maska, cel i podróż


Miejsce na rozmowy w tematach nie występujących gdzie indziej na forum, ale mimo to pasujących do niego.

Moderator: Kapelusznik

Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post N gru 20, 2009 7:52 pm

maska, cel i podróż

ostatnie moje przemyslenia kręcą sie wokół tych 3 tematów.

cel i podróż
cel. czym jest cel? koncową stacją do której wszyscy usilnie dążymy myśląc ze jak już ja osiągniemy to będziemy spełnieni? oświeceniem? rozpłynięciem sie w niebycie? tylko że jest jedna rzecz która w tym całym dążeniu jest pułapką. jest nią właśnie sam cel. odrzucamy wszystko co jest nam niepotrzebne, omijamy przeszkody tarasujące nam droge do osiagnięcia go. nasze oczy są wpatrzone gdzieś w horyzont gdzie majaczy hipotetyczny cel. a co z drogą do celu? nie patrzymy na nią, chcemy jak najszybiej ją przejść i mieć już to za sobą. tylko co w momencie gdy osiągniemy cel? ten ostateczny, jezeli taki w ogóle jest. nie bedzie juz dokąd iść. staniemy na końcu drogi i co? pustka. wszyscy tam zdążamy tak czy inaczej. czy tego chcemy czy nie. a co jezeli porzucić cel? zająć się drogą? bo skoro cel i tak nas nie ominie to po co sie nim zajmowac? lepiej zająć sie drogą.
kiedy ide powoli, nieśpiesznie, bez celu, bez napięcia, czuje wolność. smakuję każdą chwile, każdy obraz, każdą istotę spotkaną na swojej drodze. to tylko iluzje, ale jakie piękne. w każdej z tych iluzji znajduję to czego nie szukam. mój cel. on jest ukryty pod powierzchnią rzeczywistości. zawsze i wszędzie.

maska.
maska to moje ego. coś co pokazuję światu kiedy chcę żeby na mnie patrzył i podziwiał. poznałam wiele swoich masek. niektóre lubie, inne nie. kiedy nieustannie zmieniam maski, zaczynam sie zastanawiać kim tak naprawde jestem? no bo przecież nie maską. nie moge nią być skoro moge ją zmienić. więc kim? nikim? albo wszystkim? a może jednym i drugim na raz? tak jak z celem i jego brakiem?

maska, cel i podróż.

kiedy idę nie myśląc o celu i skupiając sie na chwili która jest, zapominam o sobie. kiedy długo tak idę, zaczynają zanikać myśli i interpretacje, wewnętrzny narrator, który jest mi w niczym niepotrzebny. nie potrzebuję tworzyć filmów na temat rzeczywistości. chcę być rzeczywistością samą w sobie. chcę być tylko wzrokiem, słuchem, węchem, dotykiem, smakiem. niczym więcej. podziwiać widoki ukazujące się moim oczom i stawać sie nimi. one są we mnie a ja w nich. jestem nimi wszystkimi a jednocześnie nie ma mnie. kocham ten stan. chciałabym żeby trwał zawsze. niestety nie trwa. choć wiele razy zdarzyło się że zaistniał we mnie. czasem na krócej, czasem na dłużej.
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 228

Dołączył(a): N wrz 06, 2009 10:47 pm

Post N gru 20, 2009 10:00 pm

belladonna napisał(a):kiedy długo tak idę, zaczynają zanikać myśli i interpretacje, wewnętrzny narrator, który jest mi w niczym niepotrzebny


Znam ten stan umysłu. W łaśnie dlatego tak lubię chodzić po górach - ten stan się pojawia, niezależnie od tego czy podróż jest dosłowna, czy jest przenośnią.

Wiele razy zastanawiałem się nat tym, jednak nigdy nie "ubrałem"tego w słowa. Dzięki
:piwo:
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 115

Dołączył(a): Cz sie 13, 2009 1:02 pm

Post N gru 20, 2009 10:43 pm

To wedle moich poglądów, które to kilka lat rozwijałem:

cel. czym jest cel?

Czymś, co tworzy Droge - jedyną rzecz która jest istotna. Jedynym celem istnienia Celu jest tworzenie Drogi, która rozwija, uczy.

nie patrzymy na nią, chcemy jak najszybiej ją przejść i mieć już to za sobą.

Cel jest ważny, ale w ostatecznym rozrachunku tylko droga sie liczy.

a co jezeli porzucić cel? zająć się drogą?

