:: choroby psychiczne ::


Miejsce na rozmowy w tematach nie występujących gdzie indziej na forum, ale mimo to pasujących do niego.

Moderator: Kapelusznik

Post Pt wrz 05, 2008 8:53 am

Co nie znaczy, że to nie może być skuteczne. Znam pare osób, którym takie "kuglarstwo chemiczne" pomogło


ale to i tak kiła, imho. Jeśli chemia pomaga, to pomaga tylko wtedy, gdy jest terapia do tego. Jeśli sama chemia, to zwątpiwszy, zjawa. Ostatecznie to może znieczulić i oddalić od sedna problemu, w najgorszym wypadku uzależniając człowieka od leków.
btw, miałem wujka w pewnym szpitalu i leczyli go terapią. Było dobrze.

Post Pt wrz 05, 2008 2:05 pm

Saliva, no ja właśnie pisałam, że leki tak, ale razem z terapią i przede wszystkim motywacją do wyjścia z choroby.

Post Pt wrz 05, 2008 2:22 pm

A czy niechęć do wyjścia z choroby nie jest chorobą?

Post Pt wrz 05, 2008 2:43 pm

Jest i nawet niektórzy uważają za stosowne ratowanie na siłę.
Też naturalnie są choroby psychiczne w których chory nie zdaje sobie sprawy, że jest chory - no ale to przeważnie cięższe sprawy, a tutaj mówiliśmy o czymś "lżejszym".
Na pewno fajnie jak ktoś bliski wspiera. np. "punktuje" taką chorą osobę, której się wydaje że z nią wszystko ok, tylko świat naokoło pogięło, albo motywuje do leczenia kogoś w depresji, który nie czuje się już na siłach cokolwiek zrobić, żeby z tego wyjść - no ale jakaś współpraca, albo chociaż brak oporu ze strony takiego chorego musi być.

Post Pt wrz 05, 2008 3:16 pm

Z doświadczenia wiem, że depresja i marazm w wielu wypadkach bierze się z nudy i braku pracy. O ile marazm w chwili podjęcia pracy może szybko minąć to głęboka depresja nie... ale gdy nie ma już marazmu to i chęć do wyjścia z depresji się pojawia. Jak dla mnie na marazm najlepszym lekarstwem jest łomot i ciężka praca ;P

PS. Uważam, że to doskonałe lekarstwo na większość "lekkich" schorzeń psychicznych.

Post Pt wrz 05, 2008 3:22 pm

Wyjec, to się niestety nie zawsze sprawdza :] Bywają depresje na które żaden łomot nie pomoże, nie mówiąc o pracy :]

Natomiast na pewno jest to dobre podejście jeśli chodzi o depresje i doły nastolatków. Ja w tym okresie miałam właśnie "łomot i ciężką pracę" (dwie szkoły + dojazdy + niełatwa sytuacja w domu) i faktycznie nie miałam czasu na doły egzystencjalne - dopadły mnie potem, jak skończyłam jedną z tych szkół ;)

PS. Uważam, że to doskonałe lekarstwo na większość "lekkich" schorzeń psychicznych.

Na lekkie i owszem ;)

Post Pt wrz 05, 2008 3:28 pm

Nie no, wiem. Ale większość depresji to właśnie tego typu depresje. Sama ciężka praca nie pomorze gdy depresja jest stanem częściowo wywoływanym przez "chemie" mózgu. Choć na pewno będzie pomocna...
Dla przykładu alkoholizm... Czemu alkoholicy piją? Bo mają doła jak nie piją. Czemu mają doła jak nie piją? Bo maja za mało promili które poprawiają humor. Dla tego alkoholicy na odwyku dostają środki zastępcze które im pomagają nie pić poprawiając humor. Ale te prochy to nie lekarstwo, tylko środek umożliwiający danej osobie poradzić sobie z problemem. O czym niestety często ludzie zapominają...
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Pt wrz 05, 2008 3:52 pm

Nocny_Wyjec napisał(a):Z doświadczenia wiem, że depresja i marazm w wielu wypadkach bierze się z nudy i braku pracy. O ile marazm w chwili podjęcia pracy może szybko minąć to głęboka depresja nie... ale gdy nie ma już marazmu to i chęć do wyjścia z depresji się pojawia. Jak dla mnie na marazm najlepszym lekarstwem jest łomot i ciężka praca


