Moje sny :)


Sny, które was zainspirowały, których nie rozumiecie, które zmieniły wasze życie.

Moderator: Kapelusznik

Post Wt gru 23, 2008 3:07 am

Moje sny :)

Jako, że moje sny mają z reguły dość psychodeliczny klimat, a ostatnimi czasy coraz trudniej mi niektóre z nich zrozumieć i choć oczywistym jest dla mnie, iż zrozumienie przychodzi zwykle z czasem, postanowiłam jednak spróbować opisać tu kilka z tych, które nie dają mi spokoju, a skoro to postanowiłam, to wnioskuję, że jest 50% szansy na to, że ma to jakiś sens. Na początek jednak spróbuję opisać te, moim skromnym zdaniem, "bezpieczniejsze" do przedstawienia na forum publicznym, a potem pomyślę nad resztą :)

1.
Szłam ze swoim facetem do mojego domu, wracaliśmy skądś dokładnie tą samą drogą, która w tamtym miejscu jest w rzeczywistości. Zgadzały się wszystkie szczegóły, oprócz tego, że we śnie było chyba lato, bo było ciepło, zielono i bardzo słonecznie, a krzewy rosnące przy alejce, którą szliśmy, były bujnie rozrośnięte, natomiast sen ten miałam niedawno. W pewnym momencie zobaczyliśmy przewróconą i wyrwaną z korzeniami wierzbę (choć bardziej to ja ją zauważyłam, mój towarzysz zbytnio się nią nie przejął). Tak naprawdę tego konkretnego drzewa nigdy nie widziałam, ale we śnie wiedziałam, że jest mi ona znajoma i dobrze wiedziałam, gdzie ona rosła wcześniej (gdzieś niedaleko mojego bloku). Stwierdziłam, że muszę ją stamtąd zabrać i wyleczyć. Mój facet powiedział, że nie będę jej nieść i on ją wziął (była dość duża). Uszliśmy kawałek drogi dalej i nagle koło budynku, który tam naprawdę stoi, koło krzaku, który tez tam rośnie, ale we śnie był użo bujniejszy, niż zazwyczaj, nawet wiosną - zobaczyłam pewnego kota. Kot tez naprawdę istnieje, ale nie znam go za bardzo, w zasadzie to nie żywię w stosunku do niego żadnych emocji, poprostu jest. Mieszka w bloku naprzeciwko mojego i ma jakiś problem do mojego kota, prawdopodobnie chodzi o jakąś minioną zniewagę, której ten nie może darować; ja w te problemy nie wnikam, jednakże z powodu tych właśnie problemów kot ów za mną zbytnio nie przepada. Teraz jednak we śnie, kiedy zobaczyłam go stojącego pod tym krzakiem, chciałam się z nim przywitać, ale on nie zareagował, więc podeszłam bliżej, zaniepokojona. Kot nadal stał, jak stał - nieporuszony jak woskowa figura, z nieruchomymi, wpatrzonymi w dal przed siebie oczyma i zdawał się nawet nie zauważyć, że doń podeszłam. Kucnęłam przy nim i wtedy zobaczyłam dwa ludzkie kciuki - a raczej ich połówki, ucięte dokładnie w połowie stawu i należące niegdyś ewidentnie do tego samego właściciela - przypięte dużymi agrafkami do jego obydwu uszu. Kciuki te mimowolnie przyciągnęły mój wzrok i niemal zakręciło mi się w głowie, utkwiłam w nich wzrok i czułam się tak, jakby te kciuki mnie w jakiś sposób hipnotyzowały i to na tyle silnie, że wiedziałam, iż jeśli choć chwilę dłużej będę w nie patrzeć, stracę kontrolę, więc szybko odwróciłam wzrok i pomyślałam sobie "głośno": coś jest nie tak, ale za chwilę "odwróciłam" od tego swoje myśli i powiedziałam Rafałowi (żeby nie pisać ciągle frazy "mój facet", chociaż jego imię ewidentnie do niego nie pasuje i nie lubię go używać, nawet