Droga przestanie istnieć.

maska (...)

Maska jest zewnętrzną warstwą ułatwiającą nam unikanie społeczeństwa w dość ciekawy sposób - wtapianie sie w nie. Możemy być debilkiem takim jak miliardy innych, a wewnątrz, poza ową maską, być sobą. Sztuką jest nauczyć się wykorzystywać te maske i ją szanować, nie dawać się przez nią wykorzystywać.
Szukam. discovery44 to mój pan a Promhyl Studies sux
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post N gru 20, 2009 11:34 pm

Paye napisał(a):czy podróż jest dosłowna, czy jest przenośnią.


dokładnie :). te stany bardzo łatwo załapać w górach. po powrocie gubimy je gdzieś gąszczu codzienności. mnie interesują teraz najbardziej podróże z domu do pracy, z pracy do domu i wszędzie tam gdzie jestem. żeby byc w tym stanie na codzień. to trudne, ale możliwe. czasem mi sie udaje. teraz tropie momenty w których gubie ten stan. wymaga to ode mnie dużej uważności, ale mysle ze predzej czy pozniej uda mi sie to na dłuzsza mete. cwiczenie czyni mistrza.
thx :piwo:

Whedaus napisał(a):Cel jest ważny, ale w ostatecznym rozrachunku tylko droga sie liczy.


dokładnie :)


Whedaus napisał(a):Droga przestanie istnieć.


heh, no racja. chodziło mi o to zeby nie skupiać sie na celu tylko na drodze. a cel niech sobie po prostu będzie.

Whedaus napisał(a):Maska jest zewnętrzną warstwą ułatwiającą nam unikanie społeczeństwa w dość ciekawy sposób - wtapianie sie w nie. Możemy być debilkiem takim jak miliardy innych, a wewnątrz, poza ową maską, być sobą. Sztuką jest nauczyć się wykorzystywać te maske i ją szanować, nie dawać się przez nią wykorzystywać.


dlaczego unikanie? ja przyjelam opcje nie-unikania. może to też z racji tego ze jestem dość widoczną osobą, trudno jest mi sie ukryć. lubie ludzi, nawet tych ktorzy mnie nie lubia. nie zamykam sie przed nimi. z maska chodzi mi wlasnie o to ze chowamy pod nią swoje prawdziwe ja. zamykamy sie i probujemy grac kogos kim nie jestesmy po to aby sie przypodobac, przetrwac, zaistniec, czyli spelnic jakies zachcianki czy cele nalezace do sfery ego. w pewnym momencie o ile takie granie trwa wystarczajaco dlugo, zaczynamy sie czuc z tym po prostu źle. w pewnym momencie przestalam tak robic. zrobilam eksperyment i poszlam na calosc. przestalam sie chowac a zaczelam pokazywac. zakładałam ze moze sie nie udać, że świat mnie zje. troche tak sie stalo a troche nie. tzn zaczelam przyciagac do siebie ludzi, zdarzenia, pracę gdzie moge byc bardziej sobą i gdzie jestem w harmonii z otoczeniem. odeszly rzeczy ktore były może i korzystne ale tak naprawde mi nie służyły. przyciagamy do siebie dokladnie to co wysylamy w swiat. jezeli wysylam usmiech, szczerosc, brak maski, to samo do mnie wraca. zauwazylam tez ze ludzie w wiekszosci tak naprawde lubia ta moja szczerosc, czuja sie z tym dobrze i sami zaczynają sie otwierac. ci ktorzy nie lubia po prostu odchodzą. i dobrze :)
co do wykorzystania, to dokladnie widze gdzie kto probuje mnie wykorzystac. intencje ludzi i ich maski po prostu widac, nawet nie trzeba za bardzo sie przyglądać. nie musze grac zeby nie dac sie wykorzystac. moge byc soba jednoczesnie majac swiadomosc gierek drugiej strony. to jaki sposob postepowania przyjme i co z tym zrobie zalezy od sytuacji. jezeli nie da sie inaczej, zawsze mozna powiedziec żegnam. krótka piłka.
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Pn gru 21, 2009 12:51 am

belladonna napisał(a):a co jezeli porzucić cel? zająć się drogą?

A co jeżeli droga jest celem?
belladonna napisał(a):kim tak naprawde jestem? no bo przecież nie maską. nie moge nią być skoro moge ją zmienić. więc kim? nikim? albo wszystkim? a może jednym i drugim na raz? tak jak z celem i jego brakiem?

