Złote Popołudnie


Książki, artykuły i eseje, które czytaliście i polecacie.

Moderator: Kapelusznik

Post So sie 23, 2008 10:20 pm

Złote Popołudnie

Opowiadanie Sapkowskiego na które natrafiłem w zasadzie przypadkiem. Mógłbym uznać je za klon opowiadań o "Alicji co wpadła do króliczej nory" która jest jak wiadomo bramą do świata szaleństwa i obłąkanych istot. Sądzę że ukazało się wiele opowiadań o szalonej krainie po drugiej stronie lustra ale ja trafiłem tylko na to więc jak to mówią "na bezrybiu i rak ryba" ;)

Fragmenty:

- Nigdy w życiu - powiedziała dziewczynka lekko drżącym głosem - nie widziałam kota, który się uśmiecha. W taki sposób.
Poruszyłem uchem na znak, że nic to dla mnie nowego.
- Ja mam kotkę - oznajmiła. - Moja kotka nazywa się Dina. A ty jak się nazywasz?
- Ty tu jesteś gościem, drogie dziewczę. To ty powinnaś przedstawić się pierwsza.
- Przepraszam. - Dygnęła, spuszczając wzrok. Szkoda, albowiem oczy miała ciemne i jak na człowieka bardzo ładne. - Rzeczywiście, to nie było grzeczne, powinnam wpierw się przedstawić. Nazywam się Alicja. Alicja Liddell. Jestem tu, bo weszłam do króliczej nory. Za białym królikiem o różowych oczach, który miał na sobie kamizelkę. A w kieszonce kamizelki zegarek.
Inka, pomyślałem. Mówi zrozumiale, nie pluje, nie ma obsydianowego noża. Ale i tak Inka.
- Paliliśmy trawkę, panienko? - zagadnąłem grzecznie. - Łykaliśmy barbituraniki? Czy może naćpaliśmy się amfetaminki? Ma foi, wcześnie teraz dzieci zaczynają.
- Nie rozumiem ani słowa - pokręciła głową. - Nie pojęłam ani słowa z tego, co mówisz, kocie. Ani słóweczka. Ani słówenienieczka.
Mówiła dziwnie, a ubrana była jeszcze dziwniej, teraz dopiero zwróciłem na to uwagę. Rozkloszowana sukienka, fartuszek, kołnierzyk z zaokrąglonymi rogami, krótkie bufiaste rękawki, pończoszki... Tak, cholera jasna, pończoszki. I trzewiczki na rzemyczki. Fin de siecle, żebym tak zdrów był. Narkotyki i alkohol należało zatem raczej wykluczyć. O ile, rzecz jasna, jej ubiór nie był kostiumem. Mogła trafić do Krainy wprost z przedstawienia w teatrze szkolnym, gdzie grała Małą Miss Muffet siedzącą na piasku obok pająka. Albo wprost z imprezy, na której młodociana trupa świętowała sukces spektaklu garściami prochów. I to właśnie, uznałem po namyśle, było najbardziej prawdopodobne.
- Cóż tedy zażywaliśmy? - spytałem. - Jakaż to substancja pozwoliła nam osiągnąć odmienny stan świadomości? Jakiż to preparat przeniósł nas do krainy marzeń? A może po prostu piliśmy bez umiaru ciepławy gin and tonic?
- Ja? - zarumieniła się. - Ja niczego nie piłam... To znaczy, tylko jeden, jeden maciupeńki łyczek... No, może dwa... Lub trzy... Ale na buteleczce była przecież karteczka z napisem: "Wypij mnie". To w żaden sposób nie mogło mi zaszkodzić.
- Zupełnie jakbym słyszał Janis Joplin.
- Słucham?
- Nieważne.

***

- Tam - wskazałem nieznacznym ruchem głowy - mieszka Archibald Haigha, dla przyjaciół Archie. Jest bardziej szalony niż marcowy zając. Dlatego mówimy na niego: Marcowy Zając. Tam zaś mieszka Bertrand Russell Hatta, który jest szalony jak kapelusznik. Dlatego też mówimy na niego: Kapelusznik. Obaj, jak się już zapewne domyśliłaś, są obłąkani.
- Ale ja nie mam ochoty spotykać obłąkanych ani furiatów.
- Wszyscy tu jesteśmy obłąkani. Ja jestem obłąkany. Ty jesteś obłąkana.
- Ja? Nieprawda! Dlaczego tak mówisz?
- Gdybyś nie była obłąkana - wyjaśniłem, trochę już znudzony - nie trafiłabyś tutaj.
- Mówisz samymi zagadkami... - zaczęła, a oczy rozszerzyły się jej nagle. - Ejże... Co się z tobą dzieje? Kocie z Cheshire! Nie znikaj! Nie znikaj, proszę!
- Drogie dziecko - powiedziałem łagodnie. - To nie ja znikam, to twój mózg przestaje funkcjonować, przestaje być zdolny nawet do delirycznego majaczenia. Ustają czynności. Innymi słowy...
Nie dokończyłem. Nie mogłem jakoś zdobyć się na to, by dokończyć. By uświadomić jej, że umiera.
- Widzę cię znowu! - zawołała triumfalnie. - Znowu jesteś. Nie rób tego więcej. Nie znikaj tak nagle. To okropne. W głowie się od tego kręci.
- Wiem.
- Muszę już iść. Do widzenia, Kocie z Cheshire.
- Żegnaj, Alicjo Liddell.


Było by miło gdybym trafił na podobne opowiadania innych pisarzy
Avatar użytkownika

Marcowy Zając
Marcowy Zając

Posty: 421

Dołączył(a): So gru 15, 2007 3:08 am

Lokalizacja: z Pogranicza

Post N sie 24, 2008 6:53 am

Re: Złote Popołudnie

Trymon napisał(a):Było by miło gdybym trafił na podobne opowiadania innych pisarzy

W takim klimacie poleciłabym jeszcze "Koralinę" Neila Gaimana... świat po drugiej stronie jest cudownie koszmarkowy i jest tam nawet magiczny i zblazowany czarny kot... choć właściwie kot jest i tam i tu, bo przecież kto jak kto, ale ON się nie będzie ograniczał do przebywania tylko w jednej rzeczywistości <pogardliwe prychnięcie> :>

"Lektura tej książki sprawi, że dreszcz przebiegnie Wam po plecach, wymknie się butem i ucieknie taksówką na lotnisko. Przepełnia ją subtelna groza, właściwa najlepszym baśniom. To arcydzieło. A guziki już nigdy nie będą takie, jak kiedyś" - Terry Pratchett :D

No i bardzo jestem ciekawa jak wyjdzie przeniesienie "Koraliny" na ekran, o czym trochę tutaj.

Enjoy ;)
Deep into that darkness peering, long I stood there, wondering, fearing, doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before /Edgar Allan Poe/

Post N sie 24, 2008 11:29 am

Opowiadanie swojego czasu było dostępne(i jest) w antologii "Trzynaście Kotów".

Powrót do BIBLIOTEKA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


cron



Śnienie - rozwój - warsztaty

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by ST Software for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Time : 0.218s | 13 Queries | GZIP : Off