W takim razie masz ubogie doświadczenie pod tym względem. Z depresji nie wyciągniesz nikogo, jak mu powiesz "weź się w garść chłopie, zrób coś z sobą, zajmij się czymś pożytecznym". Jeśli w depresji masz stan apatii, żadna siła cię nie wyciągnie z tego. Najwyżej stan się pogorszy, bo dojdzie do tego poczucie winy. Depresja jest o tyle wredna, że atakuje właśnie wolę działania. Można z tego wyjść, tylko trzeba wyrobić sobie nawyk działania bez widzenia sensu tegoż.
No chyba że depresją nazywasz niskie samopoczucie z powodu nudy. Ale to już nie jest depresja. Przerabiałem depresję kilkanaście lat temu i to nie jest stan, z którego można wyjść przez pracę i łomot. W stanie depresyjnym zmienia się osobowość, światopogląd, cała osoba. Jeśli ktoś ma silny porgram przetrwania i wysoką samoświadomość własnych procesów psychicznych, może to przetrwać, choć są to naprawdę wyjątki. W większości przypadków taka osoba potrzebuje pomocy. Depresja przewlekła dla życia chorego jest tym, czym kataklizm dla ekosystemu. Potrafi wyjałowić doszczętnie. Oczywiście są to ekstremalne przypadki, lae nie tak znowu rzadkie.
Problem z depresją jak mówiłem polega na tym, że atakuje wolę działania. W pewnym sensie chory na depresję chce pozostać w tym stanie, ale chce się go też pozbyć. To jest jak zamknięcie w pułapce, jak psychiczny HIV, który atakuje układ obronny.
Ważne jest tu połączenie leczenia farmakologicznego z psychoterapią. O ile w Polsce farmakologia nie stoi tak źle (jeśli kogoś stać na lepsze, nierefundowane leki) o tyle z psychoterapią jest tragicznie, zwłaszcza w mniejszych miastach. Z mojego przykładu mogę powiedzieć, że leczenie depresji wyglądało mniej więcej tak: raz w miesiącu wizyta w poradni, 5-minutowa (dosłownie) rozmowa z lekarzem, przepisanie recepty i do domu. Jak można skutecznie leczyć w ten sposób depresję? Przypadki wyleczenia to nie skuteczność psychiatrii ale praca samego chorego. Na swoje szczęścię moja depresja była jednym z questów, z którym musiałem sobie poradzić w praktyce szamańskiej. Zresztą ja nie żałuję swojej przygody z depresją, bo dzięki temu poznałem ją od środka, co dla każdego szamana jest ważne - bezpośrednie doświadczenie.

Pokutuje w śród społeczeństwa pogląd, że depresja dotyka ludzi wrażliwych albo słabych. Innym stereotypem jest to, że wpada się w depresję z powodu problemów miłosnych, stresu, itp. Tym czasem depresja możne dotknąć praktycznie każdego. Nie ma tu znaczenia jaki kto prowadzi tryb życia, ile ma pieniędzy, czy jest ładny czy brzydki, pewny siebie czy zamknięty w sobie. Ofc pewne typy osobowości są bardziej narażone na depresję, ale nie ma tu ścisłej reguły. Depresja może pojawić się zarówno w wyniku stresu jak i zaburzeń chemicznych w mózgu. Z szamańskiego punktu widzenia jest to choroba która dużo uczy i nie dotyka przypadkiem. Duch tej choroby jest bardzo silny i niszczący, ale też daje się zwalczyć, jeśli chory pracuje na wielu płaszczyznach swojej psychiki, nie tylko stara się wyleczyć objawy. W końcu objawy takie jak złe samopoczucie, zaburzenia łaknienia, lęki, apatia, można leczyć farmakologicznie. Ale to jest leczenie objawów, i dlatego ważna jest psychoterapia, która dzisiaj zastępuje pracę szamańską i pod wieloma względami ją przypomina. Oczywiście mam na myśli dobrą pracę z dobrym psychoterapeutą, który nie bierze sobie po 3 etaty w 3 różnych placówkach nie poznając w ten sposób żadnego chorego.
Pod jednym względem jednak psychoterapia się różni od szamanizmu. W psychologi i psychiatrii terapeuta musi zachować dystans do chorego. Wejśc z nim w bliskie relacje, ale jednak nie angażować się w chorobę. Szaman lecząc chorobę psychiczną musi wejść całkowicie w świat chorego i zmierzyć się z jego demonami tam gdzie trzeba, a w odpowiednich sytuacjach wesprzeć chorego w walce.

Dodano 3 minut temu:

Nocny_Wyjec napisał(a):Czemu alkoholicy piją? Bo mają doła jak nie piją. Czemu mają doła jak nie piją? Bo maja za mało promili które poprawiają humor. Dla tego alkoholicy na odwyku dostają środki zastępcze które im pomagają nie pić poprawiając humor. Ale te prochy to nie lekarstwo, tylko środek umożliwiający danej osobie poradzić sobie z problemem. O czym niestety często ludzie zapominają...

Spójrz na to z punktu widzenia szamana. Alkoholizm osłabia ducha chorego. Duch tej choroby wykorzystuje stan upojenia by wyrobić nawyk i pragnienie powtarzania przyjemności. Wykorzystuje ten sam mechanizm co inne duchy uzależnień. A mają doła jak nie piją po to, by znowu wypić. To jest program wciśnięty przez ducha choroby, nic więcej.
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze

Post Pt wrz 05, 2008 5:40 pm

Dreamcatcher, może źle się wyraziłem i być może niepotrzebnie zadrwiłem z nastolatek i ich "depresji". Mimo to dobrze wiem czym jest prawdziwa depresja i dobrze wiem, że nie jest to zjawisko częste. Dlatego skorzystałem z formy "w wielu wypadkach", bo wiem że zwykle pod określenie "depresja" wiele osób na siłę podciąga chwilowy smutek wywołany zawodem miłosnym.
Mimo to uważam, że jeśli osoba chora na depresje przełamie część objawów choroby to jest to znak poprawy sytuacji. Samo przełamanie symptomów też się przecież nie bierze z niczego.
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Pt wrz 05, 2008 6:27 pm

Nocny_Wyjec napisał(a):Mimo to dobrze wiem czym jest prawdziwa depresja i dobrze wiem, że nie jest to zjawisko częste. Dlatego skorzystałem z formy "w wielu wypadkach", bo wiem że zwykle pod określenie "depresja" wiele osób na siłę podciąga chwilowy smutek wywołany zawodem miłosnym.