wołając go używam go w ostateczności), że muszę go zabrać. Wzięłam go, nadal nieobecnego, na ręce i poszliśmy do mojego domu. Do momentu, w którym otwierałam drzwi domofonowe, wszystko wyglądało tak samo, jak w rzeczywistości, ale kiedy otworzyłam te drzwi, okazało się, że klatka schodowa jest zupełnie inna - jednakże nie wywołało to we mnie absolutnie żadnego zdziwienia, tak, jakby wszystko było tak, jak zawsze. Była tak znajoma, jakbym wracała tam codziennie od zawsze. Miała klimat coś jakoś pomiędzy klimatem klatki schodowej w starej kamienicy a klatki w bloku popegieerowskim, choć najbliższe skojarzenie, które przyszło mi na myśl po obudzeniu, że klimat tej klatki był bardzo podobny do tego takiego specyficznego, psychodelicznego klimatu pewnej wioski, która niegdyś była silnie związana z moim dzieciństwem (mimo, iż spędziłam tam stosunkowo niewiele czasu, a we wczesnym dzieciństwie miejsce zamieszkania i niezamieszkania zmieniałam bardzo często, to miejsce wryło się najgłębiej w moją pamięć i często wracam tam umysłem, może stąd ten klimat. Całe moje dzieciństwo miało psychodeliczny klimat, ale to w Karolewie, bo tak się nazywało miasteczko, najbardziej :D). Idąc w tym śnie po tej klatce schodowej na górę odniosłam wrażenie, że ta sama klatka schodowa musiała mi się śnić już wcześniej i napewno nie jeden raz, wszystko było takie same, jak wcześniej. Poprostu znajome miejsce. Schody w niej były ułożone okrężnie, okręgi te były duże, a pośrodku między barierkami była okrągła, pusta przestrzeń. Szliśmy do góry, nie wiem, jak długo i w pewnym momencie, który w tym śnie był dla mnie całkowicie oczywisty i znajomy, otworzyłam drzwi po prawej stronie i weszliśmy do pokoju. Była to mała, ciasna klitka, w zasadzie jeden niewielki, podłużny pokoik (który miał dwa duże okna z prawej strony, mimo, że teoretycznie znajdował się w środku bloku i w ogóle nie powinno tam być okien) w kształcie litery "L", tyle, że zwróconej dolną kreską nie w prawą stronę, a w lewą. W tym zagłębieniu stało łóżko, a dalej był niezastawiony fragment ściany, przy której Rafał postawił wierzbę, a ja pod wierzbą położyłam kota (który nadal nie reagował), po czym kucnęłam przy nim, wyjęłam mu agrafkę z kciukiem z lewego ucha i wyrzuciłam za siebie. Kiedy spojrzałam na drugie ucho, nagle okazało się, że ucho jest do połowy od góry przerwane, ale bez krwi, w taki sposób, jakby było kawałkiem papieru i agrafka ledwie tylko zwisała z tej dziwnej rany, a kciuk przypięty do agrafki conajmniej zmienił "konsystencję". Był jakby zmiażdżony, czy coś takiego, ale tak jakoś... dziwnie. Wylewała się z niego krew, a chwilę później przypominał on bardziej jakiś niewielki skórzany ochłap wypełniony mieszanką krwi i częściowo rzkładającego się i ciekawie pachnącego śluzu (czy czegoś takiego), a mną targnął gwałtowny odruch obrzydzenia i natychmiast wyrzuciłam kciuk za siebie. Wstałam i wyszliśmy. Tu sen ten się urywa i następuje przerwą na inny, który był tak dziwny i groteskowy, i przede wszystkim długi, że tu go teraz nie opiszę, choć całkiem możliwe, że te dwa sny miały ze sobą jakiś związek, ze względu na to, jak zaczęła się kontunuacja tego pierwszego, choć