Zły brat - kolejne opowiadanie


Dział o utopcach, strzygach, upiorach i dziwożonach. Opowieści ludowe, wyczytane lub zasłyszane od babci.

Moderator: Kapelusznik

Post So gru 08, 2007 10:57 pm

Zły brat - kolejne opowiadanie

...z tegoż samego źródła, tym razem nieco dłuższe.

W jednej małej mieścinie żyli dwaj bracia, starszy był majętny, młodszy bardzo ubogi. Biedak chodził do bogatego prosić często o to lub owo. Gdy razu jednego, będąc w potrzebie, przyszedł do niego, bogacz rzekł do żony:
- Już mi też zmierzło zawsze coś dawać; ja bym go nie zbogacił, a siebie bym zniszczył; ale wiem, co zrobię; wyżgam mu oczy, może sobie po żebrze chodzić.
Żona nie rzekła nic na to, a on, zawoławszy brata do komory, kazał mu usiąść i oznajmił mu swoją wolę. Brat prosił go bardzo, aby tego nie czynił, ale bogacz, nie dbając na prośby, żgnął go szydłem w jedno i drugie oko i tak ubogiego oślepił. Nieszczęśliwy brat prosił okrutnika, by go przynajmniej pod krzyż na rozstajne drogi zaprowadził, skąd by mógł przechodzących o jałmużnę prosić. Bogacz zaprowadził go pod szubienicę, gdzie cztery słupy z wierzchu belkami związane stały. Ociemniały wołał, prosił, ale nikt nie nadszedł w tę stronę, nikt go nie usłyszał. Noc nadeszła, a on nie wiedział, gdzie się znajduje. W miasteczku, z którego brat go wyprowadził, zegar godzinę jedenastą wybił; wtem przyleciało trzech czartów przemienionych w kruki i usiadłszy sobie na szubienicy, taką rozmowę z sobą mieli. Jeden mówi:
- W pobliskiej wiosce żona wieśniaka dziś zległa; moglibyśmy tam co dokazać; jej dziewka mazwyczaj, że gdy wieczerzę na stół zastawi, zamiast zawołać familii, to porzuciwszy łyżki na stole, odchodzi, wtenczas kichnie położnica i żaden słyszeć jej nie będzie, żeby rzekł: „Boże ci daj zdrowie!” Wtedy my przyciesi dźwigniemy i porwiemy chorą.
Drugi rzecze:
- Wiecie, że o trzy mile stąd, w mieście, gdzie daleko po wodę jeździć muszą, wykopali górnicy na rynku głęboką studnię, a jednak wody nie mogą się dokopać, przestali roboty; gdyby jednak jeszcze ćwierć łokcia kamień przebili, wytrysłoby tyle wody, że się wierzchem studni wylewać będzie i całe miasto zaleje, ale jeśli kto do pierwszego lepszego domu wbiegnie, porwie stamtąd pierzynę i studnię nakryje, to woda utęchnie i tyle jej tylko w studni będzie, ile potrzeba.
Trzeci znów prawi:
- Pani w Paprocinach, od siedmiu lat chorująca, już wkrótce naszą będzie; mąż jej cały prawie majątek na lekarzy stracił, ale jej nikt nie pomoże, bo tego żaden nie wie, że ona hostię wypluła i że żaba, która ją połknęła, siedzi w jej izbie pod wielką szafą; chcąc tedy chorą do zdrowia przyprowadzić, trzeba żabę rozciąć, hostię z niej wydobyć, obmyć i chorej dać pożyć.
- Wiem ci ja więcej – rzekł pierwszy. – Oto niedawno spostrzegłem, że tu pod szubienicą rośnie takie ziele, że gdyby ślepy, choć z urodzenia, oczy sobie nim potarł, to by sobie zaraz wzrok przywrócił.
Wtem zegar godzinę dwunastą uderzył i owe trzy kruki wnet odleciały. Ślepy począł macać po słupach i przekonał się, że leżał pod szubienicą; dalej począł znowu macać po trawie, urwał jedno ziółko, drugie i trzecie, aż wreszcie trafiwszy na to, co wzrok przywraca, gdy nim potarł oczypoczęło mu w nich błyszczeć, aż dalej coraz bardziej robiło się jaśniej, na koniec przejrzał zupełnie. Wtedy, gdy już świtać zaczęło, szedł na Bóg zdarz i dopytywał się do wioski i do domu owej położniocy, o której krucy sobie radzili. Już się zmierzchało, gdy tam przyszedł i o nocleg gospodarza prosił.