A mnie sie wydaje, ze bardzo czesto ludzie lubia innym przedstawiac siebie jako osobe ktora doswiadczyla mega-hardcoru, jednoczesnie umniejszajac hardcor innych ;)

Zauwazylam to w wielu rozmowach... "Ty tak naprawde nie wiesz co to jest prawdziwe cierpienie, prawdziwy hardcor, ja wiem bo czegos takiego doswiadczylam, a Ty sobie tylko wmawiasz" itp... takie bez sensu przepychanki w sumie. Dlaczego tak jest? Czemu to sluzy?

Ogolnie widze to bardzo podobnie jak Dream. Uwazam rowniez, ze depresja wcale nie jest tak rzadkim zjawiskiem jak piszesz Wyjcu. Dotyka wiele osob, jest wrecz plaga naszej cywilizacji. Paradoks - zycie niby staje sie latwiejsze i nastawione na przyjemnosci, a coraz wiecej ludzi zapada na depresje.
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Pt wrz 05, 2008 11:50 pm

Nocny_Wyjec napisał(a):zwykle pod określenie "depresja" wiele osób na siłę podciąga chwilowy smutek wywołany zawodem miłosnym.

No bywa. Efekt mieszania pojęć, jak kochać i być zakochanym (dla większości to synonimy:P). Tym niemniej prawdziwą depresję w większości przypadków trzeba leczyć przy pomocy specjalisty, a takie smutki, bo kogoś rzucił chłopak raczej trudno nazwać depresją.

Nocny_Wyjec napisał(a):Mimo to dobrze wiem czym jest prawdziwa depresja i dobrze wiem, że nie jest to zjawisko częste.

Czy nie jest częste? Prawdę mówiąc nie wiem, bo nie robiłem statystyk, ale skłaniałbym się raczej ku twierdzeniu, że kondycja psychiczna społeczeństwa nie jest najlepsza. Obserwując ludzi część osób cierpiących na depresję nawet nie zdaje sobie sprawy, że im się takie coś przytrafiło. Znam np osobę, która cierpi na depresję od lat i nawet tego nie wie. Sporo osób z niższych warstw cierpi na depresję nie wiedząc o tym, co wynika z edukacji społeczeństwa w tej kwestii. Po drugie wciąż choroby psychiczne są chorobami wstydliwymi. Osoba chora psychicznie traktowana jest jako upośledzona intelektualnie. Nawet wśród osób, po których można by się spodziewać większej wiedzy, np wśród personelu medycznego, lekarzy, depresja nie jest traktowana jak choroba, albo też chorzy traktowani są jak ludzie gorszego gatunku. To są fakty.
Tym niemniej Lilith zwróciła uwagę na ważne zjawisko - powszechność chorób, nerwic, zaburzeń, stresów, braku równowagi, wewnętrznej harmonii w dzisiejszym społeczeństwie. Przemysł farmaceutyczny rozwija się bardzo szybko. Prowadzi się mnóstwo badań, są setki tysięcy leków, a wciąż ludzkość nie uporała się z tymi chorobami. A nawet chorób psychicznych i nerwic jest więcej niż było wcześniej. Nie od dziś wiadomo, że w społeczeństwach tzw prymitywnych choroby psychiczne, nerwice, zaburzenia to znikome zjawisko.

Ogolnie widze to bardzo podobnie jak Dream. Uwazam rowniez, ze depresja wcale nie jest tak rzadkim zjawiskiem jak piszesz Wyjcu. Dotyka wiele osob, jest wrecz plaga naszej cywilizacji. Paradoks - zycie niby staje sie latwiejsze i nastawione na przyjemnosci, a coraz wiecej ludzi zapada na depresje.

Może właśnie dlatego tak jest? Poza tym zobaczcie, że niezdrowy tryb życia odbija się na zdrowiu psychicznym. Rozmowy zostają sprowadzone do SMS, wolny czas zamiast spędzać z rodziną spędza się z IDOLEM albo Tańcem z Gwiazdami, wyścig szczurów, ciągła walka o byt w samotności (to już nie jest walka całego plemienia), pranie mózgów przez speców od marketingu, wypaczanie ideałów, zaprzepaszczenie plemiennych mitów, które zostają zamienione na Scarry Movie albo Die Hard. Listę można ciągnąć bardzo długo. Nie wiem dlaczego ale prawie każdy wie, że powinno się zdrowo odżywiać (wie choć większość tego nie robi), ale prawie nigdzie się nie mówi o tym, że trzeba też zdrowo odżywiać ducha, umysł, etc. Przecież to ma niebagatelne znaczenie, to, czym karmimy swoje umysły. Nie ma się co dziwić, że taki umysł jest podatny na choroby psychiczne. I nie ma się co dziwić, że ludzie sobie nie radzą, skoro nie znają wzorców zachowań a swoje poglądy i reakcje kopiują z mediów od osób, z którymi nie chciałbym zamienić jednego zdania (nie będę wymieniał nazwisk, każdy zna tego typu gwiazdy i gwiazdeczki, które nie wiedzieć czemu kreowane są na idoli).
Poza tym sam system wychowawczy ułożony jest tak, by produkować przeciętniaków i bydło, które będzie kupowało najnowsze gadżety. Sto lat temu uczono się łaciny i greki, czytano w oryginale klasycznych poetów. Za moich czasów mało kto czytał poezję, bo lekcje polskiego skutecznie ją obrzydzały, a dziś ze świecą szukać tych, którzy czytają książki, nie mówiąc o lekturach. Lektury? Po co, skoro są ekranizacje i streszczenia. Jak grzyby po deszczu wyrosły nam studia związane z marketingiem, zarządzaniem, bankowością. Psychologia? Oczywiście public relation i psychologia sprzedaży. Jak społeczeństwo może być zdrowe, skoro ma takie priorytety. W kulturze łowieckiej człowiek pracował o wiele mniej niż w agrarnej. Dzisiaj większość czasu pochłania ogłupiająca praca, a po pracy zapada się w fotel przed TV. Jeśli ktoś jest zdrowy prowadząc taki tryb życia, to stwierdzam, że to cud. :|