fabuła tego drugiego zdaje się na to (raczej) (chyba)) nie wskazywać, ponieważ nie zdążę tego uczynić zanim będę musiała odejść od komputera i zrobię to, jeśli później ewentualnie ktoś się o to spyta :) Kiedy sen ów skończył się w najbardziej dziwny i groteskowy sposób, w jaki mógł się zakończyć, nagle wszystko się rozmyło i znów byłam ze swoim facetem w ten sam piękny, letni dzień, wracaliśmy skądś, znów z lewej strony mojego budynku, szliśmy wzdłuż bloku w kierunku mojej klatki, tym razem sen zaczął się mniej więcej na środku budynku. W śnie tym było to dla mnie oczywiste, że był ten sam dzień i minęło zasadniczo mało czasu, jakbyśmy wyszli gdzieś dosłownie na chwilę i wracali z bardzo niedaleka. Wszędzie panował spokój, który sprawiał, że byłam bardzo spokojna, dużo spokojniejsza, niż w pierwszej części tego snu. Doszliśmy do klatki schodowej, otworzyłam drzwi i znów weszliśmy do tej samej, znajomej klatki. Pokonaliśmy drogę na górę, otworzyłam drzwi i zapytałam kota, czy żyje. Kot nadal leżał, ale już nie pod wierzbą, tylko przy łóżku, tak, jakby przyczołgał się tam "pełznąc" z wielkim wysiłkiem po prostej linnii w kierunku drzwi. To ucho, które wcześniej było przerwane, było teraz całe, ale nie zwróciłam na to uwagi. Traktowałam to tak, jakby było to oczywiste. Nie był już w tym dziwnym transie i teraz okazało się, że jest z nim naprawdę źle. Patrzył w przestrzeń i był otępiały z bólu. Wtedy obudził mnie domofon. Wstałam, podeszłam, by zobaczyć, kto to, po czym położyłam się do łóżka i wtedy, chwilę później, pierwszy raz w życiu, choć wielkorotnie próbowałam coś takiego zrobić i nigdy się to nie udawało, wróciłam dokładnie do tego samego snu, w to samo miejsce i do tego samego momentu. Ogólnie wyglądało to tak, jakby ktoś "wcisnął pauzę" (bo nie wiem, jak to inaczej powiedzieć), ponieważ zaczęłam nawet z tej samej pozycji i kontynuowałam zacżęty w momencie przerwania snu ruch, którym było kucanie do kota. Kucnęłam więc przy nim, po czym wyciągnęłam rękę i wytworzyłam odpowiednie pole elektrostatyczne, żeby go "zeskanować". W jego klatce piersiowej działo się "coś strasznego", jak to wtedy w umyśle sobie określiłam. Powiedziałam Rafałowi, że musieli go skopać, ale wiedziałm, że nie o to chodziło. Coś tam mu w środku się wylewało, bulgotalo i nie wiem, co jeszcze, bo brakuje mi mietafor. Instynktownie zatrzymawszy rękę nad tym obszarem, odruchowo zwiększyłam pole magnetyczne i po chwili całym jego ciałem wstrząsnęła jakaś dziwna konwulsja. Dziwna dlatego, że w tym samym przednie łapy i głowa bezwładnie "poszły" gwałtownie wysoko do góry, tak jakby je coś mocno podrzuciło, tak samo dolne partie ciała z ogonem i tylnymi łapami, ale obszar, nad którym właśnie trzymałam rękę, leżał i ciążył cały czas nieruchomo wtym samym miejscu, jakby na nim położyć jakiś spory głaz. Przerwałam i poleciłam chłopu go przypilnować i powiedziałam, że muszę szybko pobiec do sąsiadki, żeby wezwała weterynarza, bo wiedziałam, ze sama nie dam sobie rady i nie wiedziałam, co się naprawdę dzieje. Nie wiem, co było dalej, bo w momencie, gdy otwierałam drzwi, by wyjść do sąsiadki, obudził mnie pies i już nie udało mi się wrócić.

