Post Pt gru 18, 2009 3:49 pm

Ziarnko piasku, czyli dryf świadomości...

To mój stary tekst na blogu, którego już nie ma...
---
Tak czasem bywa, że człowiek zagłębiając się w swoich rozważaniach, pobłądzi gdzieś w niezliczonej ilości szczegółów... Jest to jak wędrówka, co jakiś czas dobrze jest spojrzeć na mapę, a gdyby tylko istniała możliwość, wejść na górę, lub drzewo, lub wzbić się wysoko, by spojrzeć na swoją drogę wstecz i przed siebie. Zorientować się gdzie się jest i dokąd się idzie...Tak więc, w obliczu głębokiego kryzysu ( ;) ), postanowiłem sobie przypomnieć - mniej-więcej - co wiem, co podziwiam, czym się zachwycam..., dokąd dążę. Podryfujmy sobie trochę...

Narysujmy sobie na białej kartce (format A4) małą, czarną kropkę - wielkość główki od szpilki, lub ziarnka piasku. Choć różne są szpilki i różne główki, a tym bardziej ziarenka piasku - nie ma to najmniejszego znaczenia, porównania będą przybliżone... Gdy już będziemy ją mieli narysowaną, wyobraźmy sobie, że ta kropka to "ja" (to Ty, to każdy z nas - to człowiek). A biała kartka, to najwyższa góra świata - Mount Everest. Ja mam 1,7 m wzrostu, ale naprawdę nie będzie to z krzywdą dla naszego rozważania, jeśli zaokrąglimy do 2 m ( ;) ). No tak, ja mam 2 m, a Everest ponad 8 000 m... dlatego kropka, to ja. Ale teraz wyobraźmy sobie, że kropka to Mount Everest, a karta to Ziemia (nasza kochana planeta) - nie jest to dobre porównanie, ale mniej więcej może być. Gdy więc już to sobie wyobrazimy, poszukajmy siebie na tej kropce... hmmm. Ale to nie koniec. Wyobraźmy sobie, że Ziemia jest teraz tą kropką, a karta papieru to Słońce... (Jak już mówiłem porównania nie są doskonałe, ale żeby nie było, że całkiem fikcyjne, to powiem, że w gruncie rzeczy odpowiadają prawdzie, ale o tym za chwilę...). A dokładniej - kartka to powierzchnia Słońca. Spróbujmy teraz poszukać siebie na tej kropce. Coraz trudniej? Ale to nie koniec! Wyobraźmy sobie teraz, że kropka to nasze Słońce, a karta papieru, to największa gwiazda w Kosmosie, należąca do grupy nadolbrzymów. Tak, tak - takie są różnice w wielkościach gwiazd, a nasze Słoneczko jest całkiem malutkie... Idźmy jednak dalej, teraz kropką jest ta super gwiazda, a powierzchnia kartki, to odległość między powierzchnią tej gwiazdy, a końcem ewentualnego obłoku Oorta, czyli chmury pyłu i gruzu, krążącego wokół gwiazdy... Teraz kropka, to cała gwiazda wraz z całym rumowiskiem krążącym wokół niej, a kartka to powierzchnia, jaką zajmuje gromada najbliższych gwiazd... - no tu już skala mi się załamuje, no ale przyjmijmy że to prawda :). Teraz zaś kropka, to ta gromada gwiazd, a cała kartka to... hmmm, fragment galaktyki. Idziemy dalej - kropka to cała galaktyka, a kartka to gromada galaktyk! I jeszcze dalej - kropka to gromada galaktyk, a kartka to... Mury, Ściany, Pustki... Dalej się nie da wyobrażać, bo końca Wszechświata nie znamy... Ale to już nam wystarczy, bo gdy teraz spojrzymy na naszą kropkę, to czy będziemy umieli odnaleźć na niej siebie? Jesteśmy takim pyłem, że nawet nie sposób to sobie wyobrazić, a jednak potrafimy się wzajemny wyżynać o dwa hektary gruntu, o piędź ziemi, co więcej zabijamy za kawałki kamieni, czy metalów... Za dziwne prawa i obyczaje, choćby one nauczały o pokoju i miłości... Kim jesteś człowieku, że żądasz całego Wszechświata u swych stóp???!!! Jesteś marnym pyłem!!! A jednak: AŻ pyłem, skoro...