Pocieszę cię Wyjcu - osoby takie jak ty, czyli bezkompromisowe i szukające alternatywy powinny być pod ochroną i wciągnięte na listę gatunków zagrożonych. Mnie tam też można dopisać. Jak pewnie sporą część osób piszących na tym forum. :D
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post So wrz 06, 2008 11:17 pm

Lilith napisał(a):A mnie sie wydaje, ze bardzo czesto ludzie lubia innym przedstawiac siebie jako osobe ktora doswiadczyla mega-hardcoru, jednoczesnie umniejszajac hardcor innych Wink

Zauwazylam to w wielu rozmowach... "Ty tak naprawde nie wiesz co to jest prawdziwe cierpienie, prawdziwy hardcor, ja wiem bo czegos takiego doswiadczylam, a Ty sobie tylko wmawiasz" itp... takie bez sensu przepychanki w sumie. Dlaczego tak jest? Czemu to sluzy?

To chyba taki sposób, żeby się lepiej poczuć, no wiesz, być ważniejszym, bo coś się przeżyło, czego ktoś tam nie doświadczył. Ale masz rację Lilith, że to nie zdrowe. I aroganckie. Gdybym przypadkiem coś takiego robił, możesz mnie ruszyć kijem. ;) No i masz ode mnie piwo za słuszną uwagę. :piwo:
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze
Avatar użytkownika

Pan Gąsienica
Pan Gąsienica

Posty: 272

Dołączył(a): N mar 02, 2008 8:34 pm

Lokalizacja: Podlasie

Post So wrz 06, 2008 11:50 pm

Dreamcatcher napisał(a):Może właśnie dlatego tak jest? Poza tym zobaczcie, że niezdrowy tryb życia odbija się na zdrowiu psychicznym. Rozmowy zostają sprowadzone do SMS, wolny czas zamiast spędzać z rodziną spędza się z IDOLEM albo Tańcem z Gwiazdami, wyścig szczurów, ciągła walka o byt w samotności (to już nie jest walka całego plemienia), pranie mózgów przez speców od marketingu, wypaczanie ideałów, zaprzepaszczenie plemiennych mitów, które zostają zamienione na Scarry Movie albo Die Hard.


No właśnie moja ciotka mieszkająca na wsi zawsze mowi, że depresje to mają miastowi. Na wsi gdzie robi sie pompki nad deską z gwoździami i pracuje w polu takich "farmazonów" nie ma. Tyle cioteczka.

Z własnej obserwacji widze, że często ludzie przyjeżdżają do nas na wieś leczyć depresje i inne tego typu choroby cywilizacyjne;.
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Wt wrz 09, 2008 2:15 am

Dreamcatcher napisał(a):masz rację Lilith, że to nie zdrowe. I aroganckie. Gdybym przypadkiem coś takiego robił, możesz mnie ruszyć kijem. ;) No i masz ode mnie piwo za słuszną uwagę. :piwo:

Dzięki Dream, a bo mnie wzięło ostatnio na ruszanie kijem :D
Ale nie piłam teraz do Ciebie akurat, ot taka moja obserwacja a propos tych tematów. A każdy tak naprawdę przeżywa swoje na swój sposób, nawet nieszczęśliwe zakochanie ;)

No, na to wygląda, że depresja i jej pochodne to choroby cywilizacyjne. Dlatego tez najczęściej są leczone w sposób znany cywilizacji - leki, terapie, w cięższych przypadkach hospitalizacja. Ja przynajmniej nie spotkałam się z innym leczeniem. Macie rozeznanie jak to wygląda od strony "szamańsko-czarowsko-szeptuchowej"? Ciekawam ;)
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Wt wrz 09, 2008 4:25 am

Lilith napisał(a):Macie rozeznanie jak to wygląda od strony "szamańsko-czarowsko-szeptuchowej"? Ciekawam Wink

Od strony szamańskiej to wygląda właśnie tak, jak wspomniałem wcześniej. Szaman musi wejść w świat chorego właśnie. Sesja trwa zwykle długo. Ja w swojej praktyce nie miałem jeszcze jakiegoś ciężkiego przypadku, a jedynie depresje i nerwice. Ze swej strony też nie robiłem dużo, bo nie miałem możliwości (raczej ciężko leczyć coś takiego nie widząc chorego). Poza tym trzeba znaleźć ducha choroby i dowiedzieć się o nim jak najwięcej, skąd jest, po co i dlaczego... Bardzo to przypomina pracę psychoterapeuty, ale bez tego dystansu, który często manifestuje się w postaci biurka.