Ciężkie pytania. Powiedziałbym - wymyśl sobie jakikolwiek obraz siebie - tym nie jesteś.

belladonna napisał(a):chcę być tylko wzrokiem, słuchem, węchem, dotykiem, smakiem. niczym więcej. podziwiać widoki ukazujące się moim oczom i stawać sie nimi. one są we mnie a ja w nich. jestem nimi wszystkimi a jednocześnie nie ma mnie. kocham ten stan. chciałabym żeby trwał zawsze. niestety nie trwa. choć wiele razy zdarzyło się że zaistniał we mnie. czasem na krócej, czasem na dłużej.

Szamańska inicjacja polega na rozbiciu całości, co jest symboliczną śmiercią, i ponownym narodzeniem, scaleniem "ten sam", ale nie "taki sam", Neo (Matrix), Noe (prowadzący rodzinę, budujący). Ma swój archetypowy fraktal odbity w doktrynie Jezusa. Mit mówi: "Jezus uzdrawiał.Jezus unosił się w powietrzu. Jezus rozmawiał z duchami. Jezus uczył." Był jedynym czystym, jak Adam. Przez, to że Adam był czysty przed "grzechem wiedzy", ludzkość mogła uwolnić od tego bad tripa ofiara z takiego samego "czystego", zrodzonego z ducha, nie z ciała. Adam Kadmon jest kabalistycznym mitem osobistym, którą tworzy sobie umysł, by Jaźń ująć w formę obrazu, idei. W szamańskim paradygmacie proces dążenia do tego wzoru, który nazywamy samodoskonaleniem, dorastaniem, postępem, obejmuje sobą wszystkie rodzaje energii mocy natury. Psychologia ma swój język, szamanizm swój, na to, by określić ewolucję człowieka. Ta wiedza pozwala uzdrawiać. Dlatego uzdrawianie jest świętą mocą. Szaman rozmawia z duchami, które mówią mu, co choruje w człowieku, miejscu, wspólnocie i co należy zrobić. Jeśli chciałbym ująć to językiem psychologii lub psychotroniki, powiedziałbym, że szaman potrafi rozszczepić swój umysł na mniejsze części (duchy), które może obdarzyć imieniem, wydzielić im funkcje (Anima, Cień, Psyche, Ego). Jest to podobne do zaburzenia dysocjacyjnego tożsamości, tylko że szaman przechodzi dezintegrację (śmierć ego) by znowu utworzyć jedność. Ktoś już chyba porównał szamanizm z kontrolowaną schizofrenią. By schizofrenią się to nie stało, szaman musi scalić całego siebie, wszystkie elementy Ja. Szaman nie odrzuca z żadnych nauk, które płyną z Ziemi. Pisząc Ziemia, mam na myśli wszystkie wcielenia archetypu Matki, którą widzimy w ideach takich jak "matka" "żywioł ziemi", "planeta Ziemia", Pustka, itp. Zadaję sobie pytanie, czy schizofrenia nie jest efektem zatrzymania się na jakimś etapie scalania całości. Jeśli lekarz nie zna zgubionego elementu, nie może scalić pacjenta. Mógłby spróbować go rozbić całkowicie by przez przeżycie własnej śmierci przeprowadzić proces scalania od nowa. Kontrolowane przeżycie własnej śmierci jest ważnym elementem ścieżki szamańskiej. Dopiero śmierć i odrodzenie czyni kogoś szamanem. Nie znam innej krótszej definicji. Jeśli ktoś się ze mną zgodzi, że śmierć i narodziny są doświadczeniami znanymi szamanowi (inicjacja, może nawet rzeczywista, jak śmierć kliniczna), to z pozostałe kwestie nie będą dla mnie istotne na tyle, by o nie rozbijać istotę szamanizmu.
Nie odrzucam żadnego kontaktu z Matką.
Szaman powie, że czerpie moc ze swojej inicjacji. Jest częścią wszystkiego, czego doświadcza lub raczej każde doświadczenie tworzy jego istotę, przez co nie odrzuca żadnej z części. Jeśli tak robi, odrzuca własną moc.


belladonna napisał(a):maska.
maska to moje ego. coś co pokazuję światu kiedy chcę żeby na mnie patrzył i podziwiał. poznałam wiele swoich masek. niektóre lubie, inne nie. kiedy nieustannie zmieniam maski, zaczynam sie zastanawiać kim tak naprawde jestem? no bo przecież nie maską. nie moge nią być skoro moge ją zmienić. więc kim? nikim? albo wszystkim? a może jednym i drugim na raz? tak jak z celem i jego brakiem?

