słabnąc i zmieniając pierwotną formę. Wtedy czasem staram się powtórzyć to, co usłyszałam na początku...no i wtedy się zaczyna (znaczące spojrzenia, uśmiech lub nawet głośny komentarz). Dodam, że tylko jedna osoba zwraca mi na to uwagę i to akurat ta, przed którą na samym początku znajomości bardzo się otworzyłam. Peszy mnie to niesamowicie. Gubię się w zagranej melodii i tracę ją po chwili albo zmieniam. Zdarza się też tak, że nie mam pewności, czy dźwięk który słyszę był zagrany czy nie... Hamuje mnie to okrutnie i już nie potrafię zagrać tak jak grałam kiedyś. Jak bronić się przed takim atakiem? Przecież unikanie takich sytuacji nie jest dobrym rozwiązaniem.
Cała ta dywagacja wiąże się też z pytaniem: Czy ufać "nauczycielom" w sprawach symboliki?
Czy można ufać wtedy sobie? Czy jacyś "nauczyciele" w ogóle istnieją?
A może każdy symbol trzeba interpretować indywidualnie i nie ma żadnych reguł?
Może działy na forum: Praktyka i Teoria są nic nie warte?
Odnośnie zastoju na forum: Czy warto rozmawiać o czymś, co dla każdego jest inne? Może lepiej nie dawać porad, bo wszyscy i tak jesteśmy jak dzieci we mgle?
Pytania mogą z powodzeniem stać się retorycznymi. Sygnalizacja teamtu wydała mi się potrzebna.