Dodano 54 sekund temu:

Lilith napisał(a):Dzięki Dream, a bo mnie wzięło ostatnio na ruszanie kijem Very Happy
Ale nie piłam teraz do Ciebie akurat, ot taka moja obserwacja a propos tych tematów.

Wiem, że nie konkretnie do mnie, ale skoro mam okazję, to czemu nie skorzystać profilaktycznie? ;P
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Śr wrz 10, 2008 8:04 pm

Dreamcatcher napisał(a):Bardzo to przypomina pracę psychoterapeuty, ale bez tego dystansu, który często manifestuje się w postaci biurka.

A to już zależy czy terapia odbywa się prywatnie czy w przychodni. Prywatna terapia to wszelki luksus, foteliki, zero biurka i attitude "nasz klient, nasz pan". W przychodni (o ile ci nie odwolają wizyty, bo psycholog musi w trybie pilnym jechać na wizytę domową-prywatnie) oczywiście biurko, mało czasu i ogólnie doopa :P

Tak dużo zależy od tego, na kogo się trafi... możesz trafić na konowała albo psychoterapeutę z powołania i właściwie od tego często zależy czy się zmotywujesz do wyzdrowienia. Tak więc, wracając do poczatku dyskusji, witch, jeśli nie trafiłaś na kogoś kompetentnego, to się nie poddawaj i szukaj dalej.
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Post Cz wrz 11, 2008 1:06 pm

Lilith napisał(a):Tak więc, wracając do poczatku dyskusji, witch, jeśli nie trafiłaś na kogoś kompetentnego, to się nie poddawaj i szukaj dalej


No. Kiedyś tak dla próby poszedłem sobie do psychologa, ale po pierwszym razie dałem sobie z tym spokój, bo gościu namieszał strasznie. Chciał księdza wzywać i ogólnie ingerować w moje życie... Nie polecam. Od tego momentu mam pewne uczulenie na wszelkich psychoterapeutów. Jasne, być może znajdzie się ktoś kompetentny. Oprócz paru znajomych szamanów kompetentnych psychoterapeutów nie widziałem.
Tak więc ostatecznie ciężko znaleźć kogoś dobrego. Ja byłem zmuszony tą swoją deprechę zwalczyć sam głównie.

Post Cz wrz 11, 2008 2:24 pm

Lilith napisał(a):Prywatna terapia to wszelki luksus, foteliki, zero biurka i attitude "nasz klient, nasz pan"

I to też jest zgubne dla pacjenta :p Głaskanie po główce raczej nikomu z problemami psychicznymi nie pomogło.

Lilith napisał(a):W przychodni (o ile ci nie odwolają wizyty, bo psycholog musi w trybie pilnym jechać na wizytę domową-prywatnie) oczywiście biurko, mało czasu i ogólnie doopa

A co masz przeciwko biurkom? ;)
Ale fakt - na państwowych posadach zostają albo niezbyt zaradni psychologowie, albo praktykanci, albo jakieś odrażające typy z problemami ;)
Mi się kiedyś trafił niezaradny pan z problemami jako mój psycholog, który na terapii grupowej kiedyś powiedział, że on się czuje bezpiecznie jak ja jestem :D

Ja znam sporo terapeutów, z czego tylko 2-3 mogę komuś z czystym sumieniem polecić.
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Cz wrz 11, 2008 3:00 pm

zjawa realna napisał(a):
Lilith napisał(a):Prywatna terapia to wszelki luksus, foteliki, zero biurka i attitude "nasz klient, nasz pan"

I to też jest zgubne dla pacjenta :p Głaskanie po główce raczej nikomu z problemami psychicznymi nie pomogło.

Czy ja wiem czy zgubne, nie chodzilo mi o glaskanie pacjenta po glowce, tylko o duze na pacjencie skupienie. Prywatnej wizyty nigdy ci nie odwolaja, no chyba ze faktycznie stanie sie cos powaznego, ale zaraz umowia cie na termin zastepczy (wiadomo, kasa ;) ), natomiast wizyte w przychodni mozesz miec odwolana co trzecia i wtedy po prostu spotkanie przepada, idziesz na nastepne.

zjawa realna napisał(a):Ja znam sporo terapeutów, z czego tylko 2-3 mogę komuś z czystym sumieniem polecić.

No u mnie podobnie.

saliva, zgadzam sie tez, ze czesto sie trafia na konowalow. Sama mam za soba okres w zyciu, kiedy duzo czasu spedzalam w przychodniach, klinikach, nawet na oddziale zamknietym, bo mi niektore "zatroskane" bliskie osoby chcialy wmowic chorobe psychiczna i duzo czasu mi zabralo uporanie sie z tym calym syfem. Trafialam na roznych psychoterapeutow i psychiatrow, jedni mnie potrafili pograzyc jedna wizyta, inni jedna wizyta potrafili mi dac ogromna sile. Dlatego jednak zazwyczaj ludziom, ktorzy maja problemy emocjonalno-psychiczne, polecam psychoterapie, ale jednoczesnie rozwaznosc w doborze psychoterapeuty. Ja wtedy sie az tak nie interesowalam alternatywnymi metodami leczenia, wiec zdalam sie jedynie na tradycyjny treatment - pomoglo. Ale musialam trafic na odpowiednich ludzi.