Dzięki ego rzeczywistość doświadcza siebie poprzez wąski punkt widzenia. miliardy ludzkich ego tworzą sieć miliardów doświadczenia. W każdym jest ta sama część - DNA, duch, iskra boża, whatever. Chcąc nie chcąc jesteśmy częścią całości. Możemy ego wykorzystać lub pozwolić, by kierowało życiem za pomocą swoich odruchów i programów. W świecie form ego jest dość użytecznym narzędziem.
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze

Post Pn gru 21, 2009 12:59 am

Re: maska, cel i podróż

belladonna napisał(a):
maska.
maska to moje ego. coś co pokazuję światu kiedy chcę żeby na mnie patrzył i podziwiał. poznałam wiele swoich masek. niektóre lubie, inne nie. kiedy nieustannie zmieniam maski, zaczynam sie zastanawiać kim tak naprawde jestem? no bo przecież nie maską. nie moge nią być skoro moge ją zmienić. więc kim? nikim? albo wszystkim? a może jednym i drugim na raz? tak jak z celem i jego brakiem?



Zawsze mamy maski tak samo jak zwykle zakladamy jakies ubrania. Nie boli mnie fakt, ze nago nie chodze po ulicy. Tak samo nie mam potrzeby wciskac sie w kazda sytuacje z moja indywidualnoscia. Moja osobowosc ma wiele aspektow i nie kazdy musi o mnie wszystko wiedziec. Po prostu szkoda mi czasu na to by co chwila sie spierac z kims lub odstraszac ludzi.

Maska jest srodkiem posredniczacym. Podobnie jak stroj, slowa ktore dobieram itd. Nie da sie zobaczyc golej ludzkiej duszy, moze gdyby wejsc do czyjejs glowy. Ale ja siebie –siebie bez jazd ego itd widzialam tylko w bardzo szczegolnych okolocznosciach.

Nie walcze z moimi maskami, tylko staram sie byc ich swiadoma. Wiele masek na wiele okazji i nie sadze by to bylo tchorzostwo. Nie zalezy mi ukazywaniu przypadkowym ludziom prawdy o mnie, wystarczy ze mam ja dla siebie. Nie chce zmieniac ludzi przez uswiadamianie im jaka naprawde jestem. Chce tylko by mi nie przeszkadzali byc soba. Stad maski. Poza tym wdzieczna jestem roznym ludziom, ktorych przypadkowo spotykam na ulicy, w pracy itd ze nosza maski zgodne z konwencja w tym miejscu. Nie chce widziec prawdziwej twarzy kazdej osoby i wiem ze wielu ludzi tez nie chce ogladac mnie prawdziwej. Nie mam potrzeby zmuszania ich do tego. Nawet wydaje mi sie, ze byloby to odrobine niegrzeczne.
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post Pn gru 21, 2009 8:43 pm

to moze uscisle o co mi chodzi z ta maska bo mozliwe ze sie nie do konca rozumiemy. za maske uwazam najbardziej zewnetrzna czesc ego, ta ktora pokazujemy na zewnatrz kiedy gramy. za brak maski uwazam stan naturalnosci, kiedy jestem w głebokim kontakcie ze swoim wnetrzem. i wcale nie chodzi tu o indywidualność, o pokazywanie sie na siłe, bycie na świeczniku, czy jakąkolwiek sztucznie nakręconą ekstrawersje. ani tez o ekshibicjonizm i pokazywanie wszystkim i kazdemu z osobna swojego wnętrza. ani o to ze chce tym zmieniac swiat (dżizaz! :/). ani tez o tłumienie sie i chowanie, udawanie stoika. raczej o to aby to co jest we mnie w danej chwili wypływało swobodnie na zewnątrz niczym nie hamowane ale tez bez ciśnienia. taki stan jest moze pewna forma nagosci, ale jest to nagosc dziecka, ktora wydaje mi sie ze nie razi nikogo. jest w nim wlasnie dziecięca radosc, spontanicznosc i otwartosc. taka nagość ma w sobie wielką siłę której nic nie jest w stanie zranić i ktora najczesciej zalatwia konflikty na dzien dobry.
w porownaniu z tym stan chowania sie pod maską "zeby nikt nie zobaczył" uwazam za na prawde przykry i niewygodny. i wiem ze nie chce juz do niego wracac.

