Wydaje mi się, że ocenianie "bytów" jakie spotykamy w podróżach jako złe, czy jako dobre, tak właściwie nie ma sensu. Wszystkie mają nas czegoś nauczyć

chociaż to może być nauka poprzez ból, czy kłamstwo.
Gdy po raz pierwszy wybrałam się do dolnego świata, szukałam tam mojego cienia - zwierzęcia, które będzie uosabiać moją ciemną, nieświadomą stronę, od którego będę mogła się uczyć.
Moim opiekunem - przewodnikiem była kuropatwa.
Tuż po wejściu do świata kuropatwa wzbiła się w powietrze i ostrzegawczo zaskrzeczała, a drogę zastąpił mi prawdziwy potwór
zupełnie taki, jak z moich dziecięcych koszmarów. Poprosiłam go, żeby mnie przepuścił, ale zamiast tego zaatakował mnie. Próbowałam się bronić, ale nie mogłam go zepchnąć z mojej ścieżki [a nie chciałam na ślepo biec w chaszcze]. Dotarło do mnie, że jego pojawienie się było oczywiste - chciałam pracować z cieniem, to dostałam jeden z moich koszmarów na dzień dobry
chwyciłam kij który leżał w pobliżu i zdzieliłam go po głowie - ale nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. W tamtym momencie bardzo mi zależało na tym, aby odbyć tą podróż, więc próbowałam się go pozbyć siłą, prosząc o pomoc kuropatwę i węża [bezskutecznie], prosząc go o odejście, itp. W końcu spytałam, czy czegoś ode mnie chce. Uśmiechnął się i powiedział, że właściwie to niczego nie chce i że docenia moją determinację, więc mnie przepuści. Zobaczyłam, że już wygląda normalnie, jak mężczyzna w średnim wieku o ciemnej skórze. Odwrócił się i poszedł sobie, a ja mogłam kontynuować podróż [sprytna kuropatwa wróciła
].
Mogłabym określić go jako kogoś "złego", złośliwego, kto chciał się zabawić moim kosztem - równie dobrze mogę napisać, że to była manifestacja moich lęków. Tak czy siak te spotkanie mi pomogło, pomogło mi potem rozpoznać zwierzę cienia i odpowiednio do niego podejść.
Później nawet jeśli spotykałam ducha, który mi przeszkadzał, czy też atakował mnie, to zawsze okazywało się, że odpowiednim zachowaniem mogę zmienić to nastawienie - ich zachowanie był odbiciem tego, co miałam w sobie i gdy zmieniałam moje zachowanie, zmieniało się ich zachowanie

.
Często sama obecność przewodnika koło mnie sprawiała, że pewne duchy-energie oddalały się, bez próby konfrontacji (szczególnie gdy podróżowałam z mym wężem lub niedźwiedziem).
Czytałam kiedyś o bytach, o których wspominał Nagual, po prostu w takim kontekście nie spotkałam ich w moich podróżach.
A co do samych przewodników - moje Zwierzę Mocy, wąż, jest przy mnie zawsze. Często oprócz niej spotykam inne duchy opiekuńcze pod postacią zwierząt, które udzielają mi cennych wskazówek i towarzyszą mi.
Czasami przewodnicy pojawiają się tylko raz, ale jest kilka, które są dla mnie ważne i które pojawiają się same lub przychodzą na wezwanie, gdy to jest potrzebne [np. Żaba, która symbolizuje moje możliwości, pojawia się i pomaga mi gdy uzdrawiam]. Gdy spotykam moich znajomych "przewodników", z którymi mam dobry kontakt, od razu czuję się pewniej i swobodniej
Nie podróżowałam jeszcze samotnie - zawsze była przy mnie przynajmniej moja wężyca [jest rodzaj żeński od słowa "wąż"?].