Lilith napisał(a):A co masz przeciwko biurkom? ;)

Moje biurko bylo nawiazaniem do biurka Dreama, jako symbolu dystansu miedzy pacjentem a psychoterapeuta. Zreszta mow co chesz zjawa, ale biurko naprawde robi roznice :P
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/
Avatar użytkownika

Dżabersmok
Dżabersmok

Posty: 1291

Dołączył(a): Śr gru 05, 2007 5:31 pm

Lokalizacja: Bory Tucholskie

Post Cz wrz 11, 2008 3:07 pm

zjawa realna napisał(a):Ale fakt - na państwowych posadach zostają albo niezbyt zaradni psychologowie, albo praktykanci, albo jakieś odrażające typy z problemami Wink

Dorzuć do tego kilkadziesiąt, albo kilkaset pacjentów. Ciekawe jak taki psycholog ma wniknąć w czyjś problem, kiedy widzi pacjenta raz w miesiącu, jednego z tłumu?

zjawa realna napisał(a):A co masz przeciwko biurkom? Wink

Wiesz, biurko to taki materialny symbol oddzielenia i atrybut, który mówi "to ja tu jestem szefem". Pewnie dlatego na zachodzie modne są te leżanki w prywatnych gabinetach, gdzie terapeuta to głos w tle.

Problem jest też taki, że spora część psychiatrów i psychologów nie ma powołania do tego zawodu. To się czuje w kontakcie z takim typem. Psychologia jest modna, tak jak zarządzanie i marketing. Na psychologię idą też osoby, które nigdy nie miały problemów psychicznych, więc znają tylko teorię. Nie mówię, że chirurg powinien wiedzieć jak boli złamana kość (choć przydało by się wielu, zwłaszcza tym, którzy traktują pacjentów jak przedmioty), ale w naszym społeczeństwie pokutuje przyklejanie osobom, które chorowały np na depresję, albo miały zaburzenia osobowości, plakietek "towar wybrakowany". Rozmawiałem np z pewnym psychiatrą (nota bene osoba, która nie potrafiła w pacjentach wzbudzić zaufania przez swoją oschłość) o Antonim Kępińskim. Pani ta stwierdziła, że Kępiński nie był dobrym psychiatrą, bo... sam zachorował. Oczywiście co ja tam mogę wiedzieć, prawda? Czytałem książkę Kępińskiego i stwierdziłem, że ten człowiek rozumiał co oznacza choroba psychiczna. Jest różnica między wiedzieć a rozumieć. Dlatego też szamani muszą doświadczyć chorób, poznać je od środka. Dlatego też powiedziałem, że szamani różnią się od psychoterapeutów dystansem do pacjenta.
Osobiście bardziej zaufałbym terapeucie, który przeżył długoletnią depresję i wyszedł z niej pomagając teraz innym.
...............Obrazek.................
„Wszystkie rzeczy pojawiają się w określonej kolejności czy też, inaczej mówiąc, płyną strumieniem. Zdając sobie z tego sprawę, wiemy, w jaki sposób przerwać procesy negatywne, a inicjować i wspierać pozytywne.” Tenzin Wangyal Rinpocze
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Cz wrz 11, 2008 4:00 pm

Dreamcatcher napisał(a):Pewnie dlatego na zachodzie modne są te leżanki w prywatnych gabinetach, gdzie terapeuta to głos w tle.

Leżanki to mi się głównie kojarzą z freudowską psychoanalizą... sama nigdy się na taki "wystrój" prywatnego gabinetu nie natknęłam. Zazwyczaj przytulny pokoik z fotelikami i najwyżej jakimś stolikiem gdzieś z boku, żeby czuć się w miarę komfortowo, a nie jak w surowym i chłodnym gabinecie lekarskim.

Dreamcatcher napisał(a):Osobiście bardziej zaufałbym terapeucie, który przeżył długoletnią depresję i wyszedł z niej pomagając teraz innym.

Wiesz, Dream, coś w tym jest. Ja wprawdzie nie jestem psychoterapeutką, ale pamiętając moje doświadczenia z mojej choroby, zazwyczaj podświadomie wyłuskuję ludzi z podobnym problemem i staram się im pomóc. Jakoś zazwyczaj odczytuję ich sygnały czy zawoalowane wołanie o pomoc lub choć bycie zauważonym. I nic mnie nie denerwuje bardziej niż porady w stylu "napewno nie jest tak źle", "nie przesadzaj", "weź się w garść"... może dlatego też tak tu wparowałam z tekstem o umnejszaniu problemów innych, a wyolbrzymianiu swoich. I nie mówię też o głaskaniu delikwenta po główce i potakiwaniu, ale po prostu o potraktowaniu poważnie jego problemu - czy to jest głęboka depresja czy nieszczęśliwe zakochanie... takie negowanie i bagatelizowanie problemu często powoduje, że osoba zamyka się jeszcze bardziej w sobie. A czasem, jeśli to nie jest naprawdę nic poważnego, wystarczy po prostu wysłuchać ;)
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Post Cz wrz 11, 2008 6:24 pm

Jesli chodzi o cywilizacje i TV jako zrodlo chorob psychicznch, to nie dotyczy to schizofrenii, ktorej jest 1% wszedzie na swiecie (choc podobno minimalnie wiecej w duzych miastach, wiec i tu jest cos na rzeczy). Mindell twierdzi, ze funkcja spoleczna shizofrenikow jest wskazywanie na wewnetrzne konflikty spoleczenstwa.