Dream napisał(a):A co jeżeli droga jest celem?


to zdanie bardzo mi sie podoba. :)

Dream napisał(a):Jest częścią wszystkiego, czego doświadcza lub raczej każde doświadczenie tworzy jego istotę, przez co nie odrzuca żadnej z części.


ładnie ujęte. własnie tak odbieram droge. ide przez rozne rejony i musze przyjac wszystko co mnie spotyka. jezeli jest jakas czesc ktorej nie jestem w stanie przyjac to bedzie ona powracac dopoki jej nie zrozumiem i nie zaakceptuje.

Post Wt gru 22, 2009 4:07 pm

belladonna napisał(a):A co jeżeli droga jest celem?


to zdanie bardzo mi sie podoba.


Dream mnie uprzedził, ale tylko dlatego, że byłam przez jakiś czas odcięta od świata :tongue:=+;P .
Droga jest celem. Przynajmniej dla mnie. Cel jest drogą. A co, jeśli trafi się na rozdroże...?

Co do masek, ja ich używam, żeby nie musieć pokazywać swojego prawdziwego ja tam, gdzie tego nie chcę. Czasem jest to zabawne, czasem męczące. Trzeba tylko pamiętać o jednym: Jeśli będziesz nosić maskę zbyt długo, uwierzysz, że to co widzisz w lustrze to twoja twarz...A wtedy staniesz się maską :/
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post Wt gru 22, 2009 8:40 pm

Wilczyca napisał(a):Droga jest celem. Przynajmniej dla mnie. Cel jest drogą. A co, jeśli trafi się na rozdroże...?


wtedy idziesz w prawo lub w lewo :D
ciekawa opcja jest też nie wybierać żadnej drogi tylko iść dalej na przełaj
możesz tez usiasc na środku i sie rozpłakać albo roześmiać w zależności od nastroju
właściwie to jedynie wracanie spowrotem nie ma sensu, nie warto trzymać sie przeszłosci.

Post Wt gru 22, 2009 8:42 pm

belladonna napisał(a):właściwie to jedynie wracanie spowrotem nie ma sensu, nie warto trzymać sie przeszłosci.


nie zawsze się da :tongue:=+;P
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 228

Dołączył(a): N wrz 06, 2009 10:47 pm

Post Wt gru 22, 2009 11:27 pm

owszem, przeszłości nie warto się trzymać, ale wracać do niej warto. Można zobaczyć, jakim było się człowiekiem kiedyś, a jakim jest się obecnie, zastanowić się dlaczego tak się stało i jakie decyzję się do tego przyczyniły. Rozważyć dawne błędy i sukcesy. To dzięki rozumieniu przeszłości możemy kształtować swoją przyszłość.

Natchnęło mnie, ponieważ czytam teraz ciekawą książkę pod tytułem "Zakochany Duch" Jonathan Carrolla.
Polecam, zarówno tą konkrertną jak i autora ogólnie

Dodano 2 minut temu:

belladonna napisał(a):właściwie to jedynie wracanie spowrotem nie ma sensu,


Czasem, by posunąć się naprzód TRZEBA się cofnąć. To trudne, bo ma się wrażenie zmarnowanego czasu, ale w końcu okazuje się, że "gubienie drogi" też ma swój sens i cel
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post Śr gru 23, 2009 12:35 am

zgadzam sie z toba, Paye, warto wyciagac wnioski, ale nadal bez trzymania sie przeszlosci. w sensie ze dobrze jest zrozumiec o co chodzilo po czym zostawic to za soba i isc dalej. nie mozesz isc naprzod patrzac ciagle wstecz.

Post Śr gru 23, 2009 12:07 pm

belladonna napisał(a):nie mozesz isc naprzod patrzac ciagle wstecz.

możesz. Wielu ludzi tak robi :tongue:=+;P Tyle że:
a) nie jest to zbyt wygodne ani przyjemne
b) prędzej czy później się potkniesz :)
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 228

Dołączył(a): N wrz 06, 2009 10:47 pm

Post Śr gru 23, 2009 5:13 pm

Tak jak w samochodzie.

Patrzeć trzeba cały czas do przodu, ale lusterko wsteczne jest nieocenioną pomocą... :tongue:=+;P
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Śr gru 23, 2009 6:36 pm

Wilczyca napisał(a):A co, jeśli trafi się na rozdroże...?

