Zjawa Realna
Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz, właśnie wróciła z tygodniowego seshinu. Dałem jej wtedy futhark z buku, który dla niej zrobiłem. Dostałem od niej srebrną zapalniczkę z Indianinem i jakimś ptaszyskiem. Powiedziała, że pewnie spodoba mi się taki prezent i miała cholerną racją. Cieszyłem się z tej zapalniczki. Mam ją do dziś. Zapaliliśmy wtedy ziółka. Zjawa wyciągnęła runę - Vend. Coś zaiskrzyło. Poczułem się jak w jakimś dziwnym śnie. Obok leżała babcia w śpiączce, my na łóżku, w niesamowitej tantrze miłości i śmierci. Przepadłem i zatonąłem w zjawie.
Nie jest tajemnicą, że mieszkaliśmy razem przez kilka miesięcy. Wszedłem w jej chaotyczny świat pełen zawirowań. Zjawa pod względem materialnym była totalnie odjechana. Jej mieszkanie wyglądało jakby przeszedł przez nie tajfun i stado chemicznych bizonów. Potrafiła godzinami rozmawiać o naturze Pustki ale poukładanie rzeczy w pokoju było już ponad jej siły.
Spędziliśmy niejedną noc na wspólnym szamanieniu. Nasza znajomość pomogła jej wprowadzić elementy szamańskie do ustawień, które same w sobie sprawiają wrażenie sterylnych. To był dobry mix i pójście w tę stronę było dla mnie frajdą (zwłaszcza gdy włączał się trickster do ustawień) a dla zjawy sporym wyzwaniem.
Boli mnie brak zjawy. Zresztą zawsze bolało to odcięcie, do którego zresztą sam się przyczyniłem przez swój błąd w naszej relacji. Bez porównania jest ból rodziny, Julii (która straciła właśnie drugą kobietę z dwóch, z którymi mieszkała). Ale nie o rywalizację tu chodzi, a o współ-czucie.
Mama nadzieję, że to co było złe między mną a zjawą, przeminęło i stało się już nieważne, że śmieje się teraz z naszych kłótni i łez.
Z pewnością jeszcze się zobaczymy. Nie pierwszy i nie drugi raz.