Co do depresji, to jest to chyba jedna z najbardziej smirtelnych chorb - wiekszosc samobojstw to efekt depresji (paradoksalnie chorzy zabijaja sie jak im sie zaczyna poprawiac, bo wreszcie maja sile zeby ze soba skonczyc). Moim zdaniem depresja raczej jest choroba (nie zaburzeniem) i to bardzo trudna.

Niektorzy (np. Aleksander Lowen) twierdza, ze depresja jest wynikiem braku zaloby po jakiejs stracie. Stracie czesto sprzed wielu lat, czasem nawet z dziecinstwa (czyli sprawdzic sie tej hipotezy nie da, ale chyba cos w tym jest).

Apropos wejscia w swiat chorego o ktorym pisal Dream to czytalem gdzies jak jakis terapeuta pisal, ze mial pacjentke z depresja (chyba nie straszna jakas, bo do niego przychodzila co tydzien). I sesje wygladaly tak, ze on gadal a ona kiwala glowa i patrzyla w podloge - i terapia ani drgnela przez pare miesiecy. W kocu ktoregos razu jak przyszla i usiadla i zaczela patrzyc w podloge, to usiadl obok niej i przez godzine patrzyl w podloge razem z nia. Od nastepnej sesji terapia ruszyla ;)

Btw mam .pdf ksiazki Mindella "Cienie miasta. Interwencje psychologicznie w psychiatrii." gdzie porusza on (studiujac "przypadki") rozne choroby i zaburzenia psychiczne - patrzy na chorych m.in. jako na reprezentantow choroby calego spoleczenstwa (stad tytul). Jak ktos zyczy to prosze podac mejla na pw.

Zdrowia takze psychicznego!

Post Cz wrz 11, 2008 9:08 pm

Dreamcatcher napisał(a):Problem jest też taki, że spora część psychiatrów i psychologów nie ma powołania do tego zawodu. To się czuje w kontakcie z takim typem. Psychologia jest modna, tak jak zarządzanie i marketing.

Tu się zgodzę.

Dreamcatcher napisał(a):Na psychologię idą też osoby, które nigdy nie miały problemów psychicznych, więc znają tylko teorię. Nie mówię, że chirurg powinien wiedzieć jak boli złamana kość (choć przydało by się wielu, zwłaszcza tym, którzy traktują pacjentów jak przedmioty), ale w naszym społeczeństwie pokutuje przyklejanie osobom, które chorowały np na depresję, albo miały zaburzenia osobowości, plakietek "towar wybrakowany".


No a tu już się nie zgadzam. Zauważyłam, że większość osób na psychologię idzie właśnie dlatego, że ma jakieś problemy z własną psychiką - przeważnie nerwice, zaburzenia osobowości, zaburzenia emocjonalne, a bywa że lekką wersje autyzmu (w jednym szpitalu dzieciecym pracuje autystyczna pani psycholog), ewentualnie mają przerosniete ego, zafascynowali się NLP i chcą mieć władzę nad duszami ludzi ;) (przerysowalam troche;) ). Poza tym na psychologie idą niedojrzali ludzie zaraz po maturze - nie wszyscy dojrzewają. Sama chciałam iść wtedy na psychologię, żeby rozwiązać własne problemy egzystencjalne - zła motywacja (na szczęście poszłam na filozofie ;) ) W każdym razie w 98% to ludzie którzy mają problemy z samymi sobą, przez co nie są w stanie wyjść poza te własne problemy, nie są wstanie naprawdę zrozumieć choroby i zaburzenia innych ludzi - na ogół trzymają się tego, czego ich nauczono - sztywno, bezrefleksyjnie. Bardzo mało jest chorób psychicznych przez które można przejsć i z nich wyjść, a jeśli są, to nie wszyscy z nich wychodzą. Znam ludzi chorujących na depresje czy nerwice latami.
Wiec jeśli psychoterapeuta miał za sobą depresję z której wyszedł to dobrze, ale wydaje mi się, że ważniejsze jest, żeby miał dojrzałą, zrównoważoną osobowość, otwartość na ludzi i na uczenie się - no i inteligencje.

Dreamcatcher napisał(a):Czytałem książkę Kępińskiego i stwierdziłem, że ten człowiek rozumiał co oznacza choroba psychiczna. Jest różnica między wiedzieć a rozumieć. Dlatego też szamani muszą doświadczyć chorób, poznać je od środka. Dlatego też powiedziałem, że szamani różnią się od psychoterapeutów dystansem do pacjenta.

Tutaj się oczywiście zgadzam. Tylko, że psycholog nie jest szamanem, stąd piszę, że wystarczy, żeby był jako tako ogarnięty, nie dawał sobą manipulować przez pacjentów (to jest wielka plaga psychoterapeutów) i potrafił wyściubić nos poza własną głowę.