Ja korzystam z run, albo podejmuję decyzję. Teraz mniej korzystam z run, ale to dlatego, że korzystanie z run po latach wyostrza intuicję. Podobno. U mnie się sprawdza.
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze

Wed

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 117

Dołączył(a): So wrz 19, 2009 10:27 pm

Lokalizacja: tutejszy

Post Śr gru 30, 2009 10:03 pm

Choć temat odpłynął troszkę do maski Belladonny to powróce troche do niego.
Nigdy nie potrafiłem stwarzać fałszywych masek, dla swojego ja, ale często okrywałem swoją twarz maskami dla innych, to taki sposób przystosowania społecznego, sposób na przeżycie, ba, ale nigdy z fałszywą maską, ponieważ życie w fałszu rodzi konflikt wewnętrzny, a życie w obłudzie doprowadza w ślepą uliczke z której cięzko powrócić. I nie ma różnicy czy jest to ślepa uliczka stworzona przez osoby czy system w wyniku jakiejś indoktrynacji czy zindoktrynowanie samego siebie poprzez zakładanie fałszywych masek - pranie mózgu przez kogoś czy przez samego siebie jest taką samą lipą. Bardzo często spotykałem się również z nakładanymi maskami nadmocy, ktoś mi mówił np. "ja mam moc, ja ci pomoge" to było smieszne, ci ludzie żyjący w ułudzie własnej maski, wierzący w nią, nie wiem czy kiedykolwiek się obudzili z tego snu, dla nich droga już się skończyła.
Przez pewien okres swojego życia miałem taką dość ciekawą prace, gdzie prowadziłem rozmowy z osobami, które tego wcale nie chciały. Problemem tego zadania było po pierwsze nawiązanie kontaktu czyli rozpoczęcie rozmowy z osobą która tego nie chciała, ale najważniejsze było utrzymywanie tej rozmowy = założenie jakiejkolwiek maski zrywało tę rozmowe co powodowało całkowitą plajte, nauczyłem się wtedy żyć bez masek.

Co do drogi i celu.
Myśle, że w pewnym sensie celem jest droga, na której można osiągnąć jeden z celów - świadomość, a poziomów świadomości jest wiele toteż droga ta nie ma końca, dobrze też na niej nie stwawiać niepotrzebnych zasłon (czy to ubierając maski, czy wchodząć w środki psychoaktywne, ba nawet osiągnięcie pewnego atrakcyjnego dla nas poziomu wtajemniczenia szamańskiego może spowodować zatrzymanie się na drodze prawdziwego człowieka - może to być tak kuszące, że stanie się zasłoną uniemożliwiającą zobaczenie, że jest dalej jakaś droga)
Tak do końca nie jest pewne w, których wojnach po, której stronie walczyli nasi przodkowie
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post Cz gru 31, 2009 6:17 pm

Wed napisał(a):założenie jakiejkolwiek maski zrywało tę rozmowe co powodowało całkowitą plajte, nauczyłem się wtedy żyć bez masek.


z tego co zauważyłam, zakladanie masek w jakimkolwiek kontakcie powoduje prędzej czy później plajte. ludzie nie sa aż tak głupi jak czasem nam sie wydaje i wiekszość z nich widzi maski.

Wed napisał(a):dobrze też na niej nie stwawiać niepotrzebnych zasłon (czy to ubierając maski, czy wchodząć w środki psychoaktywne, ba nawet osiągnięcie pewnego atrakcyjnego dla nas poziomu wtajemniczenia szamańskiego może spowodować zatrzymanie się na drodze prawdziwego człowieka - może to być tak kuszące, że stanie się zasłoną uniemożliwiającą zobaczenie, że jest dalej jakaś droga)


maski tworzą zasłony - zgadzam sie
co do środków psychoaktywnych - nie zgadzam sie
Dream juz kiedys o tym napisał w naszej pierwszej rozmowie w ktorej tez brałeś udział. zgadzam sie z nim. zatrzymanie jest wtedy kiedy osiadamy na laurach, myśląc że już wszystko osiągneliśmy i nie ma już nic dalej. to nie środki psychoaktywne tworzą taki stan, tylko my sami. środki psychoaktywne to tylko narzędzie. jedno z wielu. można go używać ale nie trzeba. ja nie zawsze ich używam. sięgam po nie wtedy kiedy tego potrzebuje. kiedy nie potrzebuje, sięganie po nie jest bezsensowne i niewiele daje. mówisz o pokusie. każde narzędzie może stworzyć pokuse. to my mamy nad nią panować a nie ona nad nami.