No właśnie - dobre pytanie - dlaczego człowiek to CENNY PYŁ?
Ja wiem, to nie dla wszystkich oczywistość - ale spróbujmy połączyć te dwie wizje: nieogarnionego Wszechświata i nieskończonego Boga. Nie mówię że to, to samo - to trochę pachnie panteizmem.
No dobra, zostawmy Boga w spokoju, jeszcze nie czas...
Teraz kilka jeszcze porównań, dla uzmysłowienie sobie marności człowieka i jego ambicji (materialnych np.) do wielkości Wszechświata, w którym przyszło mu żyć. Jeśli wyobrazić sobie Ziemię wielkości pomarańczy, to Mount Everest jest ledwo wyczuwalnym zgrubieniem na skórce, a tzw. loty człowieka w kosmos, to podskoki na parę milimetrów nad powierzchnię pomarańczy. No, najdalszy skok to na Księżyc, który jest mniej więcej wielkości orzecha włoskiego, i krąży w odległości, no... 30 cm mniej-więcej... Ale skok! Wiecie, że na Księżycu wylądowało aż (!) 12 ludzi? Dwunastu, ciekawy przypadek nie? ;) - a mogło być 14, tylko misja Apolla 13 miała pecha... ;). (Pierwsza misja załogowa na Księżycu - Apollo 11, ostatnia - Apollo 17).
Na pewno wielu widziało gwiazdozbiór Oriona (to taki gwiazdozbiór, który trochę przypomina literę T, tylko daszek ma przegięty, no i do tego dochodzą cztery jasne gwiazdy dookoła tego T... no i plus parę innych, ale to nieważne w tej chwili...). No więc jeśli popatrzeć na Oriona, to wśród tych czterech gwiazd otaczających, jest taka na samej górze, po lewej stronie, bardzo jasna, która się nazywa Betelgeza, a po przeciwnej stronie - na samym dole, po prawej jest Rigel. Natomiast skośny daszek, mniej-więcej w prostej linii i tak kawałek dalej, wskazuje na Syriusza, najjaśniejszą gwiazdę na naszym niebie. Gdyby sobie teraz wyobrazić Słońce jako pomarańczę (nawet kolor pasuje...:) ), to Syriusz byłby wielkości sporego (białego) balonika. Rigel miałby w tej sytuacji - UWAGA - 5 m (!) średnicy, ale najlepsza byłaby Betelgeza, miałaby... 170 m średnicy !!! ... A Słońce jest wielkości pomarańczy, a Ziemia - główki od szpilki...
Gdyby Słońce było wielkości groszku, to na terenie Polski zmieściły by się raptem 3 (trzy) gwiazdy - to się nazywa Gromada Gwiazd... he, he.. No cóż, nie wiem jak w tym momencie wyglądała by nasza Galaktyka - Droga Mleczna - ale pewnie, jak od Ziemi do Słońca... może...
Gdyby zaś Słońce było wielkości główki od szpilki, to Ziemia byłaby w odległości 5 mm od Słońca, Mars - 8 mm, Jowisz już w odległości 2,6 cm, Saturn - 4,75 cm, Uran - 9,6 cm, Neptun - 15 cm, a Pluton - ok. 20 cm. No a teraz trzeba sobie wyobrazić, że za Plutonem rozciąga się jeszcze tzw. pas Kuipera (same kamienie), a dalej obłok Oorta (też kamienie, ale drobniejsze i pył). To wszystko to już cały Układ Słoneczny, a od Słońca do krańców (mniej-więcej) tego obłoku jest jakieś 0,5 km... gdy Słońce jest główką od szpilki... ;)...
Światło od Słońca do Ziemi (czyli te 5 mm - to raptem tylko 149,6 mln km) leci mniej-więcej 8 min, do najbliższej gwiazdy (Proxima Centauri) trochę ponad 4 lata. Ale od Słońca do środka naszej galaktyki - 30 000 lat !!! Ludzie na Ziemi żyją kilkanaście tys. lat, ale raptem od kilkuset nadajemy drogą radiową - co się niesie w Kosmos, czyli że ewentualnie na Proxima o nas usłyszeli... ;), jeśli miał kto. Do najbliższej galaktyki 400 tys. lat, a do najbliższej gromady galaktyk 60 mln. lat.