To narazie tyle, bo muszę właśnie odchodzić od komputera :D

Post Cz gru 25, 2008 3:22 am

2.
Często wykorzystuję sny do dywinacji. Ten sen miał temu służyć (choć sama dokładnie nie wiem - może tak naprawdę chodziło mi o nawiązanie kontaktu?). Był to czas, kiedy, pomijając wszelkie szczegóły, mój pies urodził szczeniaki. Wszystkie trzy były takie same, tylko jeden był inny (pomijając o co chodziło). W dniu urodzenia zapadł w śpiączkę i był już w niej około tygodnia (był płci żeńskiej). Przed snem zaprogramowałam się na to, by śnić o tym szczeniaku. I - nie wiem, może źle się zaprogramowałam? To, że nigdy mi się to dotąd nie zdarzyło, nie oznacza, że nie mogło tak być w tym przypadku.
Sen był długi i nie pamiętam go w całości, bo w tle cały czas był monolog. Jakiś żeński głos, ale nie mój (choć w śnie tym nie wiedziałam, czy jest mój, czy nie mój i w zasadzie nadal nie wiem, czyj to był głos) w rozlegał się w mojej głowie i opowiadał jakąś historię, która była coprawda pełna krwawych scen, ale dość monotonna i mogła przypominać wspomnienia szalonego dentysty. Kiedy głos opowiadał, w mózgu "wyświetlały" mi się ilustrujące to "filmy", coś jakby wspomnienia, które zawierały nawet lekkie bodźce dotykowe, ale tylko na zasadzie odczuwania emocji ofiar (praktycznie nie mam snów, w których nie ma wrażeń dotykowych, a bardzo rzadko takie, w których są one słabo wyczuwalne i zniekształcone). Opowieść traktowała bowiem o wyrywaniu zębów. Kobieta w mojej głowie opowiadała o tym, jak na przestrzeni dziejów, w różnych epokach (zaczynało się od neolitu...) wyrywała różnym ludziom zęby na różne wymyślne sposoby; a raczej nie ona, bo ona zawsze tym wyrywaniem dyrygowała, a zęby wyrywał kat (zawsze rodzaju męskiego), ona natomiast patrzyła na te sceny z satysfakcją i napawała się bólem torturowanych. Gdy doszło do czasów chronologicznie najbliższych współczesności, opowieść zakończyła się lekko wypowiadzianym zdaniemw stylu "A teraz mi wyrywają" i za chwilę wszystko się rozmyło, a ja we śnie obudziłam się. Byłam jednak przekonana, że obudziłam się naprawdę. W zasadzie nie wiem, czy ja, ale bez względu na to, w czyjej skórze "siedziałam", było to nad wyraz realne. W zasadzie po dokładniejszej analizie stwierdzam, że po owym przebudzeniu byłam jakby połączeniem siebie i autorki historii, która chwilę wcześniej "opowiadała się" w mojej głowie. Było ciemno. Chyba byłam w swoim pokoju, ale nie miał on mebli, a klimat w nim był dość "mroczny" (bo brakuje mi słów, by powiedzieć o nim coś więcej). Podniosłam się z łóżka i nagle poczułam w szczęce coś jakby napięcie, dotknęłam jednego z przednich zębów i poczułam, że się on rusza. Poruszyłam nim lekko i wypadł. Po nim następny i nastepny. Czynność była tak wciągająca, jak zdrapywanie strupa, kiedy się już zacznie to robić. Wyrywałam je w jakimś transie. Wychodziły lekko i dopiero po którymś z kolei zrozumiałam, co się dzieje i co robię, i wówczas przeraziłam się. Wstałam z łóżka, podeszłam do lustra i spojrzałam na szczękę. Przeraziłam się jeszcze bardziej, ale wyjmowałam nadal. Zęby były dziwnie duże i białe, jak nie moje (i nie niały korzeni), zresztą twarz w lustrze też nie była moja, choć była chyba podobna, ale silnie zniekształcona, zresztą w twarz nie patrzyłam, tylko na zęby, więc nie wiem. Byłam niesamowicie przerażona, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Wmawiałam sobie, że to sen i zaraz się obudzę, ale przebudzenie nie następowało. Kiedy został mi tylko jeden ząb (a może dwa czy trzy, nie pamiętam teraz dokładnie, w każdym razie nie więcej, niż trzy), który zachwiał się, gdy go dotykałam, opamiętałam się i zatrzymałam rękę w miejscu, a ząb zatrzymał się i ledwie się trzymał, ale stał - obudziłam się naprawdę (było rano i jasno).