Metoda ustawień systemowych jest pod tym względem specyficzna - obserwując z zewnątrz może się wydawać, że ten terapeuta to zimny sukinsyn, którego nie obchodzą żadne tzw. przeżycia wewnętrzne pacjenta - no bo właściwie nie obchodzą;) Z drugiej strony, pracując z systemem pacjenta wchodzimy niesamowicie głęboko w duszę tego systemu - widzimy i czujemy co się tam dzieje, właściwie ten, który ustawia jest jedyną osobą, która ma kontakt z całością (to Hellinger nazywa wglądem). Ale znowu polecając wykonać uzdrawiające gesty czy wypowiedzieć uzdrawiające słowa wykonujemy precyzyjne interwencje niewiele mówiąc po co i dlaczego. Bywa, że pacjent po czymś takim wychodzi z ustawienia w szoku. Ale uzdrowienie się już w duszy zadziało i w zależności od gotowości pacjenta na zmiany, stopniowo będzie przenikało na inne plany.
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post Pt wrz 12, 2008 3:37 am

zjawa realna napisał(a):Zauważyłam, że większość osób na psychologię idzie właśnie dlatego, że ma jakieś problemy z własną psychiką (...) Poza tym na psychologie idą niedojrzali ludzie zaraz po maturze - nie wszyscy dojrzewają. (...) W każdym razie w 98% to ludzie którzy mają problemy z samymi sobą, przez co nie są w stanie wyjść poza te własne problemy, nie są wstanie naprawdę zrozumieć choroby i zaburzenia innych ludzi - na ogół trzymają się tego, czego ich nauczono - sztywno, bezrefleksyjnie.

Choć bym chciała, nie mogę się nie zgodzić - ilekroć poznaję kogoś mega zawiniętego i mającego problemy w relacjach z innymi, okazuje się po jakimś czasie że studiuje/studiował psychologię :D

zjawa realna napisał(a):Bardzo mało jest chorób psychicznych przez które można przejsć i z nich wyjść, a jeśli są, to nie wszyscy z nich wychodzą. Znam ludzi chorujących na depresje czy nerwice latami.
Wiec jeśli psychoterapeuta miał za sobą depresję z której wyszedł to dobrze, ale wydaje mi się, że ważniejsze jest, żeby miał dojrzałą, zrównoważoną osobowość, otwartość na ludzi i na uczenie się - no i inteligencje.

No fakt, to już ideał ... ale wydaje mi się, że jest też dużo ludzi, którzy właśnie po wyjściu z jakiejś choroby lub traumy, poświęcają życie pomaganiu ludziom borykającym się z tym samym problemem. I pod tym względem zgadzam się z Dreamem, że psychoterapeuta który poradził sobie i wyszedł z depresji może być nieoceniony w późniejszej pracy z pacjentami z depresją.

zjawa realna napisał(a):Metoda ustawień systemowych jest pod tym względem specyficzna (...) Z drugiej strony, pracując z systemem pacjenta wchodzimy niesamowicie głęboko w duszę tego systemu - widzimy i czujemy co się tam dzieje, właściwie ten, który ustawia jest jedyną osobą, która ma kontakt z całością (to Hellinger nazywa wglądem). Ale znowu polecając wykonać uzdrawiające gesty czy wypowiedzieć uzdrawiające słowa wykonujemy precyzyjne interwencje niewiele mówiąc po co i dlaczego. Bywa, że pacjent po czymś takim wychodzi z ustawienia w szoku. Ale uzdrowienie się już w duszy zadziało i w zależności od gotowości pacjenta na zmiany, stopniowo będzie przenikało na inne plany.

Czytałam kiedyś o tej metodzie i przyznam, że zabrałabym na takie ustawienie całą moją rodzinę, bo mi ręce czasem opadają jak z nimi rozmawiam - każdy w swojej bajce... i w kółko te same mechanizmy i kwasy...
Sama zresztą też bym się jej chętnie poddała, jak już "naprawiać", to całościowo ;)
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Post Pt wrz 12, 2008 12:06 pm

Lilith napisał(a):Czytałam kiedyś o tej metodzie i przyznam, że zabrałabym na takie ustawienie całą moją rodzinę, bo mi ręce czasem opadają jak z nimi rozmawiam - każdy w swojej bajce... i w kółko te same mechanizmy i kwasy...
Sama zresztą też bym się jej chętnie poddała, jak już "naprawiać", to całościowo Wink

Jest taka ogólna zasada - nie można ratować własnych rodziców, ponieważ jest to poważne naruszenie porządków - wyjściem poza swoje kompetencje, jako dziecka. Tak samo niedobrze jak rodzice zwierzają się ze swoich problemów małżeńskich, czy seksualnych dorosłemu dziecku - to nie sprawa ich dzieci.
Kolejna zasada jest taka, że chcąc zmienić jakąś relacje w którą jesteśmy uwikłani, nie zajmujemy się tym co ten drugi powinien z tym zrobić - zajmujemy się tylko i wyłącznie tym, co my możemy z tym zrobić. W skrócie - to my idziemy do terapeuty, albo na ustawienie. Nawet jeśli w naszej opinii to ta druga strona jest zaburzona "bardziej" - nie ma to żadnego znaczenia.
I co najważniejsze: to zupełnie wystarcza, aby wokół nas te krzywdzące schematy upadły. Żeby zrozumieć to działanie trzeba wyjść z mylącego poglądu, że jesteśmy oddzieleni od innych: relacja świadczy o "wspólnej duszy" z tymi osobami - wystarczy więc, jeśli zmieni się jeden fragment tej duszy, a reszta nie ma szans pozostać taka sama.
Wniosek jest taki, że wystarczy, jeśli Ty się za to weźmiesz, a rodzina nawet nie musi o tym wiedzieć - zadziała to i tak.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do OFF TOPIC

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.220s | 13 Queries | GZIP : Off