Post Cz mar 04, 2010 7:50 pm

Spędy ezoteryczne czyli "parada straszydeł"

W mojej głowie utarł się pewien schemat. Do pensjonatu na wsi, który czasy swojej świetności ma już dawno za sobą przyjeżdża grupa często przypadkowych osób. Opowiadają jeden przed drugim jakież to wspaniałe efekty potrafią osiągnąć korzystając ze swej mocy. Do tego jeszcze prowadzący.....powiernik jakiejś tam tajemnej tradycji. Czy tak jest? Nie wiem. Wiem tylko, że obraz taki pokutuje wśród wielu moich znajomych. Można by na tym zakończyć ten porażający inteligencją wywód, ale nie o to chodzi....
Nawet jeżeli na warsztaty przyjeżdżają osoby, które nie potrafią poradzić sobie ze sobą...... Nawet jeżeli prowadzący ma ciężką wbiję....
Po pierwsze, nie oznacza to, że nic nie możemy się nauczyć. Po drugie, nie oznacza to, że nie spotkamy tam kogoś, kto nas zainspiruje. Po trzecie, może ktoś nieposkładany zderzając swoje wyobrażenia z praktykującymi stanie w prawdzie przed sobą i otrząśnie się z majaków na temat swojej wielkości. I wreszcie po czwarte, jedyny sposób na oddzielenie ludzi "prawdziwych" od spadkobierców atlantów/majów/Inków(niepotrzebne skreślić) to być tam, oceniać, być krytycznym(nie krytykantem), pokazywać, że praktyka może wyglądać inaczej. A może zdarzy się, że traficie na świetnych ludzi, a i prowadzący będzie miał coś do powiedzenia....czego Wam oczywiście życzę....
Tak swoją drogą, to wybieram się w równonoc na pewien event, kto wie może zmienię zdanie...
"Ten, który walczy z potworami powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas." F.Nietzsche

Gdy uczeń jest gotowy nauczyciel sam się znajdzie