Wed

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 117

Dołączył(a): So wrz 19, 2009 10:27 pm

Lokalizacja: tutejszy

Post Pt sty 01, 2010 3:35 pm

Całkowicie się z tobą Belladonno zgadzam, ze temat był poruszony i wiem, że Ty i Dream macie inne zdanie, ja to zdanie szanuje, ja Was i nikogo nie przekonuje, moje zdanie jest odmienne w tej kwestii, jeśli miałem coś powiedzieć to uważam i czuje, że powinienen wypowiedzieć się w miarę tak by wyrazić moje zdanie, takie jest moje zdanie i nie tylko, bo spełnia one zasady różnych "filozofi o charakterze religijnym". Jest to zdanie poparte jakimś tam osobistym doświadczeniem, które określiło moją ścieżke.
Fakt rozpoczełaś temat, ale uczestniczyło w tej rozmowie więcej osób, myśle, że moje zdanie na stawiane zasłon i błądzenie nie jest na tyle "kontrowersyjne" by nie zastanowić się głębiej nad tą sprawą chociaż przez chwile.
Piszesz, że środki psychoaktywne to tylko narzędzie - ok. Setki głowic nuklearnych to też tylko broń defensywna - do czasu.
Tak do końca nie jest pewne w, których wojnach po, której stronie walczyli nasi przodkowie
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post Pn sty 04, 2010 10:21 am

Wed napisał(a):Piszesz, że środki psychoaktywne to tylko narzędzie - ok. Setki głowic nuklearnych to też tylko broń defensywna - do czasu.


czy nóż jest zły bo ostry?
czy ogień zły bo gorący?

Dodano 13 minut temu:

heh, widze ze Dream byl szybszy i juz o tym napisal w koszu :)

Wed

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 117

Dołączył(a): So wrz 19, 2009 10:27 pm

Lokalizacja: tutejszy

Post Pn sty 04, 2010 4:03 pm

Nie ,głowice nuklearne są SUPER, uwielbiam je! Oczekuje z radością kiedy przelecą nad moją głową.

To jest racjonalizowanie sprawy, nie rozmowa na temat. Sorry, ale nie jest to dla mnie żaden argument.

ponieważ jestem pod wrażeniem tych samych argumentów, a taka sama dyskusja poszła do śmietnika wraz z argumentacją, że tam jest super miejsce na taki temat, pragne zadać Tobie (również innym osobą) pytanie:
czy jesty coś, jakiś rytuał, sposób na drogę, jakiekolwiek osiągnięcie pozyskane za pomocą środków psychoaktywnych, które możesz przekazać innym osobą
(wybacz, ale argument, że śr, psy, pozwalają zobaczyć wolnemu umusłowi, że policja jest niepotrzebna jest dla mnie żałosny, jak i podobne, a dodam, że z lubością szedłem tą drogą przez 25 lat toteż prosze bez ściemy, jestem praktykiem w tej branży, a praktyka była poważna, bo stosowana w celach "religijnych" - nigdy towarzyskich)

prosze pokaż mi dobre oblicze i zalety tej drogi..
i nie posługuj się jednocześnie jakimiś fundamentalnymi kłamstwami, prosze o prawde

przekonaj mnie o ich zaletach
(jeśli argumenty będą wystardzająco dobre, przeprosze na forum )
Tak do końca nie jest pewne w, których wojnach po, której stronie walczyli nasi przodkowie
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 228

Dołączył(a): N wrz 06, 2009 10:47 pm

Post Pn sty 04, 2010 7:44 pm

Wed napisał(a):Setki głowic nuklearnych to też tylko broń defensywna - do czasu.


Głowice nuklearne to nie wynalazek. To zły sposób użycia wynalazku.

Nóż może np kroić chleb, albo przecinać wrzód itd. Niezależnie od wykorzystania, nóż nie jest zły.
Tak samo jest z energią atomową - sama w sobie nie jest zła - elektrownie atomowe są wbrew pozorom bardzo ekologiczne (pod warunkiem że nie wybuchną labo nie będzie wycieku).

To że ludzie wpadli na pomysł że nożem można kogoś dźgnąć w brzuch, a energię atomu wysłać komuś w postaci głowicy to już zupełnie inna sprawa
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post Wt sty 05, 2010 8:50 pm

Paye napisał(a):Głowice nuklearne to nie wynalazek. To zły sposób użycia wynalazku.


i wlasnie o to mi chodzilo...