- Tu byście bardzo zły nocleg mieli – odpowiada mu gospodarz – żona moja w połogu, dziecko całą noc niespokojne, lepiej, żebyście poszli do sąsiada, on nie ma małych dzieci.
- Wolę ja u was choćby pod ławą leżeć – rzekł biedny i usiadł blisko łóżka, czuwał ciągle, a gdy dziewka wedle zwyczaju łyżki na stół rzuciwszy odeszła i położnica kichnęła, rzekł do niej: „Boże wam daj zdrowie!” Wtedy zaszumiało, jakby wicher wielki powstał, i obrazki wszystkie ze ścian spadły, bo już diabli wtenczas przyciesie domu byli podnieśli. Gospodarz i wszyscy domownicy przelękli się bardzo i dopiero biedny ślepy całą rzecz opowiedział, a gospodarz nie tylko sowicie go obdarzył, ale i do miasta, gdzie studnię robiono, odwieźć kazał. Ogłosił on tam zaraz, że by się podjął wody w tym mieście dostać. Mówiono mu, że tam już nie tacy majstrowie pracowali, a dokonać tego nie mogli; on jednak nie dał się odstraszyć i żądał potrzebnych narzędzi. Nim go w głębię puszczono, zastrzegł sobie, że gdy zawoła lub da znak zaraz go na wierzch wyciągniono. Ledwo tam przez godzinę kopał, a już otwarły się poniki, wołał więc, aby go wyciągniono; i gdy go do góry wydobyto, woda wierzchem studni poczęła się wydobywać; on poskoczył po pierzynę do pierwszego domu, nakrył studnię i woda utęchła. Rząd miasta zapłacił mu dobrze za tę przysługę. Kupił on sobie zaraz bryczkę i parę koni i prędko jechał do Paprocin. Przybywszy tam zgłosił się, że by chciał panią ozdrowić. Mąż mówi:
- Zapłacę, ile będę w stanie, czyń tylko, co możesz.
Przychodzień kazał szafę ogromną na bok usunąć, rozciął szkaradną żabę mieczem, dobył z niej hostię i opłukawszy dał ją pożyć wyschłej i ledwie już dychającej jejmości. Za kilka godzin już cokolwiek posiłku przyjęła i siedzieć mogła; drugiego dnia już się w pokoju przechodziła; trzeciego już na dwór wyszła. Mąż zapłacił sowicie cudownemu lekarzowi, który też spiesznie do swoich wrócił Gdy go zobaczył brat i żona, wielce mu się dziwowali, a on rzekł:
- Chciałeś mi, bracie, złe wyrządzić, a mnie to na dobre wyszło; tak i tak mi się powodziło.
Brat zazdrościł mu bardzo tego szczęścia i raz mówi do nieg:
- Wiesz ty co, braciszku! Zrób mi ty też tak, jak ja tobie zrobiłem, i zaprowadź mnie pod szubienicę.
Brat nie chciał tego żadnym sposobem zrobić, ale bogacz koniecznie prosił i spoczynku mu nie dał. Nie mogąc się tedy wymówić, zrobił, jak on chciał i zaprowadził pod szubienicę. Siedział tam, aż godzina jedenasta wybiła. Przyleciały znów trzy kruki i nuż rozprawiać, co słychać? Pierwszy mówi:
- Źle, położnicę nam wydarli; w mieście wody dostali, a pani w Paprocinach wyzdrowiała; trzeba patrzeć, azali nas też tu kto nie podsłuchuje.
Zleciał na dół i wnet woła:
- Przybywajcie! Mamy tu tego szpaka.
Kruki zleciawszy, żywo bogacza rozszarpały. Taką odebrał zapłatę za nieczułość i chciwość swoją brat wyrodny i chciwy.

Post Wt lut 05, 2008 4:25 pm

Fajna jest tu symbolika kruka. Powiazanie ze swiatme podziemnym i wiedza. Ale tez sila ktora wymeirza sprawiedliwosc ogolna. Ciekawe. :)

Powrót do FOLKLOR POLSKI

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość





Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.297s | 12 Queries | GZIP : Off