Ufff... - dość astronomii, poczułem się niesamowicie lepiej. To nie ja jestem głupcem wierząc w te swoje ideały... To nie ja mam problemy z sensem życia... A ja przecież tylko raz wspomniałem o Bogu i to bardzo oględnie. Już sama ta wiedza prostuje wiele ludzkich ścieżek...

Ten mały, czarny punkcik wielkości główki od szpilki... ziarnko piasku.
Kiedy tak sobie patrzę w te przestrzenie, gdzie w najdalszej dali cały Wszechświat podobny się staje do piany morskiej...
Tutaj można zobaczyć zdjęcie z teleskopu Hubble'a
Widziałem zdjęcie zrobione przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Zdjęcie wielkości kartki z zeszytu szkolnego. Na nim oczywiście... myliłby się ten, gdyby sądził, że to są gwiazdy - zdjęcie przedstawiało galaktyki, całe mnóstwo galaktyk. Jedne wyglądały jak standardowe galaktyki, były spiralne, inne jak wrzeciona, jak dyski spłaszczone na końcach, rozszerzone w środku. Były też galaktyki tak odległe, że wyglądały jak gwiazdy na nocnym niebie, tylko punkciki jaśniejące... Ale nie to w tym jest najważniejsze, że to były galaktyki, czyli że w każdej po miliardy gwiazd - najważniejsze było to, że zdjęcie przedstawiało fragment nieba jaki zakryć może ziarnko piasku trzymane na wyciągniętej ręce... punkt świadomości ;)...
Wszechświat jest morską pianą, i jest jak morze burzliwy... Prawdę mówili starożytni, gdy niebo nazywali wodami, morzem zewnętrznym... Oni nazywali nieświadomie, my - bo inne określenie nie pasuje do takiego piękna i takiej głębi... Próżne ambicje człowieka szukającego bogactwa, sławy - to przemija, a płytkie jest jak kałuża... Mądrość, Miłość - istnieją chyba dla równowagi, by głębią wewnętrzną zrównoważyć tę głębię zewnętrzną...

A teraz trochę religijnego spojrzenia...
A jeśli istnieje Bóg i jest stwórcą tego wszystkiego, to nie ma lepszego Wszechświata, który by o tym mówił, jak ten, w którym przyszło nam żyć... Co więcej skłonny jestem uwierzyć w to, że Wszechświat nasz roi się od życia, bo tylko tak najlepiej odpowiedziałby na Bożą miłość, na akt stwórczy, na tę pełną Życia kreację, afirmację, emanację... itp., itd. Jeśli bowiem akt stwórczy jest Wezwaniem, Powołaniem - to tylko w ten sposób, zapełniając się wszelkim życiem, ruchem itp., Kosmos mógłby odpowiedzieć na to Wołanie. A jeśli Powołanie, jest Zaproszeniem do życia Stwórcy, to najlepszą odpowiedzią jest życie wolne i myślące, mogące samodzielnie odpowiedzieć... A jeśli Zaproszenie jest wyciągniętą Dłonią Boga, jest skierowaną Uwagą, jest wylaniem Miłości - to my wszyscy uczestniczymy w Akcie Stworzenia. Nie jesteśmy dalekimi potomkami tych, którzy mogli być świadkami, jakiejś Ewy, jakiegoś Adama - to my sami jesteśmy Ewą i Adamem, jesteśmy świadkami Stworzenia Świata i mamy zaszczyt uczestniczyć, co więcej możemy coś z siebie samych dodać do tego Stwarzania, do tego Co_Ma_Być...
Nie ma konfliktu między kreacją, a ewolucją - istnieje on tylko w ludziach - w rzeczywistości jest Boskie TERAZ, a nasze NIEUSTANNIE...

Jak mówiłem to stary tekst, a to spojrzenie religijne było jego częścią. Nadal widzę to podobnie.
Chciałem się też zapytać, jak Wy to widzicie?
Dziękuję za uwagę... :)
odwaga, wytrwałość, uśmiech
Natężenie świadomości