3.
Sen ten był trochę wcześniejszy chronologicznie.
Wracałam ze swoim facetem z Borów Tucholskich (konkretnie z Odrów, jadąc ze stacji Czarna Woda). Byliśmy z Mendą (proszę się nie śmiać :)) [tym psem, który teraz ma szczeniaki], a mój kot był w domu. Trasa od Czarnej Wody była z początku normalna, ale po paru kilometrach otoczenie się zmieniło, granica była bardzo wyraźnie zarysowana. Było jeszcze bardziej słonecznie i zielono, niż kiedy wyjeżdżaliśmy, chyba było lato, a wyjeżdżaliśmy wczesną jesienią. Nadal były to Bory Tucholskie ze swym specyficznym klimatem. Jechaliśmy chwilę przez las i nagle pociąg wjechał na stację o czteroliterowej nie-polsko brzmiącej nazwie, zaczynającej się na O i kończącej się na samogłoskę (ale obudziwszy się nie mogłam jej sobie przypomnieć mimo usilnych prób zarówno przypomnienia jej sobie po obudzzeniu, jak i zapamiętania jej podczas snu). Pociąg zatrzymał się i powiedziano nam, że tu pociąg kończy trasę i czeka nas przesiadka, mimo, że tor był prosty, nie było tam innej drogi - można było jechać tylko do przodu lub w tył. Wysiedliśmy. Okazało się, że były tam dwa tory, które miały jakby charakter dwukierunkowej ulicy - tym, którym przyjechaliśmy, jechało się do przodu (w stronę Tczewa), tym drugim odwrotnie (do Czarnej Wody). Postanowiliśmy zobaczyć, kiedy będzie nasz pociąg, w tym celu udaliśmy się do budynku dworca, który był duży, biały i sześcienny, ale ogólnym wyglądem przypominał blok popegieerowski. Tam okazało się, że jeździ tędy mnóstwo pociągów do Olsztyna i najbliższy będzie za pół godziny. Kupiłam bilet na najbliższy i poszliśmy rozejrzeć się po okolicy. W wiosce nie było budynków, choć na dworcu przy kasach były ogromne kolejki. Za jakieś 20 minut wróciliśmy, bo zbliżała się godzina przyjazdu pociągu i usiedliśmy na ławeczce. Okazało się, że co chwila przejeżdżał tędy jakiś pociąg, zarówno w jedną stronę, jak i w drugą, a pędziły z prędkością chyba 300km/h, bo gdy pojawiały się z jednej strony zasięgu mojego wzroku, w 2 sekundy później znikały z drugiej strony, poświęcając pół sekundy lub nawet mniej na postój. Zmartwiłam się, że pewnie nie zdążymy wsiąść i nawet nie będziemy wiedzieli, który pociąg jest nasz. Wówczas odechciało mi się wracać i pomyślałam, że może jednak tu zostaniemy, bo nie znam tych okolic. Kiedy więc nasz pociąg przyjechał, by sekundę później odjechać, nie zmartwiłam się, nawet wszyscy trzej nie ruszyliśmy się z miejsca. Wtedy przysiadła się do nas jakaś kobieta (wiedziałam, że jest stamtąd) i zagadała niby do nas, choć mówiła w zasadzie do mnie. Nie pamietam, o czym mówila, ale mówiła w sposób charakterystyczny dla niektórych "borowiaków" - zagmatwany, nieczytelny, z dużą ilością zagadek, niedomówień i powtórzeń, trochę jak całkiem sympatyczny szaleniec, z którym jednak rozmowa męczy i pozostawia niedosyt informacyjny. W pewnym momencie przerwała i zapatrzyła się w dal, po czym powiedziała tonem, jaki później kilkakrotnie usłyszałam od różnych ludzi po tym, kiedy mój kot spadł z czwartego piętra w klatce schodowej i ci, co o tym usłyszeli, budząc moją odrazę gadali o nim tak, jakby albo już nie żył, albo miał zostać kaleką do końca życia, słowa, które od tychże ludzi później usłyszałam: "mój boże, ale kota szkoda!". Spytałam chyba, jakiego kota, a ona odparła coś niejasno, choć poza słowami mój mózg "bombardowała" bardzo konkretna informacja: mojego. Zadawałam jej jeszcze jakieś pytania, ona odpowiadała coś wymijająco, tak, jakby nie chciała, żeby mój towarzysz zorientował się o co chodzi, jednocześnie przekazując mi do mózgu bardzo konkretne informacje, co było ciekawe nie tyle dlatego, że było to bardzo silne i realne, poza tym nigdy we śnie nie gadałam z nikim telepatycznie, co dlatego, że aż tak dokładnie tego typu informacji nie potrafię (jeszcze) odczytywać nawet "na jawie". To było tak dokładne i konkretne, mimo gadania, które ktoś inny uznałby za gadaninę osoby niezrównoważonej umysłowo (jak niechybnie odebrał ją mój towarzysz), że aż bolesne, tym bardziej, że nie mogłam uwierzyć choćby nawet w to, że ona może w ogóle znać mojego kota, ona tymczasem powiedziała, że kiedy nas nie było "umarł w męczarniach w szpitalu". I o co do cholery chodziło z tym szpitalem? Jaki szpital? Kot w szpitalu? To nie miało żadnego sensu. Spytałam więc jeszcze raz: "Ale jaki to kot? Pani? Czy cudzy?" A ona odparła, patrząc w przestrzeń : "Cudzy, cudzy", jednocześnie wysyłając mi konkretną, przeszywającą mózg informację: "Twój". Nagle sen się skończył i obudziłam się.
O ile mogę częściowo rozszyfrować, o co chodzi z tymi pociągami i jest to dość jasne, o ile też mogę domyślać się, że ta sytuacja związana z kotem dotyczyła jego upadku, po którym faktycznie symbolicznie "umarł", i pojawił się nawet motyw szpitala (u weterynarza, który mu pomógł, jest mały szpitalik), choć kot w nim nie przebywał, to jakoś nie wszystko do końca rozumiem, a tym bardziej tego, jak te dwa motywy się łączą ze sobą.

To narazie na tyle... Jeśli ktoś mógłby mi pomóc w zrozumieniu tychże trzech snów z góry serdecznie dziękuję :)

Powrót do CIEKAWE SNY

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.215s | 12 Queries | GZIP : Off