Wed, odpowiem ci jak bede miala lepszy dostep do netu, tam gdzie zostal umieszczony caly ten offtop.

Post Śr sty 13, 2010 3:23 pm

Z mojej perspektywy

Wszystko jest drogą i wszystko jest celem, więc nie ma sensu tego rozdzielać, a skupianie uwagi na jednym aspekcie prowadzi do złudnego (w moim pojęciu) wartościowania doświadczeń. Wszystko jest dobre, wszystko jest złe. Dla mnie to dwie strony tego samego. Zamykając się w jednym nieświadomie realizuję (swoją) potrzebę mieszczenia się w jakimś schemacie (osobnym tematem jest kwestia czy to "moja" potrzeba, czy "kontekst" społeczny tak silnie się we mnie wciska). Życie, dla mnie, polega na... życiu. Dziwacznie to brzmi ale od momentu w którym sobie to uświadomiłem przestałem się "miotać" wewnętrznie. Nie znaczy to, że rzucam się łapczywie na każde doświadczenie. Z czasem nauczyłem się ufać sobie, a to dało mi możliwość wybierania czy chcę aby jakieś doświadczenie było moje czy nie. Piszecie o przeszkodach na drodze/ścieżce. O omijaniu, burzeniu. Ja patrzę na to raczej jak na znak/sygnał, że coś trzeba przemyśleć, zasymilować (wchłonąć). Pewne rzeczy wracają co jakiś czas przez całe życie, nie znaczy to (dla mnie), że nie odrobiłem tej lekcji. Bardziej sugeruje fakt, że nie jestem "stałą Planck`a", że po prostu się zmieniam (w moim pojęciu "rozwijam").
Jakiś czas temu pozbyłem się również chęci nauczania, dawania świadectwa. To moje życie i moje doświadczenia nie oczekuję tego żeby ktoś się ze mną zgadzał, czy przyznawał mi rację. A co jeżeli się mylę? Ano nic. Przestałem się bać popełniania błędów. Zdarza się. I tu dochodzę do kwestii masek (tworzenia mitów na swój temat). Nie używam. Wolę pokazywać się takim jakim jestem. Daje mi to możliwość konfrontacji mojego świata z "rzeczywistością" innych ludzi. To takie lustro (czasem krzywe, czasem nie) w którym się mogę przejrzeć. Wiem, że jeżeli będę dostatecznie uważny to znajdę w nim (w nich) fragment siebie, który z racji subiektywnego postrzegania "rzeczywistości" najnormalniej w świecie mi umyka. Staram się w tym wszystkim zachowywać równowagę, nie tylko biorę. Ale to już inny temat.
Ostatni moje myślenie o drodze/ścieżce i celu zamyka mi się ładnie w parafrazie cytatu: Ja jestem drogą. Ja jestem celem.
Pozdrowienia.
Avatar użytkownika

Muchomorzysko
Muchomorzysko

Posty: 344

Dołączył(a): N paź 25, 2009 3:58 pm

Lokalizacja: Trójmiasto

Post Cz sty 14, 2010 3:03 am

poniedzialkowski napisał(a):Wszystko jest drogą i wszystko jest celem

poniedzialkowski napisał(a):Ja jestem drogą. Ja jestem celem.


ladnie brzmi. zabraklo mi tylko:
nic nie jest drogą, nic nie jest celem
podoba mi sie zestawienie tych 3 wersji.

poniedzialkowski napisał(a):nie tylko biorę

mozna tez nie brać :D
albo kraść, dawać, sprzedać, wymienić, pożyczyć, podzielić sie z kimś...
jest wiele mozliwosci...

poza tym :piwo:

Wed

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 117

Dołączył(a): So wrz 19, 2009 10:27 pm

Lokalizacja: tutejszy

Post Cz sty 21, 2010 3:13 pm

Z wielkim żalem, ale już przestałem oczekiwać od Ciebie Belladonno odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
Cóż, nawet nie spodziewałem się jej, doskonale sobie zdaje sprawę, że moje pytania były, są i będą w tym zakresie pytaniami retorycznymi.
Tak do końca nie jest pewne w, których wojnach po, której stronie walczyli nasi przodkowie
Następna strona

Powrót do OFF TOPIC

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości





Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.235s | 11 Queries | GZIP : Off